Piątek z Martą #34: czy lubię moje nowe studia i dlaczego czasami mam chęć zamknąć się w domu

W dzisiejszym Piątku z Martą o tym, czy moje studia okazały się dobrym pomysłem, czy niewypałem, o tym, dlaczego czasami zachowuję się jak Gollum i dlaczego laptopy psują się zawsze w nieodpowiednich momentach.

Wow! Od trzech tygodni jestem studentką Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu. Kiedy zasuwałam na mojej różowej strzale na rozpoczęcie roku akademickiego, mimo całej tej radości związanej z a) odcięciem się od dziennikarstwa, na którym mi się nie podobało i b) podnieceniem, że idę na studia, które nawet plan mają fajny, bałam się, że wszystko okaże się jednym, wielkim kłamstwem na papierku i koniec końców wyląduję na kolejnych nudnych studiach, które mało czego mnie nauczą.

No cóż. Wiecie, co się okazało? Że miałam rację.

Z tym, żeby składać tam papiery, bo jest niesamowicie!

Wszystko mi się podoba. Mam wspaniałych ludzi na roku, każdy ma jakąś pasję, jest kilka osób, które polubiłam bardziej i z którymi się dogaduję. Znają mnie krótko, a już mi piszą wiadomości, jak tylko się spóźniam (co zdarza się dość często, bo mieszkając blisko oczywiście wychodzę na ostatnią chwilę, a potem zasuwam moim rowerem, który jest ładny, ale jest też miejski – a to znaczy, że nie osiąga zawrotnych prędkości) i są naprawdę ogarniętymi ludźmi. Czuję, jakbym miała kompletnie czystą kartę i to jest naprawdę miłe uczucie.12033202_430782247123527_308186600917971868_n

Mam bardzo wygodny plan – pozwala mi na pracę i pisanie blogów. Poza tym składa się z samych ciekawych zajęć – wszystkie mi się podobają, chodzę nawet na wykłady, na których też nikt nie przynudza. Wykładowcy chcą serio coś przekazać i to sprawia, że świetnie się ich słucha. 🙂 Uczę się sporo przez same uczestnictwo w zajęciach, ale jednocześnie dochodzi do mnie, ile jeszcze nie wiem… mnóstwa rzeczy. Cieszę się, że zdecydowałam się na studia, a nie na kurs instruktorski/trenerski – nie wierzę, że w tydzień czy miesiąc można rzeczywiście nauczyć się wszystkiego do bycia dobrym trenerem, zwłaszcza nie mając pojęcia o anatomii.

Właśnie – anatomia. Nie mam na razie tego przedmiotu, ale większość już miała, więc wykładowcy uznają, że to naturalne, że znamy każdy malutki szczególik naszego ciała. Dlatego moje weekendy będą teraz wyglądały tak:

12074496_432235763644842_171438300484267127_n

 

 

 

Muszę nadrobić zaległości, ale bardzo mnie to cieszy 🙂 Czuję, że naprawdę się rozwijam na tych studiach, co tydzień wiem coraz więcej i to jest świetne uczucie. Jaram się strasznie tymi studiami i nudzę o tym znajomym. „A wiecie, że nie można robić tego ćwiczenia?”, „A widzieliście, że przysiady to coś tam?” i tak dalej. Ciekawe, kiedy będą mieli mnie dosyć 🙂

Pójście na AWF wybiło mi też z głowy pewien stereotyp, który miałam w głowie i nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy. Sporo osób z mojego otoczenia (raczej miasta) uważa, że AWF jest „gorszą” uczelnią, bo uczy „wfu”. No cóż, mam już porównanie z wrocławskim uniwerkiem i wydaje mi się (nie, w sumie to jestem pewna), że poziom zajęć jest na AWFie wyższy (tzn. wyższy niż na dziennikarstwie, nie byłam na innych kierunkach, żeby oceniać cały UWr). Dużo się wymaga, ale też dobrze się uczy – nie przez prezentacje, a ROZMOWĘ. Nikt tutaj nie przychodzi na odwal na wykład i nie smęci tak nudno, że człowiek po pięciu minutach scrollował facebooka i odliczał minuty do wyjścia. Nawet zajęcia, które wydawały się po nazwie nie takie ciekawe (np. marketing w sporcie) są niesamowite i wychodzę z głową pełną pomysłów, wracam do domu mega zmotywowana tym wszystkim. Czuję, że jak wyjdę z tej uczelni, to będę miała naprawdę solidną wiedzę i to mnie strasznie cieszy! 🙂

Widzicie, jak się rozgaduję? Oczy mi się świecą, buzia sama śmieje, jak mnie znajomi pytają jak tam na studiach. A potem muszą przeżywać mój monolog.

12004143_747932795315627_7323210049236319136_n

Ostatnie tygodnie były też dla mnie momentem próby, bo nagłe wrzucenie do innej rzeczywistości (czyli oprócz pracy, studia) spowodowało, że cały mój plan organizacji poszedł w cholerę. Mam spóźnienia ze zleceniami,  byłam strasznie zestresowana tym wszystkim – nie lubię takich sytuacji – a na domiar złego mój komputer odmówił posłuszeństwa i jest w naprawie, więc piszę z mojego różowego, połamanego laptopa, którego może ktoś jeszcze pamięta. Wpis na blogu i maile jeszcze da się napisać, ale już pisanie na nim artykułów na zlecenie jest bolączką, więc mam nadzieję, że nadrobię zaległości w weekend na stacjonarnym komputerze.

12046654_427972667404485_5191906226211213526_n
Podejrzewamy, że Nitka zepsuła mi laptopa, bo próbowała założyć bloga nitkapisze.pl

A co mam wspólnego z Gollumem? Oprócz nawału roboty nagle do Wrocławia zlecieli się wszyscy znajomi, więc codziennie ktoś zapraszał do wyjścia. Od jakiegoś czasu zastanawiam się, czy nie mam w sobie czegoś z introwertyka – nie potrafię odpoczywać w ten sposób i chociaż kocham się spotykać z przyjaciółmi, to potem jestem zmęczona. Odpoczywam najlepiej w samotności. Dużo spotkań sprawiło, że jedyne, co teraz mam ochotę zrobić to zaszyć się w domu. Fajnie to skomentował Patyk: „mam ochotę zaszyć się w jaskini i syczeć na ludzi, jeśli podchodzą”. 🙂 Coś w tym stylu właśnie czuję. Pragnę po prostu świętego spokoju przez chwilkę, żeby naładować baterie. 🙂

12143280_767555176704833_1620088057432801750_n

Ten Piątek jest pisany chaotycznie, ja wiem, ale piszę go pełna emocji i nie chce mi się bawić w jakieś wrzucanie tego do odpowiedniej formy. Spontaniczny Piątek w piątek. Pasuje 🙂

CIEKAWE LINKI

Będzie tego mało, bo wszystkie zapisane linki mam w zakładkach na laptopie, który jest w naprawie 🙁

OSTATNIO NA BLOGU

Słuchajcie 🙂 Brakuje mi tylko 29 osób do przekroczenia 3 tysięcy na youtube, więc jeśli śledzicie moje filmy fitness albo chcecie zacząć – zasubskrybujcie tutaj, będzie mi miło 🙂

Miłego weekendu!