Jak bardzo można się zmienić w ciągu 3 lat? Moja historia.

Cześć, jestem Marta.Tego bloga założyłam jak dufna osiemnastolatka, wchodząca z rozpędu w nieznany, dorosły świat. Nikt mi jeszcze wcześniej nie przyłożył po nosie, więc byłam przepełniona wiarą, że we wszystkim mam rację,  przekonana, że wiem najlepiej i myśląca, że nigdy, ale to przenigdy się nie zmienię i zawsze będę taka sama.A potem, kompletnie nie wiem kiedy, minęły trzy lata. I wszystko wygląda zupełnie inaczej.Wiec […]

Cześć, jestem Marta.
Tego bloga założyłam jak dufna osiemnastolatka, wchodząca z rozpędu w nieznany, dorosły świat. Nikt mi jeszcze wcześniej nie przyłożył po nosie, więc byłam przepełniona wiarą, że we wszystkim mam rację,  przekonana, że wiem najlepiej i myśląca, że nigdy, ale to przenigdy się nie zmienię i zawsze będę taka sama.
A potem, kompletnie nie wiem kiedy, minęły trzy lata. I wszystko wygląda zupełnie inaczej.

Wiecie, mózg mnie boli, kiedy zaglądam w archiwum tego bloga.
Robię to zawsze powoli, ostrożnie, jakbym wchodziła do ciemnej jaskini bez światła: nigdy nie wiem, na co natrafię i dla pewności wolę uzbroić się w gumiaki i grube rękawice. Kiedy rzucasz się w archiwum zawierające ponad 450 postów, nie możesz skakać na klatę – bo zginiesz, pożarty przez rekiny stworzone z bezsensu, nastoletniej zbytniej pewności siebie i tego przeświadczenia, że jesteś osiemnastoletnim znawcą każdego tematu.

To jak oglądanie swoich zdjęć z czasów, kiedy się miało piętnaście albo czternaście lat – niby śmieszy, niby zabawne, ale najchętniej schowałbyś te fotografie pod łóżko i modlił się, żeby nikt go nigdy nie odsuwał.

Kombinezony ubrane? Kaski na głowach? Gotowi zanurkować? Wdech i wydech.
A potem skok.

BLOG ZWYKŁEJ BLONDYNKI

Pod taką nazwą funkcjonowało to miejsce aż do listopada tamtego roku. Adres był jeszcze inny: wlosykolorublond.pl. Zgadnijcie, czemu się tak nazwałam: czyżby jakaś metafora? Przenośnia? Gra słów? Inteligentny żart?

Nie. Ja po prostu jestem blondynką. To takie oryginalne.

To może poczytajmy, o czym pisałam, przekraczając próg dorosłego życia. Tak naprawdę blog zaczął funkcjonować dopiero po maturze – wcześniej napisałam tam z dwa posty, zachęcona przez mojego chłopaka, a potem rzuciłam się w wir stresów, wkuwania dat na rozszerzoną z historii i sezonem, bo pod koniec kwietnia i na początku maja zaczynają się zawody lekkoatletyczne.

Na czym to ja? A, tak. Wpisy. To poczytajmy sobie, o czym myślała osiemnastoletnia Marta.

SPECJALISTKA OD ZWIĄZKÓW

Czy wiecie, dlaczego faceci nie opuszczają deski? Podobno to odwieczna tajemnica, ale widzicie, moje nastoletnie wcielenie wiedziało, dlaczego. I dlatego napociło się i stworzyło wpis o jakże melodyjnym tytule, kuszącym i wołającym „KLIKNIJ MNIE!”.

„W czasie, gdy większość kobiet zwraca uwagę na takie rzeczy jak porządek i czystość, mężczyzna ma ważniejsze rzeczy na głowie – on myśli  na tematy poważne, takie jak to, który zespół wygra ligę, czy piersi rudej spod czwórki są prawdziwe i dlaczego jeszcze nie ma nowego odcinka Top Gear, skoro już najwyższy czas.  Widać więc, że w natłoku tych filozoficznych myśli nie ma miejsca dla deski, która czeka na kogoś, kto ją opuści.”

Widzicie? To było takie proste. Mężczyźni po prostu nie myślą o deskach.

„Zazwyczaj jeśli pary się kłócą, to.. kłócą się o nic. O krzywo postawiony kubek, wspominaną już deskę,  nie naciśnięcie lubię to na fejsie i skomentowanie zdjęcia koleżanki.”

Te problemy nastoletnich związków – mam nadzieję, że pamiętacie, żeby zrobić swojemu mężczyźnie awanturę, kiedy polajkuje zdjęcie swojej byłej. Tak się nie godzi – to jest ewidentna zdrada.

„Kiedy już kłótnia przechodzi przez krytyczny moment i obie strony są pozbawione argumentów, nadchodzi wielkie wypominanie błędów z przeszłości. „

O, a tutaj akurat miałam rację. Bardzo nieładnie wypominać dawne błędy.

Specjalistka od związków – chyba powinnam walnąć sobie taki wielki, świecący baner po prawej. Co o tym myślicie?

MORALIZATORKA

Ale moje osiemnastoletnie „ja” nie było tylko specjalistą od związków – znało się też na wszystkim innym ,dlatego chętnie moralizowało każdego, kto postawił swój kursor na moim blogu.
Wpis: Ludzie, którzy zasługują na stryczek! (Boże, jaki stanowczy tytuł. Ja to jednak miałam jaja, nie?)

„Ich życie to jedna wielka szalona impreza, na której chętnie zdradzają się nawzajem i upijają tak, że nie pamiętają całej nocy: wszystko potem oczywiście ląduje na fejsie. Poznać jest łatwo: one są zawsze wypindrzone, z gustem ulokowanym gdzieś między wczesną Dodą a modą bazarkową, z makijażem tak mocnym, że prawdziwa twarz jest za nim zakopana. Oni z kolei to miastowe cwaniaczki, który chętnie dają wpie*dol, słuchają muzyki z telefonu (po co komu słuchawki?) i zaliczają dziunie na ławce w parku.”

Boże. To jeden z tych momentów przeglądania archiwum, kiedy chcę owinąć się w koc, polecieć na pustynię, położyć się tam i poczekać, aż przykryje mnie piach. Ten wygwiazdkowany wpie*dol, ten hejt, ta pewność siebie – nie ma co, dziunie z dyski nie miały ze mną łatwo, prawda?

To chyba dowód na to, że subtelność zdobywa się z wiekiem. I jak dobrze, że ktoś mi powiedział, że istnieją kropki. Żeby, na przykład, nie pisać zdania na pięć linijek.

WIELKIE EMOCJE

Im mniej osób mnie czytało, tym na więcej prywaty mogłam sobie pozwolić. Jak na przykład we wpisie z relacją z mojego dnia składania papierów na studiach:

„To właśnie tu. Moje stopy stanęły na świętej, dziennikarskiej ziemi uczelni, tuż przed gabinetem informatycznym przerobionym naprędce w pokój komisji rekrutacyjnej. Przed nim dwie nieznane mi dziewoje, w środku jeszcze jedna bejbe, która właśnie załatwiała sobie byt na moim kierunku. „

Czy wy to widzicie?

BEJBE.

BEJBE.

BEJBE.

   BEJBE.  

Jezu. Teraz powinna opaść kurtyna, żeby nie pokazywać mojego rumieńca wstydu. KURTYNA NA DÓŁ! JUŻ!
No. Mówiłam, że nurkowanie w archiwum boli.

WIELKA ZMIANA

Wiecie, jeżeli ktoś by mnie zapytał, czy się zmieniłam – a nie miałabym bloga – pewnie bym powiedziała, że nie. Bo jak? No dobra, może jem zdrowo – a kiedyś niezbyt mi to wychodziło, co mogę potwierdzić, cytując: ” nie jem warzyw, czyli zostało mi osiem lat. Cholera. Chyba, że.. ziemniaki to warzywo, więc się liczą, nie?” . Ale reszta? Lubię to, co lubiłam, mam podobne poglądy, jakie miałam, mam takie same nawyki, ale…
Bejbe, serio? Wpie*dol? Facet i deska od toalety?
Na szczęście nie jestem już taką zadufaną nastolatką i przeszedł mi ten dziwny okres buntu i hejtu, który w ogóle – porównując do innych – obudził się we mnie o wiele później. Dostałam też w ciągu tych trzech lat kilka razy solidnie po tyłku, były momenty, że zeszło ze mnie powietrze i stałam się mniej napompowana i co najważniejsze – wreszcie zaczęłam uczyć się na własnych błędach. Jem zdrowo, jestem zorganizowana, daję z siebie wszystko i przestałam postrzegać świat w czarno-białych barwach.   Bo chociaż czarne jest czarne, a białe jest białe, istnieje też cała gama innych kolorów. I ja się cieszę, że wreszcie je widzę.
W życiu bym nie pomyślała, że mój los potoczy się tak, jak się potoczy…. i o to chyba chodzi w życiu, prawda? Nigdy nie wiesz, co czeka za rogiem.
Albo w twoim blogowym archiwum.

Jeśli macie blogi, pamiętniki albo wspomnienia z dziwnych okresów swojego życia, to właśnie nadszedł ten czas, kiedy musicie się nimi ze mną podzielić w komentarzu. Sorry, BEJBE, ale skoro ja się uzewnętrzniłam, to teraz musicie mi pocieszyć.
Powiedzcie, że nie było tak źle. BŁAGAM. 
Jeżeli chcecie wygrać dostęp do Spotify Premium i dodatkową kasę na zakupy na Groupon Polska, zapraszam do poprzedniego wpisu: klik.