Jak seriale zniszczyły mi życie

Zaczęło się całkiem niewinnie.Najpierw, dawno, dawno temu przyszło mi na myśl, że fajnie byłoby zaprosić koleżankę na nocowanie. Trochę później wpadłam na pomysł posiadania drugiej osobowości – wiecie, takiej z peruką i najlepiej imieniem, które do złudzenia przypomina nazwę jakiegoś stanu w USA. Z biegiem czasu stwierdziłam, że fajnie byłoby prowadzić blog o plotkach z mojej szkoły albo machać pomponami jak szalona cheerleaderka. A potem się okazało, że życie tak nie wygląda. […]

Zaczęło się całkiem niewinnie.
Najpierw, dawno, dawno temu przyszło mi na myśl, że fajnie byłoby zaprosić koleżankę na nocowanie. Trochę później wpadłam na pomysł posiadania drugiej osobowości – wiecie, takiej z peruką i najlepiej imieniem, które do złudzenia przypomina nazwę jakiegoś stanu w USA. Z biegiem czasu stwierdziłam, że fajnie byłoby prowadzić blog o plotkach z mojej szkoły albo machać pomponami jak szalona cheerleaderka. 
A potem się okazało, że życie tak nie wygląda.

Och, na pewno to znacie.

To podniecenie, kiedy idziecie do nowej szkoły – gimnazjum, liceum albo na studia – i myślicie, że TERAZ będzie inaczej. Że zdobędziecie przyjaciółki od serduszka, które będą u was nocować i zwierzać się z najskrytszych sekretów, chłopaka marzeń, którego odbijecie wrednej zołzie (na pewno byłaby cheerleaderką) oraz bujne życie towarzyskie, obfite w świetne imprezy, cudowne chwile spędzone z paczką przyjaciół i festiwal pizzy za pieniądze rodziców.

A potem czytacie ten tekst i stwierdzacie, że… no cóż. Siedzicie tutaj. W drugim okienku odpalony fejs, na kolanach kot zastępujący przyjaciółkę, a w ręku puszka coli, która z powodzeniem – jeśli tylko wystarczająco wytężysz swoją wyobraźnię – może udawać piwo na wyimaginowanej imprezie.
Życie jest chamskie, nie? Seriale kłamały.

PUNKT PIERWSZY: ZNAJOMI

90210, twórcy:  Rob Thomas, Jeff Judah
Nic nie jest takie, jak się wydawało.
Raczej nie możesz liczyć na zgraną, opaloną paczkę znajomków rodem z Beverly Hills czy trzy rozchichotane przyjaciółki gadające o seksie przy lunchu jak w serialu o Wielkim Mieście. Ba, od życia nie dostaniesz nawet przyjaciółki-wroga, z którą mogłabyś sobie wzajemnie odbijać chłopaka i walczyć wspólnymi siłami przeciwko tajemniczej blogerce, obsmarowującej pół miasta.
Hej, rzeczywistość potrafi być bolesna.
W większości przypadków nie masz szans nawet na codzienne wypady z jakąś znajomą na kawę, bo po pierwsze, twój portfel by tego nie przeżył, a po drugie… nie ukrywajmy, z ludźmi ciężko się jest umówić na piwo raz na dwa tygodnie, a co dopiero na codzienny kubek czarnej z mlekiem.
W pakiecie od życia dostajesz za to coś innego: kłótnie o pierdoły z kimś, kogo uważasz za dobrego przyjaciela, olanie przez większość twoich dalszych znajomych i ten żenujący napis „przeczytano o 14:21”, który wyświetla się zamiast odpowiedzi. Ach, no i brak czasu na spotkania. Podwójny gratis!
Supernatural, twórca: Eric Kripke

PUNKT DRUGI: WIELKA MIŁOŚĆ

Nie oszukujmy się. Zaczynając od początku: tylko Jensen Ackles wygląda jak Jensen Ackles, więc nie ma co się łudzić. Dr House z kolei bez roboty wygląda jak zwykły aktor z deprechą, a Chuck Bass bez swojego garnituru i ulizanych włosów traci swój urok, kiedy widzisz go z piwskiem w ręce na jakimś zdjęciu zrobionym przez paparazzi.
Kiedy więc godzisz się już z tym, że ani z niego Chuck, ani z ciebie Blair, przychodzi kolejny cios: żadnych dramatów. W sumie to jest całkiem nudno.
Czasami się kłócicie i ktoś powie coś niemiłego, co kończy się półgodzinnym fochem. Bywa, że on obejrzy się za jakąś dziewczyną i już jest awantura. Od czasu do czasu – byle nie za często – przytrafia wam się jakaś romantyczna chwila w stylu „o mój Boże, jest pełnia, gwiazdy i romantycznie mrugająca latarnia, a on właśnie mi powiedział, że mnie kocha.”. No i na tym się mniej więcej kończy. Szał!
Żadnych zdrad, odbijających ci chłopaka przyjaciółek czy dziwnych nieporozumień, które mogłyby się skończyć sceną gapienia się w okno i puszczenia w tle smutnej muzyki. Nic z tych rzeczy. Nawet niespodziewane ciąże nie są jakieś specjalnym wydarzeniem – rodzinne miasto chwilę się popodnieca i już. Koniec dramatu.
A on nawet, cholera, nie jest wampirem. Beznadzieja.

PUNKT TRZECI: ŻYCIOWE PROBLEMY

The Walking Dead, twórca: Frank Darabont
I kolejne rozczarowanie.
Nuda. Nic się nie dzieje. Bo jaki masz problem? Że nie starcza ci kasy do pierwszego? Że nie zdałeś egzaminu i masz kampanię wrześniową? Że coś z twoją rodziną jest nie w porządku?
Przeeestań. Ludzie mają gorsze problemy. Na przykład kupują markowe buty kart debetową i potem nie mają jak tego spłacić. albo budzą się w trakcie zombie apokalipsy. To dopiero jest problem!

DZIĘKI, SERIALE

Kiedyś czułam się oszukana. Nic nie wyglądało tak, jak w amerykańskim tasiemcu: było inne, polskie, zwykłe… prawdziwe. Ale wiecie co?
Biorę moje życie ze związkiem bez dramatów, z przyjaciółmi raz na dwa tygodnie, z problemami w stylu „w tym kraju jest cholernie drogo” na klatę. Wolę to, niż chowanie się przed mściwym demonem albo zastanawianie się, czy mój chłopak sprzeda mnie za hotel.
Życie jest lepsze niż serial, bo nawet, jeśli zsiniałbyś z wysiłku, to i tak nie przewidzisz fabuły.
Znajdziesz mnie:
FACEBOOK || NEWSLETTER || ASK.FM || YOUTUBE || BLOGLOVIN’