Jestem już duża.
A to powinno oznaczać kilka rzeczy: że potrafię już sama sobie zrobić posiłek, odłożyć pieniądze na czynsz i wiedzieć, że plamę od wina należy szybko zmoczyć i jak najszybciej lecieć po Vanish do Żabki. I to wiem. Naprawdę. Plam od wina nie mam (zazwyczaj).
Ale skoro jestem duża, to powinnam też wiedzieć, że jak się chce być wszystkim, to najczęściej nie jest się niczym. No i tego to już nie wiedziałam.

Mam poważny problem.
Zośka chce być lekarzem, Patryk jest grafikiem, Michał jest dziennikarzem, a Marek policjantem. Nitka za to jest ciągle głodna. Każdy jest kimś, chce być kimś albo robi coś, co sprawia, że staje się jakąś osobą.

Ja chyba w poprzednim życiu byłam chyba jakimś stworem z mitologii, takim z dużą liczbą głów albo z rozdwojeniem jaźni. Bo teraz bombarduje mnie tyle rzeczy, którymi chcę być, że już sama nie wiem, kim jeszcze jestem, a kim już nie mogę.

Chcę być dziesięcioma osobami na raz. I oczywiście, chcę być w stu procentach zaangażowana w bycie każdą z nich. Chcę się realizować jako trenerka, chcę dalej z odpowiednią uwagą dwa blogi, chcę trochę pisać do portali, bo mam taką możliwość, chcę być studentką, chcę dalej pracować w duecie z Patrykiem i chcę spotykać się ze znajomymi, być dobrą córką, siostrą, ciocią i jeszcze sąsiadką.

Nie, czekajcie, ja nie chcę być dziesięcioma osobami na raz. Chcę być pięćdziesięcioma różnymi postaciami na raz. Na razie mi to wychodzi, ale jestem jak jakaś fabryka, co chwila produkuję nowe pomysły i wszystkie chcę realizować. Najlepiej każdy od razu.

Jestem marzycielką, ale nie jestem naiwna. Wiem, że czas nie jest jak guma i nie da się go rozciągnąć jak starych gaci. Wiem też, że nie powinno się ciągnąć kilku srok za ogon i że jak się robi wszystko, to tak naprawdę nic nie robi się porządnie. Ja wiem.
Ale ja nie mogę inaczej. Siedzę i normalnie wybucham, bo właśnie nie chcę siedzieć, tylko działać. Bo przyszło mi do głowy, że będę jeszcze robić to, to i jeszcze tamto. Bo przecież wszystkie te rzeczy są TAKIE FAJNE, i o wszystkich przecież MARZYŁAM i oczywiście wszystkie muszą zacząć się realizować TERAZ.

Może jestem duża, ale cierpliwość mam mniejszą niż trzyletnie dziecko.

Ludzie mówią, że nie wiedzą, co robić ze swoim życiem. A co się robi z tymi, którzy chcą robić ze swoim życiem za wiele? Ktoś życzliwy mówi: to ustal priorytety. Jak ustalić priorytety, kiedy wszystko jest tak samo ważne? Ludzie mają problem, bo nie wiedzą, co ze sobą zrobić i ja też nie wiem, co ze sobą zrobić, tylko w drugą stronę. Bo zrobiłabym wszystko.

I piszę w sumie chyba po to, żeby to z siebie gdzieś wyrzucić i może wtedy spojrzeć na to racjonalne. W końcu co dwie głowy to nie jedna, ja mam ich z dziesięć, wy macie też ich sporo, to razem jak nic nie wymyślimy, to przynajmniej ktoś mi napisze: będzie dobrze, Marta – i ja będę wiedziała, że będzie dobrze.

Zostały mi dwa wyjścia. Albo nagle wymyślę jakieś cudne wyjście z tej sytuacji, albo pojadę do Wielkiej Brytanii, zadzwonię dzwonkiem u drzwi do domu Rowling i pożyczę od niej zmieniacz czasu, należący do Hermiony.

Usłyszałam ostatnio coś takiego:
– I jak było? Dobrze mi poszło?
– Było chaotycznie.
– To źle?
– Nie, Marta.To nie źle. To po prostu ty. Przecież ty cała jesteś chaotyczna.

No i jestem. Jednym, wielkim blond chaosem.

  • Monika

    Trafiasz w sedno. Od kilku dni myślę co zrobić, jak postąpić, jak to pogodzić 🙂

  • Alicja Wityk

    Kurcze, Marta.
    Trafiłaś w sedno. Mam ten sam problem, ale nie potrafię z niczego zrezygnować…
    Może kiedyś nam przejdzie? 😉
    Pozdrawiam

  • Oj, Marta, Marta… Od jak zaczęłam czytać posta, to pomyślałam sobie: „Pisze o mnie”. Gdy skończyłam, to stwierdziłam, że wszystko się zgadza. Może z wyjątkiem tego „blond chaosu” – jestem brunetką 😉
    Też mam tak, że dla mnie wszystko jest tak samo ważne: dwa kierunki studiów, jeden wolontariat, drugi wolontariat, treningi z chłopakami, spotkania z koleżankami, odwiedziny u rodziców… Szkoda tylko, że doba taka krótka. Choć koleżanka ze studiów podsumowała to dziś tak: „nawet jakby była dłuższa, to i tak narzekałybyśmy, że nie mamy czasu” 😉

    Pozdrawiam, miłego wieczoru 🙂

  • Sowpoppy

    Ja jestem w zupełnie odwrotnej sytuacji… Chciałabym więcej – mam w sobie jakąś energię, która nie pozwala mi ostatnio siedzieć długo na pupie i nic nie robić. Tylko co robić, jak nie wiem co chcę robić 😀 Chciałabym obrać jakiś cel, dążyć do niego, ale póki co mam czarną dziurę w głowie. Coś bije ale nie wiem w jakim kościele… Czytając to lekko Ci zazdroszczę 🙂 ale rozumiem, że Twoje uczucie jest podobnie jak to moje – lekko nieznośne. W takim razie powodzenia i Tobie i sobie 🙂 Obyśmy sobie z tym poradziły i były zadowolone! Pozdrawiam :))

  • Dorotka

    Marta… Czekam aż coś na to wymyślisz. SERIO. Bo jak na razie jestem w stanie ciągnąć realizację większości moich fanaberii i postanowień ale wiem, że jeśli człowiek się skupi i ograniczy to rezultaty są lepsze. Za dużo pasji i ambicji i zainteresowań też źle.

  • Natalia

    moze po prostu musisz wybrac?

  • kajax99

    Mam dokładnie tak samo! Chciałbym być wszyskim naraz i najlepiej w tej chwili natychmiast. Chciałabym jednocześnie chodzić na treningi pływackie koszykarskie, nauczyć sie grać w siatkówkę i w piłkę nożną (żeby pokazać chłopakom że dziewczyna też potrafii ;P), chodzić na siłownię, jeździć 2 razy w tygodniu do szkoły rysunku 80km, nauczyć się biegle władać angielskim, japońskim i koreańskim, zostać grafikiem, architektem, montażystą, programistą, mieszkać jednocześnie w Japonii, na Bahamach i w Australii. Sporo tego, a tydzień ma niestety tylko 7dni do 24h, nie mogę wykonywać 4 zawodów i mieszkać w 3 różnych miejscach jednocześnie ;( A z niczego nie chciałabym rezygnować i w każdej dziedzinie osiągać sukcesy…

  • welia

    Chaotyczna? Sprawiasz wrażenie poukładanej i zorganizowanej i na pewno coś wykombinujesz 😉

    Mogę Ci użyczyć trochę czasu z mojej doby, bo ostatnio wydaje mi się za długa 😉

  • Daga

    Mam to samo kurna.. Weźmy coś wymyślmy ! Chcę być fotografem, prowadzić własną firmę, chcę być muzykiem i grać i śpiewać, chciałabym także uprawiać sport, chciałabym ogarnąć ogród, chciałabym być architektem, nauczyć się w końcu porządnie angielskiego. Chciałabym więcej czasu spędzać z narzeczonym. Chciałabym być też grafikiem. Mogłabym także tańczyć taniec towarzyski, hip-hop albo tańczyć na rurze. Chciałabym mieszkać w mieście, a jednocześnie mieć ciszę i spokój. Może dlatego też kiedy czytam książkę, jadąc w pociągu, słucham muzyki, obserwuję ludzi i rozmyślam nad swoim życiem. A ukochany pyta się jak tak mogę, słuchać muzyki i jednocześnie czytać? Pozdrawiam Cię Marto i myślę, że gdybyśmy się spotkały i pogadały to miałybyśmy mnóstwo wspólnych tematów !

  • Ja tam ciągle się łudzę, że w następnym życiu doba będzie miała minimum 48 godzin. 😉

  • Monika

    A ja zadam prozaiczne pytanie – ile czasu przeznaczasz na sen? Ja tak bardzo chciałabym mniej, czy są skuteczne sposoby, by się szybko wyspać? 😀
    Pozdrawiam, stała czytelniczka 😉

    • staram się spać 7 h, ale często wychodzi 6,5 -6. 🙂 Więcej nie warto ciąć, to jest niezdrowe i na dłuższą metę szkodliwe. 7-8 h : najlepszy czas 😀

  • Kelpia

    Ja niestety też mam ten problem. Próbowałam wypisywać wszystkie rzeczy, które robię i chcę robić, ustalać jakieś priorytety, z czegoś zrezygnować… ale za każdym razem tylko jeszcze bardziej czułam się sfrustrowana, bo dochodziłam do wniosku, że niczego z tej listy nie jestem w stanie wykreślić, a najchętniej dopisywałabym w nieskończoność…

  • Mam dokładnie to samo! Niby mam jeden cel, wiem kim chcę być tak na pierwszym miejscu, ale nie potrafię się temu poświęcić w 100% bo na około jest tyle innych fajnych rzeczy do zrobienia, tyle możliwości, tyle marzeń do spełnienia! Jak patrze na osoby, które nic ze swoim życiem nie robią, chociaż mają potencjał to mnie to straaasznie boli! Ja na ich miejscu już tyle rzeczy bym zrobiła! Nawet za nich mogłabym to zrobić – serio, zupełnie bezinteresownie! Tylko niech ktoś mi da więcej czasu! Jestem tak ciekawa świata, chciałabym wszystkiego spróbować, poczuć na własnej skórze… Z jednej strony to jest fajne, ale z drugiej strony często czuje się przytłoczona tak, że aż chce mi się płakać. A nie potrafię nic z tym zrobić, bo po prostu już taka chyba jestem…
    Chaotyczna też. Nieustanny artystyczny nieład w głowie, którego nie sposób ogarnąć.

    • Anonim

      A mozna wiedziec jaki cel w zyciu ? 😀

      • Jeśli chodzi o główny cel w życiu, to być szczęśliwa. A jeśli chodzi o największy cel w sferze zawodowej to na razie mogę jedynie powiedzieć, że jest związany z kierunkiem moich studiów. 😉

    • to piątka. Rozumiem 😀

  • Daria K

    Ej nie wiem jak to się stało ale to wszystko co napisałeś to moje dzisiejsze walki w głowie 🙂 nawet chłopakowi mowilam o zmieniaczu czasu 😮 poryło mnie too 😮

  • Ostatnio też mam podobny stan, ale czasami przychodzi rzeczywistość i wali nas po głowie. Niedawno odkryłam, że za rok stuknie mi trzydziestka. Kompletnie do tej pory mi to umknęło – że mąż, że dziecko i praca i coś zdrowie nawala.
    Podobno lepiej chcieć za dużo niż za mało. To jak z pisarzami, którzy na początku piszą tak kwieciście, że można mdłości dostać, a za x lat okazują się Tołstojem, Szymborską albo innym Miłoszem, bo potrafili się oszlifować z tego nadmiaru i pozostawić w sobie to, co najlepsze.
    Tak więc jest nadzieja 🙂 Powodzenia.

  • #teżtakmam Milion pomysłów na siebie, na życie, na wszystko. Najgorsze jest to, że każdy wydaje mi się genialny! Będę zawzięcie próbować, żeby połączyć chociaż kilka pomysłów razem, wierzę, że tak można. Niektórzy nie wiedzą co zrobić ze swoim życiem, a ja wiem za dużo.
    A może z tego się po prostu wyrasta?

    • Mam nadzieję, że jednak nie! Problem problemem, ale z drugiej strony różnorodność jest świetna 🙂

  • Nie jesteś sama w tym chaosie. Chcę być genialną inżynier biomedyczną, chcę mieć na koncie jakieś super osiągnięcie sportowe, chcę podróżować bez większego celu, chcę być perfekcyjną panią domu, a jeszcze mieć czas na bogate życie towarzyskie 😀 chęci przybywa a doba ma tylko 24 godziny. Takie życie 😉

    • musimy znaleźć jakiś sposób, żeby ją wydłużyć 😀

  • Też tak miałam w pewnym momencie swojego życia. Studia i stypendium naukowe, praca z nadgodzinami, wolontariat, związek, rodzina… Interesowały mnie wszystkie przedmioty, miałam pełno zainteresowań itd. Skończyło się wypaleniem i depresją.
    Weź sobie czasem dzień wolny – i naprawdę ustal sobie jakieś priorytety. Twoja przyszłość jest ważna. Zwłaszcza Twoje zdrowie za 10, 20 i więcej lat. Reszta musi się temu podporządkować.

    • Zdrowie akurat jest jednym z priorytetów – dbam o nie bardzo, z tym nie ma problemu. Ale z ustaleniem priorytetów już jest problem, bo naprawdę nie potrafię wybrać hierarchii.

      • Mam na myśli to, że jeśli nie zwolnisz, to się to odbije na Twoim zdrowiu. W życiu jest tak jak w rpg, nie można być jednocześnie Magiem, Złodziejem, Wojownikiem, Uzdrowicielem i Zaklinaczem Bestii. Trzeba się zdecydować, w jakim kierunku chce się rozwijać swoją postać.

  • Kasia

    Też o sobie myślę, że mam milion pomysłów na minutę. A najbardziej, jeśli chodzi o to, co najbardziej lubię. Chciałabym mieć to wszystko już i to najlepiej w dużej ilości na raz. Tyle, że tak się nie da. Zwłaszcza, że jak mniej robię pojawiają się wyrzuty sumienia. Także spoko, nie jesteś w tym sama 😉

  • December

    Miałam kiedyś podobnie, podczas studiów zdarzało mi się mieć straszliwie przeładowane dni, bo oprócz zwykłych zajęć miałam wolontariat w laboratorium (przez pewien okres nawet w dwóch labach, to dopiero było wyzwanie kombinatoryczne :P), dodatkowy angielski, dodatkowy szwedzki, swoje treningi, znajomych i pisanie pracy licencjackiej. Jedyne, na co mi brakowało czasu, to związek. Na szczęście studia magisterskie były nieco luźniejsze (mniej zajęć, więcej siedzenia w labie, ale to akurat jest ok) i wtedy poczułam, że żyję 😀 Obecnie mam trzy priorytety – mój zawód i sprawy z nim związane (na przykład aktywność na konferencjach czy aplikowanie o finansowanie), rodzina i chłopak oraz sport. Znajomych nie zaniedbuję, spotykamy się w ramach wolnego czasu, ale nie ma żadnego ciśnienia na regularne spotkania, bo też mają swoje zabiegane życie. Oczywiście, że chciałabym robić różne inne rzeczy – pisać bloga, kontynuować naukę niemieckiego i szwedzkiego (bo pomimo naukowych zainteresowań lubię języki i chyba mam do nich smykałkę), bardzo dużo czytać i jeszcze najlepiej dodatkowo zarabiać, na przykład udzielając korepetycji, ale wiem, że te sprawy zabiorą mi cenny czas, który mogę poświęcić na kształcenie się w swoim zawodzie, a nic tak nie zaprocentuje w przyszłości, jak właśnie bycie jak najlepszą w swojej jednej dziedzinie. Wiadomo, że generalnie znajomość języków się przydaje, ale mój zawód jest wyjątkiem i u mnie tylko i wyłącznie potrzebny jest jak najlepszy angielski (nad czym trochę ubolewam, bo nawet nie mam wymówki, żeby uczyć się innego języka). Po prostu w życiu często trzeba iść na kompromis z samym sobą…

    • Gorzej właśnie, jak ja nie wiem, jaki kompromis by mi pasował. Muszę sama do tego dojść.

  • Agnieszka Kulawczyk

    Wiele z nas uporządkuje praca, tak jak mnie uporządkowała. Od 8 do 16.00 pracuję. Po 16 do około 22.30 mam czas. Ok, mogłabym wstawać o 5.00 rano i mieć tego czasu więcej. Jednak to nie studia, gdzie można zerwać się z zajęć, albo kimać na sali wykładowej. Chcę być fair wobec mojego pracodawcy i przychodzić do pracy wyspana zwłaszcza, że często realizuję zadania kreatywne, robię dużo rzeczy na raz i permanentne niewyspanie odpada. Tym oto sposobem wiem, że o 22.30 znajdę się w łóżku, bo po prostu padnę i zasnę (jak nie w łóżku to gdzie indziej :D) Zostaje 6,5 godziny na treningi, jedzenie, sprzątanie, zakupy, gotowanie, czas dla znajomych, czas dla Narzeczonego, dla Rodziców, medytację, czytanie książki.
    Wydaje mi się, że nie trzeba być po prostu „naj” w każdej dziedzinie. Ćwiczę na siłowni, co nie znaczy, że będę startowała w zawodach sylwetkowych, chodzę na jogę, co nie znaczy, że będę nauczycielem w ciągu najbliższych 5 lat.
    Piszecie często o różnych zawodach, pasjach. Ważne, aby oddzielić pasję np.gotowanie od potencjalnego zawodu np. fotografowanie. Określić, niestety bolesne, ale pragmatyczne, z czego będą pieniądze i w czym ma się szansę zarobić na godziwe życie. Tak, tak wiem „jak będziesz kochał swoją pracę, to nigdy nie będziesz pracował”, ALE jak będziesz miał pusty brzuch i debet stąd do księżyca, to przestaniesz widzieć pasję.
    A Marta, Marta jest freelancerem i jej to nie dotyczy 😀 Niektóre z Was też będą i wtedy łapcie ile możecie pełnymi garściami :))))

    • Mukika

      Myślę podobnie 🙂 Przez jakiś czas to myślenie, że muszę znaleźć taką pracę, którą będę kochać strasznie mnie dołowało, dlatego że nie znalazłam takiego zajęcia i nie wiem czy znajdę. Jeszcze nie pracuję, ale szukam pracy, miałam już letnie praktyki i wiem że nie kocham dziedziny, którą sobie wybrałam, ale też jej nie nienawidzę. Nie jest moją pasją, ale nawet ją lubię. Jest czas na pracę i jest czas na przyjemności i to jest ok 🙂

      • Agnieszka Kulawczyk

        Dana profesja/stanowisko nie jest na całe życie 🙂 To, że na przykład zaczynasz jako pracownik call center, obsługi klienta, kelnerka, pracownik stacji benzynowej, WCALE nie znaczy, że to będzie Twoje życie. Ucz się z każdego zawodu, jaki przyjdzie Ci wykonywać. Może w call center nauczysz się panować nad emocjami i pięknie mówić, a później będziesz pracować w radio? 😉 Może obsługując klienta nabierzesz pewności siebie i umiejętności nawiązywania kontaktów z nieznajomymi i otworzysz własny biznes? Kelnerka musi mieć mocne nogi i głowę na karku, żeby wszystko zapamiętać 🙂 Do pracy na recepcji hotelowej albo w sekretariacie zarządu w międzynarodowej korporacji jak znalazł 🙂
        Nie przestawaj się uczyć i dostrzegaj możliwości 🙂

        • Mukika

          Dzięki za kolejny komentarz, zgadzam się ze wszystkim napisanym powyżej 🙂 Grunt to dobre podejście 🙂

      • Madix

        Ja spotkałam się z kolei z poglądem, że praca wcale nie powinna być pasją, bo jeśli musimy coś zrobić (a tym się właśnie odróżnia praca od odpoczynku), to szybko ta pasja przedzierzgnie się w obowiązek/rutynę, a tym samym ją stracimy 😉 Wg mojego znajomego receptą na to, aby nie stracić serca do rzeczy, które kochamy, jest zajmować się pasją po godzinach, a na pracę wybrać sobie coś, w czym jesteśmy po prostu dobrzy i na czym możemy dobrze zarobić. Jeśli jesteśmy w czymś dobrzy i jesteśmy dobrze opłacani, satysfakcję z naszej pracy tak czy siak powinniśmy mieć 🙂 Myślę, że to całkiem sensowne podejście 😉

        • Mukika

          Dobre podejście, chyba to sobie gdzieś zapiszę 🙂

        • Jej, chciałabym to przeczytać tak z 5-6 lat temu (kiedy szłam do liceum). Od wielu lat gonię króliczka, którym ma być moja „prawdziwa pasja” i nie idzie mi najlepiej. Ogromnie podobało mi się uczenie w szkole, ale jednocześnie miałam poczucie ogromnego psychicznego zmęczenia. Poprawiałam teksty i sprawiało mi to radość, ale jednocześnie rozdrażniało mnie i stresowało ze względu na deadline’y oraz chęć bycia w tym perfekcyjną… Teoretycznie zajmuję się moimi pasjami: historią, literaturą, językoznawstwem, próbowałam i pracy z ludźmi, i z tekstem, ale nie daje mi to aż takiej satysfakcji, jakiej się spodziewałam 🙂 A w czym mogłam być dobra? Byłam niezła z matematyki (byłam przez rok na mat-fizie i spokojnie ogarniałam) i myślę, że sprawdziłabym się w rachunkowości, bankowości, takich ekonomicznych zawodach. Problem polega na tym, że mam już 22 lata i całkiem inne – humanistyczne – wykształcenie. Jakieś rady dla mnie?

          • MałaCzyta

            W karierze nauczycielskiej początki chyba zawsze są trudne i wszystko zajmuje sporo czasu. Myślałaś może o szkole policealnej? Sama kiedyś zastanawiałam się nad rachunkowością, ale najpierw uderzyłam właśnie do takiej szkoły i okazało się, że jednak bycie „na bieżąco”, to trochę dla mnie za dużo. Matematyki tam nie ma, za to przepisów czeka mnóstwo.

          • wela

            Masz tylko 22 lata i całe życie przed sobą. Tak się składa, że jestem po rachunkowości i na moich studiach (zaoczne) było mnóstwo starszych osób, a najwięcej takich trzydziestek, które zaczynały dopiero przygodę z tą dziedziną. Pozdrawiam i powodzenia 😉

          • Madix

            Spokojnie, kochana, dokształcać można się przez całe życie i w każdym wieku 🙂 Moja przyszła teściowa (wiem, fajnie to brzmi :D) niedawno ukończyła studia licencjat+magisterskie dzienne, medyczne, pracując jednocześnie przy tym na 2 etaty… też nie wiem jak xD, ale dała radę, wiec można 😉

            Tobie polecałabym albo rozejrzeć się za jakąś bardziej ścisłą magisterką, na którą mogłabyś pójść z Twoimi studiami I stopnia (mamy system boloński, więc można w teorii pójść na dowolne studia II stopnia, także te niezwiązane z licencjatem, w praktyce – lepiej dopytaj w dziekanacie, jakie warunki trzeba spełnić – może będziesz musiała podejść do egzaminu wstępnego, a może nadgonić pewne przedmioty, trzeba to indywidualnie sprawdzić), inna opcja to studia podyplomowe, ewentualnie szkoła policealna.

            Z nie formalnych dróg możesz po prostu poduczyć się w domu, szczególnie informatycznych rzeczy – cała masa ludzi zatrudnionych w IT ma wykształcenie wyższe inne niż informatyczne i wcale im to w rozwoju nie przeszkadza (brak wyższego wykształcenia może być przeszkodą na drodze do awansu, ale ty przecież masz wyższe wykształcenie 😉 ). Dla kobiet jest też ostatnio sporo darmowych kursów i eventów, w ramach wydarzeń typu „Kobiety do kodu!” czy „Dziewczyny na politechniki!” lub podobne 😉

            Ogólnie poszłabym albo w stronę IT (uważam, że programowania może się nauczyć każdy, zresztą – nie tylko programistów potrzeba w IT, jest od groma rzeczy z tym powiązanych, które można robić, chociażby grafika, bazy danych, ekonometria) albo w stronę finansów i rachunkowości – to też duża branża, przyszłościowa (dopóki funkcjonują banki, będą dawały zatrudnienie finansistom), z dobrymi perspektywami zarobków, a główne wymaganie to – ogarniać matematykę, co nieźle kosi konkurencję 😉

            PS. Ja ogólnie mam 21 lat kończę obecnie inżyniera z informatyki (miałam rok poślizgu przez zmianę studiów) i po ich ukończeniu planuję jeszcze rozpocząć zaocznie studia ekonomiczne, więc jak widzisz – nie uważam wieku za przeszkodę do studiowania 🙂

          • S.

            22 lata? Ja poszedłem na pierwsze sudia gdy miałem 23 lata. Moja mama poszła na studia gdy miała lat 45.
            Mój wujek skończył w latach 80 polibudę potem uniwerek aby po 40stce skończyć eksternistycznie prawo i zostać prawnikiem.
            Ja mając nikłe szanse na znalezienie pracy w zawodzie wyjechałem za granicę by zarobić na dalsze kształcenie.

            Pomijając studia jest jeszcze mnóstwo innych sposobów dokształcania się i zdobywania nowych kwalifikacji. Ogranicza Cię tylko Twoja wyobraźnia.

    • Agnieszka, dziękuję za taki mądry komentarz 🙂

      • Agnieszka Kulawczyk

        Mądry wpis mnie pobudził intelektualnie z samego rana 😛

  • Znowu muszę powiedzieć #teżtakmam! 😀

    • 😀 bliźniaczki

      • Nooo, Bycie Wszystkim brzmi cudownie 😀 ale kurcze, jakbym włosy podzieliła między wszystkie mnie to każda Ja miałaby na głowie jeden włosek. Słabe 😀 I śmieszne.
        Może to dlatego tak wypadają mi kudły ostatnio?! 😀

        Marta:* Ania:*

  • Witaj w klubie! Mam dokładnie tak samo, ale przecież chyba lepiej przesadzać w tą stronę, niż odwrotnie 🙂

    • Niby tak, ale czasami człowiek już sam nie wie 😀

  • kremmanie

    Oj, miałam dokładnie to samo. I nie mogłam się z tym pogodzić. Aż w końcu się pogodziłam. Marzyłam o byciu reżyserem, ale bardzo się bałam spróbować w tym swoich sił. A potem zainteresowało mnie coś innego. Marzyłam o byciu pianistką, ale stres na koncertach, tudzież egzaminach dyskwalifikował mnie w tym zawodzie. Zawsze chciałam coś tworzyć, malować, pisać.
    A teraz studiuję matematykę i to mnie satysfakcjonuje. Tylko czasami jak widzę młodych ludzi, którzy kręcą filmy krótkometrażowe albo koncertują to jest mi żal, że to nie ja.
    Zakończę ten ekstrawertyzm podsumowaniem. Owszem, trzeba ustalić priorytety, trzeba coś wybrać. I myślę, że jak najbardziej możesz być super blogerką jak do tej pory i jednocześnie trenerem. I możesz robić też milion innych rzeczy, tylko, że nie na pełny etat. Może i ja się zbiorę i nakręcę jakieś malutkie dzieło. Tak w ramach hobby. Bo wszystkim być nie mogę, takie życie.
    Piąteczka, uwielbiam Twojego bloga od dawna. Będzie dobrze, Marta.

  • Joanna ga

    A kto powiedział, że we wszystkim trzeba być naj, naj i perfect? 😉

  • Marta, jesteśmy w tym samym wieku i ciągle znajduję w nas jakieś podobieństwa! 😀
    Trzeba chyba po prostu wyluzować, nie zastanawiać się czy lepiej jest mieć za dużo, czy za mało pomysłów. Wydaje mi się, że trzeba zwyczajnie robić tak, jak czujemy 🙂

  • Mam tak już od liceum i chyba już się z tym pogodziłam, że moje życie ogarniam tylko ja, a jak opowiadam innym, to robią na mnie wielkie oczy, pytając kiedy ja jem i sypiam. Prawda jest taka, że nie da się zrobić wszystkiego na raz. Ja mam taką metodę, że w pierwszej kolejności biorę się za to, co jest najbardziej w danej chwili realne, albo samo do mnie przyjdzie. Chwytam wszystkie nadarzające się okazje, które mnie interesują. Ale przez to niestety większe przedsięwzięcia wciąż odkładam na później. Nie ma recepty idealnej. Pocieszam się tylko, że nie muszę być przez całe życie jednym i tym samym, więc jest szansa, że spróbuję wszystkiego, co mnie kręci.

    Nie jesteś sama. Takich szalonych jest więcej. Chaos to nic złego jeżeli potrafisz z nim żyć i być przy tym szczęśliwa 🙂

  • Ale my Ciebie właśnie za ten chaos lubimy 😀 <3. Niestety mam podobnie, ale coraz częściej mówię sobie STOP. Bo tak się nie da na dłuższą metę 😀 Także podziwiam z całego serca 🙂 I cieszę się, że zarażasz tą energią 🙂

  • Kasia

    Nie ma i nie będzie na to recepty, są dwie drogi – albo robić wszystko po trochu albo bezlitośnie wybrać jedną, góra dwie dziedziny i się im poświęcić. Takie jest życie, że daje niemal nieograniczone możliwości wyboru, zwłaszcza dla ludzi w pełni sprawnych, z krajów rozwiniętych i rozwijających się. Na tym polega dramat wolności – na konieczności podejmowania decyzji. Można od tego nieźle ześwirować, serio. U mnie skończyło się kryzysem ćwiartki życia i depresją, ale terapia robi swoje i zaczynam układać sobie w głowie że mogę wszystko, ale nie mogę wszystkiego na raz bez utraty zdrowia. Pewnie, że istnieją osoby, którzy potrafią niesamowicie ogarnąć kilka (lub kilkanaście) zobowiązań w jednym czasie i czuć się dobrze. Tylko właśnie musimy sobie zadawać pytanie „czy czuję się dobrze”? Jeśli tak to świetnie, robię to dalej. A jeśli coś mnie jednak uwiera, to koniecznie trzeba się zatrzymać i to przepracować zanim będzie za późno. Ja na początek dałam sobie zakaz przyjmowania jakichkolwiek nowych zobowiązań. Zrezygnowałam, z bólem, z najmniej istotnych dla mnie rzeczy. Pozwoli, miesiąc po miesiącu kończyłam zaczęte wcześniej sprawy. Długo zajmuje takie wchodzenie na prostą. Oczywiście obcięłam wszystko, nie tylko zobowiązania „zewnętrzne” ale także np. treningi, planowane wyjazdy, kursy – wszystko. Piszę o tym ku przestrodze zwłaszcza do młodych osób na początku studiów albo jeszcze w liceum – wybór naprawdę boli, ale jeśli można uniknąć takich problemów, to chyba warto uważniej selekcjonować to, w co się angażujemy.
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

  • a.nessy

    nawet nie wiesz jak dobrze cię rozumiem. będzie dobrze. musi być.

  • Brygida

    Świetny wpis! Doskonale Cię rozumiem. Także chce robić wszystko i oczywiście od razu chcę być najlepsza lub przynajmniej widzieć, że są efekty na plus… Ale u mnie w efekcie wychodzi to marnie bo na nic czasu nie wystarcza a nie umiem wybrać jednej lub dwóch rzeczy 🙂
    Nie jesteś jedyną 🙂 Z tą różnicą, że Tobie dobrze idzie i faktycznie realizujesz to „wszystko” 🙂

  • S.

    Moją interdyscyplinarność zweryfikowało życie. Na pewnym etapie życia nie da się robić wszystkiego i być we wszystkim dobrym. Ja jednocześnie pracowałem na cały etat, studiowałem, uczyłem się równolegle trzech języków, uprawiałem sport (bywałem nie raz na treningach dwa razy dziennie jak była taka możliwość), grałem na dwóch instrumentach muzycznych, chodziłem na różne kursy, szkolenia, i do tego jak miałem wolny dzień to jechałem na działkę własnoręcznie budować dom. Oczywiście było to kosztem snu. Bywało, że spałem po 3-4 godziny na dobę. Jak się skończyło?

    A no normalnie. Na ostatnim semestrze studiów zmniejszyłem sobie wymiar pracy na 3/4 etatu bo byłem przemęczony. Sport przerwały kontuzje. Muzykę sobie odpuściłem bo jak można robić postępy grając na czymś 2-3 godziny tygodniowo? Dom wystawiłem na sprzedaż bo nie miałem ani kasy ani czasu żeby go ukończyć. Studia akurat skończyłem więc jeden kłopot z głowy. No i w zasadzie nie bylem na żadnych wakacjach przez ostatnie 9 lat 😉 Tak wygląda pracoholizm 😉

    Tak jak napisała Agnieszka Kulawczyk trzeba wyznaczyć sobie priorytety. Na pewnym etapie dorosłego życia warto się skupić na tym z czego będą pieniądze. Szczególnie jeśli w Twoim życiu pojawią się dzieci. Fajnie jak Twoja pasja jest jednocześnie Twoją pracą ale pod warunkiem, że wystarcza Ci to na życie na przyzwoitym poziomie. W przeciwnym razie Twoja pasja może stać się udręką.

  • Inna

    Ale najważniejsze jest to, ze dobrze się czujesz w tym swoim blond chaosie. Ja kiedyś usłyszałam, ze chcę streszczać cały świat w pięć minut i może to i prawda. Jest tak, ze gdy racjonalnie patrząc ma się zrezygnować z czegoś co się lubi to się nie da, do czasu, gdy wszystko samo się poukłada.
    A skoro już mowa o Hermionie, to miała Zmieniacz czasu, ale w końcu go nie potrzebowała, bo zrezygnowała. I wierzę, ze ty kiedyś też do tego dojdziesz:)

  • To tekst w stu procentach o mnie. Pozwolisz, że polecę go u siebie na blogu?
    Planuję od dawna napisanie czegoś w podobnym stylu, ale pomysł cały czas dojrzewa. Chodzi o to, że kiedyś myślałam, że można mieć tylko jedną pasję i uparcie starałam się wybrać. Dziś już wiem, że nie potrafię i nie chcę. Nie potrafię też organizować czasu i ustalać priorytetów ani nawet prowadzić kalendarza. Ale rezygnacja z którejkolwiek pasji byłaby dla mnie częściowym samobójstwem. To dzięki nim jestem sobą. I nie chce tego zmieniać. Dziękuję za ten tekst, wiele mi uświadomił i pomógł – już trochę więcej wiem o tym, co chcę zawszeć w swoich przemyśleniach.

  • Zdzisław Paweł Potrzebny

    „chcę dalej z odpowiednią uwagą dwa blogi,”
    Coś Ci tu umknęło. Popraw i… będzie dobrze, Marta 🙂

  • Tasama

    Miałam kiedyś podobnie i u mnie minęło choć tylko częściowo. Nadal mam dni kiedy chcę robić wszystko i być „wszystkimi”, ale prawda jest taka, że taki wachlarz wyboru dał mi kilka mniejszych opcji, na których ostatecznie zawiesiłam swój wzrok, nie wiem co bym zrobiła, gdybym nie miała do dyspozycji tego wszystkiego – byłabym nikim? Wolę być kimś, nawet jeżeli trochę chaotycznym 😉 Życzę Ci dużo uśmiechu i wytrwałości, bo tego chyba życzy się komuś kto chce zrobić „wszystko” 😉

  • Ja też mam tyle możliwości, że nie wiem, gdzie uderzyć, na czym się skupić… Od zawodów wyuczonych (historyk sztuki, filolog francuski spec. nauczycielska), przez rękodzieło (biżuteria, kartki, kaligrafia, malowanie), wizaż i charakteryzację, aż po szeroko pojęte pisanie. Tyle dróg, każda kusząca z trochę innych powodów, a decyzji brak.
    A już nie wspomnę o innych rolach, o których napisałaś – partnerki, córki, przyjaciółki…

    Każdy, nawet ten, który wybrał jednotorową ścieżkę życiową, musi w jakimś sensie łączyć w sobie te różne postacie. Nie ma co się zadręczać analizowaniem „czy jestem wystarczająco dobrą blogerką / nauczycielką / córką / …”, tylko po prostu iść przed siebie <3