3 rzeczy, które robisz źle w swoim związku

Związek jest jak talia – trzeba o niego dbać, bo inaczej się roztyje, pokryje cellulitisem, rozstępami i zacznie straszyć ludzi na plaży. Wiadomo: im dłużej jesteście razem, tym mniej motyli w brzuchu i słodkich komentarzy na fejsie – to logiczne. Ale są pewne zachowania, które sprawiają, że zaczyna być gorzej. I gorzej. I jeszcze gorzej. Aż zaczynacie być dla siebie chłodni jak mięso z zamrażarki, a miłosne fajerwerki to dla was prehistoryczna przeszłość.I wszystko dlatego, że zrobiłaś to TAK, a nie inaczej. […]

Związek jest jak talia – trzeba o niego dbać, bo inaczej się roztyje, pokryje cellulitisem, rozstępami i zacznie straszyć ludzi na plaży. Wiadomo: im dłużej jesteście razem, tym mniej motyli w brzuchu i słodkich komentarzy na fejsie – to logiczne. Ale są pewne zachowania, które sprawiają, że zaczyna być gorzej. I gorzej. I jeszcze gorzej. Aż zaczynacie być dla siebie chłodni jak mięso z zamrażarki, a miłosne fajerwerki to dla was prehistoryczna przeszłość.
I wszystko dlatego, że zrobiłaś to TAK, a nie inaczej.




Co związek, to inna sytuacja: jedni się ciągle kłócą, a potem czule godzą miziając się godzinami w łóżku, inni zawsze mają te same zdanie, wiecznie trzymają się za ręce, jakby byli sklejeni superglue i nigdy nie trzaskają drzwiami w czasie kłótni. Tu jest tak jak z robieniem spaghettii: każdy ma inny sposób, by je ugotować. Gorzej, kiedy próbując je zrobić, dodajesz zgniłe pomidory i makaron świderki.
Wtedy na pewno nie wyjdzie.

NIE MA MAGICZNEGO SŁOWA

Zapamiętaj: nie ma kompletnie nic złego w tym, że co jakiś czas się kłócicie. Wszyscy to robią. Ja i Patryk, Angelina Jolie i Brad Pitt, prezydent i jego żona, Barack Obama z Michelle. To normalne i trudno, aby było inaczej: w końcu jesteście dwiema różnymi osobami, które z jakiegoś powodu postanowiły trochę udawać, że są puzzlami, które się do siebie dopasowują. I wszystko jest dobrze, o ile obydwoje potraficie przepraszać. Możecie się żreć nawet codziennie, wrzeszczeć na siebie na ulicy, tupać nogami, pokazywać drzwi i w pośpiechu pakować swoje ubrania do walizki, ale musicie także potrafić przyznać się do błędu i – nawet przez zęby – przeprosić.

Jeśli nie, to trochę słabo: na początku związku można jeszcze udawać, że nic się nie stało i że kłótni nie było, ale prędzej czy później ty albo on zaczniecie mieć pretensje. O co? O te wszystkie niemiłe słowa rzucone bez namysłu; o pewne gesty czy sytuacje, których narobiło się coraz więcej; o zachowania, których potem żałowałaś, ale za nie nie przeprosiłaś.

Nawet jeśli twoje przepraszam zostanie rzucone na wiatr, bo druga połówka będzie na ciebie tak zła jak wściekły nosorożec, to i tak warto. Nawet jeśli chcesz unieść się dumą i twoje przepraszam jest tak szczere, jak zapewnienia nastoletnich gwiazdek o tym, że nie piły nigdy alkoholu; nawet, jeśli tak naprawdę wcale nie czujesz, że chcesz za coś przeprosić. Warto, bo wtedy zamykasz rozdział. Kończysz kłótnię i przyznajesz się, że schrzaniłaś. A to się liczy.

ODRZUCAJĄC WSZYSTKO

Kiedy się zakochujesz, najczęściej odrzucasz cały świat na bok. Twoja przyjaciółka przeżywa dni pełne samotności, bo ty dzień w dzień spotykasz się ze swoim nowym chłopakiem. Zainteresowania odrzucasz w kąt, bo zamiast malować wolisz spędzać czas gapiąc się w jego cudowne, błękitne oczy i nie-do-końca-naprawiony-po-mutacji głos. Szczerze? To nawet brzmi okropnie.
To chyba oczywiste, że takie zachowanie nie wróży nic dobrego. To jeden z NAJWIĘKSZYCH błędów, jakie robią pary – odrzucają całe swoje dotychczasowe życie i biegną do swojej drugiej połówki, jak babcie do nowej dostawy w lumpeksie. Pomyśl, co się stanie, jeśli – oczywiście odpukać – się rozstaniecie. Gdzie pójdziesz? Do przyjaciółki, którą olewałaś cały rok, bo ważniejszy był twój romantyczny koteczek? Przyjaciele będą mieli cię gdzieś – bo ty też ich miałaś, więc ich prawo. Do hobby będzie ci trudno wrócić, bo dłuższy czas nie miałaś z tym nic wspólnego. Krótko mówiąc: zostajesz z niczym.
A nawet jeśli będziecie razem już do końca życia – to dalej nie jest wyjście. Nie zbudujecie nowego świata tylko we dwójkę. Nie ze wszystkim dacie sobie radę sami, zwłaszcza, kiedy najdejdzie pierwszy lepszy kryzys. Piszecie się na, moim zdaniem, bezwartościowe życie – bez zainteresowań, bez pasji, bez innych ludzi, którzy nawet jeśli nawalają, to jednak wnoszą coś do waszego żywota, bądźmy szczerzy. Miej coś tylko dla siebie, no do cholery jasnej! To że zmieniłaś status związku na fejsie wcale nie znaczy, że od teraz twoim jedynym zainteresowaniem jest on, lub – co chyba jeszcze gorsze – tylko jego pasje.
Wiecie, jak to nazywają specjaliści? Toksyczny związek.

GORZEJ NIŻ KAJDANKI

Jesteście jak syjamskie bliźniaki – robicie wszystko razem. Ty idziesz na spotkanie z przyjaciółką – on idzie z tobą, on wybiera się na mecz z kolegami, ty próbujesz wcisnąć się razem z nimi, bo przecież nie zostawisz swojego misia samego. Znajomi się dziwią, że jeszcze nie postanowiliście sikać razem. Romantycznie trzymając się za ręce.
Koniec końców dochodzi do momentu, w którym każde z was ma dość tego wiecznego przebywania razem. Z grzeczności żadne tego nie mówi, bo przecież nie chce, aby temu drugiemu było przykro. Kiedy musicie na chwilę się rozstać, wyprawiacie imprezę i gracie na trąbce, ciesząc się z chwili wolności. Smutne.
Mówcie sobie co chcecie, każdy związek potrzebuje trochę przestrzeni. Kilku wieczorów spędzonych samotnie na meczu z kolegami lub na robieniu maseczek i piciu piwa smakowego z koleżankami. To nie jest złe, to jest całkiem normalne – a na normalności chyba powinien się opierać zdrowy, długotrwały związek.
Oczywiście, że są pary, które odczuwają silną potrzebę bycia razem – i dobrze – nie wolno jednak zapominać o chwili dla siebie. Po pierwsze dlatego, że inaczej, prędzej czy później, wasi znajomi was zabiją za to wieczne „nie, bez niego nie idę!”. Po drugie, by – jak już wspominałam – nie odrzucać swojego dotychczasowego świata na rzecz romansu. I po trzecie, by – na Boga! – od tego wiecznego siedzenia razem nie zrosnąć się przypadkiem i nie stać się jakimś dziwnym tworem podobnym do grzyba lub jemioły.