Kryzys wieku młodego

Podobno młodość to najlepszy okres w życiu człowieka.Wiecie, o co chodzi: masz mnóstwo energii, hasasz wesoło niczym sarenka, zobowiązania średnio cię dotyczą, otaczasz się gronem przyjaciół i przeżywasz swoje pierwsze miłości, takie z romantycznymi spacerami, słodkimi wiadomościami na dobranoc i głupią, szczenięcą zazdrością. Brzmi jak życie idealne.No, może pomijając moment, w którym dopada cię kryzys wieku młodego. […]

Podobno młodość to najlepszy okres w życiu człowieka.
Wiecie, o co chodzi: masz mnóstwo energii, hasasz wesoło niczym sarenka, zobowiązania średnio cię dotyczą, otaczasz się gronem przyjaciół i przeżywasz swoje pierwsze miłości, takie z romantycznymi spacerami, słodkimi wiadomościami na dobranoc i głupią, szczenięcą zazdrością. Brzmi jak życie idealne.
No, może pomijając moment, w którym dopada cię kryzys wieku młodego.

– O co nam chodzi? – zapytała pewnego wieczoru Patrycja, odkładając piwo na stół i spoglądając to na mnie, to na dziewczyny – wszystkim coś się wali: jedni mają kryzys, drudzy się rozchodzą, ciągle ktoś ma jakiś problem… co jest? Dlaczego nagle wszyscy mają taką synchronizację ze swoimi problemami?

Zapadła cisza. Gdzieś w tle leciała muzyka, jak zwykle ta sama, grająca w każdym miejscu na świecie. Patrzyłyśmy się na siebie z wielkim znakiem zapytania w oczach, bo co jak co, ale tak jak na egzaminie potrafimy odpowiedzieć na najgłupsze i najdziwniejsze pytanie, tak teraz porządnie nas zatkało.

Bo Patrycja trafiła w punkt.

PIĘKNIE JAK W BAJCE

Czy bycie młodym jest najlepszą rzeczą w życiu?
Tak.
Masz dużo energii, mnóstwo możliwości, w każdym momencie możesz zmienić zdanie i nikt ci nie ma tego za złe, a jak zrobisz coś głupiego, to ludzie machają ręką i mówią: „młody jest, musi się wyszaleć„.  Cokolwiek byś więc nie zrobił – nawet, jeśli to jest naprawdę dziwne, dzikie albo niespotykane – zawsze masz wymówkę związaną z własnym wiekiem. Żyć nie umierać.
Nikt tylko w trakcie tego całego chwalenia czasów nie wspomina o tym, że w całej tej euforii, cieszeniem się pierwszą niezależnością i wspaniałym życiem rodem z seriali, pojawia się kryzys.
Kryzys wieku młodego.

NIE WIEM, CZEGO CHCĘ

Chociaż z jednej strony świat łaskawie patrzy na twoje wariactw i pozwala ci za każdym razem przeciągać strunę, to z drugiej wymaga też konkretnych decyzji i to najlepiej jak najszybciej. Zanim się obejrzysz, słyszysz serię pytań, które padają szybciej niż bateria telefonu z androidem:
co chcesz robić w życiu? Kim chcesz być? Jaki jesteś? Co umiesz? O czym marzysz? 
No i się zaczyna.
Najpierw w liceum wybierasz fakultety i zajęcia dodatkowe, bo przecież trzeba przygotować się do matury, a potem iść na odpowiednie studia. Potem w ich trakcie nagle stwierdzasz, że wcale nie chcesz tego robić – i masz do tego cholerne prawo – ale i tak je kontynuujesz, z zaciśniętymi zębami, bo przecież jak się powiedziało A, to się powie B. Bo co powie mama? Ludzie? Pani Teresa z trzeciego piętra? Nie można się tak cofać w trakcie, nie można zmieniać zdania.
Każdy przecież musi wiedzieć, kim jest.
No a potem te teksty – także i na moim blogu – o tym, że warto działać już teraz, że nie trzeba czekać. Że im wcześniej, tym lepiej, żeby spełniać swoje pasje i prowadzić szczęśliwe życie. I błogosławiony jesteś, jeśli wiesz, co chcesz robić, bo przecież jakoś sobie poradzisz. Możesz rzeczywiście ruszyć tyłek i wziąć się do roboty, z listą zadań nie ma w tym nic trudnego.
Ale co, jeśli ty NIE WIESZ czego chcesz?
I tak jest ciągle. Szamoczesz się między jedną stroną a drugą, próbujesz zdecydować i wreszcie postawić na konkret, w pewnym momencie jesteś na siebie wściekły, bo bardzo chciałbyś wszystkie te decyzje mieć już za sobą i po prostu wyczyścić swoje myśli. Ale się nie da. A nie da się, bo jedyne, co wiesz na pewno, to to, że nie wiesz. Że nie możesz zdecydować.
Pustka w głowie.

NIC NIE JEST TAKIE, JAKIE POWINNO BYĆ

I wiesz, skąd ten kryzys? Bo nagle w całym tym szale wybierania i tworzenia własnej dorosłości dostrzegasz, że nic nie wygląda tak, jak miało wyglądać. Że miłość nie zawsze przypomina romantyczne westchnienia i ten słodki, bardzo uroczy związek, który mieliście w gimnazjum, kiedy pisaliście sobie miłosne liściki.  Że ta twoja wymarzona praca w rzeczywistości nagle wcale wymarzoną nie jest, a wręcz przeciwnie – że większość zalet, które tak bardzo cię do niej pchały, nagle zaczynają przykrywać wady. Że studia, które miały być świetne, są przeciętne i niepotrzebne, wręcz męczące i irytujące swoją beznadziejnością.
Że samodzielne mieszkanie wcale nie jest tak szalone i wspaniałe, jak wyglądało w twoich marzeniach, a radzenie sobie z pieniędzmi jest trudniejsze niż się wydaje. Nagle się okazuje, że związek, który masz, już nie do końca spełnia twoje nowe kryteria, a relacje z dawnymi przyjaciółmi ze szkolnej ławki już dawno zmieniły swój status na „nieaktualne, odświeżane raz na rok z okazji życzeń urodzinowych„.
A chyba w tym całym zmieniającym się chaosie, najgorsze jest to, że zmieniasz się i ty. Patrzysz w lustro i nie poznajesz. Zwracasz uwagę na swoje przyzwyczajenia i zaczynasz dostrzegać, że już wcale nie potrzebujesz pewnych rzeczy, które kiedyś określałeś jako nawyk czy nałóg. Stoisz przed swoim odbiciem, patrzysz sobie w oczy i zastanawiasz się: kim ty, do cholery, jesteś?, bo osoba którą widzisz i która mieszka w twojej głowie nieprzerwanie od dwudziestu lat nagle całkowicie się zmieniła i w niczym nie przypomina ciebie.
I nawet nie wiesz, kiedy to się stało.
A najgorsze jest to, że jak już to wszystko sobie uświadomisz i przypadkiem wymsknie ci się to przy kimś, kto swoje już przeżył i z niejednego pieca chleb jadł, uśmiechnie się kpiąco pod nosem i powie:
no takie jest życie. Co poradzisz?
I zostajesz z tym wszystkim sam.