Jak obrócić życie do góry nogami? – wpis z pamiętnika

Cześć. Ten wpis będzie jednym, wielkim chaosem.Siedzę sobie. Na tyłku mam dres, na plecach białą bluzkę i chociaż to ani nic nie znaczy, ani nic nie wnosi, to od czegoś musiałam ten wpis zacząć, a uwierzcie mi, że trochę czasu już straciłam na wymyślaniu idealnego wstępu.Nie ma takiego.Więc siedzę, w tym dresie oczywiście, na kolanach mam laptopa, otwarty edytor tekstu i przez ostatnie trzy godziny przeskakuję z karty na kartę, próbując – teoretycznie pisać wpis, a praktycznie odwlekając to w czasie, bo chociaż temat sobie wymyśliłam fajny (nie ten) to nie jest j […]

Cześć. Ten wpis będzie jednym, wielkim chaosem. Siedzę sobie. Na tyłku mam dres, na plecach białą bluzkę i chociaż to ani nic nie znaczy, ani nic nie wnosi, to od czegoś musiałam ten wpis zacząć, a uwierzcie mi, że trochę czasu już straciłam na wymyślaniu idealnego wstępu. Nie ma takiego.

Więc siedzę, w tym dresie oczywiście, na kolanach mam laptopa, otwarty edytor tekstu i przez ostatnie trzy godziny przeskakuję z karty na kartę, próbując – teoretycznie pisać wpis, a praktycznie odwlekając to w czasie, bo chociaż temat sobie wymyśliłam fajny (nie ten) to nie jest jego dzień.
U mnie tematy mają dni. Czasami jest ich chwila, a innym razem kiszą się w szkicu aż albo o nich zapomnę, albo mi się przestaną podobać, albo wreszcie kliknę „edytuj” i napiszę na ich podstawie tekst. Różnie to bywa. Jak to w życiu.
Ale ja nie chciałam pisać dzisiaj o pisaniu i niepisaniu tekstów, albo o zapomnianych i pamiętanych tematach, ale tak jak z tym dresem, muszę coś pociągnąć, żeby się wreszcie rozkręcić. No i już. Rozgrzałam się. Prawie tak, jakbym robiła krążenia ramion na lekcji wf-u i przez chwilę udawała, że truchtam (bo czy ktoś na wf-ie tak naprawdę to robi?)

WSTYDZIŁAM SIĘ BLOGA

Bo kiedy tak się męczyłam z tamtym wpisem, to pomyślałam sobie, że czuję się fajnie.
Fajnie z tym, że mam bloga.
Wiem, szybki mam refleks, bo blog ma już prawie trzy lata, ale musicie wiedzieć, że coś się w jego kwestii zmieniło.
Jeszcze do niedawna, wstydziłam się moich blogów. Nie pokazywałam rodzicom ani bratu (siostra i tak wie, bo dobrze ogarnia fejsa), nie mówiłam nowym znajomym (ani w sumie żadnym oprócz tych naprawdę bliskich), wstydziłam się przed klientami i ogólnie niby go miałam, ale często tak, jakby w innym życiu, gdzieś zamiecionego pod dywan. Ot był, kochałam go (i kocham) całym sercem, ale to była miłość skryta. Nie potrafię do końca powiedzieć, dlaczego. Chyba wstydziłam się, że to co piszę, nie jest wystarczająco dobre. Ani wystarczająco ciekawe. Dla ludzi, którzy mnie znają.
No i to się zmieniło.
Już nie mam w głowie „o, a co ktoś powie na taki wpis?”, „czy na pewno mi wypada?„, „a jak X to przeczyta?”, „to jest chyba zbyt nudne!„, „nikogo to nie będzie interesowało!”.

OBRÓT

Teraz czuję się tu dobrze. Złapałam wiatr w żagle i poczułam się wolna. Przestałam się ograniczać swoimi wątpliwościami „czy jestem wystarczająco?„.
Jestem wystarczająco dla siebie i to powinno wystarczyć.
Ta sytuacja zmieniła się trochę razem z finałem Bloga Roku, który niesamowicie mnie zaskoczył i sprawił, że zaczęłam myśleć, że może nie odbiegam tak bardzo od innych blogerów. Nie, nie jestem pewna siebie, jeśli chodzi o rzeczy, które „umiem” – nigdy nie byłam. Ale wreszcie nauczyłam się nie wstydzić tego, że próbuję, że staram się, że coś robię i że z tego, co robię, jestem dumna. 
Długo mi to zajęło, ale wreszcie do mnie dotarło, że coś nie musi być IDEALNE, żeby było dobre, albo przynajmniej żeby zadowalało mnie samą. Musi się mi podobać. I tyle wystarczy.
Ale Blog Roku to raz.
Bo najbardziej z tego wszystkiego pomogliście mi chyba Wy. Pomogły mi maile, pomogły mi komentarze, chwalące wpisy. Czasami mi ktoś pisze, że jakiś artykuł zmienił jego sposób myślenia, zmienił jego życie, zmienił coś w jego głowie. I właśnie dlatego piszę ten tekst. Żeby Wam uświadomić, że Wy też zmieniacie ludzi swoją obecnością, życzliwością, swoim słowem. Że każdy z Was ma moc, z której sobie nie zdaje sprawy. Że czasami zwykły komentarz gdzieś tam w internecie sprawia, że coś się zmienia. Na przykład komuś innemu rośnie pewność siebie. Albo już nie myśli, że nie jest „wystarczająco”.
Więc odpowiadając na pytanie w tytule: jak obrócić życie do góry nogami?
Spotkać ludzi takich jak Wy.
PS I właśnie znów pokonałam kolejny strach pod tytułem „przecież nie wrzucę na bloga takiej notki, ludzie zasną w trakcie”. Wrzucam. Nawet, jeśli będę jedyną osobą, która to przeczyta.
PS 2 nie wiem, co chciałam przekazać w tym wpisie. Chyba to, że jestem niesamowicie wdzięczna za wszystko, co mnie spotyka. Że czuję się szczęśliwa.
 
fot. Patrycja Kastelik