Podobno człowiek musi wszystkiego spróbować w życiu. Jedni więc piją wódkę z pępków striptizerek, drudzy wyjeżdżają do dzikich krajów ścigać się na słoniach, a inni rozbijają się samochodem z Justinem Bieberem na siedzeniu kierowcy. Ja za to wieję nudą jak najnowsze odcinki Mody na sukces, bo mam pełną listę rzeczy, których nigdy w życiu nie robiłam.I znając życie, połowy z nich nigdy nie zrobię.#1 NIE BYŁAM ZA GRANICĄNie licząc corocznych wyjazdów na zawody do Niemiec – a dokładnie […]
Podobno człowiek musi wszystkiego spróbować w życiu. Jedni więc piją wódkę z pępków striptizerek, drudzy wyjeżdżają do dzikich krajów ścigać się na słoniach, a inni rozbijają się samochodem z Justinem Bieberem na siedzeniu kierowcy. Ja za to wieję nudą jak najnowsze odcinki Mody na sukces, bo mam pełną listę rzeczy, których nigdy w życiu nie robiłam.
I znając życie, połowy z nich nigdy nie zrobię.
#1 NIE BYŁAM ZA GRANICĄ
Nie licząc corocznych wyjazdów na zawody do Niemiec – a dokładniej do Cottbus, które jest tak blisko polskiej granicy jak tylko się da – moja polska stopa nigdy nie dotknęła obcej ziemi. Można by się kłócić, bo przecież studiuję we Wrocławiu, ale chyba wiecie, o co mi chodzi: nigdy, przenigdy w życiu nie byłam za granicą. Ani na wakacjach, ani na feriach, ani nawet na zakupach w Primarku, bo podobno po to się za granicę jeździ – tak, jak gdyby na allegro nie można było dostać tych białych tenisówek.
Do pewnego momentu w życiu było mi wszystko jedno, ale im starsza jestem, tym bardziej chciałabym zobaczyć na własne oczy trochę świata, coby nie być jak klasyczny Polak-Cebulak mówiący, że tylko moje jest dobre, a reszta jest zła. Gdzie bym chciała jechać? Chyba obojętnie. Byle zagranico, jak to mówią. I byle byłyby zabytki: nie lubię bezczynnie leżeć na plaży jak placek.
#2 NIE NAUCZYŁAM SIĘ PŁYWAĆ
 |
| http://picjumbo.com |
Ja i woda to dwie różne sprawy. Lubimy się tylko pod prysznicem i ewentualnie w wannie, dobrze jest nam też w konfiguracji ona w szklance, a ja ją sączę. W każdej innej – a zwłaszcza takiej, kiedy jest jej dużo i można się utopić – nie jesteśmy sobie zbyt bliskie. Próbowałam nauczyć się pływać wiele razy, ale zawsze tonę. Ewentualnie powoli opadam na dno jak Titanic. Próbowałam wszystkim moim instruktorom – kolegom, bratu i w dziecięcych czasach, wujkowi – wytłumaczyć, że to dlatego, że jestem gruba jak beka i lecę na dno, ale nie chcą uwierzyć.
Tak naprawdę, to chyba po prostu się boję. Nie podoba mi się to, że unoszę się, a pode mną nic, oprócz wody. No i ile trzeba się namachać rękami i nogami, żeby nie zatonąć… tragedia.
#3 NIE BYŁAM W KLUBIE
I nie mam zamiaru tam iść. Jakoś mnie nie pociągają te klimaty foczek, tanich tekstów na podryw i dzikiego tańca z kuflem w ręce w świetle reflektorów. Nie podoba mi się też całe to DJ-owanie, unikanie napalonych panów po trzydziestce i naprawdę dziwne przeróbki i tragiczne remiksy znanych hitów.
#4 NIE MIAŁAM PRZYJACIÓŁKI JAK Z FILMU
 |
| http://picjumbo.com |
Zawsze, ale to zawsze jest “ta trzecia”. Albo ta trzecia, czwarta i piąta, ewentualnie szósta. Od dziecka marzyłam o przyjaźni na skalę tej, którą znamy z Harrego Pottera, ale chyba nie jest mi to pisane. Albo mnie ludzie olewają, albo mają lepsze zajęcia, niż słuchanie mojego gadania – czemu w ogóle się nie dziwię. Wyobrażałam sobie nocowanie, picie piwa, dzwonienie do siebie, pisanie wiadomości, wewnętrzne żarciki i pomoc w razie potrzeby, ale mówię wam, ludzie, nie mam na to szans. Nie można mieć wszystkiego, jak to mówią.
A w wieku dwudziestu lat to już o przyjaciółce chyba mogę sobie pomarzyć: wszyscy się już sparowali czy strójkącili i żyją w swoim zamkniętym światku. Widzicie? Blogerka wcale nie ma łatwo. Wiecznie samotna. Dobrze, że przynajmniej mam kota. I czekoladę w szafce.
#5 NIE OGLĄDAŁAM JAMESA BONDA
Serio. Nigdy. Jeśli już mam być szczera, to zajęcia z filmu w tym semestrze uświadomiły mi, że jestem największą filmową ignorantką, jaka tylko istnieje. Nie widziałam większości klasyków i kinowych hitów. Nie wiem o czym są. Na “Ojcu Chrzestnym” zasnęłam. Dopiero rok temu obejrzałam “Forresta Gumpa”, a sześć miesięcy temu widziałam “Pulp Fiction”.
To punkt, który chcę poprawić, przynajmniej w małej części – bo chyba umrę, jeśli kolejny raz na jakiejś imprezie zacznie się dyskusja na temat czegoś, czego nie widziałam.
A Wy? Macie jakieś rzeczy, których nigdy w życiu nie zrobiliście (a inni ludzie zrobili/wy chcielibyście zrobić/ uważacie, że powinniście zrobić?)
Zapraszam Was na mojego drugiego bloga – CODZIENNIE FIT. Coraz bardziej się tam rozkręcam. 🙂
Podobnie jak Ty, jestem filmową ignorantką.. Niby chcę to naprawić, ale co zastanawiam się jaki film zobaczyć, to wybieram albo jakąś nowość,albo coś co już oglądałam. Trzy razy 😉
O, i do klubów też nie chodzę i się tam nie wybieram. Za to chętnie na basen..i uwierz, tam wcale nie trzeba się namachać, żeby na wodzie się utrzymać. Wystarczy się położyć z twarzą na powierzchni i głęboko oddychać 😉
Czego tu jeszcze nie zrobiłam. Nigdy nie miałam chłopaka takiego na poważnie, dłużej i wgl. Za to mam przyjaciółki, nie do końca jak w filmach,ale się staramy. I chętnie zapoznaję nowe, właśnie przez Internet poznałam ‘bliźniaczkę’ z drugiego końca kraju 😉
W sumie nie wiem, co jeszcze..Nie tak dawno bym dopisała, że nigdy nie jechałam sama pociągiem, nie robiłam sobie choć trochę profesjonalnej sesji zdjęciowej, nie grałam w kręgle, nie spotkałam się z człowiekiem z Internetu, nie nocowałam u koleżanki.. Ale czas studiów, to czas nowych doświadczeń i tak się dzieje.
Mam to samo! “Hmm, obejrzę sobie jakiś film, może coś klasycznego, jakiś hit?” (Marta szuka w internetach). “O, już pół roku nie oglądałam Juno, obejrzę 654665936583 raz”.
Punkt 1, 4, 5 tyczy się także mnie 🙂
Nie ma tragedii, też nie znam Bonda i Matrixa 😉 Aczkolwiek Matrixa chyba nadrobię. We Wro rozszerzają ofertę polskiego busa do Berlina – pojawia się szansa na odwiedzenie primarka ;]
Właśnie wiem, w tym roku mamy zamiar z Patrykiem gdzieś pojechać, ale wiadomo jak to jest – wolę się nie cieszyć dopóki wszystko nie jest zaplanowane na 100 procent 😀
Czytając to czułam się trochę jakbyś pisała o mnie. Wszystko u mnie jest tak samo jak u ciebie oprócz dwóch rzeczy. Umiem pływać, nauczyłam się jak miałam chyba 8 lat, szczerze nie bardzo jakoś to lubię aby za każdym razem kiedy pójdę przepływać 2km, jednak na pewno czuję się bezpieczniej. Drugą rzeczą jest wyjazd za granicę. Do tej pory też nigdzie nie byłam oprócz w sklepie przy granicy na Słowacji ale w te wakacje udało mi się pojechać do Włoch, świetna sprawa!
Reszta jest tak samo jak u ciebie, nigdy nie miałam przyjaciółki takiej jak w filmach, nie byłam w klubie ani nie oglądałam Bonda ale jakoś bardzo tego nie przeżywam xD
Hah. Też nie byłam z granicą, Bonda próbowałam, miałam szczerą chęć na Casino Royal, włączyłam…i wytrzymałam jakieś 15 minut. Nie wiem czemu, lubię takie filmowe klimaty. I też nie umiem pływać xd Do przyjaciółek mam akurat szczęście, mam swoją ekipę Friends od zerówki xd A do klubu chodzę, ale pilnować koleżanek ze względu na swój alkoholowstręt(moje życie jest ciężkie, ale serio jest coś takiego xD) Nie mam chyba takich rzeczy które bym chciała a nie robiłam, właśnie prócz pływania, się zbieram co roku, ale jako że mam przyjaciółkę nie pływającą, to czas na plaży spędzamy głównie deliberując o piłce nożnej z kolegami xd
ufff myslałam ze tylko ja mając 22 lata nie byłam nigdy w klubie :p
“Ojca Chrzestnego” się nie oglądaj, przeczytaj książkę 😉
Mam zamiar. Muszę w ogóle założyć jakieś konto na portalu z książkami, żeby sobie zapisywać te książkowe plany i must have, bo inaczej wszystko zgubię…
ja też nigdy nie zrobiłam żadnej z tych pięciu rzeczy.
do Niemiec, nie do Niemczech 🙂
ps. również nie miałam przyjaciółki jak z filmu, mam za to takie ‘niefilmowe’ i myślę, że też są całkiem ok:)
Poooooprawiłam, dziękuję.
PS Sens polegał na tym, że ja nie mam nawet niefilmowych 😀 (To brzmi tak żałośnie, że nawet mi jest siebie żal)
To na co czekasz? Zaprzyjaźniaj się! 😀
Z kim? Tak jak w notce, wszyscy już kogoś mają 😀
Chyba wszystkie punkty doskonale pasują do mnie 🙂 Za granicą w sumie byłam, ale tylko na kilka godzin w Wilnie. Pływać może się kiedyś nauczę. Przyjaciółki ani przyjaciółek jak w filmie nigdy nie miałam, ale tego akurat nie żałuję – moje najbliższe nieliczne koleżanki są lepsze niż tuzin filmowych! A Bonda – widziałam chyba 1-2 z P. Brosnanem, większości hitów filmowych jeszcze nie nadrobiłam (ale jak się ogląda np. “Armageddon”, “Pearl Harbor”, “Pamiętnik” i “Uprowadzoną” w przerwach miedzy kolejnymi odcinakami “Supernatural” to tak to się kończy;). I tylko w klubie byłam, może nie każdego rodzaju, bo od klimatów foczek, tanich tekstów na podryw i tańca z kuflem wolałam kluby studenckie.
PS: Na zawody… dokąd jeździłaś? 😉
Ana, piąteczka za Supernatural!
PS Do Cottbus. Bliżej się nie dało 😀
Ha! Bo ja wiem, co dobre! 😉 A z PS-em to chciałam delikatnie zasugerować formę odmiany nazwy państwa naszego sąsiada 😉
Punkt 3, 4 oraz 5 idealnie pasują również do mnie. Do 5. mogę dodać jeszcze Gwiezdne Wojny, LOTR, Matrixa, większość filmów o HP, a nawet Titanica! 😀
A tak w ramach ciekawostki – żeby nie utonąć wcale nie trzeba machać nogami i rękami. Można po prostu się położyć na plecach i tak sobie leżeć, dryfować jak łódeczka. 😉 Uwielbiam to robić, bardzo mnie to odpręża. Ale przyznam, że nie należy to do najłatwiejszych rzeczy, bez umiejętności utrzymania się na wodzie nie da rady – zatoniesz jak Titanic. Poza tym nie wiem jak u Ciebie, ale u mnie zawsze się żartuje, że otyli mają łatwiej w wodzie, bo tłuszczyk im pomaga się utrzymać na wodzie. 😉 Oczywiście nie mówię, że jesteś gruba, wcale nie mam tego na myśli, pokusiłabym się o stwierdzenie, że jest wręcz odwrotnie. Po prostu sądzę, że nie tu leży problem. Może to blokada w głowie?
Nie umiem się tak utrzymać na wodzie, boję się i tonę jak kłoda, chociaż nie wiem ile bym próbowała 😀
Też nigdy nie widziałam Bonda… Ale wszystkie inne punkty mogłabym odhaczyć 😉
Nie byłam za granicą – nie licząc wyjazdów ciągle w to samo miejsce (też do Niemiec) do mamy. Nie umiem pływać (boje się wody). Nie mam przyjaciółki (mam 25 lat). Nie widziałam żadnych klasyków w tym nawet harrego pottera czy władcę pierścieni o bondzie nie wspominając…… W klubie takim typowym byłam raz w życiu, wolę jednak chodzić na koncerty.
Aga
piąteczka, Aga
Ja nie widziałam Pulp Fiction i Gwiezdnych Wojen. Co do pływania to mam swój własny styl nieznany nikomu styl- niby płynę ale pieron wie co to jest 😀
ja pływam po warszawsku – dupą po piasku (taki żarcik a’la moja mama, hihi)
Nie zrobiłam żadnej rzeczy z Twojej listy poza tym Bondem, bo jakoś z przypadku znalazłam się kiedyś na Skyfall. Dobrze rozumiem ambiwalentny związek z wodą 😉 głębokie dno to najstraszniejsza, najmroczniejsza rzecz.
Hej;-) ciekawy post;D Jednak coś Nas łączy obie nie umiemy pływać i nie wyjechałam za granice;D Lubię chodzić do klubów, pić alkohol ten z górnej półki;D ale jak nie ma to pije i ten z dolnej;D Mam friendsowe od gimnazjum 3mamy sie spontany zdarzaja sie wiadomo z wiekiem coraz trudniej, ale na brak wrazen nie narzekam;D Oczywiście, ze ogladałam Bonda chyba kiedys na 1 puszczali;D Ah i Moda na sukces nie wstydze się tego jak tylko mam okazje to oglądam;-) mhh to chyba tyle….. Nie żałować tego co było i nie bać się tego co będzie;-) żyję sie raz wiadomo we wszystkim sa pewne granice;D które człowiek sam indywidualnie ustala najgorsze to zamknac sie w skorupie i pierd…. piii ze ja tego nie zrobie i blablabla
Pozdrawiam;)
A ile masz lat?
Każdy ma taką listę. Nie trzeba robić tego, co wszyscy, najważniejsze, żeby nie siedzieć bezczynnie tylko rozwijać się i szukać pasji.
Jeśli chodzi o Bonda to sama dopiero niedawno się w tym poprawiłam i obejrzałam jakiś film z tym bohaterem 😀 Odnośnie tych wielkich przyjaźni – to witaj w klubie, fajnie że nie jestem w tym totalnie sama 😉
poza punktem z klubem to też nie robilam/mialam tych rzeczy…. także nie jesteś osamotniona 🙂 ale mi tak jest dobrze jak jest – chociaż mam marzenie… Norwegia <3
4. Mam to samo, kiedyś bardzo to przeżywałam, ale teraz doceniam to że mam chłopaka i przyjaciela w jednym.. :)) Zresztą już sama nie chcę się przywiązywać, bo wiadomo jak jest, jacy są ludzie.
Doskonale Cię rozumiem.
Za granicą byłam tak po części, na spływie w górach przypadkiem po czeskiej stronie haha… To sie chyba nie liczy 😀
Jestem trochę podobna, ale ja umiem pływać, trochę:)
Z pływaniem jeszcze pół roku temu bym się z Tobą zgodziła (mam 22 lata). Ale na uczelni w mijającym własnie semestrze miałam obowiązkowy basen i zamiast się z niego wykręcać, stwierdziłam że to moja ostatnia nadzieja. I co? Nauczyłam się! Jestem z tego tak cholernie dumna! Dalej się boję wody, ale już przepłynę te 200 m grzbietem. Teraz chcę się nauczyć pływać jakoś na brzuchu, bo jednak gdy pojadę nad jakąś wodę to na plecach raczej trudno, pewnie wpadałabym na innych w wodzie 😀 I pomimo, że basen się już skończył, to wyrobiłam sobie nawyk pływania raz w tygodniu, który mam zamiar podtrzymać.
Akurat “robiłam” wszystkie rzeczy wymienione przez Cb, ale za to nigdy nie nauczyłam się żadnych z sportów zimowych, oprócz jazdy na worku, ślizgawce i lepienia bałwana, jeśli to sportem można nazwać, a bardzo chcę się na nartach nauczyć. Jest milion rzeczy, których nie próbowałam, ale planuję sobie zrobić listę tych naj naj i powoli skreślać, te które już zrobiłam:D
Ja też nie zrobiłam nigdy żadnej z tych rzeczy. 😛 przybij piątkę 😀
piąteczka!
wielu rzeczy nie robiłam, ale najbardziej mnie cieszy, że byłam “za granicą” i chcę być jak najwięcej, poznawać nowe miejsca i ludzi to najfajniejsza sprawa jak dla mnie!
http://mamasaidbecool.blogspot.com/
Ja nigdy nie zapaliłam papierosa i raczej już tego nie zrobię ;D pływać też nie potrafię, lubię się popluskać w wodzie, ale muszę mieć dno po stopami 🙂
Jeśli chodzi o prawdziwą przyjaźń to uważam, że bardzo mało ludzie tego doświadcza. Sama w życiu nie miałam osoby której ufałabym w 100%, oddałabym za nią wszystko i wiedziałabym, że ona zrobi to dla mnie. To jest też jeden z powodów dla którego założyłam bloga, żeby opowiedzieć o tym, o czym moje koleżanki, czy rodzina nie chcą słuchać i czym się nie interesują w takim stopniu jak ja ;P
Do nauki pływania polecam instruktora na basenie, będziesz się uczyła stopniowo, a nie od razu na głęboką wodę i okaże się, że wcale nie trzeba aż tak machać rękami, żeby utrzymać się na wodzie. I mówi ci to osoba, która na basen zagląda raz na ruski rok, więc żadna ze mnie wielka pływaczka 🙂
Trochę się wstydzę, że jestem taka stara i że instruktor będzie mnie uczyć ( w sensie, że zazwyczaj on uczy dzieci i tak dalej).
Może warto sprawdzić różne kursy 🙂 W końcu tańca można się uczyć w każdym wieku, więc dlaczego pływania nie? 🙂
Ja nigdy nie jadłam sushi, nie skakałam ze spadochronem/na bungee (a chciałabym, zwłaszcza to pierwsze), nigdy nie podróżowałam stopem, co do przyjaciółek… to może były filmowe, ale to raczej dramat był, te relacje – no comment. i nigdy nie piłam rumu. i chyba nie spróbuję – ostatnio piłam whisky pierwszy raz w życiu, mogłam sobie darować. teraz mam uraz.
a co do filmów, to mój facet jest kinomaniakiem i oglądam wszystko co karze 😛 ale Star Wars nigdy nie widziałam… -.-
Jamesa Bonda jeszcze nie oglądałam. A “Ojca chrzestnego” i “Forresta” w przeciągu dwóch-trzech ostatnich lat. Pływać zamierzam się nauczyć 😉
Haha 😀 chyba pod dwa punkty mogę się podpisać 😛 no chyba, że tak zwany wyjazd za granicę liczy się przypadkowe zagubienie przy zejściu z Czantorii i wylądowanie hen hen za czeską granicą 😀 W klubach bywałam od liceum, na studiach wyrosłam z tego szaleństwa, a to dla tego, że chodzą do klubów niunie lat 16, których majtki są dłuższe niż ich sukienki ;). Bonda za to nigdy nie obejrzałam w całości – urywki – a i owszem, całość – never. Pływać nauczyłam się (o zgrozo) w wieku lat 18. Za namową kumpeli poszłam z nią na naukę pływania (bogu jej za to dzięki) i teraz kocham baseny, pływanie…super sprawa 🙂
Co do przyjaciółki – temat trudny. Przynajmniej dla mnie. Bywa różnie…
A ja nie jadłam sushi…
Coraz lepiej mi się Ciebie czyta. 🙂
A myślałam, że tylko ja zapieram się rękami i nogami przed pójściem do klubu. Też mam 20 lat, a nigdy w życiu nie dałam się tam zaciągnąć… Zupełnie nie mój klimat. 1, 2 i 5 też się zgadzają, choć ja akurat obejrzałam Ojca Chrzestnego, ale to tylko dlatego, że wcześniej pochłonęłam książkę i byłam ciekawa ekranizacji, a poza tym to właściwie w ogóle nie oglądam filmów, wolę czytać, a telewizor to włączam jedynie na Pingwiny z Madagaskaru. 😀
Jesteś mega pozytywną osobą i uwielbiam Twój styl pisania! Pozdrawiam 😉
Dziękuję 🙂 Bardzo miło takie słowa przeczytać 🙂
Też nigdy nie nauczyłam się pływać. Różni ludzie próbowali mnie nauczyć wiele razy, ale nic z tego nigdy nie wyszło. I tu podobnie jak u ciebie; ja i woda lubimy się tylko w kombinacji: ja, woda i wanna/prysznic/zlew/szklanka ;P Za wszystko inne podziękuje… za bardzo się boję chyba właśnie. W klubie też nigdy nie byłam. To totalnie nie moje klimaty i nawet nie muszę próbować by się przekonać. No i Bonda też nigdy nie widziałam 😛 Tak samo Matrixa, Gwiezdne Wojny, Forresta Gumpa, Władce Pierścieni czy Ojca Chrzestnego… ale cóż poradzę, że gdy mam ochotę coś obejrzeć wolę puścić sobie Supernatural, Sherlocka czy inny serial. Bywa.
Ja staram się oglądać klasyki kina, bo uważam, że są filmy i książki, czy też zespoły i utwory, które powinno się znać. Tak było np. z Wojnami Gwiezdnymi które zupełnie mnie nie zachwyciły, ale widziałam, mam odhaczone, mogę żyć dalej 🙂 Ojca Chrzestnego za to uwielbiam, zarówno film jak i książkę.
Za granicą byłam, choć tak na prawdę dopiero dwa lata temu na wakacjach. tym roku planujemy Grecję, ale zobaczymy co nam z tych planów wyjdzie.
Co do przyjaźni, to uważam, że masz jeszcze czas. Niezbadane są ścieżki losu 🙂
Ja nigdy nie skakałam ze spadochronem, a bardzo o tym marzę. Nigdy nie byłam szczupła, ale po raz kolejny do tego dążę. I pewnie jeszcze wiele by się takich punktów znalazło…
Ten tekst normalnie jest też o mnie, no prawie. Kiedyś wprawdzie byłam w klubie, lecz tak jak Ty stwierdziłam, że to jednak nie moje klimaty.
skąd wiesz, że remiksy są tragiczne, skoro w klubie nie byłaś? 😉
Bo kilka razy znajomi, którzy w klubie byli, puszczali mi na domówce? Zresztą, remiksy są tragiczne dla mnie, nie muszą być tragiczne dla kogoś innego. Wolę pierwotne wersje piosenek 🙂
Ja też nie umiem pływać, bo wlecze się za mną trauma z dzieciństwa kiedy omal się nie utopiłam. Poza tym jeszcze wielu rzeczy nie robiłam 😉 Co do wyjazdów za granicę – naprawdę warto! Ja gdybym miała fundusze to bym jeździła więcej. Myślę, że warto zaoszczędzić troszkę kasy albo zarobić na jakiś taki wyjazd, choćby dla niezapomnianych przeżyć (moim ulubionym wspomnieniem jest rejs nocą po Sekwanie ♥ i wejście na Olimp). Co do klubów.. Mnie też do nich specjalnie nie ciągnie, wolę zbierać sobie pieniążki na koncerty. Przyjaciółkę mam prawie jak z filmu, za to nigdy nie przeżyłam miłości czy zakochania jak z filmu 😀
może post pt.Dlaczego niektórzy ludzie zostają naszymi przyjaciółmi?;)pozdrawiam
kurcze, dużo straciłaś w życiu! marsz koniecznie za granicę na wakacje 😀 polecam autostop, tanio, fajnie i można dużo zwiedzić. i pływać też musisz się nauczyc! jedno z moich lepszych wspomnień – pływanie w środku nocy w oceanie spokojnym z delfianmi, kiedy nad tobą jest milion gwiazd 🙂 naprawdę, warto kolekcjonowac takie wspomnienia 🙂 ale wszystko przed tobą!
Też nie oglądałam Bonda i nie zamierzam. A niech tam, trzeba się szanować i być wyjątkowym 😛 Co do przyjaciółki, nie wszystko stracone! Moją obecną, jedyną i niezawodną poznałam co prawda mając lat naście, ale dopiero w trakcie studiów-i to przebywania w innych miastach-przeszłyśmy na “wyższy poziom”. W sumie nie wiem jak i dlaczego…wiem jednak,że bez niej byłoby ciężko. I bywa, kiedy jej nie ma. Na szczęście mam kota. A nawet dwa 😉