Wojna z facetem, czyli jak wygląda związek

– Pierdzielę, pierwsza się nie odezwę – myślisz, zakładając ręce i spoglądając na niego ponuro.  Czujesz, że jeszcze chwila – minuta lub dwie – i zaraz wstaniesz i walniesz go w łeb krzesłem.  Albo w akcie desperacji uderzysz samą siebie, bo w końcu co za różnica, które dostanie pierwsze. Bezsilność sprawia, że masz ochotę z sobą skończyć, pakując się w kaftan bezpieczeństwa i zamykając w pokoju, w którym przez całą dobę leci „Friday” Rebeccki Black.Nie pamiętasz, o co poszło, ale wiesz jedno: to było na pewno, bardzo, ale bardzo ważne. Cholernie.Tak ważne, że o ty […]

– Pierdzielę, pierwsza się nie odezwę – myślisz, zakładając ręce i spoglądając na niego ponuro.  Czujesz, że jeszcze chwila – minuta lub dwie – i zaraz wstaniesz i walniesz go w łeb krzesłem.  Albo w akcie desperacji uderzysz samą siebie, bo w końcu co za różnica, które dostanie pierwsze. Bezsilność sprawia, że masz ochotę z sobą skończyć, pakując się w kaftan bezpieczeństwa i zamykając w pokoju, w którym przez całą dobę leci „Friday” Rebeccki Black.
Nie pamiętasz, o co poszło, ale wiesz jedno: to było na pewno, bardzo, ale bardzo ważne. Cholernie.
Tak ważne, że o tym zapomniałaś.

http://www.gratisography.com/


Jak zawsze zaczyna się niewinnie. Albo ty masz zły humor i psioczysz na każdego, albo on wstał lewą nogą i od rana mruczy przekleństwa pod nosem.  Rozmawiacie i w pewnym momencie jedno z was – nie wiadomo nawet, które – mówi coś, co sprawia, że temu drugiemu natychmiastowo spada poziom cukru, a ciśnienie rośnie z prędkością bolidu.
Moi drodzy, zakładajcie hełmy, karabiny w dłoń – zaczęła się wojna.

O CO? NIEWAŻNE!

ZAWSZE idzie o głupotę. O to, że znów się czepiasz, bo on nie posprzątał kubków z biurka; o to, że przyłapałaś go na wzdychaniu do plakatu Megan Fox, albo o to, że wyrzuciłaś gdzieś jego ulubione skarpetki z pięcioma dziurami w których uwielbiał chodzić.
Obydwoje doskonale wiecie, że to pierdoła, ale i tak jak dwa uparte kozły, brniecie w to bagno dalej.

 Najpierw wrzeszczycie na siebie kompletnie bez celu, żeby dać upust swojej złości; następnie zapominacie, o co się tak naprawdę kłóciliście, więc zaczynacie wytykać sobie wszystko, co was wkurzyło w ciągu całej historii trwania waszego związku. Ty ze łzami w oczach wyrzucasz mu, jak zapomniał kiedyś o twoich imieninach i nie przyniósł kwiatka; on przypomina ci, jaką awanturę zrobiłaś mu przy kolegach. Czas zaczyna mknąć jak szalony, a wy wpadacie w wir kłótni, że kiedy wreszcie się budzicie, są już święta Wielkanocne.

MILIONY PROBLEMÓW

http://www.gratisography.com/

Nagle okazuje się, że z początkowej pierdoły – której, zresztą, sami już nie pamiętacie – zrodziło się piętnaście tysięcy innych bzdur, które koniecznie musieliście sobie wygarnąć. Co więcej, żadne z was nie ma zamiaru tego zakończyć, bo przecież jesteście przekonani, że to tylko i wyłącznie wina tego drugiego. Zaczynacie się obwiniać o wszystko: przekrzykiwać się kto zaczął, przypominać jak było ostatnio i oskarżać się nawzajem, kto tak naprawdę rozpętał tę III wojnę światową.
Brzmi znajomo?

Potem scenariusz jest prosty: jedno z was stwierdza, że ma dość gadania i odchodzi z fochem większym, niż udo Beyonce. Drugie nie chce być gorsze, wiec stwierdza, że też się obrazi, żeby nie zostać w tyle.
No i nastaje cisza.
Upierdliwa. Niezręczna. Taka, którą chcecie jak najszybciej przerwać, ale nie macie zamiaru się odezwać, bo wtedy przegracie. Dziecięcą walkę na to, kto dłużej wytrwa w swoim bezsensownym fochu.

NIC SIĘ NIE STAŁO

Czy któreś z was przeprosi? Oczywiście, że nie.
Taktyka jest prosta: milczycie do jakiegoś czasu, aż nagle któreś z was zupełnie naturalnym tonem mówi coś w stylu „hej, chcesz herbaty?”
„Chcę”.
I koniec.  Żadnego filmowego pocałunku, żadnego przepraszania na kolanach, żadnych łez i romantycznych scenek, godnych jakiegoś taniego harlekina kupionego w kiosku za 9,90 zł. Jesteście znów wspaniałą, kochającą się parą, która nie może bez siebie żyć i jest jak dwie pijawki, które się przyssały i nikt ich nie może odessać.

Do czasu, aż on znów zostawi kubek na stole, a ty powiesz cos głupiego w obecności znajomych. Do momentu, w którym ty będziesz chciała z kimś porozmawiać, a on się obrazi i pójdzie do swojego domu udawać śpiącego królewicza. Wojna zacznie się po raz kolejny. Kask na głowę, broń w rękę i do roboty.

I jeśli mimo tych kłótni o pierdoły i chęci zabicia siebie nawzajem dalej możecie powiedzieć „kocham cię”, to chyba na tym, do cholery, ta cała miłość polega.