4 rzeczy, których NIGDY nie powinnaś mówić

Czasami nie potrafimy trzymać języka za zębami.Kłapiemy dziobem jak dwie przekupy na targu,  gadamy rano, po południu, wieczorem i nawet w nocy. Z koleżanką, przechadzając się ulicą, przez telefon w tramwaju i na fejsie poprzez wklepywanie kolejnych słów w klawiaturę, zawsze zakończonych dwukropkiem i literką d. Mówimy wszystko, co nam ślina na język przyniesie i nie zdajemy sobie sprawy, że czasami – ot, raz na jakiś czas – gdybyśmy tylko się zamknęli, to wszystko wyglądałoby inaczej.I może bylibyśmy bardziej szczęśliwi. […]

Czasami nie potrafimy trzymać języka za zębami.

Kłapiemy dziobem jak dwie przekupy na targu,  gadamy rano, po południu, wieczorem i nawet w nocy. Z koleżanką, przechadzając się ulicą, przez telefon w tramwaju i na fejsie poprzez wklepywanie kolejnych słów w klawiaturę, zawsze zakończonych dwukropkiem i literką d. Mówimy wszystko, co nam ślina na język przyniesie i nie zdajemy sobie sprawy, że czasami – ot, raz na jakiś czas – gdybyśmy tylko się zamknęli, to wszystko wyglądałoby inaczej.
I może bylibyśmy bardziej szczęśliwi.

#1 JESTEM TAKA GRUBA/ ALE ZE MNIE CHUDY SZCZYPIOR

Nieważne, czy rzeczywiście wyglądamy jak wieloryb, który za dużo czasu spędził w McDonaldzie, czy raczej jak chucherko, które o piersiach może sobie tylko pomarzyć, zdecydowanie za często narzekamy na swoją figurę. Że uda za grube, że z brzuchu zwisa tłuszcz, a tyłek zbyt chudy i bardziej wklęsły, niż wypukły. I wcale nie chodzi o to, że wmawiamy to przy okazji innym (chociaż to też akurat jest dość kluczowe: klik), ale o to, że same robimy sobie wodę z mózgu. Bo pomyślcie: co by było, gdybyście chociaż raz stanęły przed tym durnym lustrem i zamiast narzekać i płakać, marnując przy okazji tusz, stwierdziłybyście: „rzeczywiście, muszę schudnąć/ spróbuję coś zrobić, by przytyć”. Ja wiem, że ani odchudzanie, ani przytycie nie jest czymś, co przychodzi łatwo, ale zobaczcie, ile by to zmieniło – mniej płaczu, mniej dramaturgii czy depresji  i może – chociaż to nie jest pewne – mniej kompleksów, bo jeżeli zaakceptujemy jakiś stan i spróbujemy go zmienić, to łatwiej będzie nam pozbyć się niechęci do naszego ciała.
Narzekając na prawo i lewo, mówiąc to znajomym, chłopakowi, babci w tramwaju i przede wszystkim sobie, nic nie zmienimy. Sprawimy tylko, że będziemy czuły się jak opakowanie po wyciśniętej do końca paście do zębów.
Smutne.

#2 ONA MA LEPIEJ

To z kolei taka typowa zawiść. Nie dość, że będziemy zaglądać innym do mieszkania/portfela/bloga/szafy, to jeszcze zamiast samemu coś zrobić – dalejże jęczeć, że ktoś ma lepiej. Trzeba się pogodzić z faktem, że nie wszyscy będziemy mieli to co byśmy chcieli, a jak bardzo nas ciśnie, to powinniśmy coś zacząć robić. Ja też zawsze mam ból tyłka, gdy przeglądam zdjęcia i widzę wszystkie te piękne ubrania albo udekorowane pokoje. Pewnie, że chciałabym, żeby moje miejsce we Wrocławiu wyglądało tak samo świetnie, jak pomieszczenia w Ikei, ale nie mam zamiaru z tego powodu smucić się i płakać, bo ktoś taki już ma i mu zazdroszczę.
Po prostu urywam mu głowę w moich myślach.*

#3 NIGDY TEGO NIE OSIĄGNĘ/NIE ZROBIĘ

Zakładanie z góry, że coś jest niewykonalne. Przyznaję się, że też tak robię – macham na coś ręką, zwieszam głowę i mówię, że nie ma szans, żeby mi się udało to zrobić. A potem widzę, jak robi to ktoś inny i żałuję jak cholera.

Jak to mówią – nie wiesz, dopóki nie spróbujesz. Nie masz pojęcia i nie możesz przewidzieć, czy się wdrapiesz na tę górę jak bohater, czy też potkniesz się i spierdzielisz krok przed szczytem, łamiąc sobie rękę w pięciu miejscach. I nie, nie chcę być teraz mentorem i mówić wam, że macie nie bać się i przeć do przodu, bo sama często tego nie robię. Rezygnuję, bo jestem cykorem. I nie wierzę we własne możliwości.
Ale to chyba można zmienić, prawda?

#4 A DZIĘKI, TO NIC TAKIEGO

Czyli bagatelizowanie tego, co zrobiłeś. To tak, jakbyś pochwalił Froda za to, że wrzucił ten cholerny pierścień i uratował świat, a on odpowiedziałby: „a spoko, to była bułka z masłem”. Dałby ci do zrozumienia, że każdy, nawet taki pan Janek spod monopolowego, byłby w stanie to zrobić.
Chciałbyś, żeby ludzie tak myśleli o tym, czego dokonałeś?

Wydaje nam się – mi też – że na komplement najlepiej odpowiedzieć machnięciem ręki, żeby nie wyjść na gbura. Bo wiecie, wszyscy powinniśmy być skromni, nosić worek po ziemniakach i udawać, że to, co osiągnęliśmy, dostaliśmy z palcem gdzieś. A przecież wcale tak nie jest! Dlaczego nie możemy po prostu odpowiedzieć „dziękuję” i ugryźć się w język, zanim dodamy „a, to nic takiego”?

Nie mówię, że mamy się chwalić, przemawiać, tworzyć prezentacje i pokazywać całemu światu, jacy jesteśmy wspaniali. Wystarczy tylko sobie nie umniejszać. Chociaż trochę. A zaraz będziemy bardziej zadowoleni, gwarantuję. Sprawdzone na sobie.


*Nie no, żartuję tylko. Wcale nie. Przytulam się tylko do monitora i krzyczę: „Boże, dlaczego nie mogę mieć takich świetnych spodni?!”, a następnie pochłaniam trzy czekolady i razem z Nitką upijam się wodą i winem (w sensie, ja winem, rzecz jasna).