Kiedy skończyłam naście lat i weszłam w wiek, w którym zaczął się czas masowych zaproszeń wszędzie, gdzie tylko się da i wychodzenia „na miasto”, domówki, imprezy i szalone wypady, odkryłam, że coś ze mną jest nie tak. Bo gdy inni modlili się, żeby ktoś ich gdzieś zaprosił, ja błagałam w duchu, żeby o mnie zapomnieli. Chociaż jeden, cholerny raz.

DZIWAK ZOSTAJE W POKOJU

Gdy na obozach ludzie wychodzili na miasto i zatrzaskiwały się za nimi drzwi, oddychałam z ulgą. Naprawdę. Nic mnie tak wtedy nie cieszyło, jak ta godzina lub dwie dla siebie. Sama w pokoju. Bez ludzi.

Boże, wtedy właśnie odpoczywałam.

Ale nikt tego nigdy nie rozumiał. Byłam dzikusem. Dziwna jakaś. Nigdzie nie chodzi. W pokoju siedzi. A mnie po prostu na maksa nie bawiło żadne wychodzenie, bo ja się w tłumie męczę i każde takie wyjście wymaga ode mnie generowania kolejnej dawki energii, której na obozie sportowym i tak było mało – głównie dlatego, że treningi wysysały z ciebie wszystko. Czasami, pod presją, zmuszałam się do wyjścia, za każdym razem myśląc, że będzie super i będzie mi się podobać, ale zgadnijcie co.

Nigdy tak nie było.

Nie dlatego, że nie lubiłam moich kolegów: swoją grupę lubiłam bardzo, zwłaszcza przez ostatnie dwa-trzy lata mojego trenowania. Ale nie lubiłam grupowych wyjść i przez wiele lat uważałam, że coś ze mną jest nie tak. Bo wszyscy się dobrze bawią, a ja jakoś tak… nie.

CO JEST ZE MNĄ NIE TAK?

Po pewnym czasie zaczęły się wyrzuty od znajomych. Bliższych i dalszych koleżanek. Bo ty ciągle nie masz czasu, bo ty nie chcesz się spotykać, nie chcesz wychodzić, wolisz w domu pić herbatę, a ile można pić tą cholerną herbatę? Czy ty chcesz, żebyśmy umarły z nudów, we dwie?

Długi, długi czas myślałam, że to moje lenistwo – naprawdę. Że po prostu mi się nie chce. Więc zmuszałam się do wyjść z grupą osób, do grupowych spotkań, na których zawsze bawiłam się średnio i to nie dlatego, że ludzie byli źli, bo byli super, ale dlatego, że coś było ze mną nie tak. Że mnie to męczyło, i jeszcze godzina była okej, ale już trzy-cztery to koszmar. Marzyłam o tym, by wrócić do domu.

Zawsze uważałam się za ekstrawertyka. Nie jestem nieśmiała, nie mam problemu z zagadaniem do obcych ludzi, ba, można mi dać mikrofon i ja coś do niego powiem, nawet, jeśli stoi przede mną tłum. Na Boga, ja przecież prowadzę dwa blogi, czy można być bardziej osobą pożądającą uwagi? Nawet jeden blog mi nie starcza! Ludzie, ja mam jeszcze kanał na youtube!

TAKA JESTEM

Jakieś dwa lata temu trafiłam na artykuł – „rzeczy, które zrozumieją tylko introwertycy”.

I wszystkie grafiki były o mnie.

To był pierwszy raz, kiedy wreszcie poczułam, że jest ktoś jeszcze, kto mnie rozumie i nie uważa mojego zachowania za bycie dzikusem. Ba, tych ludzi jest chyba więcej, nie? Nie tylko ja muszę ładować baterie po spotkaniu z grupą znajomych. Nie tylko ja uważam samotny weekend w domu za coś lepszego niż dwa dni w spa z masażem wykonywanym przez samego Deana Winchestera z Supernatural. Wreszcie jakieś głupie memy w necie, które nie oskarżają mnie o bycie dzikusem, o nie lubienie kogoś, o odcinanie się, blablablabla.

Nie zrozumcie mnie źle: zdaję sobie sprawę, że typy ludzi i inne podziały to tylko podziały. Mniemam, że to jak z somatotypami – rzadko kiedy znajduje się idealny i „czysty”, raczej spotyka się „mieszanki”. Nie szufladkuję się – „jestem introwertykiem/nie jestem introwertykiem”. Ja dwa lata temu po raz pierwszy po prostu odkryłam, że to, że jestem „dzikusem” wcale nie jest dziwne. Jest normalne i nie tylko ja tak mam.

Zaczęłam rozumieć, że taka po prostu jestem. I to akceptować. Nie zmuszam się do wyjścia, jeśli go nie czuję i nie mam na nie ochoty. Przestałam mieć wyrzuty sumienia, że ciągle komuś odmawiam/że coś mnie omija/że tracę – nic nie tracę, bo przecież w tłumie nie bawiłabym się dobrze i tak.

Ludzie słysząc, że jestem tego typu osobą, zaraz zaczynają uważać, że źle się bawię w ich towarzystwie albo ich nie lubię. Wszystko zawsze biorą do siebie i nie potrafią zaakceptować, że po prostu w trochę inny sposób wyglądają u mnie bliskie relacje.

Kocham spotykać się ze swoimi przyjaciółmi w małych grupkach. To nie jest tak, że nie lubię spędzać z nimi czasu – lubię. I zawsze bawię się dobrze. Nie spotykam się z nikim z poczucia obowiązku – chcę to robić! To, że ktoś jest – dobra, uprośćmy to na potrzeby tego tekstu – „introwertykiem”, nie znaczy, że marzy tylko o tym, żeby zamknąć się w piwnicy i z nikim nie rozmawiać. Tak samo jak inni kochamy swoich przyjaciół, po prostu jesteśmy trochę jak smartfony i jak się nas zużyje na spotkaniu, to potem musimy się podładować. W samotności. Nie, to nie znaczy, że cię nie lubię albo się z tobą nudzę! Po prostu taka jestem.

I wreszcie dorosłam do tego, żeby za to nie przepraszać. Żeby ciągle nie czuć się winna za to, że nie chcę wyjść na dużą imprezę albo nie mam dziś ochoty się spotkać i wolałabym jutro.

Nie będę przepraszać za to, że taka jestem.

Total
1
Shares
  • O to to to. Chyba też tak trochę mam, ale teraz już mi z tym dobrze:)

  • Fiołek88

    Mam kolegę, który nie rozumie, że lubię siedzieć w domu sama. A jak słyszy, że zostaję sama to on od razu, że robimy imprezę 😛 hehe o nie, nie, ja sobie sama posiedzę i po prostu odpocznę od ludzi. Zastanawiam się czy jest możliwość życia takich 2 osób ze sobą 😀

  • Aleksandra Fert

    Też nie lubię się szufladkować, ale ten post uświadomił mi, że mam całkiem sporo z introwertyka:) Niestety jeszcze nie do końca nauczyłam się czuć się z tym dobrze, bo zawsze pojawiają się wyrzuty sumienia, kiedy ktoś mi coś proponuje, a ja znowu odmawiam (całe szczęście nie ma tych zaproszeń aż tak znowu dużo;) ) Poza tym, nie umiem rozmawiać w większej grupie ludzi, lepiej się czuję z kilkoma znajomymi. Niejednokrotnie mi się zdarzało, że po dłuższym spotkaniu byłam strasznie zirytowana i nie wiedziałam dlaczego, więc irytowałam się jeszcze bardziej. Teraz już chyba wiem i wiem, że to nic złego. Tak jak Ty-bardzo lubię ludzi. Ale nie wszystkich naraz! 😉 Pozdrawiam!

  • Marta

    Ten tekst dokładnie odzwierciedla mnie! Uff, też nie jestem dziwadłem 🙂

  • Lemart Lemart

    Na mnie też zawsze patrzyli jak na dzikusa, szczególnie na spotkaniach rodzinnych. Godzina, dwie- ok. Od trzech wzwyż- to już za dużo. Wtedy mówię, że idę do domu, bo mam coś ważnego do zrobienia i tyle. Jak mówiłam, że ja po prostu jestem typem, który musi odreagować takie rodzinne spotkanie lub jakiekolwiek spotkanie w dużej grupie, spotykałam się z brakiem zrozumienia. Nie jestem też jakoś mocno lubiana i na nadmiar zaproszeń na imprezy nie poskarżę się. To akurat w moim przypadku bardzo dobre, bo mam problem z głowy. Niewiele jest osób, z którymi wytrzymam dłuższy czas. Niewiele osób wytrzyma również ze mną 😉 Pozdrawiam i miłej niedzieli!

  • Aneta

    Jej, Marta – dzięki! Co jak co, ale po Tobie bym się nie spodziewała takiego posta. Zawsze myślałam, że jesteś właśnie taka bardziej zawsze wśród ludzi. A ja mam tak jak Ty. Ludzie nie potrafią zrozumieć, jak to możliwe, że jestem studentką i nigdy nie byłam w klubie… Też czasami myślę, że coś ze mną nie tak. Zapiszę sobie gdzieś ten post i jak złapię doła to będę sobie przypominać, że nawet takie przefajne osoby jak Ty, mają tak samo jak ja! 🙂

  • Sylwia

    Doskonale Cię rozumiem. Uwielbiam spędzać czas sama ze sobą, ewentualnie z chłopakiem lub dwiema najlepszymi przyjaciółkami, bo to przy nich czuję się najbardziej komfortowo. Mogę od czasu do czasu gdzieś wyjść, ale tylko, jeśli jestem w nastroju i wyłącznie ze znajomymi, których lubię. Potem muszę to jednak „odchorować” i nie wychodzić z pokoju cały dzień 🙂 Mieszkam ze współlokatorami, który są okay, można z nimi pogadać, ale tylko wtedy, gdy mam na to nastrój. Dla mnie wyjście i przebywanie z nimi w tej samej kuchni, gdy w ogóle chcę być sam na sam ze swoimi myślami, jest prawie męczące. Wysilam się wtedy i zmuszam do rozmowy, a to nie o to chodzi. Oczywiście są rzadkie momenty, gdy nawet piwo z nimi wypije czy coś, ale w innym wypadku, jeśli przebywamy w tym samym pomieszczeniu, a ja sie nie odezwę, pytają, czy wszystko dobrze etc. I dziwnie się z tym czuję.

    P.S. – Robiłaś coś z włosami? Wyglądają lepiej 🙂 W sensie, pamiętam Twojego posta o tym, jak fryzjerka powiedziała, że Twoje włosy wyglądają, jakby były zniszczone rozjaśnianiem, podczas gdy one tak u Ciebie normalnie wyglądają. Ja to rozumiem, bo moja przyjaciółka też ma taką strukturę włosa, ale na zdjęciach z tego posta wyglądają na bardziej wygładzone 🙂

    Pozdrawiam i buziaki 🙂

    • Susie

      O, też to zauważyłam!

      I czy Wy też nie lubicie, jak zagaduje was kierowca w Uberze? 😀

      • Sylwia

        Nie znoszę 😛 rzadko zdarza się pan, z którym rzeczywiście można porozmawiać o czymś ciekawym, zazwyczaj to standardowe wtrącanie nosa w nie swoje sprawy lub small talks. Ale o dziwo, zawsze bardzo chętnie porozmawiam o ciekawych miejscach w mieście, w którym jestem, a się nie znam 🙂

  • Muszę być jeszcze dziwniejszym osobnikiem, skoro mało kto mnie zaprasza, a i tak się nie modlę o to, by ktoś zaprosił mnie na imprezę do jakiejś dziury na końcu powiatu.
    Duże spotkania to coś, co mnie po prostu męczy. Wolę się spotykać tylko z moimi najbliższymi przyjaciółmi – mogę całkowicie skupić na nich swoją uwagę, przedyskutować.
    Mam nadzieję, że jak za te półtorej roku będę robić osiemnastkę nikt nie będzie się ze mną wykłócał o to, że go nie zaprosiłam.

  • Boże, ja naprawdę do teraz myślałam, że mam coś z głową. Wiadomo, że jak jakiś czas nie widzę z się z przyjaciółmi, to nie czuję się z tym super OK i zadowolona, ale kiedy zdarza się to zbyt często, to ludzie po prostu zaczynają mnie irytować, więc w moim przypadku liczy się równowaga.
    Dzięki wielkie Martuś za ten post! 🙂
    czytamogladampisze.blogspot.com

  • angela:d

    co jak co, ale ja wolałabym być masowana przez Deana 😀

  • Ewa Łęgowska

    Taak, poznaj kolejnego „dzikusa” 😉 nie cierpiałam wyjazdów, kolonii i wycieczek dłuższych niż dwa dni. Potrzeba mi kocyka, książek albo filmów. Chociaż przez to czasem czuje się samotna, bo siedzenie samej w domu przez kolejne dni to nie jest jednak szczyt marzeń.. Grunt to wypośrodkowanie wszystkiego 😉 pozdrawiam

  • Alexandra

    Witam w klubie 🙂 Cieszę się, że coraz częściej jest poruszany ten temat. Bo zawsze liczy się ten bardziej rozgadany, który bywa praktycznie wszędzie. Ja na szczęście nie dawno (rok temu) odkryłam swój introwertyzm i wtedy ja dla siebie też przestałam być dziwakiem. Mimo że nie byłam specjalnie lubianą osobą w szkole 😉

  • Daga

    13 punkt z tej listy przydarza mi się tak często,że już nawet nie próbuję odpowiadać…..

  • Marta

    I te ciągłe wyrzuty ze strony znajomych, że „znowu nie przyszłaś, pewnie się z nami spotykać nie chcesz :/” 😀

  • Ej, ej ale Deanem to ty nie gardź! Ja bardzo długo sądziłam, że jestem typowym przykładem introwertyka jednak na studiach odkryłam, że zabawa w klubie też jest spoko. Muszę mieć po prostu na to humor.

  • Magda

    Fajnie, że o tym napisałaś! Nigdy bym się nie spodziewała, że jesteś introwertyczką 😉 bardzo potrzebny post, sama nadal jeszcze czasem mam wyrzuty sumienia, że wolę zostać w domu niż iść na domówkę z 15 osobami, których nie znam, ale powoli uczę się nie przepraszać za to, jaka jestem. Dzięki!

  • BAJA

    Ja mam tak od zawsze. Nie ma imprezy, z której nie chciałabym uciec po godzinie. Nie ma dnia, w którym nie uciekam do swojej samotni. Książka mi wystarczy by poczuć się szczęśliwą. Człowiek niekoniecznie. I tez nie mam problemu by być duszą towarzystwa, w młodości chmurnej i durnej wiele razy wystepowalam na akademiach, żaden problem. Najlepiej mi jednak samej ze sobą. I dobrze mieć kogoś, kto to zrozumie, bo z tego się nie wyrasta. Przynajmniej ja nie wyroslam. I mam partnera, który rozumie moją potrzebę samotności.

  • Susie

    Ja też nigdy „nie pasowałam”, chociaż raczej zawsze wiedziałam, dlaczego. Umiem tworzyć ciepłe, bliskie relacje z ludźmi, kiedy są osobno. Rozmowy w grupkach absolutnie mnie przerastają.
    Lubię od czasu do czasu wyjść potańczyć, ale zdecydowanie bardziej niż domówkę wolę wieczór z planszówkami i bliskimi znajomymi – wtedy także ładuję baterie. Sylwester spędziłam grając w Catan z chlopakiem i przyjacielem – i bylo mi z tym dobrze. Chociaż za rok – kto wie – może i na imprezę pójdę.

  • Priscilla Grant

    Punkt 19 – dokładnie tak mam! Jak jestem w domu to mi smutno i chcę do ludzi, a jak się znajdę wśród ludzi to chcę do domu. Logika 🙂
    Btw, ekstra kubek 🙂

  • Milena

    Rany! Jakbym czytała o sobie! :O

  • Ja też nie lubię dużych grup ludzi. Męczy mnie to i zazwyczaj nie wiem co ze sobą zrobić. Wolę z 2 osobami pójść do kawiarni, niż z 20 na imprezę. Też się z tym pogodziłam. Nie ma co się zmuszać, skoro coś nie sprawia nam przyjemności. A że ludzie czasem gadają – taka ich natura. Nie ma co się przejmować.

  • Z tej strony ekstrawertczka, której trójka najbliżych przyjaciół jest introwertkami. I weź tu żyj jakoś 😉
    Ale tak na serio, najważniejsze to być dobrym dla siebie i nie robić nic wbrew swojej skromnej osobie.
    Pozdrawiam serdecznie
    Jadwiga

  • Nie do końca dobry człowiek.

    To ja mam… Nie wiem czy inaczej. Z jednej strony męczy mnie spędzanie czasu w dużej grupie, a z drugiej to zapraszanie gdzie się da i chodzenie na imprezy wydaje mi się takie odległe. Mam na myśli – ja jestem z tych, których nigdy nikt nigdzie nie zapraszał i nigdy nie byli na prawdziwej imprezie. Więc jak każdy człowiek, który nie zasmakował w życiu bycia – nazwijmy to – „lubianym i popularnym” (tak, dla niektórych ludzi pójście na imprezę gdzie jest 6 osób to już jest sława :D), marzę o tym, żeby czasem mieć gdzie i z kim wyjść. Ale z drugiej strony – też jestem typem osoby, która zwykle woli własne towarzystwo i męczy ją nadmiar czasu spędzonego z innym człowiekiem.

    • Mam podobnie, co mnie doprowadza do furii bo rozumiem jak bardzo to jest bez sensu – chciałabym, żeby ludzie mnie zapraszali, chcieli się spotykać, rozmawiać, a z drugiej strony wiem, że najlepiej mi samej ze sobą i ciężko mi zrezygnować ze spokojnego wieczoru wg tylko mojego planu. I bądź tu babo mądra 😀

  • Pić herbatę można w nieskończoność! Doskonale Cię rozumiem, nie też zawsze uważano za dzikusa bo lubię siedzieć sama w domu 😉

  • Może zaskoczę tym stwierdzeniem, ale co do odkryć to ja się rok temu dowiedziałam, że jest jeszcze jedna kategoria. Ani to introwertyk, ani ekstrawertyk. Tak jakby coś pomiędzy: ambiwertyk. Po prostu osoba łącząca cechy ekstrawertyka i introwertyka. Chociaż zgadzam się z Tobą, Marta, że szufladkowanie jest trochę bez sensu, to i tak stwierdzam, że w tę grupę (ambiwertyków) się najbardziej wpisuję 😉

  • Kozak127

    Trochę trudniej jeśli mieszka się z kimś na stałe – partnerka, narzeczona etc. Znalezienie wtedy choćby jednego dnia dla siebie jest znacząco utrudnione 😉

    Zanim zostanę wyzwany od najgorszych – osoba z którą mieszkam męczy mnie znacznie mniej niż większość ludzi, ale faktem jest że nie mogę porządnie odpocząć. Nie poradzę.

    Bycie introwertykiem czasem utrudnia życie. Często w nieprzewidywalnych sytuacjach :-/

  • Justinee

    Myślę, że teraz wiele osób jest pozytywnie zaskoczonych. 🙂 Bardzo dobrze poczułam, że jestem introwertykiem po dwóch blogowych wpisach z zeszłego roku i po tych grafikach(zapisałam je sobie, bo rozśmieszają mnie za każdym razem): http://www.boredpanda.com/funny-introvert-comics/ Nie cierpię tłumów, nie znoszę być ściśnięta nawet w autobusie czy w tramwaju, jeśli chodzi o wyjścia.. Gdy byłam młodsza byłam na tyle „mądra”, że piłam jak najwięcej by się wyluzować i dobrze bawić(nie mówię, jak to się kończyło następnego dnia..). Dziś już wiem, kiedy powiedzieć nie(także w kwestii alkoholu, bo zwykle mało piję), jednak uczę się asertywności. Czasem mam potrzebę wyjścia, jednak zmywam się po 1, 2h bo się nudzę i mam zwyczajnie dość kończy się niedowierzaniem ze strony znajomych i tym: ej co Ty robisz? Tak wcześnie, czemu? Faktem jest, że i ja muszę odchorować, nic mnie bardziej nie cieszy gdy wracam do domu i coś czytam, lub idę spać 🙂 Wyrzutów sumienia dalej muszę się uczyć, choć jednak są zbędne :)Dziękuję Marto za wpis!

  • Tak bardzo o mnie!:)

  • Mam to samo. Uwielbiam domek, a jak w ogóle gdzieś wychodzę to tylko z tymi których bardzo chcę zobaczyć. Masówki mnie nie interesują. Wolę ten czas poświęcić na cos przyjemnego, ciepłego i mruczącego – mojego kota 🙂

  • Ja kiedyś myślałam, że jestem bardzo, bardzo, bardzo towarzyska – i owszem jestem – ale z wiekiem coraz bardziej zamieniam się w domatora. Myślę, że związane jest to też z pracą, w której na co dzień spotykam mnóstwo ludzi, w ciągu dnia komunikuję się z setkami ludzi, co trochę wypompowuję energie, a wracając do domu chcę ciszy i spokoju. Zwłaszcza zimą wizja weekendu przeleżanego przed TV z herbą napawa mnie optymizmem 😛 Ale czy to nie jets tez tak, że Ty większość czasu spędzasz z ludźmi online, dlatego też później nie chcesz/nie czujesz potrzeby się z nimi spotykać? Mnie czasami jest sie ciężko zebrac w sobie, wyjśc do ludzi, narzekam, że wolałabym posiedzieć w domu (zwłaszcza zimą, ah ta zimowa handra), ale jak już wyjdę, to nigdy nie żałuję 🙂

  • Mój introwertyzm jest jeszcze bardziej ekstremalny, i tak jak nikt mnie dzikusem nie nazywa bo też nikt mnie nigdzie nie wyciąga (ciężko utrzymać znajomości przy takim charakterze 😉 ) to bardzo mnie boli że w większości prac ekstrawertyzm jest postrzegany jako pożądany typ zachowania i coś do czego wszyscy powinni dążyć. Że ocenia się pracownika według tego jak dobrze pracuje w grupie, czy robi networking, czy udziela się na spotkaniach, na wydarzeniach, czy bierze udział w jakichś akcjach… Rzeczy które dla ekstrawertyków są bułką z masłem a dla introwertyka ciężką pracą nad sobą. I uważam że to niesprawiedliwe, bo taki ekstrawertykom ma po prostu łatwiej i też łatwiej mu poprawić swoją pozycję w firmie bo jeśli dwie osoby mają te same umiejętności to zawsze wybije się ekstrawertyk. Ale z tym się chyba nic nie zrobi….

  • Asia

    Spoko, mam tak samo 🙂 Ale pretensje o „bycie odludkiem” chyba nigdy się nie skończą.

  • U mnie to różnie bywa. Są miesiące, kiedy nie mam ochoty na spotkania w większym gronie a są i takie, w których z chęcią gdzieś wybywam. Choć zauważam, że z wiekiem raczej wolę spędzać czas z bardziej okrojonym gronem znajomych w domu i to najlepiej własnym 😉

  • A to mnie zaskoczyłaś, bo dla mnie to Ty jesteś taki wulkan i wszędzie Cię pełno 🙂 Ale najważniejsze, że dobrze się czujesz z tym jak jest 🙂 I że nie zamierzasz za to przepraszać!

  • haha mam to samo. Ale to pewnie przez to, ze po prostu jestem zbyt zmęczona, żeby się jeszcze gdzieś szlajać 😀 a weekend to moje wybawienie, bo mogę porobić zaległy freelance na który nie zawsze mam czas w tygodniu. Moja przyjaciółka już sie śmieje ze mnie, że żeby się ze mną umówić musi dawać znać z miesiąc wcześniej, wtedy ewentualnie sobie ustawie tak czas, żeby bez jęku się z nią spotkać 😀
    A jeżeli chodzi o imprezy, to zawsze mam poczucie winy, że wszyscy po 24 sie rozkręcają a ja już sie zbieram do domu XD

  • Mam tak samo jak Ty…;)

    Lubię być sama. Nie lubię gdy ktoś mi wmawia,ze wie lepiej co jest dla mnie dobre.i nie lubię typu osób,które chcą mnie uszczęśliwić kontaktami na siłę: Przyjęciem niespodzianką. Nachodzeniem w domu (o cześć przechodziłam, mieszkasz blisko mojej pracy bede wpadać, o macie mieszkanie zrobimy u was imprezę…brrrrr) Molestowaniem emocjonalnym ( tak Cię lubię a nie chcesz sie spotykać,juz mnie nie lubisz?)
    Obietnicą kameralnej kawy gdy w rzeczywistości jest to spęd przypadkowych nieznajomych mi osób. Nalewania alkoholu bądź namawiania.brrrrr

    Ale też czasami lubię się spotkać. Tylko że spotkać na luzie. Bez telefonu w dłoni. Bez pokazywania filmików na yt, bez pisania smsów pod stolem i bez przymuszania mnie do częstych spotkań szantażem emocjonalnym. Bez poznawania na siłę ze swoimi przyjaciółmi bez zapowiedzi. I bez oszukiwania, grania, pozowania, porownywania sie brrr…

    Male grono pewnych dobrych znajomych znajomych i przyjaciół – z tymi mogę zawsze się spotkać – i jestem szczęśliwa. Tylko,że Ci znają umiar 🙂

  • Aga

    Jak ja uwielbiam twoje posty 🙂 Im dłużej czytam twoje blogi to zdaję sobie sprawę że na wiele rzeczy patrzymy w ten sam sposób. Na przykład teraz czułam się jakbym czytała coś o sobie, bo rzeczywiście tak mam że bycie między ludźmi mnie męczy. Często z utęsknieniem czekam na te dwa czy jeden dzień wolnego, kiedy nie muszę iść do pracy czy szkoły. Nie zawsze mam ochotę gdzieś wychodzić i to czasami staje się problemem dla innych ludzi.

  • Bardzo ciekawy wpis, chyba w końcu zrozumiałem swoją naturę. Bardzo dziękuję 🙂
    Poza tym bardzo podoba mi się Pani pióro. Takie lekkie i osobiste. Życzę powodzenia! Hej.

  • Maja S

    A może jesteś ambiwertykiem, bo masz cechy samotnika i duszy towarzystwa? Ja też tak mam, bo jeśli chodzi np. O imprezie mogę tańczyć z każdym do rana i wcale się nie męczę, ale jeśli dochodzi do występu przed klasą to aż mi słabo….

  • Wpis o mnie :). Co prawda raz na jakiś czas lubię wyjścia ze znajomymi, ale zdecydowanie lepiej czuję się w samotności. Męczą mnie imprezy z dużą ilością osób i często po takim wyjściu muszę chwilę pobyć sama 🙂

  • No i jesteśmy w tym wypadku podobni. Choć ja nie miałem z tym problemu nigdy. Po kilku odmowach zwyczajnie przestali mnie zapraszać. Ah, jaki byłem szczęśliwy i po dzień dzisiejszy jestem. Owszem, czasem się gdzieś poszło, ale rzadko.
    Jak miałem spotykać się ze znajomymi to w małej grupie – 2-3 osoby. 4 to już był dla mnie tłok i unikałem takich spotkań. Nie czułem się z tym gorzej. No, może trochę jak odludek, ale nigdy mi to nie przeszkadzało. Po dzień dzisiejszy z resztą nienawidzę spotkań rodzinnych, czy imprez. Nie bawię się na nich dobrze, szybko mnie męczą i szybko mam dość.
    Dzisiaj jestem trochę starszy i nadal niewiele się w tym zmieniło. Ze znajomymi spotykam się tylko w pojedynkę, a czasem (z racji małżeństwa) w góra 4 osoby. Żona mówi, że nie umiem się bawić i przynoszę jej wstyd. A ja mówię, że jak się dobrze nie bawię, to nie będę udawał że jest super. 🙂 Od tyle…

  • 高見彩乃

    Akceptacja tego, że się jest introwertykiem to fajna sprawa. Z drugiej strony najgorsze co możesz dla siebie zrobić, to zamknąć się na weekend w czterech ścianach i się z nikim nie spotykać, bo tego nie lubisz. Ja żałuję, że nigdzie nie wychodziłam. Dzisiaj mam prawie 30 lat i nie mam z kim wyjść „na piwo”, nie mówiąc o posiadaniu partnera ;___;

  • pati580

    Wiesz co Marta.. Tak samo zawsze uważałam się za „dziwaka” jeśli chodzi o tego typu sprawy 😛 A czytając kolejne Twoje notki nie mogę uwierzyć w to że istnieje osoba i to nawet w tym samym mieście, która ma identyczne podejście, myślenie.. haha to niewiarygodne 😀 Pozdrawiam bratnią duszę! 🙂

  • Dodum Duum

    Moja mama zawsze wspomina takie sytuacje: podstawówka, do mnie przychodzą koleżanki, świetna zabawa, śmiechy, piski, po kilku godzinach dziewczyny wychodzą… A ja jakby z balona spuścić powietrze, od razu flak. Potem przeczytała książkę o introwertykach i wszystko jej od razu zaskoczyło 😀

  • Mam niemal tak samo! Ja po prostu lubię te weekendy, kiedy mogę spędzać czas sama ze sobą. I nie znaczy to, że nie lubię spędzać czasu ze znajomymi, ale jeden dzień weekendu na wyjście to maks. Inaczej czuję się po prostu zmęczona i jakbym nie miała wolnego w ogóle, bo nie miałam czasu zwyczajnie tylko dla siebie i w swoim towarzystwie. I też nigdy nie uważałam się za introwertyka, wręcz przeciwnie, bo tak jak napisałaś o sobie, też nie mam problemu, żeby do kogoś zagadać czy czuć się dobrze w towarzystwie nowych osób. Tylko, że mam swój limit i jak to trwa za długo to robię się grumpy xD czasami bywa z tym ciężko, bo to nie jest tak, że ja nie chcę się z kimś widzieć, z kimś spotkać! Ja tylko nie mam ochoty wychodzić z domu… a jednocześnie zazwyczaj jak jest opcja do wyboru: znajomi przychodzą do mnie, a spotykamy się na mieście lub o kogoś innego to wybiorę to drugie, bo wtedy mogę wyjść w każdym momencie.
    Dziękuję Ci za ten tekst, bo przynajmniej wiem, że nas więcej, którzy tak mamy 😀

  • muscaria

    Mam tak samo jak Ty… 😉

  • Mckenziii

    Jak będziesz brała ślub to weź mnie na swojego fotografa albo kamerzyste.hehe Ps. swiatphotography.pl

  • NO IDEA

    Też taka jestem. Tylko że ja niestety jeszcze nie dorosłam do tego, żeby nie czuć się winna, gdy odmówię raz, czy drugi. Najgorsze jest to, że boję się tego, że kiedyś zostanę sama. Już nikt mnie nigdzie nie będzie zapraszał, bo będzie wiedział, że ja i tak odmówię. Nie powiem, lubię spędzać czas z ludźmi, ale nie często i nie tam, gdzie jest ich mnóstwo (imprezy, dyskoteki). Czasami mnie to smuci, ale przecież to ja, prawda? 🙂 Nie będę zmieniała się dla kogoś. I dziękuję za to, że napisałaś ten wpis. Dzięki Tobie na nowo poznałam siebie i uświadomiłam sobie, że nie jestem sama oraz to, że nie jestem dziwna i drętwa (kiedyś tak myślałam, głównie przez to, że taka jestem)
    Tak w ogóle, to uwielbiam Twoje wpisy, są takie prawdziwe 🙂 Dziękuję, że piszesz. Pozdrawiam

  • Sara

    Mam identycznie 🙂 taka mieszanka:)

  • Martyna Kasprzak

    Jest początek roku, ale zdecydowanie made my year!

  • Dora M

    W pełni cię rozumiem. Ja też lubię przesiadywać sama. Nie zawsze i nie cały czas, ale często. Kiedyś uważałam się za introwertyka, ale teraz to nie do końca do mnie pasuje. Tak jak napisałaś 🙂 nikogo nie da się w pełni zaszufladkować. To po prostu ja – czasem mól zakopany pod kocem, a czasem osoba uwielbiająca wieczory przy ognisku 🙂
    Świetny wpis. 🙂 wielkie dzięki!