Wszyscy ich znamy. Uśmiechnięci, uradowani, wiecznie wyglądający tak, jakby ktoś im przed chwilą opowiedział najlepszy dowcip w ich całym życiu. Odnoszący sukcesy i nawołujący do zmiany swojego życia na lepsze. Kiedy na nich patrzysz, masz wrażenie, że gdy tylko wstają i dotykają bosą, szczęśliwą stopy podłogi, ta obrasta w stokrotki, a gdzieś w tle zaczyna grać melodyjka. Wesoła, rzecz jasna.
I zastanawia cię tylko jedno: czy ci szczęśliwi ludzie kiedykolwiek płaczą?
Nie da się ukryć, że ten świat jest piekielnie dziwnym miejscem.

Wystarczy, że przylepisz do siebie łatkę szczęśliwego człowieka i już ludzie myślą, że ty tak całe życie: jesz tęczę na obiad, śmiejesz się głośniej niż powinieneś i przybijasz z każdym piątkę z radości, nawet, jeśli przed chwilą ten ktoś chciał cię obić w mrocznym zaułku. I najważniejsze: jeśli tylko ośmielisz się powiedzieć coś nieradosnego lub niepozytywnego, dostajesz na klatę oskarżenie.

Zmieniłeś się.
A mówiłeś, że jesteś taki pozytywny.
Gdzie się podział twój uśmiech?
Dlaczego CIĄGLE narzekasz?
Dlaczego CIĄGLE marudzisz?

I nieważne, że przez dwadzieścia dziewięć dni w miesiącu jesteś wesołkiem z pozytywnym nastawieniem, a dwa dni z rzędu nagle łapie cię przygnębienie i chcesz się zakopać przed kołdrą. Nie możesz.
Przecież podobno jesteś „taki pozytywny!”.

~*~

To się zresztą odnosi do różnych aspektów życia. Jesz zdrowo, dbasz o linię i nagle ludzie widzą cię z wielkim, podwójnym Snickersem, na którego miałeś ochotę przez ostatnie pół roku. Reakcja ludzi?
Co, już nie jesz zdrowo?
Ale mi to dieta!
Tak wygląda te twoje bycie fit?

Kiedyś przechodziłam obok McDonalda w centrum handlowym i gdzieś musieli mnie zauważyć znajomi ze studiów. Na drugi dzień na powitanie usłyszałam:
Taka jesteś fit, ale w Macu to się jadło!
Pomijam już fakt, że akurat wtedy wychodziłam z kina i nic w restauracji nie zamawiałam.
A słowem wyjaśnienia: tak, jadam w Macu. Lody.

Często też od nowych czytelników, którzy przyszli tu z kanału albo znaleźli się na blogu czytając jakiś pozytywny tekst, słyszę wyrzuty, jak tylko dodam wpis, który nie woła rusz tyłek! Wszyscy powinni być szcześliwi! Spełniaj marzenia! . Tak, jakbym nie miała prawa – ani do smutku, ani do refleksji. Pomijając już fakt, że większość z tych podobno „przygnębiających”, „marudzących” artykułów to najczęściej właśnie przemyślenia, które nie są ani wesołe, ani smutne, tylko cechują się tym, że po prostu, no, są. Ewentualnie dają do myślenia (mam nadzieję!)

Podobny problem mają ludzie, którzy zazwyczaj dużo robią. Kiedy tylko pożalą się komuś, że dzisiaj im się nie chce, zaraz słyszą:
Tobie się nie chce? Uwierzyłabym komuś innemu, ale że ty masz lenia? No niesamowite!
Rzeczywiście, nie do wiary. Przecież mu się nie ma prawa nie chcieć.

Tak, jakby ludzie nie zdawali sobie sprawy, że bycie „jakimś” nie oznacza, że jesteś tym kimś dwadzieścia cztery na siedem. Tak, jakby świat się tylko dzielił na czarny i biały, a nagle wszyscy mieli jeden kolor przylepionej etykietki na zawsze i każdy ruch, który się z nią kłóci, sprawiał, że etykietka odlatuje. Że ktoś się zmienił, sprzedał, nie jest już taki, jak kiedyś.

Naprawdę, serio uważacie, że jeśli ktoś, kto zazwyczaj jest miły i grzeczny, a nagle głośno rzuci słowem na k, kiedy spadnie mu cegła na stopę, zmienił się i nie jest już taki, jak był?
No tak, bo przecież miał wrzasnąć „motyla noga, kurczaki, ale to boli!”

~*~
Tak więc – czy szczęśliwi ludzie płaczą?
Ale oczywiście, cholera, że tak. Ryczą do poduszki. Czują się nieszczęśliwi. Nie zawsze się uśmiechają i wołają coś o działaniu i marzeniach. Dokładnie tak samo, jak osoby, które zazwyczaj są smutne – to, że się nagle uśmiechną nie znaczy, że od razu zmienili swój humor o sto osiemdziesiąt stopni. Rany, założę się, że nawet Ewa Chodakowska też czasami je coś niezdrowego – czy to znaczy, że przestała być fit i oszukuje cały świat?
Nie. Po prostu jest człowiekiem.
Z bardzo modnym ostatnio wachlarzem różnych odcieni szarego.
  • schudnijsama

    Marto….

    Świetny tekst! Jedno zdanie rozłożyło mnie na łopatki a mianowicie: „motyla noga, kurczaki, ale to boli!” –> MISTRZYNI HAHAHA, uśmiałam się 🙂