A ja lubię być typową dziewczyną

Chcesz, żeby kobieta śmiertelnie się na ciebie obraziła? Po prostu powiedz jej, że jest taka, jak inne dziewczyny.

My kobiety, mamy jakąś schizę na punkcie tego, by broń Boże, nie być typowymi kobietami.
Czy to nawet nie brzmi głupio? No halo, oczywiście, że brzmi!

Z ręką na sercu: ile razy sobie pomyślałyście: ja nie jestem taka, jak inne dziewczyny?

Ja znam się na grach, ja czytam fajne książki (bo oczywiście inne dziewczyny nie czytają fajnych powieści, o co to, to nie), ja nie jestem pusta (przecież inne kobiety są), ja nie jestem cizią, ja o siebie dbam, ja lubię sport, ja kocham szybkie samochody i ja jestem wyzwolona (albo, w drugiej wersji, ja nie jestem puszczalska – oczywiście, bo inne dziewczyny są).

Tak, jakby bycie typową dziewczyną, było gorsze. Tak, jakby bycie ZWYKŁĄ KOBIETĄ, zwykłą dziewczyną równało się z byciem głupią, pustą, mało inteligentną, zastraszoną.

Tak, jakby bycie kobietą, czy dziewczyną, ot tak, po prostu, było do dupy.

JESTEM NIETYPOWA

Wniosek jest prosty: wydaje nam się, że same z siebie, nie jesteśmy fajne ani ciekawe. Bycie zwykłą kobietą nie jest przecież ani fascynujące, ani seksowne, a to przecież źle. Typowa dziewczyna to przecież mycie naczyń, nierozróżnianie prawej i lewej, kochanie koloru różowego i wiatr w głowie, bo pusto.

typowa kobieta

Stajemy więc na rzęsach, żeby za cholerę nie być zwykłą kobietą. Na każdym kroku próbujemy światu udowodnić, że może inne dziewczyny są nijakie, ale my – właśnie my! – my jesteśmy super. Jak gramy w gry, to musimy o tym wspomnieć pod każdym artykułem o grach. Jak lubimy samochody, to musimy o tym powiedzieć jak tylko ktoś zacznie temat samochodów. Jeśli lubimy seks, to będziemy robić szpagaty z wysiłku, żeby tylko w jakiś bardziej lub mniej subtelny sposób zakomunikować światu lub mężczyźnie, który jest dla nas światem, że my właśnie nie z tych nudnych, szarych myszek, tylko kobiet, które lubią odważnie i trochę jak Samanta z Seksu w wielkim mieście.

MUSZĘ BYĆ INNA

Wydaje nam się, że tego przecież świat od nas chce – jasnego komunikatu, że my nie jesteśmy szarym tłumem kobiet, a jednostką specjalną, oryginalną. Problem tylko polega na tym,  że to nie świat nam narzuca takie postępowanie, nie narzucają go nawet faceci, tylko my same sobie tą smycz zakładamy.

Nie znam żadnego dorosłego, poważnego mężczyzny, który uważałby „zwykłą” kobietę za gorszą. Który twierdziłby, że to, że nie zna się na grach czy męskich sprawach, albo nie jest odważna czy nie nosi zakolanówek oznacza, że jest w jakiś sposób gorsza, wybrakowana, że powinna się zmienić. Pewnie, założę się, że niektórzy panowie zrobiliby wszystko, żeby ich partnerki chociaż raz łaskawym okiem spojrzały na Wiedźmina czy założyły szpilki, ale żeby uważać je za gorsze, czy „typowe” (w zły sposób)? Dajcie spokój.

12383388_850432821769884_1632494065_n

Za to my podkreślamy ten podział na każdym kroku. Z jednej strony są „głupie, typowe kobiety”. To wszystkie te, które wrzucają zdjęcia z dekoltem i dziubkiem. To te, które wypinają tyłek na facebooku, nie potrafią rozróżnić stron, interesują się tylko tipsami i nie są fajne, tylko obciachowe.

No i z drugiej strony barykady my. Te fajniejsze kobiety, niezwykłe. Te, które są mądre – bo przecież nie możemy założyć, że wszystkie dziewczyny są mądre, o nie, my zakładamy, że mądre są wybitne, oryginalne jednostki – nietypowe.

BYCIE KOBIETĄ TO WADA

Dziewczyny postrzegają bycie kobiecą, lekkomyślną, czasami roztrzepaną, jako wadę. Wydaje im się, że upodobanie do różowej obudowy telefonu, lubienie malowania paznokci, nieinteresowanie się sportem, fochliwa natura raz w miesiącu to nic innego, jak jedna, wielka przywara. Coś, co nie powinno mieć miejsca. Uważamy, że nasza natura, nasza kobiecość, nasze czasami irracjonalne zachowanie – to coś złego.

Przepraszam, ale to jest po prostu NIENORMALNE.

Nienormalne jest to, że uważamy bycie kobietą (zwykłą, a nie taką znającą się na fajnych, męskich sprawach) za coś gorszego.
Nienormalne jest to, że same o sobie myślimy źle – „nie jestem typową kobietą” = nie chcę być typowa, nie chcę być jak każda dziewczyna, bo bycie dziewczyną samo w sobie jest słabe. Dziewczyny przecież się fochają o byle co, nie znają się na niczym i nie są ciekawe.

Nienormalne jest to, że z jakiegoś powodu,  za wszelką cenę, chcemy być inne.

A JA LUBIĘ BYĆ TYPOWĄ KOBIETĄ12912738_1286275701386908_1158785342_n

Dla mnie nie jest obrazą, kiedy ktoś mi powie, że robię coś jak kobieta.
Trenuję jak kobieta? Świetnie. Zapraszam na bieżnię, wyciągnę z szafy kolce, przekonamy się, kto kogo pokona na tartanie. To, że robię coś jak dziewczyna, nie oznacza, że robię to gorzej.

Myślę jak kobieta? Super. Jestem inteligentną dziewczyną, to myślę jak inteligentna dziewczyna. Nie ma w tym nic niezwykłego.

Zachowuję się jak typowa kobieta? A jak mam się zachowywać, skoro kobietą jestem? Nie wiem, mam nagle zacząć sikać na stojąco? Być mniej emocjonalną? Witać się z przyjaciółkami SIEMA, STARE, IDZIEMY NA BROWARA?

Jestem kobietą, zachowuję się jak kobieta i nie widzę w tym nic gorszego. W ani jednym procencie nie jestem ani gorsza, ani lepsza od moich koleżanek – zarówno tych, które całe dnie spędzają wbijając kolejne poziomy, jak i tych, które po dziesięć godzin siedzą nad paznokciami i zachwycają się nowym kolorem hybryd.

Wszystkie jesteśmy fajne na swój sposób. A to, że któraś z nas lubi różowy – „jak typowa kobieta” – wcale nie oznacza, że jest głupsza czy gorsza.
To po prostu znaczy, że lubi różowy. I tyle.

Bez filozofii.