5 momentów, które TOTALNIE zmieniły moje życie

Czasami w trakcie twojej drogi coś staje ci na przeszkodzie.Może to być wysoki, śmierdzący troll wymachujący maczugą przed którym musisz uciec, a co za tym idzie – się cofnąć. Czasami to księżniczka wyglądająca jak Marilyn Monroe, która kusi i każe zejść na inną ścieżkę. Innym razem to koleś z reklamy, proponujący roczny zapas drogiego proszku do prania za darmo, jeśli tylko skręcisz w lewo.Czasami coś się dzieje i zmieniasz drogę. I całe swoje życie. […]

Czasami w trakcie twojej drogi coś staje ci na przeszkodzie.
Może to być wysoki, śmierdzący troll wymachujący maczugą przed którym musisz uciec, a co za tym idzie – się cofnąć. Czasami to księżniczka wyglądająca jak Marilyn Monroe, która kusi i każe zejść na inną ścieżkę. Innym razem to koleś z reklamy, proponujący roczny zapas drogiego proszku do prania za darmo, jeśli tylko skręcisz w lewo.
Czasami coś się dzieje i zmieniasz drogę. I całe swoje życie.

marzenia zmiana życia dziewczyna kobieta wschód słońca


Jeśli sięgam pamięcią wstecz, to mam problemy z rozpoznaniem samej siebie.
I nie dlatego, że mózg mi szwankuje, a ze starości pamięć już nie ta: po prostu kiedy spoglądam na Martę ze zdjęć widzę, że to zupełnie dwie różne osoby.
I to nie tylko dlatego, że nie mam już na głowie swojego naturalnego koloru włosów.

1. BIEGAJ POD GÓRKĘ, ALE RAZ!

Nie da się ukryć – jeśli zaczynasz trenować w szóstej klasie podstawówki  i kończysz dopiero przed drugim rokiem studiów, to musi to mieć jakiś wpływ na twoje życie. Pomijając fakt, że wszystkie majówki i weekendy od końca kwietnia do końca czerwca mogłam sobie wybić z głowy (trwa wtedy sezon i co chwila jeździ się na zawody), a wolne popołudnia spędzałam na stadionie, to nie mogę zaprzeczyć – trenowanie zmieniło wszystko na plus.

bieganie lekkoatletyka lekka atletyka sprint dziewczyny kobiety sprinterki mistrzostwa polski juniorów toruń
Znajdź mnie!

Po pierwsze: uczysz się zdrowej rywalizacji. W trakcie dnia i na treningach musisz funkcjonować jako koleżanka, na bieżni zamieniasz się w rywalkę tylko po to, by już na mecie znów uścisnąć sobie dłoń. Oczywiście, że dochodziło do konfliktów i dziwnych aferek – jak się zbierze kilkunastu dorastających gimnazjalistów i licealistów to nie ma się co dziwić – ale koniec końców człowiek się uczył rozróżniać rywalizację na zawodach od funkcjonowania w normalnym życiu. Może i teraz większość rzeczy traktuję jak zawody (nawet przy graniu z Patrykiem), ale raczej bezproblemowo znoszę porażkę i potrafię podać rękę po wszystkim. Nie da się ukryć, że przydaje się na co dzień.

Po drugie: dyscyplina. Jeśli ktoś każe ci chodzić pięć razy w tygodniu do jakiegoś miejsca tylko po to, żeby się zmęczyć, to po jakimś czasie zaczyna ci to wchodzić w krew. Pewnie, że czasami nic nie idzie mi tak jak ma pójść, a ja sama nawalam, ale żyję w przekonaniu, że jednak trochę mi te treningi dały – potrafię się zdyscyplinować i ogarnąć, jeśli jest taka potrzeba.
Po trzecie:codziennie fit. Wiecie, o co chodzi. Planuję zrobić sobie instruktora albo jakoś kontynuować naukę w tym kierunku. Zaskoczeni? Ja też. Niedawno mnie to jakoś tknęło.

2. EJ, JAK ROMEO I JULIA

Biorąc pod uwagę poprzednią notkę to wszystko zabrzmi ckliwie i cukrowo, ale jednym z momentów, które zmieniło moje życie był pewien grudniowy wieczór, kiedy przyszłam – przysięgam, tylko po to – obejrzeć sobie koncert do Patryka.
A potem zostaliśmy parą. Tak jakby.
W każdym razie: to zmieniło moje życie nie dlatego, że to niepokonany książę z bajki i inne tego typu romantyczne pierdoły. Zmieniło, bo Patryk w jakimś sensie jest takim wielkim palcem, który pcha mnie do różnych rzeczy. Do wysyłania CV. Do załatwiania praktyk w redakcji, w której twierdziłam, że nie mam szans. I uwaga – do założenia bloga. To on jest tym kolesiem, który wciska „publikuj” do notek, których ja mam jakieś opory („przecież czytelnicy zjedzą mnie żywcem”), to on mnie szturcha gdy idziemy na jakąś publiczną debatę i szeptać: „no zadaj pytanie„.
To on jest tym, który załatwił mi kota, o którym marzyłam od pierwszej klasy podstawówki.
Całkiem przydatny palec, muszę przyznać. Musicie sobie taki znaleźć.

3. TAK BARDZO OCZYWISTEkomputer laptop netbook notebook klawiatura blogowanie blog blogując blogerka bloger

… że założenie bloga było dla mnie momentem zmieniającym życie. To znaczy: miałam blogi już wcześniej. Dużo blogów. Dużo, dużo, dużo, dużo blogów, różowych, na onecie, w czasach gimnazjum czarnych, z opowiadaniami, o kotach, o Harrym Potterze, o sobie i… uwaga, istniał nawet kiedyś prototyp TEGO bloga. Poruszałam podobne tematy. Nawet był popularny.
Znudził mi się po paru miesiącach.
Chciałabym to mówić, jak to blog zmienił moje życie, bo poznałam mnóstwo sław i mam mnóstwo hajsu, ale tak nie jest. 
Poznałam za to kilkunastu naprawdę fajnych ludzi. Plus jeszcze fajniejszych czytelników. Może nie często odpowiadam na wszystkie Wasze komentarze albo zaglądam do Was (po przeprowadzce mam zamiar się poprawić), ale stałych bywalców znam z nicków, kojarzę i czuję sympatię. I wdzięczność. Że komuś w ogóle chce się to czytać.
No dobra, ale co zmienił blog? Nauczyłam się wreszcie pisać regularnie, w miarę rozwijam swój warsztat (chociaż ostatnio stoję chyba w miejscu), nauczyłam się organizacji, jestem bardziej kreatywna… blog rozwinął MNIE SAMĄ. I rozwija nadal.
I mam nadzieję, że tak zostanie.

4. ZAPIERDZIELANIE ZA WIERSZÓWKĘ

… czyli praca w redakcji. Sprawiła, że ja, osoba, która przejmowała się każdym złym słowem i która na każdą krytykę reagowała bardzo źle, zaczęła mieć twardy tyłek. Nauczyła mnie robienia rzeczy niemożliwych w mniej niż godzinę, bo zaraz zamykamy wydanie, a to musi pójść. Utwierdziła w przekonaniu, że marzenia MOGĄ się spełniać i to od nas zależy, czy tak będzie. 
I przekonała, że żeby zarobić na ulubione spodnie, trzeba się trochę namachać.
No, nie wspominając o tym, że fajnie dostawać życzenia świąteczne od podlizujących się radnych.

5.  DO WIDZENIA, MAMO!tor tory rozdroże pociąg

Ostatnim już – ale wcale nie najmniej ważnym – momentem było wyjazd na studia. To tu się wszystko zmieniło: rozpieszczone dziecię musiało się nauczył gotować coś więcej niż ziemniaki i jajko sadzone, zrozumiało, że nie może wydawać tylu pieniędzy w tygodniu bo nie starczy na bilet i dostało mocno po tyłku, bo okazało się, że wyprowadzka to też dorosłość i mamusia już za ciebie rzeczy nie załatwi.
Wyjazd to fajna szkoła życia, zwłaszcza, jeśli chcesz jak najszybciej się wyzwolić finansowo od rodziców. Zaczynasz rozumieć, że zestaw w Macu to godzina twojej pracy – przynajmniej – a dużo pierdół nie jest ci wcale do życia potrzebne. Dociera do ciebie, co to znaczy mieć papiery do zrobienia i zestresować się, że wywalą cię ze studiów, bo nie złożyłaś głupiego oświadczenia na czas (prawdziwa historia, prawie dostałam zawału).
Założę się, że wy też macie takie momenty w życiu, które je kompletnie przewróciły do góry nogami. Jakie?
PS Znalazłam wpisy ze swojego bloga, gdy miałam szesnaście lat. Takie zabawne!