Piątek z Martą #57: moje życie pędzi

Trochę się wkopałam z nazwą tego cyklu, bo za każdym razem, kiedy publikuję go w inny dzień niż piątek, czuję wyrzuty sumienia. A niepotrzebnie, prawda? Przecież to całkiem fajnie mieć piątek w niedzielę.

Tak sądzę.

CO U MNIE?

Tak jak pisałam w niedawnym wpisie, zaczęłam organizować sobie czas na nowo. Oczywiście przepięknie dobrałam czas wprowadzania zmian – jutro zaczynam kurs i przez tydzień od 7:30 do 18-20 nie będzie mnie w domu. Ale nieważne: i tak mam zamiar walczyć i chociaż w mały sposób zmieniać swoje przyzwyczajenia i wprowadzać nowe zasady. Już teraz przekonuję się, że dni danego zadania (jeśli nie wiesz o co chodzi, przeczytaj wpis) raczej się sprawdzą i jest właśnie tym, czego potrzebowałam.

Poza tym, dotarło do mnie, że coś się dzieje z moim zdrowiem. Nie chcę wchodzić w szczegóły ani prowadzić relacji z detalami na blogu, ale jestem żywym dowodem na to, że stres naprawdę wpływa na nas bardziej, niż zdajemy sobie z tego sprawę. Niestety, u mnie jest to trochę związane z moim charakterem – przejmuję się wszystkim od kiedy pamiętam i zazwyczaj stresuje mnie wszystko, co tylko możliwe. Pomyślałam jednak, że mogę wykorzystać moją sytuację i zamienić ją w coś pozytywnego – na przykład publikując jakieś artykuły na temat walki ze stresem czy inne tego typu treści. Co o tym myślicie? Czy Wy też się stresujecie?

Cały czas coś się dzieje. Myślałam, że moje życie nie może nabrać szybszego tempa, ale już mam nauczkę, że nie mogę tak myśleć, bo wtedy przyspiesza jeszcze dwa razy. 🙂 Zgłosiłam się jakiś czas temu do konkursu Next Fitness Star magazynu Women’s Health. Nagrodą główną jest m.in nagranie płyty dvd z treningiem – moje marzenie! Udało mi się dostać do finału, gdzie jest 10 dziewczyn. W czwartek rusza głosowanie, które potrwa miesiąc: dziewczyna, która zbierze największą ilość głosów, wygrywa! AAA!

Mam też coraz większą potrzebę własnego mieszkania. Nie wiem, czy dopadło mnie jakieś „wicie gniazdka”, ale po prostu zaczęłam ostatnio obsesyjnie myśleć o tym, że bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, BARDZO chciałabym własne cztery kąty. Na razie to niezbyt możliwe, więc staram się przerobić trochę mieszkanie, które wynajmujemy tak, żeby jeszcze bardziej mi pasowało.

Tym razem padło na zmianę stolika pod telewizor na komodę i w życiu bym nie przypuszczała, że jeden mebel zrobi TAKĄ różnicę.

Zobaczcie:

Komoda jest świetna – te ciemniejsze „szafki” mają tkaninę akustyczną, więc do środka można włożyć głośniki i inny sprzęt (w tym przypadku u nas są to także konsole), bo tkanina przepuszcza dźwięk.

Słychać więc doskonale, a jednocześnie sprzęt nie jest na wierzchu, co sprawia, że jest tak… nie wiem, czysto? Schludnie? Minimalistycznie. I cały pokój wygląda inaczej, DUŻO ładniej.

Ten pokój w moim mieszkaniu był zawsze pokojem „mniej ulubionym” – bo nie do końca podobał mi się wystrój, a niezbyt miałam co z nim zrobić (niektóre meble muszą zostać, aneksu przecież też nie przeniosę). A teraz jest tam po prostu… ładnie. Nie sądziłam, że to możliwe.  Przyjemnie mi się tam teraz siedzi.

W środku komody jest też dużo szafek i miejsca, więc wszystkie rzeczy, zwłaszcza te do nagrywania rzeczy (aparat, statyw, parasolka, żarówka i tak dalej) nie leżą wreszcie na podłodze ukryte pod stolikiem, a są schowane w szafce. Kurczę, nie sądziłam, że zwykły mebel tyle mi zmieni 😀

Ekscytowałam się nim tak, jakbym co najmniej wyremontowała cały pokój, co może być trochę śmieszne, ale jest całkowicie szczere 🙂

Jeśli jesteście ciekawi, to jest to komoda Median z Black Red White: zobacz tu.

Wybaczcie dużą ilość zdjęć, ale tak bardzo jak komodą, ekscytuję się także nowym obiektywem i fotografuję wszystko co mogę. Nie jestem jakąś szczególnie zagorzałą fanką fotografii, ale ten obiektyw sam z siebie robi ładne zdjęcia i nie trzeba się zbytnio starać, żeby mieć dobre ujęcie. Zobaczcie na moją gwiazdkę, Nitkę:

Mówiąc o Nitce – jak możecie zauważyć na moim instagramie czy w moich vlogach, ten kot ma zdecydowanie parcie na szkło!  Z jednej strony mnie to śmieszy, ale z drugiej – nie mogłam mieć lepszego kota będąc blogerką, no nie mogłam. Nie znam drugiego zwierzaka, który tak bardzo uwielbia zdjęcia i robienie filmów. Nawet ostatnio Nitce udało się zostać testerem w sklepie NaszeZoo.pl i przetestować produkty – witaminki dla kotów, pastę z ryby i laser.

Oczywiście, laser to był szał. Zwłaszcza, że jest w kształcie ryby. Nie wiem, czy Wasze koty też lubią bawić się laserem, ale Nitce zawsze odwala… najlepsze jest jednak to, że najpierw chowa swoje dwie ukochane zabawki – rybkę i myszkę – chwytając je w zęby i  ukrywając np. pod stołem czy w jakimś kącie i dopiero wtedy poluje na laser. 🙂

 

OSTATNIO NA BLOGU

CIEKAWE LINKI

Zbieram blogi do kolejnego sezonu polecania blogów czytelników w Piątku z Martą. Jeśli chcesz, żebym zareklamowała Twój blog:

  • wyślij mi maila na kontakt@martapisze.pl
  • w tytule KONIECZNIE napisz „Piątek z Martą”
  • w mailu uzasadnij, dlaczego powinnam polecić Twój blog i napisz o nim 2-3 zdania, żebym mogła przedstawić go czytelnikom

DO POCZYTANIA

Jeżeli pamiętacie, uwielbiam dla odprężenia czytać powieści z kategorii young adult. Tym razem padło na Maybe Someday. To opowieść o miłości, która nie powinna się zdarzyć, ale i tak się zdarzyła… wiecie, romans. Jak zwykle u Marty. 🙂

„On, Ridge, gra na gitarze tak, że porusza każdego. Ale jego utworom brakuje jednego: tekstów. Gdy zauważa dziewczynę z sąsiedztwa śpiewającą do jego muzyki, postanawia ją bliżej poznać.
Ona, Sydney, ma poukładane życie: studiuje, pracuje, jest w stabilnym związku. Wszystko to rozpada się na kawałki w ciągu kilku godzin.
Wkrótce tych dwoje odkryje, że razem mogą stworzyć coś wyjątkowego. Dowiedzą się także, jak łatwo złamać czyjeś serce…”

DO OBEJRZENIA

Dwie rzeczy – po pierwsze dalej z Patrykiem oglądamy Breaking Bad i sama nie mogę uwierzyć, jak ten serial cholernie wciąga. Wiem, że polecałam go już w poprzednim Piątku, ale… kurczę! To jest naprawdę PRZEŚWIETNY serial, mimo, że czasami strasznie się wkurzam na bohaterów.

Druga rzecz – film, na który czaiłam się od czasu, kiedy tylko zobaczyłam trailer. Wiedziałam, że mi się spodoba i miałam rację – był świetny. The edge of seventeen to komediodramat trochę w stylu Juno, więc jeśli podobał wam się tamten film, to ten też z pewnością przypadnie wam do gustu. Polecam szczególnie na zły dzień.

>

DO POSŁUCHANIA

Od zawsze lubiłam OneRepublic – słucham ich od gimnazjum – ale mam wrażenie, że to strasznie niedoceniany zespół. Znów namiętnie gwałcę ich pierwszą płytę, więc od razu Wam polecę – świetnie się przy tym pisze, czyta i odpoczywa. Pracuje w sumie też. 🙂 Pisałam kiedyś przy tym swoje pierwsze blogi i opowiadania. Sto lat temu!

A teraz życzę Wam miłego tygodnia i trzymam kciuki za Was w naszym wyzwaniu finansowym. Dostałam znak, że bardzo dużo osób się zapisało właśnie z tego bloga i poczułam się strasznie dumna! Cieszę się, że jesteście. Bardzo za to dziękuję.

Miłego tygodnia!