Wpis, którego nie ma

Czasami po prostu wstajesz i wiesz, że dzisiaj nie jest ten dzień.

Ja dzisiaj obudziłam się i stanowczo nie wyglądałam jak panie w reklamach, ale to chyba moja codzienność. Nie wiem jak wy, ale ja, dziwnym trafem, nie budzę się w pełnym makijażu każdego poranka, chociaż naprawdę się staram. Na przykład zapominając zmyć ten, który miałam w ciągu dnia.

Moje włosy też nie są jakoś szczególnie uczesane, w przeciwieństwie do kobiet śpiących na satynowych poduszkach i reklamujących różne rzeczy od kawy począwszy, poprzez rajstopy, sieciówkę albo tabletki na odchudzanie. Zresztą, moje włosy zawsze żyły swoim życiem i czasami tak wyglądają, że mam wrażenie, że te swoje włosowe życie mają ciekawsze niż moje. Każdego ranka są rozczochrane jakby w nocy miały porządny melanż. Chociaż pewnie nikt już nie używa tego słowa.

Ale wrócmy do tematu. Dziś obudziłam się i stwierdziłam, że to z całą pewnością, przepraszam was bardzo, nie jest dzień na nowy wpis. Chociaż powinien być. Planowo. Życie ma jednak to do siebie, że lubi psuć plany i chociaż dzisiaj miałam cały boży dzień, to pisanie mi nie szło. I z tego też powodu dzisiaj wpisu nie będzie, ja go właśnie nie piszę, a wy go właśnie nie czytacie, bo tego po prostu nie ma.

Nie chciało mi się go pisać, ot prawda. Każdy ma prawo do bycia leniem.

Gdyby ten wpis istniał, to pewnie bym jeszcze napisała coś mądrego, walnęła pseudo-inteligentną pointę albo suchy żart słowny, którymi tak bardzo lubię się bawić. Ale czy żart we wpisie może istnieć, jeżeli samego wpisu nie ma? Raczej nie. A jeśli myślicie, że właśnie czytanie wpis, to grubo się mylicie. No głuptasy, przecież nie da czytać się czegoś, co nie istnieje! Prawda?

I jeśli teraz mieliście w planach na niedzielny wieczór przeczytanie wpisu, to możecie czuć się zawiedzeni, bo go nie ma. Ale z drugiej strony – hej, zaoszczędziliście 4 minuty swojego życia! Trzeba patrzeć na pozytywy. Cieszyć się, wyciskać cytryny i robić lemoniadę, czy jak to tam się mówiło.

I pewnie się nie da komentować artykułu, który nie istnieje, ale bo ja wiem? Może się da i istnieją komentarze, których nie ma? Gdybyście mogli przeczytać ten wpis, to pewnie byście mi powiedzieli, ale przecież dzisiaj artykułu nie ma, więc nawet się nie dowiem, chyba, że dziwnym trafem będę umiała przeczytać nieistniejące komentarze o wpisie, którego nie ma. To wszystko jest dziwne i prawie tak magiczne, jak Harry Potter albo wiek Małgorzaty Rozenek.

Powiedziałabym dobranoc, ale przecież nie możecie tego przeczytać, więc nie mogę Wam tego przekazać. Cholera.

PS A jeśli ktoś z Was ma właśnie deja vu i myśli sobie „to już było”, to muszę go uściskać, bo to znaczy, że jest ze mną dłużej, niż studiuję. A to strasznie kochane.

Gdyby ten wpis istniał, to byłoby w nim zdjęcie Nitki, które robiłaby Patrycja Kastelik. Ale że wpisu nie ma, to nie ma też zdjęcia. Ani tego podpisu.