Lubię być naiwna

„Co ty niby wiesz o życiu?” – pytają mnie czasem, a ja się tylko uśmiecham. A potem słucham. Że życia jeszcze nie poznałam, że ludzie gdzieś tam są biedni, że nie wszyscy mogą mieć szczęście, że marzenia są dla bogatych, a myślenie, że cokolwiek się może w życiu udać- niesamowicie głupie. Że mi się trafiło, bo mam chłopaka, ale nie każdy może mieć prawdziwą miłość. Ale najczęściej mówią, że jestem po prostu naiwna.

I bardzo mnie to cieszy.

Wiele jest rzeczy w życiu, na które nie masz wpływu. I których nie możesz wybrać. Często nie możesz wskazać szkoły, do której chcesz iść, bo robią to za ciebie twoi rodzice. Bywa też tak, że nie masz głosu, jeśli chodzi o wybór pracy – bo rodzinę trzeba przecież jakoś wyżywić. Nie możesz sobie postanowić i zdecydować, czy jesteś obarczony jakąś genetyczną chorobą, czy też nie. Bo nie masz na to wpływu.

Ale masz wpływ na to, jak to wszystko postrzegasz.

TY NAIWNA DZIEWUCHO

Nie jestem dziewczynką z mydlanej bańki, która obserwuje świat zamknięta w swoim sterylnym pomieszczeniu. Zdaję sobie sprawę, jak wygląda prawdziwe życie, dostałam kilka razy ostro po tyłku od losu, chociaż jak Boga kocham, wcale o to nie prosiłam. A jednak mi przyrżnęło. Po gołej skórze.

Zdarza mi się jednak, że ludzie na mnie patrzą, słuchają mnie jednym uchem, a potem zarzucają mi naiwne podejście do świata. Wydaje im się, że skoro patrzę na rzeczy pozytywnie, to chyba nie zdaję sobie sprawy z ogromu nieszczęść innych ludzi. Bo przecież jak mogę mówić, że coś można zrobić, skoro niektórzy nie mogą. Jak mogę pisać, że każdy znajdzie swoją miłość, skoro ktoś jest singlem od lat dziesięciu i nic nie wskazuje na to, że nagle wyskoczy jakiś mniej lub bardziej atrakcyjny Shrek, który będzie chciał ten status zmienić.  Jak mogę myśleć, że marzenia się spełnia, skoro kiedy dorosnę – bo przecież jestem tylko zwykłym dzieciakiem – to dopiero zobaczę, jak wygląda prawdziwe życie. Tam się marzeń nie spełnia. Tam się je zabija, bo jest rodzina do wyżywienia, praca do wykonania i kredyt na trzydzieści lat.

Słyszę, że o wszystkim się przekonam, jak mnie życie wreszcie kopnie w tyłek. Tyle, że się mylą.

Bo to, że coś mi się nie uda, albo coś mi się stanie, nie wpłynie na moje spojrzenie na świat.

BYCIE SZCZĘŚLIWYM TO NIE SZALEŃSTWO

Ja się nie urwałam z choinki.

Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy ma szczęście w życiu. Nie każdy ma możliwości i nie ma czegoś takiego, jak równy start. To oczywiste. Zresztą, o czym my tu mówimy: wiadomo, że osoba bogata łatwiej spełni swoje pragnienia niż samotna matka z trójką dzieci i niewystarczającym zasiłkiem. Taki już jest ten świat: nigdy nie będzie po równo. I już.

Ja to wszystko wiem, akceptuję i przetrawiam. Rozumiem, że życie nie jest usłane różami ani pokolorowane na różowo. Mam w myślach, że nie wszystko jest łatwe, że jeszcze dużo przykrości przede mną, że niektóre rzeczy są cholernie trudne. Wiecie tylko, co jeszcze robię? Nie pozwalam, żeby te informacje mnie hamowały.

Niektórym próbowanie się uda, inni będą pracować ciężko na coś przez kilka lat i może nie będzie tak wspaniałych efektów, jakby zakładali. Ale mimo to warto próbować. Tak myślę.

I właśnie przez takie myślenie wołają za mną, że jestem naiwna.

TO MÓJ WYBÓR

Lubię widzieć dobrą stronę ludzi. Lubię myśleć, że każdy może spróbować zmienić swoje życie i mocno trzymam kciuki za każdą taką osobę. Głęboko wierzę, że jak się człowiek zepnie, to z każdej sytuacji znajdzie wyjście albo przynajmniej pasujący kompromis. Coś, co w jakiś sposób ułatwi jego życie. Dobrze mi z myślą, że szczere chęci i działanie mogą pokonać przeciwności nawet, jeśli sytuacja jest tragiczna.

I takie myślenie to nie naiwność, a mój świadomy wybór.

Bo ja też mogłabym narzekać. Na wiele, naprawdę wiele, rzeczy. A gdybym wystarczająco się skupiła i wytężyła, to może do tych wielu rzeczy dodałabym jeszcze kolejne pięćdziesiąt. Pytanie tylko: po co?

Mogłabym rozpatrywać życie pod kątem moich porażek, a uwierzcie, było ich sporo. Mogłabym rozmyślać, ile mi się w życiu nie udało, ile razy ktoś mnie zranił, ile razy byłam o włos od czegoś, co było dla mnie ważne, a potem ten włos po prosty pękł. Mogłabym myśleć o tym, ile mam przeciwności losu do pokonania. Mogłabym na przykładzie moich życiowych niewypałów gadać, że świat jest do dupy, tylko wybrańcy mają dobrze, a poza tym, to trudno znaleźć coś w życiu, co nie jest beznadziejne.

Ale tego nie robię. Szkoda mi energii. Zresztą – co mi to da? Oprócz zepsucia humoru i straceniu motywacji – chyba nic.

Poza tym, zawsze znajdzie się ktoś, kto powie, że ma gorzej, chociaż nawet nie zna mojej historii. Łatwo się ocenia ludzi po samej twórczości.

NAIWNA? BRZMI DOBRZE

Wierząc w to, co wierzę, mając przekonanie, że ciężką pracą można do czegoś dojść, nawet, jeśli to wydaje się nierealne i mając tą swoją, ekhm, „naiwność” – MOGĘ WIĘCEJ. Wierzę, że się uda, więc próbuję. Ufam, że ludzie mogą się zmienić, więc daję drugie szanse. Kiedy coś nie idzie – podnoszę się, otrzepuję i idę dalej, bo pcha mnie do przodu myśl, że trzeba próbować, że życie wcale nie jest takie beznadziejne i że może się uda.

I po prostu przyjemniej się człowiekowi żyje, kiedy patrzy na świat pozytywnie…. pardon, to znaczy, „naiwnie”.

Wbrew pozorom nie chodzi o to, żeby żyć w jakimś wymyślonym wiecie, w którym nie ma problemów. Albo cieszyć się, kiedy plują ci na twarz. Sęk w tym, żeby te złe rzeczy normalnie przeżywać, ale nie pozwolić, żeby zdominowały twoje życie. Bo nie o to w tym chodzi.

Zakładając, że masz okropną sytuację, jedyne co robisz, to licytujesz się z innymi, kto ma gorzej.

I tracisz motywację, bo po co próbować, skoro jest tak beznadziejnie?

I jeśli dla kogoś takie zachowanie jest naiwnością, to wiecie co?

Lubię być naiwna.

Mój nowy vlog: KLIK