Pamiętasz, kiedy ktoś ostatni raz zadał Ci to pytanie? Ja też nie.

W dobie internetu i profilu na każdym możliwym portalu społecznościowym, wiem praktycznie wszystko o moich znajomych. Wiem, kiedy kłócą się z drugą połówką. Zdaję sobie sprawę, kiedy wchodzą z hukiem w nowy związek. Jestem w stanie odnotować, kiedy się bawią i gdzie aktualnie piją alkohol. Wiem, jakie mają zwierzęta, kiedy dziewczyna kupiła im fajną grę i znam datę urodzin chyba wszystkich koleżanek i kolegów, bo przecież sami ją wpisali w swój profil.

Oni też o mnie sporo wiedzą.
Wiedzą, kiedy coś mnie zdenerwuje. Wiedzą, że byłam w mieście X, bo wrzucę zdjęcie. Widzą, jak z miesiąca na miesiąc rośnie mój kot, z małej nieogarniętej kulki z niesamowitym zezem stając się wiecznie obrażoną, dostojną kotką, która pewnie mogłaby z hukiem zwalić wszystkie rasowe koty z piedestału na każdej wystawie (nie dlatego, że jest najpiękniejsza. Dlatego, że ona się za taką uważa.)

~*~

Tylko o tym jednym, kluczowym pytaniu.
Pamiętasz, kiedy ktoś je zadał? Pomyśl. Bo ja założę się, że zazwyczaj rzucają ci na odwal „co tam u ciebie?”, a potem wcale nie interesują się odpowiedzią. Głównie dlatego, że ty też im na to nie pozwalasz: mruczysz, że dobrze, wszystko w porządku, wczoraj miałem kolokwium, ale zdałem.
I już.

I mógłbyś powiedzieć, że w sumie, to do dupy. Że świat ci się wali, bo ostatnio ciągle się kłócisz ze swoją połówką. Że coś ci ciężko, bo pogoda brzydka i za każdym razem, jak budzisz się rano, masz ochotę nie wstawać z łóżka. Mógłbyś powiedzieć, zgodnie z prawdą, że czujesz się samotny, niechciany, brzydki, wkurzony. Że ostatnio coś cię irytuje. Że wczoraj widziałeś świetną rzecz.
Że jest kiepsko, bo – odpukać – mama ci choruje.
Ale otwieranie się jest słabe. Wolisz zdusić to w sobie.

Dlatego tego nie mówisz. Dobrze wiesz, jaka jest prawidłowa, akceptowalna odpowiedź: DOBRZE. W PORZĄDKU.

W większości przypadków ty też się tak zachowujesz. Też chcesz usłyszeć, że u nich wszystko w porządku; nawet nie dlatego, że życzysz im dobrze, tylko po prostu nie wiesz, czy umiałbyś odpowiedzieć, gdyby powiedzieli coś innego. Nie ma czasu. Poza tym: co powiedzieć? Jak zmieścić się w dwustu znakach? Czy nie wystarczy wysłana naklejka kota, klepiącego w klawiaturę albo wysyłającego różowe serduszka?
Nie umiesz inaczej.

Zresztą, przecież większość wiesz – z facebooka. Z instagrama. Z durnych portali, na których ludzie myślą, że zdjęcie albo 200 znaków mówi wszystko, podczas gdy jedynym prawdziwym wyznacznikiem humoru mogą być chyba tylko spontaniczne wrzucane piosenki. Bo człowiek wtedy nie analizuje, czy się otwiera, nie myśli o tym, czy powinien to opowiadać. Po prostu nuci pod nosem.

~*~

I może wreszcie nadszedł czas, żeby się zatrzymać. Żeby ugryźć się w język, gdy najdzie cię ochota na „co u ciebie”. Może czas usiąść na dupie, w domu, zaparzyć herbatę. Może czas umówić się na spacer albo wziąć do ręki telefon nie po to, by sprawdzić lajki pod zdjęciem, ale żeby wklepać odpowiedni numer. I nie rzucać „co u ciebie” jak ochłapem dla psa. Wziąć głęboki oddech i z prawdziwym, szczerym zainteresowaniem wydukać „jak ci minął dzień?”. A potem słuchać. I słuchać. Rozmawiać.

Bo przecież idą święta. (dopisek: uczepiliście się tego zdania, jakby sens postu był taki, że warto rozmawiać, bo święta. Nie. Warto rozmawiać w ogóle. A święta mogą być dobrym pretekstem, żeby zacząć.)

  • iw

    Pewnie, że warto rozmawiać na żywo. Portal spełnia pewną rolę, ale raczej nie zastąpi osobistego kontaktu z przyjaciółmi.
    Większość ludzi współczesnych korzysta jednak z tego fejsbunia i innych portali dość często, publikując na nim nawet więcej, niż inni chcieliby wiedzieć.
    Najbardziej dziwią mnie lakoniczne wpisy p.t. źle mi… No i co z tym zrobić, jeśli to nie jest osoba bliska i ci znana, tylko ktoś znany np. z bloga? Czasem zapytam, ale nawet do końca nie wiem jak, bo nie znam osobiście tej osoby. Stąd uważam, że warto mieć na fb i innych prawdziwych ludzi, czyli tych, których znamy. O nich zapytamy na pewno. Ale znacznie bardziej wolałabym, żeby ktoś tak zaproponował spotkanie, bo wtedy wiem, że chce temat przegadać właśnie ze mną.
    pozdrowienia 🙂

  • Jo Ma

    Ja zadaję pytanie: „Jak Ci minął dzień?” i wcale nie oczekuję samych wspaniałych wieści, są dni, że jest beznadziejnie i każdy ma takie dni, ale lepiej o tym powiedzieć szczerze niż kłamać ;).
    Ja się przyznaję do złych dni, ciężkiego dnia w pracy, bólu głowy od przedszkolnych hałasów.