Dzwonię do mojego chłopaka.
– Słuchaj, jest sprawa. Światowej wagi, mówię ci. Sytuacja wygląda tak: mogę kupić tą farbę, co zawsze, albo kupić inną, bo teraz wyszła nowa, słuchaj ty mnie, taka zupełnie inna, truskawkowy blond. Ale nigdy nie miałam truskawkowego blondu, na pewno będę kompletnie inaczej wyglądać i się boję, że będzie brzydko. To co, mam brać tą co zwykle, nie?
– Marta – usłyszałam poważny głos w słuchawce – jak ty teraz boisz się zmian, w wieku dwudziestu jeden lat, to co będzie, jak będziesz miała na karku trzydziestkę?
Zamyśliłam się. Stoję w drogerii i rzucam okiem, raz stara farba, raz truskawkowy blond, raz stara farba, raz truskawkowy blond. Ach, cholera, dobra, będę szalona, biorę truskawkowy blond! – myślę sobie i czuję podniecenie, emocje, taki szał, bo przecież przefarbuję się i to prawie jak nowe życie.
I wtedy dotarło do mnie jedno: że zmiany są cholernie ważne.
Oczywiście jak się pewnie domyślacie, truskawkowy blond nie różni się prawie w ogóle od mojego zwyczajnego blondu. No, może oprócz odcienia. Ale nie o to w tym wszystkim naprawdę chodziło.
WIECZNY STRACH
Ludzie ciągle się boją, zauważyliście to? Non stop. Boją się, że farba nie będzie pasować, że spróbowanie surowej ryby (sushi) będzie niedobre, że zmiana kierunku będzie tragiczna w skutkach (bo co, jak sobie nie poradzą?), że zmiana pracy spowoduje biedę i bezrobocie, że rzucenie chłopaka, którego się w sumie nawet nie kocha, spowoduje, że już zawsze będzie się samym jak palec. Nic w tym dziwnego. Stabilność jest bezpieczna. Rutyna też. Codziennie dzieje się to samo, więc mamy jakiś schemat, który jest pewny, niczego nie musimy ryzykować. A kto lubi ryzyko? Prawie nikt.
Więc ludzie tkwią w nieudanych związkach, w pracach, których nienawidzą, na studiach, których nie znoszą. Chodzą i myślą o zmianie – koloru włosów, wyglądu, schudnięciu, przytyciu. Czasami leżą i zastanawiają się, jakby to było, zmienić nagle wszystko do góry nogami i robić coś innego. Pieprznąć dotychczasowym życiem w kąt i jechać oglądać foki gdzieś na koniec świata albo łowić perły. Ewentualnie karmić słonie. Bo czemu by nie?
Ach, no tak. Bo przecież jest ten strach, że nie wyjdzie.

Mam kilku przyjaciół, którzy bardzo chcą. Robić coś swojego, może założyć działalność, wyjechać za granicę i mieszkać tam, gdzie diabeł mówi dobranoc, a psy szczekają dupami. I dużo o tym mówią. Że by chcieli, że fajnie. Tylko nic z tym nie robią, bo paraliżuje ich strach. Że się nie uda i że będą musieli wracać z podwiniętym ogonem.
Jako przegrani.
ZMIANA = DOBRE ŻYCIE
Ale czasami po prostu trzeba zaryzykować. To tak jak z zastanawianiem się, czy jest sens iść na randkę z tym przystojnym mężczyzną, który dał ci swój numer na siłowni. Nie dowiesz się jak będzie i jakby było, dopóki nie spróbujesz. Może być okropnie, rozmowa nie będzie się kleić i zmieszani zmyjecie się do swoich mieszkań po dwóch godzinach, a może być cudownie i ten nieznajomy może okazać się twoim przyszłym mężem, z którym będziesz miała trójkę przepięknych dzieci. Nie wiadomo.
Wiadome jest jedno: nie próbując w ogóle i bojąc się każdej zmiany, cały czas stoisz w martwym punkcie. Zawsze, kiedy ktoś mi narzeka na swoje życie, zastanawiam się, dlaczego nie włoży tej energii z jęczenia w pracę. Nad zmianami. Nad tym, żeby chociaż trochę te swoje życie ulepszyć, skoro jest takie beznadziejne.

Ale przecież się nie da, nie? Ludzie mi czasami piszą “łatwo ci mówić, ty nie masz takiej i takiej sytuacji”*. Już kiedyś pisałam, nie ma czegoś takiego w życiu jak równy start. Jedni rodzą się jako synowie milionerów, inni muszą walczyć z wszystkimi możliwymi przeciwnościami losu. To nic nowego, tak wygląda świat. Ale podając się na starcie, bo “przecież mam gorzej, a inni mają lepiej” i jeszcze wmawiając sobie, że na pewno zmiany wyjdą na złe, sam sobie robisz krzywdę. To twoja własna decyzja.
* Już pomijając fakt, że – przepraszam, ale taka jest prawda – ocenianie kogoś sytuacji wyłącznie znając go z sieci mija się w ogóle z celem.
PRZECZYTASZ TEN POST I PÓJDZIESZ DALEJ
… bo tak się zazwyczaj to wszystko kończy. Niby z tymi zmianami to prawda, niby Marta głupio nie mówi, ale w sumie… może potem. Wiecie, czego brakuje w szkołach? Kogoś, kto powie do ludzi: weźcie się zastanówcie nad sobą. Co chcecie robić? Co Wam sprawia przyjemność? Co możecie zrobić, żeby dojść do tego momentu w życiu?
I najważniejsze: czy wiecie, że jak wy czegoś nie zrobicie, to samo się nie zrobi?
Więc jeśli serio chcecie wreszcie coś zmienić, to wstańcie i zmieńcie coś teraz. Zapiszcie się na jakąś rekrutację na studia, poszukajcie ogłoszeń, zróbcie CV, napiszcie do kogoś, do kogo dawno nie pisaliście, idźcie na randkę, samotny spacer, kółko zainteresowań, cokolwiek.
Bo nie ma nic gorszego niż strach przed zmianami – nawet tymi małymi – i tkwienie w miejscu, w którym nie chce się tkwić.

Strasznie mi się podoba to jak sytuacje z życia zamieniasz na inspirujący wpis. Blog żyje toba, Ty zyjesz blogiem 🙂
Z mojej strony dodam, że jeśli samy zamkniemy się w swojej skorupie i będziemy nieszczęśliwi, bo kiedyś czegoś nie zrobiliśmy to możemy mieć pretensje tylko do siebie.
Lepiej zrobić i żałować, niż nie zrobić i żałować, że sie nie spróbowało 😉
Cieszę się, bardzo mi miło! 🙂
A z tym żałowaniem to najświętsza prawda 🙂
A co jeśli się jednak zacznie działać ale nie ma się wsparcia w bliskich? Wtedy też człowiek zaczyna się bać ze może jednak powinien sobie dać spokój. Myślę, że to ma też spory wpływ.
Najpierw sama musisz uwierzyć w siebie, żeby inni zrobili to samo. Jeśli Ty tego nie zrobisz, to nie zrobi tego nikt inny, nawet jeśli to są bliscy.
To tak jak napisała Marta, każdy zaczyna z innego poziomu. Jedni mają to wsparcie od samego początku a inni nie. 🙂
Przeczytałam gdzieś, nie pamiętam już gdzie, że człowiek sam wybiera, jakie “prezenty” chce przyjmować. Jeśli Tobie prezentują brak wsparcia, zwróć taki prezent z powrotem.
ooo, Znalazłam tę historię:)
Niedaleko Tokio żył wielki samuraj. Kiedy się zestarzał, poświęcił się nauczaniu młodych buddyzmu Zen. Mówiono jednak, że pomimo podeszłego wieku był w stanie pokonać każdego przeciwnika. Pewnego wieczoru odwiedził go młody wojownik zupełnie pozbawiony skrupułów. Był on również znany ze swojej techniki prowokacji. Najpierw czekał na pierwszy ruch przeciwnika, a potem dzięki wyjątkowej bystrości umysłu oceniał popełnione przez niego błędy i przypuszczał nagły kontratak. Nigdy jeszcze nie przegrał żadnej walki. Wiele słyszał o sławie samuraja i udał się na spotkanie z nim z zamiarem pokonania go i umocnienia własnej reputacji. Pomimo protestów swoich uczniów stary samuraj przyjął wyzwanie wojownika.
Kiedy ludzie zgromadzili się na placu, młody człowiek zaczął obrażać starego nauczyciela. Rzucał w niego kamieniami, pluł mu w twarz, obsypywał obelgami jego i jego przodków, nie przebierając w słowach. Przez wiele godzin robił wszystko co w jego mocy, aby wyprowadzić samuraja z równowagi, ale starzec pozostał niewzruszony. Pod wieczór porywczy wojownik wycofał się, wycieńczony i poniżony. Uczniowie, rozgoryczeni faktem, że ich nauczyciel nie zdołał odpowiedzieć na wyzwiska i prowokacje młokosa, spytali:
— Jak mogłeś znosić takie upokorzenia? Dlaczego nie podjąłeś ryzyka, nawet gdybyś miał przegrać tę walkę? A ty nawet nie wyciągnąłeś miecza i pokazałeś się nam jako tchórz.
— Jeśli ktoś przychodzi do ciebie z podarunkiem i ty go nie przyjmujesz, to do kogo wtedy należy ten prezent? — spytał samuraj.
— Do darczyńcy — opowiedzieli uczniowie.
— To samo dotyczy zawiści, złości i obelg — rzekł ich nauczyciel. Jeśli nie są przyjęte, pozostają własnością osoby, która nosi je w sobie.
Świetne!
Ja nie miałam na początku nigdy wsparcia, wszyscy mnie wyśmiewali i mówili, że mam wybujałą wyobraźnię i marzenia na wyrost. Czasami trzeba zacząć samemu, a potem nagle ludzie zaczynają w ciebie wierzyć i dawać ci więcej wsparcia 🙂
Masz rację z tym, że ludzie ciągle się boją. Ja staram się z tym walczyć. Wyjechałam za granicę. Na początku bałam się wyjść sama do sklepu i zapytać o coś…potem bałam się iść na rozmowę o pracę albo po 4 latach wsiąść za kółko..ale opłacało się. Mimo, że strasz zawsze będzie nam towarzyszył trzeba go przezwyciężać i robić coś ze swoim życiem, bo samo nic nie przyjdzie 🙂 Pozrawiam i czekam na kolejne wpisy.
Cieszę się, że się opłacało 🙂 Strach będzie zawsze, to naturalne, ważne to się nie poddawać 🙂
Ja kilka lat temu powiedziałam rodzince, że przyjadę kiedyś na działkę rowerem (jakieś 40 km w jedną stronę). Rodzina skwitowała to uśmieszkami, że fajny pomysł, ale może jednak nie. Rok później przejechałam mój pierwszy rajd rowerowy, jakieś 700 km w ciągu 8 dni. Wtedy wszyscy zaczęli gratulować. Ktoś nawet docenił, że jak się chce i ma odwagę zacząć zmiany, to się da. 🙂
Tylko ważne, żeby sobie nie odpuścić jednego razu. Bo za nim pójdzie kolejne pobłażanie sobie itd. Nie zawsze trzeba ciągnać coś za wszelką cenę. Ale jeśli to ma nas przybliżyć do spełnienia swoich marzeń, to jak najbardziej trzeba wytrwale brnąć do przodu. 😉
Gdy przeczytałam ten komentarz, przypomniał mi się pewien chłopak, którego poznałam kiedyś na jakiejś imprezie. Powiedział mi wtedy, że przyjedzie do mnie rowerem. Wydało mi się to nieprawdopodobne, gdyż z miasta, gdzie się poznaliśmy do mnie było +/- 30km. Jakież było moje zdziwienie, gdy faktycznie przyjechał! Od tamtej pory nie lekceważę niczyich słów 🙂
A Tobie gratuluję! 700km to wielki wyczyn uwieńczony na pewno wieloma wyrzeczeniami i wylaniem hektolitrów potu!
Bardzo piękna historia, Asia! Jak się chce, to można 🙂
Niby Marta głupio nie mówi… dobra, szukam fryzjera, co odkładam od kilkunastu tygodni, od dłuższego czasu marzy mi się radykalna zmiana fryzury ale jakoś, zawsze jest ale. Duże zmiany przychodzą mi stosunkowo łatwo, gorzej właśnie z tymi małymi, dziwny ze mnie przypadek;)
Brawo za odwagę i zdecydowanie się na nową farbę!
Małe czasami nie są takie małe (dla nas samych) może dlatego 🙂
Prawda. Tacy juz jestesmy. W przewazajacej wiekszosci. Ja na szczescie sie do niej nie zaliczam. Zycie na wariackich papierach tez jest meczace,a czasami zarzucaja mi ze nie wiem, czego chce. Owszem, wiem. Jesli to nie jest to, co akurat sie dzieje i mam szanse to zmienic, to zmieniam (i nie chodzi mi o fryzure -mieszkam juz w piatym kraju, troche mi zajelo znalezienie tego wlasciwego) Dobra a teraz czekamy na zdjecie w rozowych wlosach 🙂
Czemu w różowych? 😀 Truskawkowy blond to tylko różowa poświata 😀
Tak, tak 🙂 ja tez raz wzielam jakis tam zloty kasztan czy cos i pani miala piekne jasnobrazowe wlosy z rudawa poswiata. No cudny. A ja wyszlam cudnie marchewkowa, ponoc kasztan kasztanowi nierowny 😀 Czekamy na ta truskawkowa poswiate. Z nadzieja oczywiscie, ze bedzie pieknie, nie ze zlosliwym “a nie mowilam” 🙂
I dlatego skoczyłam ze spadochronem, dlatego idę w swoim kierunku, a nie tym, co mama chciała, dlatego mieszkam za granica, dlatego spełniam marzenia, dlatego od 3 tygodni jestem w wyzwaniu fit u Marty i dlatego zerkałam z eks zeby spotkać mężczyznę mojego życia. Zawsze powtarzałam: lepiej żałować ze sie zrobiło, niż żałować ze sie tego nie zrobiło.
Cieżko, cieżko podejmować decyzje o zmianach, dlatego nie maluje włosów, ale robię inne szalone rzeczy.
Amen Marta.
Zawsze powtarzałam: lepiej żałować ze sie zrobiło, niż żałować ze sie tego nie zrobiło. <- o, to to. To jest dobre.
Ja to znam w wersji “lepiej spróbować i potem żałować, niż żałować, że się nie spróbowało”. Zawdzięczam temu zdaniu pięcioletni związek. Nie byłem pewien, czy ta dziewczyna to ktoś dla mnie, czy będzie nam ze sobą dobrze, ale ktoś mi to powiedział – i poooszło. Już dawno się rozstaliśmy, ale cholera, nie mam czego żałować!
Mnie czeka decyzja o wielkich zmianach i ciągle ją odkładam na później. Serce ciągnie w stronę przeprowadzki do Wrocławia, ale pojawiają się przeciwności i okazuje się, że nagle będzie mnie to kosztowało więcej niż przypuszczałam. Jeżeli nie spełnię tych wymagań, to wtedy będzie prawdziwy problem, bo nie zostawię przecież chłopaka z pełną ceną najmu mieszkania we Wrocławiu, a ja nie wrócę do domu, bo mi kasy brakło 😀
W takim razie trzymam kciuki, żeby się poukładało 🙂
Jezu Marta…ale jak? Staram się robić swoje – w końcu piszę, zapisałam się do szkoły na kwalifikacje z fryzjerstwa, ale jak babka mi zaczęła mówić ze mogę zdobyć tytuł technika dzięki temu że mam wykształcenie średnie, tylko muszę zdać dwa egzaminy z OKE ( poprzedzone nauka, nie to żeby z marszu) to i tak zimne poty mnie oblały. Prawo jazdy odpuściłam po pierwszym oblanym egzaminie praktycznym. Wciąż tkwie w związku bez przyszłości choć to akurat jest bardzo bardzo zagmatfane. W ogóle jak teraz to pisze to widzę jaka łajza życiowa ze mnie! I to mi ciąży, ciąży i ciąży. A zmian boje się panicznie. Po prostu panicznie.
Z tym, ze mamy nierówny start to cholernie smutna prawda. I może dlatego w pewnym sensie się poddałam? Bo serio, mam cięzko choć nie chce robić z siebie ofiary. Jak się zabrać do zmian? Cholera cholera cholerą!!!
Dasz radę, to tylko egzaminy. A praktyczny z prawka malo kto zdaje za pierwszym razem. Musisz zacząć próbować, może metodą małych kroczków? Stojąc w miejscu będziesz tylko stała w miejscu. Cały czas. Weź kartkę i spisz sobie swoje cele. Na drugiej stronie napisz, w jaki sposób możesz sobie powolutku do nich dążyć. Potem wyznacz sobie datę, kiedy robisz pierwszy krok (najlepiej tego samego dnia lub dzien pozniej) i zrób to z samego rana
Dzięki Marta.
Się wtrącę. Nigdy publicznie się nie przyznałam, że choć teorię zdałam za 1, to praktykę chyba za 8. Nawet już nie liczyłam. A dziś jazda sprawia mi wielką frajdę i nie wyobrażam sobie jak mogłabym żyć bez samochodu. Nie poddawaj się, o pewne sprawy warto walczyć do końca 😉
Najgorsze i najgłupsze jest właśnie niepodejmowanie żadnego kroku w przód z obawy przed porażką. “Bo jak się potknę, to jeszcze mnie ktoś zobaczy i będzie mi głupio, więc sobie tak po prostu tu postoję.”
… przez kilkanaście la, a potem będę się dziwił, że życie mi uciekło między palcami 🙂
To prawda. Lubimy narzekać, ale nic z tym nie robimy. Nie staramy się, żeby było nam lepiej. Ciekawe, czy tylko Polacy tak mają? Ale na szczęście nie wszyscy są urodzeni do narzekania. Ja w swoim 37-letnim życiu przeszłam już wiele i twardo dążyłam do tego, żeby być szczęśliwą. I udało mi się. Mam wspaniałą rodzinę, męża, córkę, psa, dom, pracę, co roku wyjeżdżam na wakacje, jestem zdrowa, spełniam swoje pasje. Czy mam prawo narzekać? Nie i nigdy tego nie robię. Nauczyłam się cieszyć nawet z najdrobniejszych rzeczy. Mam w nosie to, że politycy się “zabijają”, nie oglądam tego, wolę przeczytać jakąś piękną książkę, która sprawi, że się będę uśmiechać. Zamiast siedzieć w domu i narzekać, że jest za gorąco, lub za zimno, biorę psa i idę na spacer. Obserwuję innych, podpatruję, lubię to 🙂 Mój sposób na nienarzekanie? Robienie tego, co się lubi! Acha, i jeszcze jedna rzecz. Wiele z nas narzeka na pracę. Ja też nie mam idealnej, ale odwracam kota ogonem i mówię, że uwielbiam comiesięczne przelewy na konto, dzięki którym mam to, co mam. Da się? Jasne.
Myślę, że nie tylko Polacy tak mają, ludzie po prostu się boją i to jest bardzo naturalne 🙂 Fajnie, że umiesz doceniać drobne rzeczy- im jestem starsza tym częściej myślę, że na tym właśnie polega szczeście 🙂
Lepiej być kreatorem zmian, niż czekać, aż same przyjdą, bo te dobre same nie przychodzą, a tych złych wolelibyśmy się nie spodziewać…
O, coś w tym jest. Najczęściej zmiany same nie przychodzą wlaśnie 🙂
I dlatego pomimo całkiem dobrych wyników z matur oraz możliwości dostania się na całkiem “uznane” kierunki studiów (które jednocześnie w ogóle mnie nie interesowały), postanowiłam wyjechać na słoneczną Majorkę, trochę poznać siebie i przekonać się, z dala od wszystkiego, co dotąd miało na mnie wpływ, czego tak naprawdę chcę od życia 😉
O, świetnie! 🙂 Brzmi cudownie!
To nie tak, że boimy się tylko, że nam się nie uda i narazimy się na śmiech. To też strach, że po wszystkim nie będzie dokąd wrócić. I wtedy wszystko co mamy i kim jesteśmy zaczyna nam się jawić jako coś dobrego, bezpiecznego a jakiekolwiek zmiany to jak wyjście w ciemną noc bez latarki, którą musieliśmy zostawić w domu, do którego już może nigdy nie będziemy mogli wrócić. Strach przed nieznanym, przed brakiem powrotu, przed samotnością to ten, który najtrudniej pokonać.
Kiedyś pisałaś o ludziach sukcesu i o tym, że właśnie oni wiedzą, że zmiany są dobre i pchają nas do przodu. Powtarzam sobie te słowa co dzień, aby powstrzymać swój strach przed nieznanym i otworzyć się na nowe wyzwania 🙂
Zabrzmi jak frazes, ale bez zmian nie można iść do przodu 🙂
Nie masz nawet pojęcia, jak bardzo ta notka mi dzisiaj pomogła. Dzięki twoim słowom podjęłam dość odważną decyzję. Dziękuję 🙂
Zmiany są wodą na mój młyn. Nakręcają mnie i dają siłę do działania na każdym polu. Kiedy wkrada się rutyna i monotonia, cała moja motywacja gdzieś ucieka. Mówię tak teraz. Ciekawe, co powiem za parę lat, kiedy będę musiała myśleć o związkach, studiach, pracy itp. Na razie mi do tego daleko.
Uwielbiam Cię za to, że czasem ‘wypowiadasz na głos’ moje głęboko skrywane myśli 🙂
To jest święta prawda, ludzie boją się zmian.. Nawet tych małych, bo przecież do czegoś innego zdążyli się już przyzwyczaić.. Sama też tak często mam .
Czytając ostatnią część tego posta przeszly mnie ciarki ;d
Mimo iż mam tylko 17 lat, nie wyobrażam sobie życia bez zmian. Poszłam do kompletnie nowego liceum w kompletnie obcym mieście i to była jedna z lepszych decyzji którą podjęłam. I w sumie nie mogę się doczekać kolejnych zmian. Nawet przemeblowanie swojego dnia, żeby znaleźć czas na treningi to ogromna zmiana, a daje tyle radości.
Byłam na weekend na dniach formacyjnych pewnego stowarzyszenia, potrzebowałam tego, chwili wytchnienia, spotkania ludzi, których pociąga to samo co mnie. Szczególnie, że ostatnio po prostu mi ciężko. Pomijam fakt, że jechałam tam sama, część ludzi znałam, ale większości nie. Do jednego z zadań zostaliśmy podzieli na grupy, dołączając do niej zostałam przez grupę od razu mianowania przewodniczącym – pytam się jak to? ja? Ja jestem nieśmiała! No i tu padły hasła – niemożliwe, nie jesteś nie śmiała itd. itp. Potem powtórzyłam już eksperyment z osobami, z którymi rozmawiałam w innych przypadkowych grupkach i wywoływałam swoim tekstem tylko salwy śmiechu 🙂
Piszę tą historię wydaje się nie na temat, ale chodzi mi o to, że w głębi duszy bardzo boję się zmian i jestem nieśmiała. Jeśli mam wykonać jakiś ważny telefon, to 5 razy myślę co mam powiedzieć, zapisuje na kartce a jak mam gorszy dzień to odkładam to w nieskończoność, aż mnie ktoś nie przyciśnie. Dlatego uderzyło mnie tak bardzo logiczne zdanie, które napisałaś: “czy wiecie, że jak wy czegoś nie zrobicie, to samo się nie zrobi? Takie banalne a jakie oczywiste 🙂 Moja nieśmiałość powoduje niechęć przez nowym, przed zmianami, ale jak sami do tego nie dojedziemy to i będzie nam ciężko ruszyć dalej.
Zawsze się bałam, ale poznałam wspaniałego mężczyznę, dzięki któremu spełniam marzenia, zawsze chciałam podróżować. Mam wujka we Francji, ale zawsze bałam się tam pojechać i gdyby nie on pewnie dalej by mnie tam nie było.
Jeśli chodzi o włosy to farbuje, czekam, aż zejdzie do naturalnego i farbuje na coś innego. Akurat takie zmiany lubię 🙂
i dlatego zrobiłam sobie tatuaż
mam wrażenie, że ludzie często nie wiedzą, że ich życie zależy od nich. ok, oczywiście nie w 100%, ale w znacznej mierze tak. ja już jakiś czas temu nauczyłam się nie wybierać bezpiecznych opcji i wychodzi mi to na dobre, a moje życie zbliża się pomału do takiego, jakie chciałabym mieć. a im więcej poznaje się ludzi, słucha ich historii, tym łatwiej jest wywnioskować, że życie w gruncie rzeczy nie jest aż takie ciężkie. dzięki za ten wpis!
Przeczytałam jakiś czas temu fantastyczną książkę “Feel the fear and do it anyways”. Autorka świetnie pisze o tym co Ty tu właśnie teraz. Jak pokonać strach, jak zrobić pierwszy krok, i co zrobić jak się “nie uda”. Bo w zasadzie co to znaczy, że się nie uda. Będzie po prostu inaczej. Nawet jak nie osiągniemy zamierzonego celu to osiągniemy coś innego, nauczymy się czegoś, będziemy bogatsze o nowe doświadczenie i perspektywę. Bo tak w zasadzie, to świat się nie zawali… 🙂
Świetnie piszesz, masz prześliczny wygląd bloga, jestem pod wrażeniem!
Przegrany jest tylko ten, kto nie próbuje, bo (i tu zwykle leci parę powodów)… Nawet jeśli coś nam w życiu nie wyjdzie, to liczy się to, że staramy się osiągać cele. A to, że się mylimy i czasem postąpimy źle? Jesteśmy tylko ludźmi 🙂 Głowa do góry i do przodu!
Szczerze, niedawno weszłam na Twojego bloga i zakochałam się we wpisach 🙂 przede wszystkim o tematyce przestań jęczeć, jak być pozytywnym człowiekiem i jak się nie przejmować 🙂 Połykam wszystkie wpisy i chce je stosować 🙂 nawet wydrukowałam je ;p ale nie wiem co zrobić by mieć je pod ręką 🙂 na razie włożyłam do takiego skoroszytu 🙂 które mam pod stolikiem w domu 😉
Super post, bardzo podbudował mnie na duchu. Niedawno podjęłam decyzję, która zmieni moje życie. ludzie tego nie zrozumieją, będą krytykować, wyśmiewać…ale muszę zmienić swoje życie bo teraz czuję jakby uciekało mi przez palce, jakby nie było moje…
No niestety taka prawda, że wieloma osobami w życiu kieruje strach, a nie ciekawość i ekscytacja. A strach nigdy niczego nie zbuduje, nie zmotywuje nas do konkretnego działania, tylko sparaliżuje, zablokuje i uwiąże w miejscu – bezpiecznym, ale niestety niezmiennym ;/