Moje postanowienia na 2015 – lot rakietą, 43 kilogramy i przeprowadzka do Stanów

Stało się – już tylko kilka godzin dzieli nas od nowego roku, który – jak to mówią wszystkie inspirujące obrazki w internecie – jest książką z trzysta sześćdziesięcioma pięcioma czystymi kartkami do zapisania. I gdzieś, między kupowaniem piątej butelki szampana i wyrywaniem ostatniego czteropaku po promocji, nachodzi nas ta jedna, jedyna myśl. Że następny rok powinien być inny. Lepszy. Fajniejszy.A potem zaczynamy spisywać swoje postanowienia. […]

Stało się – już tylko kilka godzin dzieli nas od nowego roku, który – jak to mówią wszystkie inspirujące obrazki w internecie – jest książką z trzysta sześćdziesięcioma pięcioma czystymi kartkami do zapisania. I gdzieś, między kupowaniem piątej butelki szampana i wyrywaniem ostatniego czteropaku po promocji, nachodzi nas ta jedna, jedyna myśl. Że następny rok powinien być inny. Lepszy. Fajniejszy.
A potem zaczynamy spisywać swoje postanowienia.

Bądźmy szczerzy – tak naprawdę każda możliwa pora jest dobra na rozpoczęcie nowego życia. To może być i 1 stycznia, ale i 5 listopada czy 30 maja – tyle, że wszyscy lubimy, jak coś jest „od nowa”.

I mogłabym się z tego wszystkiego nabijać, gdyby nie to, że sama wolę zawsze zacząć z czystą kartą. Nie piszę nowego opowiadania w starym zeszycie – kupuję nowy, by pokazać, że zaczyna się coś nowego, lepszego. Że oto właśnie, halo wszyscy, mam świeży start.

I to jest całkowicie w porządku.
Oprócz jednego, małego szczegółu. Tego, że większość ludzi, zamiast ustalać normalne postanowienia i określać cele, które są możliwe do spełnienia – sięgają po coś, co albo jest nieosiągalne kompletnie, albo wymaga tyle włożonej w pracy, że większość osób się poddaje. Zresztą, pisałam o tym dwa lata temu – jak sobie obiecać i nie spieprzyć?

Do czego zmierzam? Ano do tego, że widząc moje postanowienia nie spadną wam pewnie gacie z wrażenia, ani stopy nie wyskoczą z butów. Nie będziecie zbierać swojej szczęki ani krzyczeć ze zdziwienia.
Ale mam przynajmniej nadzieję, że za rok przybijecie mi piątkę, gdy je zrealizuję. 🙂

1. Przeczytać 81 książek

Dlaczego tyle? Jakiś czas temu stwierdziłam, że podejmę wyzwanie przeczytaj tyle, ile masz wzrostu. A że ja mam równe 162 centymetry, ta wysokość odpowiada około 81 książkom. Kiedyś czytałam niesamowicie dużo – patrz Stara, szmaciana torba – ale przez ostatnie trzy lata liczba książek w moich rękach spadła. Drastycznie. Za dużo.

Poza tym, ja jestem zwolenniczką teorii, że im więcej czytasz, tym lepiej piszesz i tym świeższy masz umysł. A że mózg to coś, czego używam dość często… to sami rozumiecie. Do tego celu założyłam półkę na moim profilu na lubimyczytać.pl

2. Regularnie publikować na Youtube

Kiedy rok temu opublikowałam pierwszy film na moim kanale , udawało mi się wrzucać coś nowego dość często, do momentu, w którym ogarnęło mnie zniechęcenie  – co druga osoba komentowała moją wymowę, zresztą filmy były nie najwyższych lotów, więc bolało, kiedy oglądałam je drugi raz i prawie za każdym razem chciałam je skasować.
W maju spróbowałam raz jeszcze i tym razem poszło lepiej. Tyle, że potem tak dużo się działo w moim życiu, że gdzieś tam przestałam kompletnie o kanale myśleć i obecnie obrósł kurzem i pajęczynami. Ale już niedługo – pierwszy film planuję wypuścić w przeciągu następnych siedmiu dni i potem publikować regularnie – prawdopodobnie co tydzień w soboty.

3. Rozwijać swoje umiejętności

Znacie te powiedzenie o tym, że docenia się coś dopiero, jak się to traci? Nie da się ukryć, że pisanie i praca umysłowa to obecnie moje źródło dochodu – i jednocześnie coś, co mogę wykorzystywać jako hobby, np. pisząc na blogu czy do szuflady. Podobno trening czyni mistrza, a że ja chciałabym się ulepszać… chcę zwrócić uwagę na moje pisanie w tym roku.
Oczywiście pisząc regularnie na blogu możesz się rozwijać, ale jest to mniej więcej powtarzalna forma – wpisy są podobnego formatu, stylu i tak dalej, a nie chcę być niewolnikiem jednego typu tekstów.
Poza tym w umiejętnościach mam też zanotowany język angielski – ponieważ na bieżąco czytam i oglądam anglojęzyczne materiały, z rozumieniem nie ma problemu, ale z powodu trzyletniej przerwy z mówieniem już gorzej. To chciałabym poćwiczyć. W związku z nauką języka uruchomiłam też angielską wersję Codziennie Fit, która ruszy po pierwszym stycznia – Marta Stays FIT.

4. Zaoszczędzić trochę pieniędzy

Mam na myśli konkretną kwotę pięciocyfrową. Po co oszczędzić? Po to, żeby sobie powoli odkładać na „dorosłe, poważne życie”. No i żeby mieć większe zabezpieczenie w razie różnych sytuacji życiowych. 🙂
Do oszczędzania mam konkretny plan związany z odkładaniem kasy z pensji oraz kilka pomysłów na dodatkowe zarabianie, które pozwoli mi wrzucić coś więcej do świnki skarbonki.

5. Ulepszyć bloga

Co dokładnie się pod tym kryje? Chcę zadbać o jeszcze lepszą jakość tekstów – co jest trochę powiązane z punktem trzecim – oraz reaktywować serię „Mam 20 lat i”.  Chciałabym także stworzyć jedną lub dwie nowe serie i bardziej bawić się formą na blogu. Myślę też o nowym uporządkowaniu kategorii, napisaniu zakładek od nowa… wiecie, takie drobnostki, które składają się na cały blog. Swoją drogą, to moje ukochane dziecko razem z Codziennie Fit i teraz nie wyobrażam sobie, że mogłabym tych blogów nie mieć. A przecież to nie tak miało wyglądać…
I to już. Koniec postanowień na 2015 rok. Trzymajcie kciuki za mnie – ja trzymam za Was. Możecie się podzielić pod tym tekstem swoimi postanowieniami – może ktoś ma podobne i będzie można uzyskać wsparcie – chociażby duchowe. 🙂
I chociaż schudnięcie do 43 kilogramów, lot rakietą albo przeprowadzka do Stanów byłyby bardziej spektakularne, to… wiecie co? Już nie mogę się doczekać, aż zacznę działać.
A jeśli ktoś z Was siedzi dziś sam w Sylwestra i się smuci – lub nie – to polecam ten tekst: A ty co robisz w Sylwestra?