Od zera do bohatera: historia Darii, z której się śmiali

O tym, że da się pokonać własne kompleksy i złe wspomnienia, a potem biec za marzeniami. I je dogonić.

Od zera do bohatera to nowy cykl na blogu, gdzie dzielę się motywacyjnymi historiami czytelników. Jeżeli czujesz, że twoja historia jest motywująca, inspirująca, ciekawa dla innych – prześlij mi ją na maila kontakt@martapisze.pl z tytułem „Moja historia”. 

TRUDNE POCZĄTKI

Sama nie wiem, od czego właściwie powinnam zacząć. Czy od tego, że w podstwówce byłam często przezywana ( bo kujon), wyśmiewana, a na osiedlowym placu zabaw markerem były na drabinkach wypisane obelgi na mój temat i to z wykorzystanym nazwiskiem? A nazwiska nie mam na tyle popularnego, żeby mogło chodzić o kogoś innego. Czy o tym że w drugiej klasie gimnazjum szkolny „fejm” mnie naiwną zbałamucił i wykorzystał, bo założył się z kimś o wódkę, że się z nim umówię? W tym wieku coś takiego może być naprawdę ciosem w serce.

A może powinnam zacząć od tego, że po tej sympatycznej akcji miałam coraz większe problemy z jedzeniem. Dopadały mnie kompulsy, zaczęłam tyć i nikt właściwie nie wiedział co się dzieje. A sedno sprawy nie leżało w samym obżarstwie a w psychice. Bo to nie jest normalne, że w sytuacji stresowej potrafisz wepchnąć w siebie pół chleba, a kiedy masz jeść przy ludziach to się spinasz. Potrafisz nie jeść cały dzień, a potem opychać się po kątach tylko tak, żeby nikt nie patrzył. Gdyby nie to, że praktycznie nie mam odruchu wymiotnego to na bank nabawiłabym się wtedy bulimii.

Mimo to nigdy nie byłam cichą, szarą myszką. Lubiłam się kłócić, lubiłam pyskować. Wolałam być w wojnie przeciwko wszystkim, niż płakać w kącie. Przyjaciół mogłam policzyć na palcach jednej ręki. Nie potrafiłam mieć z kimś neutralnych stosunków. Albo miłość albo wojna. I zazwyczaj to była jednak wojna.

COŚ SIĘ ZMIENIA

Przyszedł czas liceum i coś zaczęło we mnie pękać. Trafiłam na fajniejszą klasę, która chociaż nie jest idealna to na pewno stworzyła dużo lepszą atmosferę niż którakolwiek wcześniej.

Później trafiłam na swoje pierwsze warsztaty z negocjacji biznesowych. Kiedy usłyszałam o zapisach, stwierdziłam, że to całkiem fajna i ciekawa sprawa. Wysłałam zgłoszenie, nie dostałam informacji zwrotnej, ale nie wpadłam na to, że się nie dostałam, więc jak gdyby nigdy nic pojechałam. Na miejscu okazało się, że nie ma mnie na liście. Zawał. Klekotanie serca. Spocone dłonie. Na zmianę uderzenia gorąca i zimna. Okej, wpuścimy Cię na jedne zajęcia, bo i tak ktoś tam nie przyjechał. I tak trafiłam tam. Jakieś pół roku później dostałam się na kilkudniowe warsztaty dziennikarskie. Też na zasadzie „może będzie fajnie”. I było. Tam poznałam pierwszy raz w swoim życiu ludzi z pasją. Ludzi którzy mają pomysł na siebie, robią coś więcej niż tylko zadanie domowe. Mają ambicje, marzenia. I je realizują, nawet jeśli na początku to się wydaje nierealne. Spodobało mi się.

 

Tam poznałam założyciela organizacji młodzieżowej prowadzącej redakcję internetową. Opowiadał nam wtedy o swoim projekcie z takim zapałem, że po prostu mnie porwał. Zgłosiłam się. Przypadek sprawił, że byłam jedną z pierwszych osób, więc od razu trafiłam do zarządu organizacji ( no bo ktoś musiał w nim być). Do dziś pamiętam jak jechałam na pierwsze zebranie do Cieszyna z Katowic. Całkiem sama. Na spotkanie z kompletnie obcymi ludźmi. W kompletnie obcym mieście. Myślałam, że się popłaczę. Albo na miejscu od razu przesiądę się do powrotnego busa. Nie zrobiłam tego. Poszłam na to spotkanie i chyba właśnie to był ten moment, kiedy zaczęłam się zmieniać. Kiedy uświadomiłam sobie, że wcale nie muszę się bać ludzi, bo oni nie chcą mi robić krzywdy. Że niektórzy uważają mnie za wartościową osobę z potencjałem. Że stać mnie na coś więcej.

I że w moim zasięgu są rzeczy, które wydawały mi się bardzo odległe.

W redakcji byłam przez ponad rok. W tym czasie nauczyłam się bardzo wielu rzeczy, zaczęłam się mocno interesować rozwojem osobistym, szkoleniami, marketingiem i PRem. I poczułam, że to jest właśnie to, co chcę robić w życiu. Chociaż dla wielu osób to była tylko zabawa, wiem że zdobyłam tam masę cennych doświadczeń, które ukształtowały mnie taką osobą jaką jestem obecnie. Tam też poznałam moją pierwszą miłość.

Nasz związek trwał krótko, ale był niesamowicie intensywny. Sprawił, że zaczęłam się czuć piękną, silną kobietą, która wie czego chce. Nauczył mnie, że to ja decyduję o tym, czy jestem wartościową osobą i czy za taką będą uważali mnie inni. Zaczęłam bardziej akceptować swoje ciało. Nabrałam pewności siebie. A jeszcze więcej dało mi rozstanie.Chociaż z zewnątrz nie dałam tego po sobie tak bardzo poznać, to bolało. I to bolało bardzo długo. Ale nie poddałam się.

Zaczęłam na poważniej traktować moją pasję – taniec.Założyłam bloga na którym dzielę się swoją miłością do rozwoju osobistego. Zaczęłam się angażować w coraz to nowe projekty, między innymi dostałam się do Projektu Korba – przedsięwzięcia kształcącego młodych liderów lokalnych. W ramach udziału w Korbie zrealizowałam swój własny projekt – warsztaty z doradztwa zawodowego dla licealistów i konferencję rozwoju osobistego ( na której sama również poprowadziłam prelekcję).

Mam świadomość, ile jeszcze pracy przede mną, ale już dziś jestem z siebie dumna. Wszystko do czego doszłam, zrobiłam sama. Udało mi się pomimo tego, że w najgorszym momencie nie dostałam właściwie żadnego wsparcia. Udało mi się wyzbyć tych wszystkim kompleksów, które kiedyś miałam.

Dzisiaj staram się pokazywać innym, że się da. Trzeba tylko chcieć. Marzy mi się, żeby stać się inspiracją dla kobiet, które mają problem z akceptacją siebie i swojego wyglądu albo rezygnują z własnego życia na rzecz faceta, rodziny albo generalnie uszczęśliwiania innych własnym kosztem. Żeby efektywnie dzielić się z innymi szczęściem, najpierw trzeba je mieć w sobie.

Chciałabym pomóc tym wszystkim dziewczynom, które w dzieciństwie (tym szkolnym) przechodziły przez to co ja i inne podobne historie, ale w nich to zostało po dziś. Chciałabym pomóc im przeobrazić się w piękne motyle, którymi już są, tylko nie pozwalają sobie na rozłożenie skrzydeł.

I wierzę, że mi się uda. Ba, ja to wiem!

Od zera do bohatera to nowy cykl na blogu. Jeżeli czujesz, że twoja historia jest motywująca, inspirująca, ciekawa dla innych – prześlij mi ją na maila kontakt@martapisze.pl z tytułem „Moja historia”. 

PS Słuchajcie. Od kilku miesięcy promuję blogi w Piątku z Martą, a teraz ja potrzebuję pomocy.  Chciałabym dotrzeć z moimi filmami z ćwiczeniami do większej publiczności. Jeśli macie bloga lub facebooka i macie ochotę mi pomóc – udostępnijcie któryś z tych filmów: KLIK lub KLIK.  To zestawy ćwiczeń – pierwszy na brzuch, drugi na całe ciało. 🙂 Wkładam w nie sporo pracy, ale mam problemy z ich promocją, więc potrzebuję pomocy innych osób, po prostu. Każde udostępnienie sprawia, że te filmy widzi ktoś nowy – i może akurat tej osobie się one spodobają 🙂