WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO, MARTA!

Szczerze, to nie do końca wiem, co mam powiedzieć.

Bo co się mówi w takich chwilach? Mój blog oficjalnie kończy dzisiaj trzy lata. To właśnie 13 maja 2012 roku tak naprawdę zaczęłam tutaj pisać „tak na poważnie”.

Blog z jakiegoś tam hobby stał się dla mnie czymś więcej, niż zwykłym zajęciem, którym się param w wolnych chwilach między parzeniem herbaty a oglądaniem serialu.

Wiem, wszyscy blogerzy tak mówią, więc oszczędzę sobie ckliwe gadki o tym, jak bardzo to miejsce jest dla mnie ważne, bo to się chyba rozumie samo przez się. Zresztą, mam nadzieję, że to po prostu widać. Że wchodząc tu i czytając moje teksty czujecie moje emocje i widzicie pot, krew, łzy i obdarty naskórek z palców, zmęczonych od klikania w klawiaturę. No i moje serce, bo tego chyba wkładam najwięcej w to wszystko.

I zanim zaśpiewam sobie „sto lat!” i będę ubolewać, bo nie mogę dziś się napić za blogowe zdrowie (jestem chora), to tylko napiszę jedną rzecz. A właściwie, to dwie. Ewentualnie trzy.

Ten blog stał się dla mnie ważnym miejscem, bo dzięki niemu w jakiś sposób na nowo odkryłam i zbudowałam swoją własną wartość. Małe sukcesy, których mi dostarczał (chociażby genialny finał Bloga Roku!) i mnóstwo pozytywnych reakcji ze strony kompletnie obcych ludzi – a właściwie moich czytelników – sprawiły, że z naprawdę mocno zakompleksionej dziewczyny stałam się nieco pewniejszą siebie kobietą. Nie da się ukryć, że blog jest też dużą częścią mojego dorastania i jeśli tylko kiedyś znajdziecie czas, żeby przejrzeć archiwum, które jest w bocznej kolumnie, sami się o tym przekonacie. Widać to po wpisach.

Ale blog też pozwolił mi przekonać się, że na świecie jest cała masa zajebistych, miłych, uroczych, ciepłych ludzi. Was. Czytelników. Ludzi, którzy teoretycznie są obcy, a w praktyce sprawiają, że mam wrażenie, że są potężną, wielką grupą moich znajomych, którzy mi dopingują, lubią ze mną dyskutować, czasami się w czymś nie zgodzą albo rzucą żartem. Nie będę gadać, że piszę dla siebie, bo to nie do końca tak wygląda. Piszę dla przyjemności, ale równocześnie chcę, żeby ktoś to czytał, bo wtedy widzę w tym większy sens.

Zresztą, nie ma nic lepszego niż po złym dniu, kiedy spotkam się z chamstwem lub wrednymi ludźmi wejść tutaj i zobaczyć, co mi napisaliście.

Dziękuję za wszystkie Wasze komentarze (jest ich już prawie 15 tysięcy), za Wasze maile, lajki, internetowe znaki obecności i za to, że po prostu tu jesteście ze mną. Jesteśmy wielką martową rodziną i jestem cholernie szczęśliwa, że tu jesteście. Każdy z osobna i wszyscy razem.

A teraz kończę ten wpis, bo uświadomiłam sobie, że tak się wzruszyłam, że jestem w dupie, bo zapomniałam zmyć farbę z głowy na czas.

DZIĘKUJĘ.