Tak naprawdę, wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę, czego nie robić w związku. Zdrada czy kłamstwo – to przecież oczywiste. Są jednak małe rzeczy, których także nie powinniśmy akceptować, a na które przymykamy oko – bo przecież zdarzyły się raz. Albo dwa.
Otóż nie, moje drogie panie – tak się nie robi.
Oto 5 rzeczy, których za nic w życiu nie mogłabym tolerować u swojego partnera.

BRAK WSPARCIA

Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której mój chłopak mnie nie wspiera. Nie ma takiej opcji. Jeżeli pomysł czy marzenie, o którym myślę nie jest szalone i nie oznacza ryzykowania życia czy zdrowia, a także jest chociaż w jednym procencie możliwe do zrealizowania – powinien stać za mną murem.
I stoi.

Rzadko się zdarza, ale zdarza, że mój chłopak jest sceptyczny do moich pomysłów – tak było na przykład z założeniem drugiego bloga (jak ty sobie poradzisz niby, mając Codziennie Fit?) i z pójściem na AWF (przecież doba ci pęknie w szwach!). Wystarczyło jednak, by zobaczył, że sobie radzę i zmienił punkt widzenia. Teraz, kiedy czasami bywają dni, że nadmiar obowiązków mnie przytłacza, zamiast robić głupią minę i mówić pod nosem: „a nie mówiłem?”, robi mi herbatę i każe się uspokoić.

12826131_570783579749973_1693957250_n

Wydaje mi się, że wspieranie drugiej osoby jest jedną z najważniejszych rzeczy budujących związek. Nie wyobrażam sobie pary, która ma gdzieś marzenia swojej drugiej połówki, ignoruje jej sukcesy i nie potrafi wspierać w odpowiednich momentach. Bo kto powinien cię dopingować, jeśli nie twój partner?

Łatwo jest być razem jak jest miło i przyjemnie, gorzej zaś, kiedy coś się komplikuje. Jeżeli ta druga osoba potrafi być z tobą w ciężkich chwilach i jeszcze dodatkowo jest w stanie cię zmotywować i wesprzeć – trzymaj się jej jak rzep psiego ogona.

BRAK WOLNOŚCI

Związek to nie przyklejanie się do siebie jak dwie jemioły, które zapomniały, że miały wisieć na drzewie, a nie na sobie. Związek to nie jedna osoba albo para bliźniaków.

Związek to dwie kompletnie inne osoby, które są razem. A z powodu tego, że są inne, powinny móc podejmować swoje decyzje. Nie zrozumcie mnie źle: nie mówię, że o wszystkim powinniście decydować osobno – nie! Wręcz przeciwnie – spytanie się o zdanie partnera jest dla mnie punktem obowiązkowym. Różnica tylko polega na tym, że te zdanie powinniśmy uszanować, ale nie za wszelką cenę się do niego dopasowywać. Nie musicie się na wszystko zgadzać, zwłaszcza, jeśli coś nie jest zgodne z waszymi przekonaniami/wyobrażeniami na temat związku.

Jeżeli partner chce cię zmienić o 180 stopni, a ty marzysz o tym, żeby on się stał kimś innym – coś tu jest chyba nie tak.

IMG_9528

Uważam, że ważne decyzje powinno się podejmować razem, ale każde z was powinno mieć prawo do wyrażenia własnego zdania i opracowania czegoś, co zadowoli obie strony.

Czasami potrzebny jest kompromis, a czasami, mimo odmiennego zdania, zrobienie czegoś po swojemu, a nie tak, jak partner chce. Bycie razem to nie monarchia ani żaden inny ustrój, tylko dobrowolne partnerstwo, które – czy tego chcecie czy nie – powinno być skazane na kompromisy albo ustępstwa. W tym wypadku czasami twój partner też musi przełknąć to, że chcesz coś robić po swojemu. I masz do tego prawo.

Pamiętaj tylko, że to powinno działać w obie strony, a wieczór spędzony z kolegami jeszcze nikogo nie zabił (nie rozumiem, dlaczego niektóre kobiety mają z tym jakiś problem).

BRAK… CZEGOKOLWIEK

Czułości. Miłości. Dotyku. Miłych słów.

Czasami widzę związki, które są ze sobą z przyzwyczajenia. Ludzie się ze sobą męczą, bo wydaje im się, że tak jest lepiej. Wygodniej.
Po co się rozstawać, skoro można mieć kogoś w domu, żeby nie czuć samotności?
Po co się rozstawać, skoro zawsze ma się partnera na bal czy uroczysty obiad?
Po co się rozstawać, skoro on wynosi śmieci i sprząta, a ja gotuję i wydaje się, że ten układ jest idealny?
Po co się rozstawać i ryzykować, że nikogo nie znajdę?

12445800_264171580586876_478640562_n

Takie związki zazwyczaj widać od razu. Nigdy nie patrzą się na siebie, nigdy nie zamienią miłego słowa w towarzystwie. On jej nigdy nie chwali, ona nigdy nie jest dumna. Często przychodzą naburmuszeni i siadają po dwóch stronach stołu. On jej mówi, że jest nieatrakcyjna, ona mu odpowiada, że jest przygłupi i jest niedojdą życiową.

Między ludźmi jeszcze jakoś udaje im się grać i udawać, że są ze sobą szczęśliwi. W domu za to latają talerze i słychać krzyki. I może kiedyś między nimi coś było, ale to coś już dawno się ulotniło i pozostało nic. A ci się męczą dalej ze sobą, chociaż nie muszą.

Nie wyobrażam sobie związku bez uczucia. Bez małych, miłych gestów. Bez mówienia „kocham cię”. Bez gestów, które robi się bez myślenia, samoistnie – np. pocałunku w czoło, gdy czekacie w kolejce, albo złapaniu się za ręce, kiedy jedziecie pociągiem.

BRAK PRAWDY

Tu nawet nie ma czego tłumaczyć. Jeśli wiecznie ukrywacie coś przed sobą, to mam tylko jedną wiadomość: to nie związek, to teatr.

Z wybitnie niezadowolonymi aktorami.

BRAK WSPÓLNEGO CZEGOŚ

Wszędzie trąbi się, że dobry związek charakteryzuje się tym, że ludzie mają wspólne pasje. Wątpię; gdybym zabrała mojego chłopaka na trening, prędzej by umarł, niż dobrze się bawił. Ja też nie czuję się zafascynowana, kiedy ogląda kolejnego Wołoszańskiego z rzędu.

Moim zdaniem, wspólna pasja nie jest potrzebna, by stworzyć dobry związek. Ale potrzebne jest coś innego – wspólne coś. Wspólne coś, to może być tak naprawdę wszystko. Wspólne gotowanie. Albo wspólne oglądanie serialu. Wspólne robienie czegoś, co sprawia wam przyjemność, a co niekoniecznie musi być hobby.

Mam czasami wrażenie, że związek składa się z samych takich wspólnych rzeczy. Małych, wspólnych nawyków, które po prostu są.

I które sprawiają, że wolisz ten czas spędzać właśnie z tą jedną osobą na świecie.

NIE ŁYKAM – O CO CHODZI?

Tych rzeczy nie łykam w związku – i nie akceptuję. Fraza, której użyłam, nie jest przypadkowa: postanowiłam zaangażować się w kampanię edukacyjno-informacyjną Nie łykam. Wszystko, co powinnaś wiedzieć o antykoncepcji mającą na celu budowanie świadomości kobiet na temat antykoncepcji.

Temat postu przyszedł mi do głowy od razu, bo uważam, że w tym wypadku decyzja o antykoncepcji jest zazwyczaj decyzją wspólną; z drugiej strony, nie powinna być też narzucana przez partnera – czyli dokładnie to, o czym piszę w akapicie dotyczącym braku wolności w związku.

Tym wpisem chciałabym zachęcić was do świadomego poszerzania wiedzy odnośnie antykoncepcji, która niestety, w naszym kraju jest tematem tabu i czymś, co uważane jest za wstydliwą kwestię. To smutne, ponieważ im mniej się o tym mówi, tym mniej kobiety o tym wiedzą – a to znaczy, że często mogą stosować złe sposoby albo nie wiedzieć o innych, nowych opcjach.

infografika_jpg

Większość z nas przyzwyczajona jest do tego, że antykoncepcja oznacza albo pigułki, albo prezerwatywę – no nie, jest dużo innych sposobów zabezpieczania się, np. antykoncepcja transdermalna (przez skórę).

O rodzajach antykoncepcji, antykoncepcji jako takiej, a przede wszystkim antykoncepcji transdermalnej, poczytacie na stronie kampanii – bardzo was do tego zachęcam: nielykam.pl 

Znajdziecie tam ciekawe artykuły, które na pewno rozwieją pewne wątpliwości.

Nawet, jeśli nie rozważacie teraz antykoncepcji albo uważacie, że jest w jakiś sposób niezgodna z waszymi poglądami, warto WIEDZIEĆ.

W internecie znajdziecie sporo mitów na temat zabezpieczania się, a także sporo fałszywych informacji na forach – proszę, nie powielajcie tego, bądźcie mądrymi kobietami, które zdają sobie sprawę z tego, czego chcą i jeśli się na coś decydują (bądź nie) to wiedzą o tym coś więcej, niż to, co przeczytały na jakimś forum dla kobiet.

Link do poczytania: KLIK.

ZADAJ PYTANIE!

I najważniejsza rzecz z tego artykułu – mam dla Was niespodziankę! W czerwcu wezmę udział w spotkaniu z ekspertami ds. antykoncepcji i będę mogła przekazać im Wasze pytania odnośnie do właśnie tego tematu. PYTANIA SĄ ANONIMOWE!

Dlatego korzystajcie z poniższego arkusza do woli i pytajcie o wszystko, co Was martwi, niepokoi, ciekawi bądź interesuje w temacie antykoncepcji!Czujcie się swobodnie i pamiętajcie – nie ma głupich pytań, zwłaszcza, kiedy zadaje się je anonimowo 🙂
Postaram się zadać wszystkie pytania i uzyskać odpowiedzi na każde z nich. Potem oczywiście wrzucę je na bloga. 🙂

A Wy czego nie łykacie w związku?

Wpis powstał w ramach kampanii edukacyjno-informacyjnej „Nie łykam. Wszystko, co powinnaś wiedzieć o antykoncepcji”.

Total
49
Shares
  • Takiego zakończenia postu się nie spodziewałam! Było tak słodko, tak prawdziwie o miłości, a tu nagle antykoncepcja 😉
    Świetnie, że zaangażowałaś się w taką akcję i jeszcze lepiej, że w ogóle jest takie przedsięwzięcie. Ja mam o tyle dobrze, że jednak studia medyczne włożyły mi trochę do głowy w tym temacie. Jednak jak czytałam w internecie o kąpielach z coli to szczęka mi opadała…
    A co do nie łykania w związku, to dorzuciłabym brak rozmowy. Takiej szczerej, o uczuciach i potrzebach. Niestety obserwowałam z bliska jak kilka związków rozpadło się, bo ludzie ze sobą nie rozmawiali. Ona czekała, aż on się domyśli, a on nie miał pojęcia czemu ona znowu jest zła…

  • wela

    Jak zwykle Marta mądrze pisze 😉 ja nie łykam w związku braku wsparcia.

    • Ja po prostu sobie tego nie wyobrażam. No nie da się dla mnie ;:D

  • Jeszcze dodałabym brak zgody w kwestiach fundamentalnych: religijnych i etycznych. Jeżeli dwie osoby mają całkiem przeciwstawne poglądy, może być ciężko.

    • jeśli te poglądy są skrajne, to rzeczywiście, chociaż też nie wiem, czy takie osoby są ze sobą w związku – wydaje mi się, że takie rzeczy wychodzą przy randkowaniu i ludzie już wtedy rezygnują 🙂

      • Ludzie się zmieniają i ich poglądy też 😉

  • Świetny tekst! Brawo, Marta :* Wsparcie we wszystkim, bycie razem, ale osobno, również w pełni tylko swoim życiem, wspólne „coś” i miłe rzeczy na co dzień – to moim zdaniem fundamenty dobrego związku. Mężczyźni często zrzucają ciężar antykoncepcji na kobiety. Zdecydowanie za często to one łykają rozstrajające ich psychikę i hormony tabletki antykoncepcyjne, wszywają sobie implanty, które rozregulowują im miesiączkę, prowadzą skrzętnie kalendarzyki i czują się winne, jeżeli tego dnia, nie może być „ten dzień”… Chętnie poczytam więcej na portalu tej kampanii. Chciałabym się dowiedzieć, jaki sposób antykoncepcji najbardziej odpowiada danej osobie/stylowi życia/organizmowi. Gratuluje udziału w tak ciekawej i edukacyjnej akcji!

    • „Mężczyźni często zrzucają ciężar antykoncepcji na kobiety”, gdy tymczasem to oni są bardziej odpowiedzialni za tę niechcianą płodność, bo są płodni cały czas, podczas gdy kobieta +/- przez połowę czasu…

  • czytelniczka Marta :)

    Zgadzam się w pełni, z tym o czym piszesz. Te małe, ale aczkolwiek bardzo ważne kwestie w związku są ważne. Mimo wszystko jestem ciekawa, co myślisz na temat tego, że Twój chłopak miałby bardzo bliskie przyjaciółki, z którymi Ty niezbyt dobrze się znasz. Pisaliby ze sobą bardzo dużo, spędzaliby często razem czas, robiliby sobie prezenty. Akceptujesz to wszystko, bo wiadomo, że On nie jest Twoją własnością, ufasz mu i wiesz, że nie robi nic złego i pozwalasz na to ? Czy jednak czujesz jakiś dyskomfort w takiej kwestii ?

    • mylę, że czułabym dyskomfort, tym bardziej, że my zawsze poznajemy się ze swoimi osobnymi znajomymi 🙂

      • czytelniczka Marta :)

        Nawet jakbyś je znała?
        Kazałabyś, aby zerwał z nimi znajomość, chociaż znał się z nimi przed Tobą i zanim byliście razem ?

        • Nie mam prawa zakazać zerwania znajomości, raczej starałabym się też z nią zaprzyjaźnić. No i szczera rozmowa, że to i to mi przeszkadza, bo wtedy czuję się tak i tak.

    • Ja też czułabym dyskomfort. Mamy z mężem swoje granice.
      Jestem też zdania, że należy unikać prowokowania okazji do flirtów. Ważne są
      kontakty z innymi ludźmi, ale bez przesady… prezenty i długie rozmowy z
      przyjaciółkami/przyjaciółmi? To partner/ka ma być tym najbliższym przyjacielem, jeśli tak nie jest to znaczy,
      że coś jest nie tak w związku. U mnie by to nie przeszło.

    • Mój ma bliską przyjaciółkę, ona ma chłopaka, on ma mnie, no ale przyjaźnią się. Jemu, owszem, kiedyś się podobała, ale ona nie była zainteresowana. Przyjaźń od czasów licealnych, my poznaliśmy się na studiach. Owszem, czuję dyskomfort, choć nic mi nie zagraża od strony tej znajomości. Chłopak wie, że jestem zazdrosna 😀 Ale spoczko, akceptuję to i ufam.

  • O tak, wsparcie jest podstawą. Gdyby nie mój mąż, nie byłoby mojego bloga, firmy pewnie też nie. U niego też wiele rzeczy byłoby innych. A z tymi wspólnymi pasjami to prawda. My mamy totalnie odmiennie, a potrafimy znaleźć coś, co sprawia nam wspólnie przyjemność, jak wycieczki, przejażdżki rowerowe, czy coniedzielny seans filmowy :).

  • myszka

    no wlasnie u mnie nie brak dotyku, ale brak czułości i miłych słów 🙁 i mimo że powtarzam że na tym mi zależy to dalej tego nie otrzymuję. staram się walczyć i nie poddawać, ale skoro mówię, a mój facet ma to gdzieś to chyba jest coś nie tak? 🙁

    • Taka-a-nie-inna

      @disqus_GREjyGQ3Bh:disqus , znam to… z tym, że to licealna sprawa – zerwał po tym, jak nie zgodziłam się „iść na całość”. Dopiero po dłuższym czasie zrozumiałam, jakie to było toksyczne, że budował swoją samoocenę na stawianiu mnie jako przeciwnika w walce o [coś, nie wiem o co], że liczyło się tylko to, co on chciał, zazdrość o każdego innego chłopaka, bo zakładasz to i ten i tamten i tamten będą się na Ciebie gapić (całe szczęście nie kazał mi nosić burki, ale na to zakrawało jego zachowanie). Tak samo był dotyk, ale czułość i miłe słowa to tylko wtedy, kiedy chciał coś więcej.
      Lepiej być samemu niż nieszczęśliwym z kimś. Teraz to wiem i żyję pełnią życia, ale długo mi zajęło zanim to zrozumiałam. Ten, kto ma się pojawić w końcu i tak się pojawi, a szkoda cierpieć. 😉 Mamy tylko jedno życie.

  • Jeden

    Wreszcie ktoś to napisał! Ja nie jestem kurwa żadna połówką jabłka, pomarańczy, buraka czy tam półtuszą wieprzową! A co najlepsze nie szukam drugiej bo się urodziłem jako całość i tak będzie for life! Jeśli ktoś tez nie jest połówką to ma u mnie szansę…

  • randkiswatki

    Wsparcie jest fundamentem dobrego związku.Mąż od zawsze stoi za mną murem i zgadza się na wszystkie szalone pomysły.Nie ma ze mną łatwo,bo czasami mam 100 pomysłów na minutę..Od budowy domu, biura matrymonialnego po najnowszą przygodę -pisanie bloga.Mamy wiele wspólnych zainteresowań i kilka z innej beczki np. Ja czytam książki,On w tym czasie walczy na wojnie ….(na kompie )i to wszystko w jednym pokoju.Pozdrawiam

  • Bo właśnie w związku chodzi o to, by być jedną drużyną. Jednak wiele osób traktuje to jako jakąś walkę albo bierny sposób życia. Lepiej nie robić nic, byleby jakoś było i byleby ktoś był.

  • W związku nie jestem, ale właśnie taką mam wizję mojej przyszłej relacji! 😉

  • Martyna

    Trochę smutno mi się czytało, bo mój były zerwał ze mną, bo nie łączyła nas wspólna pasja ogromnej miłości do polonistyki. Lubiliśmy jeździć razem rowerem, oglądać seriale i tak dalej, ale jedna on potrzebował, jak to określił, „bratniej duszy”. Tylko ja nie uważam, że ludzie w związkach to najlepiej, żeby byli tacy sami… Albo żeby na pewno się dopełniali.. Materialne wyobrażenia miłości nie odpowiadają mi. To ma być ktoś, kogo kocham. Kto ma ten uśmiech i to z nim tak bardzo lubię spędzać czas i budzić się rano. Związek dla wygody? Bo jakoś trzeba przeżyć? Bo tak łatwiej? Ciekawe, czy ktoś mi napisze, że życia nie poznałam, że miłość blabla, ustatkowane życie to dopiero dobre rozwiązanie, a miłość w końcu gaśnie. Może ich zgaśnie, ale wielu osobom nie zgasła i ja zamierzam być w tym gronie. W sumie to nadal mi smutno, mimo że już kończę ten komentarz. Pozdrawiam!