Spadaj, mam zły dzień

Założę się, że nawet idealna Scarlett Johansson miała kiedyś zły dzień.  Jeden z tych, w trakcie których cała ludzkość nagle rzuca się do telefonu dzwoniąc do ciebie i mając pretensje o coś, czego nie zrobiłeś. To ten dzień, który wolisz spędzić w dresie, ale nie możesz, bo musisz wyjść ze swojej jaskini do reszty społeczeństwa. Dzień, w którym wyglądasz równie ponętnie co kalafior i wszystko, razem z grubym, spasionym kotem, staje ci na drodze.Wiecie – Dzień, W Którym Wszystko Jest Nie Tak. […]

Założę się, że nawet idealna Scarlett Johansson miała kiedyś zły dzień.  Jeden z tych, w trakcie których cała ludzkość nagle rzuca się do telefonu dzwoniąc do ciebie i mając pretensje o coś, czego nie zrobiłeś. To ten dzień, który wolisz spędzić w dresie, ale nie możesz, bo musisz wyjść ze swojej jaskini do reszty społeczeństwa. Dzień, w którym wyglądasz równie ponętnie co kalafior i wszystko, razem z grubym, spasionym kotem, staje ci na drodze.
Wiecie – Dzień, W Którym Wszystko Jest Nie Tak.

Możesz być tak uśmiechnięty jak święty Mikołaj i tak optymistyczny, jak blondynka z reklam Playa, a i tak w końcu czy później zły dzień zapuka do twych drzwi. Pardon – on nie puka, on wbija się z buciorami, wskakuje na kanapę, kładzie jak żigolo z rozchełstaną koszulą i mówi: hej, przyszedłem ci zepsuć humor.

No i tak mniej więcej, to się zaczyna.

PUNKT 1: LUDZIE

Nie ukrywajmy: bardzo trudno jest unikać ludzi w zły dzień. Trzeba się czasami wyczołgać z naszego legowiska, złożonego z koca, ciepła i mruczącego kota i stawić czoło społeczeństwu. I tu, moi drodzy, zaczynają się schody.
Bo w zły dzień ludzie dzielą się na dwie drużyny: wkurzających i wkurzonych na ciebie.
Mam czasami wrażenie, że ci pierwsi robią wszystko, żeby podnieść mi ciśnienie właśnie dzisiaj – w zły dzień. Jęczą, marudzą, narzekają albo zdziwionym głosem pytają: a ty dzisiaj jakaś nie w sosie?
Kiedy próbujesz im normalnie odpowiedzieć, ciągle zapewniają, że słyszą, że coś jest nie tak, a gdy doprowadzają cię swoimi pytaniami do wrzenia -bo ileż można pytać o to samo mimo tego, że usłyszało się odpowiedź – odchodzą obrażeni, z wielkim fochem, krzycząc na pożegnanie: to, że masz zły humor, nie znaczy, że musisz być taka wredna!
Trzymajcie mnie, bo zaraz popełnię zbrodnię.

Drudzy z kolei dokładają do pieca: mają gdzieś, jaki masz humor, bo jesteś dla nich tylko małą mróweczką, potrzebną do jakiegoś interesu. Dzwonią i zaczynają z grubej rury, nie kłopocząc się jakimś zwyczajowym dzień dobry: dlaczego tego jeszcze nie ma? Z jakiego powodu to jest zielone, a nie niebieskie?
Wkurzeni ludzie to tak naprawdę twoi pobratymcy: też mają zły dzień, tylko lubią się wyżyć na kimś innym. To takie panie na kasie, które strzelają focha, gdy nie masz grosika albo zdenerwowane mamy, którym przeszkadza pyłek kurzu na biurku.

PUNKT 2: ŚWIAT

W Zły Dzień twoim wrogiem jest cały świat: każdej rzeczy na ziemi chodzi o to, żebyś wkurzył się jeszcze bardziej. Zaczyna się od tego, że kurier, na którego czekasz, nie przychodzi, potem rozłącza się internet, a dwudziestominutowa rozmowa z konsultantem sieci sprowadza się do niech no pani wyłączy to z prądu na parę sekund. A potem jak zwykle: wychodząc z domu potykasz się o kamień, po drodze przypominasz sobie, że zapomniałeś portfela, a gdy wracasz, okazuje się, że ktoś każe ci zrobić coś jeszcze, bo przecież piętnaście godzin pracy to zdecydowanie za mało.
Ach, ten urok Złych Dni!

PUNKT 3: JEDNO PRAGNIENIE

Gdy więc cały wszechświat obraca się wokół ciebie i sprawia, żebyś czuł się jeszcze gorzej, ty masz tylko jedno, jedyne pragnienie: żeby wszyscy dali ci spokój. Pal licho wspólne wyjścia, rozmowy telefoniczne albo konieczność zrobienia czegoś ważnego – najchętniej schowałbyś się pod kocem i egzystował, dopóki podły humor sobie nie pójdzie, albo zły dzień się nie skończy. Taka wegetacja najlepiej przebiega – według mojego doświadczenia – w zestawie z kotem, herbatą i czymś słodkim i kalorycznym, co sprawi, że zdołujesz się jeszcze bardziej, bo przecież chciałeś być codziennie fit, a nie codziennie fat.

Bo wiecie, nawet Marty mają czasami zły dzień.
A potem napiszą wpis… i jest im lepiej. Zresztą: it’s just a bad day, not a bad life.

Kiedyś już miałam zły dzień – ostatni raz tak porządny, by napisać o nim wpis, rok temu: KLIK i jeszcze wcześniej: KLIK.

A to jest moja piosenka na zły dzień: