Siedzisz wgapiony w monitor, popijasz herbatę albo colę, bo lubisz żyć na krawędzi, więc niezdrowe jedzenie to dla ciebie takie ekscytujące ryzyko. Potem standardowo: odpalasz facebooka i podglądasz znajomych. Po raz setny umawiasz się na spotkanie, które ciągle przekładacie. W końcu opowiadacie sobie wszystko na czacie, bo w sumie po co ruszać tyłek, skoro tutaj są naklejki z kotami i zdjęcia osób, które obgadujecie. Wchodzisz na portal i czytasz kolejny artykuł o tym, jak organizować czas i zapisujesz sobie kolejną pozycję w twoim wypasionym kalendarzu, którego zazdro […]
Przestań być taką dupą wołową!
Siedzisz wgapiony w monitor, popijasz herbatę albo colę, bo lubisz żyć na krawędzi, więc niezdrowe jedzenie to dla ciebie takie ekscytujące ryzyko. Potem standardowo: odpalasz facebooka i podglądasz znajomych. Po raz setny umawiasz się na spotkanie, które ciągle przekładacie. W końcu opowiadacie sobie wszystko na czacie, bo w sumie po co ruszać tyłek, skoro tutaj są naklejki z kotami i zdjęcia osób, które obgadujecie. Wchodzisz na portal i czytasz kolejny artykuł o tym, jak organizować czas i zapisujesz sobie kolejną pozycję w twoim wypasionym kalendarzu, którego zazdroszczą ci wszystkie blogerki na dzielni. Potem jeszcze zerkasz na stronę z dietami, by poczytać, jak zacząć się odchudzać, sprawdzasz jakie rzeczy najlepiej jeść, by mieć płaski brzuch i wchodzisz na profil swojej przyjaciółki, by zobaczyć, czy dała już status “wolny” czy jeszcze jest z tym palantem.Potem klikasz w tą notkę, czytasz tytuł i uśmiechasz się do siebie. “To przecież nie o mnie, ja nie jestem dupą wołową”.
No dobra, zacznijmy od tego, dlaczego mam czelność obrażać innych ludzi – i to w dodatku moich czytelników, których bardzo szanuję – wmawiając im, że są dupami i to w dodatku wołowymi? Powiecie: świat się zawalił, Marcie odwaliło, woda sodowa uderzyła do głowy, bo zarobiła dwa złote na reklamach i teraz nie wie, jak spożytkować ten majątek.No nie do końca.
Po prostu doszło do mnie, że ze mnie też jest taka dupa wołowa. I czas to zmienić.
#1 MORZE ZIELONYCH KROPECZEK
Pierwszy dowód na to, że większość z nas to dupy wołowe? Morze zielonych kropeczek na czacie, wszyscy dostępni i gotowi do wielogodzinnego przeglądania durnych stron, z których nic nie wynoszą. Piszesz do jednej, by się umówić – teraz nie może, drugiej się nie chce, a trzecia zawsze akurat w tym momencie idzie na randkę z chłopakiem. Siedzisz więc przed monitorem i zauważasz, że kropeczki wcale nie znikają. Czemu? Bo wszyscy siedzą na dupie w domu i monotonnie klikają myszką.
Internet strasznie nas rozleniwił: tu robimy zakupy, oglądamy filmy, czytamy książki i gazety i nawet w wypadku niektórych, uprawiamy miłość – przez Skype. Co więcej, teraz już nie trzeba się spotkać, by powiedzieć coś ważnego. Dzwonisz i prosisz, by ktoś wszedł na fejsa. Napiszę ci na fejsbuku, bo to nie rozmowa na telefon – no powiedzcie, że to nie brzmi komicznie. No, może tragikomicznie, bo najgorsze w tym jest to, że to prawda. Ile razy zdarzyło wam się odmówić, kiedy ktoś napisał z pytaniem o spotkanie, bo akurat oglądaliście serial, byliście zmęczeni albo czytaliście blogi? Mnóstwo razy. I nawet, jeśli chcecie się potem z tym ktosiem spotkać, to zazwyczaj nie możecie się dogadać: ty nie możesz we wtorek, on w środę, następnie umawiacie się na weekend tylko po to, by o tym zapomnieć albo odwołać parę godzin przed.
Bo wyjście z domu wymaga ruszenia tyłka. Wymaga wstania od komputera, wyłączenia go, ubrania się w coś innego niż wygodny dres i wyjście ze swojego pokoju, który jest przecież naszym królestwem. To poświęcenie czasu dla innego człowieka, a przecież nasz czas jest tak cholernie cenny, że liczymy każdą jego godzinę, a następnie i tak spędzamy pół dnia oglądając w internecie śmieszne obrazki kotów.
Ironia losu, hę?
#2 KALENDARZE I PLANOWANIE
Wszędzie otaczają nas blogi rozwojowe. Każdy mówi nam, jak zarządzać czasem, by rozciągnąć go do granic możliwości. Kupujemy hurtem wypasione kalendarze, drukujemy plany, zapisujemy wszystko co do literki, byle mieć wszystko pod kontrolą. I nie zrozumcie mnie źle, to dobrze: w końcu zaczynamy żyć mądrze, sama jestem w trakcie projektowania mojego kalendarza i nie mogę się doczekać, aż go skończę.
Ale gdzie w tym wszystkim spontaniczność?
Gdzie zadzwonienie do koleżanki i umówienie się na za pół godziny w znanym wam miejscu? Gdzie wstanie od komputera, założenie butów i pójście pobiegać? Na Boga, gdzie randka, która zamiast kończyć się u was w domu na oglądaniu filmu, skończy się na wypadzie do dziwnej restauracji albo huśtaniu się na placu zabawach?
Pochłonęło nas planowanie. Jesteśmy dobrze zaprojektowani po to, by mieć wszystko dopięte na ostatni guzik. Zanim coś kupimy, myślimy o tym tysiąc razy, rozważamy wszystkie za i przeciw. I wreszcie: kręcimy głową z niesmakiem, kiedy ktoś nam opowiada, że z dnia na dzień kupił xboxa, bo akurat taki miał durny pomysł.
Więc w sumie: po co żyć? Żeby wszystko zapisać w kalendarzu, rozpisać w organizerze, rozplanować i ruszać równo ze wskazówkami zegara? Gdzie w tym sens?
Planowanie jest dobre, naprawdę, ale musisz mieć też miejsce u siebie na spontaniczność. Bo bez tego będziesz tylko pustym robotem, a w dalekiej przyszłości – smutną osobą, która nie wie dokładnie, z jakiego powodu ma zły humor i dlaczego jest chronicznie zmęczona.
I nie, nie chodzi mi o ZAPLANOWANIE czasu dla siebie. Po prostu wstań i coś zrób! Zatańcz dziwny taniec przed chłopakiem, żeby pomyślał, że masz nierówno pod sufitem; ucałuj swojego kota, włóż buty i pobiegaj, zabierz koleżankę do restauracji, w której jeszcze nie byłyście, po drodze z uczelni albo ze szkoły wejdź do sklepu i kup sobie coś małego, pobiegnij do parku i powydurniaj się na huśtawkach dla dzieci. Idź na piwo z kimś, kogo nie widziałeś już z rok, proponując mu to w ten sam dzień i dając mu na wyszykowanie się pół godziny.
Po prostu żyj, no.
#3 NO TO OD JUTRA
Wiem nawet, co większość z Was pomyśli po przeczytaniu tego wpisu: dobra, to od jutra już będzie inaczej. No nie, właśnie nie będzie – dalej będziemy bawić się w odkładanie, planowanie, odmawianie spotkań, bo leci serial i robieniu innych pierdół, które sprawiają, że stajemy się zwykłymi dupami wołowymi, które zamiast żyć, to egzystują. Sami pozbawiamy się wspomnień i sprawiamy, że gdy już będziemy starzy i nasze wnuki poproszą o opowieść z młodości, to my nie będziemy w stanie nic opowiedzieć. Albo przepraszam, damy radę: bardzo dokładnie streścimy występ Miley na gali VMA, wytłumaczymy kto to jest pieseł, dlaczego Ewa Chodakowska była modna i z kim chodził Bieber. No i że mieliście bardzo fajną grupę na studiach, z którą świetnie się rozmawiało na fejsie.
Czy naprawdę chcesz być dupą wołową? Wyjdź do ludzi. Rób coś. Planuj, ale miej czas na spontaniczną akcję. Żyjmy, no ludzie, żyjmy.
I miejmy co wspominać.
A jak u Was z tym wszystkim? Może akurat Wy nie jesteście takimi dupami wołowymi? Ja dopiero niedawno się ogarnęłam i zabieram do roboty w tym kierunku… i już idzie mi całkiem nieźle 🙂
Macie jeszcze jakieś pomysły dotyczące tego, co ludzie robią i przez co marnują swój czas?


Świetny post! 🙂 Bardzo motywuje do działania^^
Zapraszam:
http://www.monisiaczek-blog.blogspot.com/
♥
Ostatnio uświadomiłam sobie swoją głupotę, myślę sobie, fajnie, że jest ten fb, bo dzięki temu można sobie zawsze porozmawiać z innymi, gdyby nie on nie miałabym takich możliwości na rozmowę, ale za chwilę pomyślałam: zaraz, zaraz, dwie osoby z którymi najczęściej rozmawiam mieszkają 30 i 4 km ode mnie, przecież to blisko, ale co z tego i tak całe wakacje przegadaliśmy na czasie nie mając nawet okazji się razem spotkać, szkoda słów…
no Marta, ostro ostro, ale jakże prawdziwie.
A ja zamierzam być dupą wołową cały dzisiejszy dzień i mi z tym dobrze. Przeziębienie tego ode mnie wymaga i wprost się cieszę na siedzenie na fb w ksiazkach i serialach,bo kolejny tydzień będzie na wysokich obrotach.
To nie sprawa na telefon,to sprawa na fb(mnie rozwaliło totalnie! Dodalabym jeszcze- to nue sprawa na rozmowe tylko na sms xD) jak dobrze ze nie mam takich znajomych!
och i jeszcze facebookowe zwiazki: ejj Ty masz coś do mojego chlopaka,bo mu lajkujesz zdjecia…Ty mnie z nią zdradzasz bo jej laajkujesz wszystkie zdjecia! XD
poprzez zainstalowanie na telefonie aplikacji: facebook, jestesmy aktywni tam caly czas. nawet jak jestesmy poza domem 🙂
Ruszanie dupy jest naprawdę męczące. Cały tydzień ją ruszam.
Cieszę się, że moja zielona kropeczka niewiele znaczy. Gdybym serio była aktywna na fejsbuku w tym czasie to prze. takie życie
Masz rację we wszystkim. Miałam okres, kiedy tak bardzo zatraciłam się w planowanie, że nie chciało mi się wyjść na miasto, bo jeszcze nie zrobiłam wszystkiego, co miałam na liście – “to do”. Niedawno doszłam do wniosku, że mamy ogromny problem z byciem tu i teraz. Wystarczy wejść do jakiegokolwiek miejsca i popatrzeć na siedzących ze sobą znajomych – rzadko jest tak, że są pochłonięci rozmową, zazwyczaj każde sms-uje albo siedzi na fb.
Masz rację.
Jedno co się zgadza to no to od jutra. No to od jutra zaczynam się brać za powtórki z hiszpańskiego, całe 3 miechy próbuje i jest to może jedna z rzeczy, które są zależne ode mnie, nie od stanu finansów które mogłam się zatroszczyć, ale jakoś nie szczególnie mi szło.
I niestety ja tez jestem dupa wołowa…
Przy okazji; uwielbiam twój styl pisania 🙂 Bardzo lekko i przyjemnie czyta się twoje notki.
no to ja już na pewno jestem dupą wołową 😛
U mnie problemu ze spontanicznością nie ma. Raczej z planowaniem. 😛
Generalnie wydaję mi się, ze nia nie jestem, staram się nia nie być, ale chyba jak każdy nabierają mnie dni a czasami ( tak wiem straszne ) tygodnie bycia dupą wołową:( trzeba sie pilnować i DZIAŁAĆ! joł:**
Haha, przeczytałam tytuł postu i pomyślałam, że to o mnie;)
“Idź na piwo z kimś, kogo nie widziałeś już z rok, proponując mu to w ten sam dzień i dając mu na wyszykowanie się pół godziny” – skąd wiesz, co robiłam przez ostatni tydzień? No, może oprócz tego piwa;) Zazwyczaj nie jestem aż tak spontaniczna, to akurat sprawka mojego starego znajomego, z którym ostatnio niespodziewanie odnowiłam znajomość.
Więcej spontaniczności nam potrzeba…
Dobrze powiedziane. Najważniejsze to nie stracić życie obgadując sąsiadki i marudząc, jaki to świat niedobry, a politycy kłamią. Trzeba starać się uatrakcyjnić sobie codzienność, być codziennie dumnym z samego siebie. Niestety, czasami to bardzo trudne, ale trzeba próbować. nawet po wielu latach. Moja mama po czterdziestu smutnych latach monotonii wzięła rozwód, schudła o połowę, znalazła kolegów w Internecie, zapuściła włosy (bo wcześniej wszyscy mówili jej, że ma szopę na głowie), kupiła błękitną kredkę do oczu, teraz uczy się zdrowego stylu życia i języka angielskiego. I o to chodzi. Żeby żyć na sto procent i mieć z tego radochę! Przede mną jeszcze długa droga, bo póki co jako czternastolatka mam raczej umiarkowaną swobodę, ale staram się korzystać z tego co mam. Może kiedyś przestanę podpisywać się w komentarzach jako Gimbusica. Póki co robię to, żebyś nie zajrzała na mojego bloga, gdyż mogłabyś oskarżyć mnie o zżynanie z Ciebie i nieudolne próby naśladowania, choć już kiedyś w maliu Ci się z tego tłumaczyłam. Z moim planowaniem będzie raczej ciężko, bo jestem najmniej zorganizowaną osobą na świecie. Mam nadzieję, że i to kiedyś uda mi się z mojego charakteru wyplenić. Pozdrawiam!
P.S. Wiem, że co chwila poddaję Ci pomysły na posty i Ty na pewno nie wyrabiasz, ale mam jeszcze jeden: tolerancja. Ale nie taka “na czarnoskórego nie mówimy murzyn” ale o takim uszanowaniu dla cudzego stylu, sposobu życia czy upodobaniach. Bo o tym często zapominamy i choć mówimy o sobie tolerancyjni to za chwilę mruczymy do koleżanki: “Jaka idiotka, ja bym się tak nie ubrała”. Mogłabym sama coś takiego napisać, ale ty robisz to tak fajnie, że chcę wiedzieć, co Ty o tym sądzisz.
tak!.prosimy 🙂
Jakie to prawdziwe! Świetnie to ujęłaś!
I masz rację – albo siedzimy na fejsbuku albo jesteśmy tak zajęci opieprzaniem się, że nie ma czasu na inne rzeczy.
Od jutra też jest mi dobrze znane. Od jutra nie jem słodyczy. Ale dziś jeszcze to ciastko. Oszaleć można, oszaleć! 🙂
Czas zacząć żyć. Po prostu żyć pełną piersią 😉
A prawdziwa tragedia następuje, kiedy na jakiś czas ginie mi internet. Taka nerwowa się wtedy robię, wręcz tęsknie do jego powrotu. No po prostu dupa wołowa!
ja mimo ze mam wlaczonego fejsa to bywa ze robie duzo innych rzeczy w domu 🙂
W trakcie czytania doszłam do konkluzji, że nie zamierzam niczego zmieniać. Nie było opcji, że jutro będzie inaczej. Jestem introwertykiem, i jestem niesamowicie czasami nieszczęśliwa jak muszę nazbyt długo z kimś obcować. Internet ułatwia mi komunikować się bez męczenia i pogarszania humoru *zmęczenie i irytacja powoduje niepotrzebne kłótnie i nerwy*. Mogłabym nie być dupą wołową, ale kosztem swojego szczęścia? nie bierzesz pod uwagę, że to czasem świadomy wybór, który jest dobrze przemyślany. Bo i co z tego, że teraz więcej lenistwa? wiele lat ewolucji ułatwiło nam obecne życie, więc po co to zmieniać? Niech świat zmieniają Ci, którzy są nieszczęśliwi 🙂
Podpisuję się każdą kończyną! Fejsbuk to czasem błogosławieństwo. Nie muszę już spędzać u koleżanki godziny tylko dlatego, że potrzebuję jej notatek – mogę ją bezproblemowo poprosić o to na fejsie. I ona może poprosić mnie, zamiast zawracać mi gitarę akurat wtedy, kiedy ja mam ochotę zaszyć się pod kocem i oglądać po raz enty ulubione odcinki serialu. Co prawda czuję się odrobinę rozgrzeszona, bo na fejsie spędzam może 15 minut dziennie i to dzielone na 3, a czas wolny przy kompie zużywam na rzeczy, które sprawiają mi przyjemność i pozwolą odpocząć umysłowo. Nie trafiają do mnie argumenty o jednym życiu, łapaniu chwili i innych takich pierdołach. Bo szczerze, wolę obejrzeć dwa odcinki ulubionego serialu czy spędzić kilka godzin z padem w ręku, niż gadać o “wszystkim i niczym”. Oczywiście jak ktoś nie chce być dupą wołową, to ja mu mogę tylko dopingować, ale sama nie zamierzam się zmieniać. Dobrze mi tak. 🙂
Chyba trochę źle mnie zrozumiałyście.
Ja też kontaktuję się z ludźmi przez fejsa i wolę czasami posiedzieć sama w domu. Są chwile, że tak jak Nev, wolę siedzieć i grać cały dzień. Ale jest dużo osób, które czują się samotne, wchodzą na fejsa, a tam milion zielonych kropek i nikomu nie chce się wyjść z domu. Co więcej, tej samotnej osobie też nie chce się wyjść.
Każdy ma prawo żyć jak chce. Chciałam tylko zmotywować tych, którzy chcą się ruszyć, ale jednak nie na tyle, by to zrobić od razu. Bo potem jest narzekanie, że życie jest nudne i do dupy, a nic w tym kierunku nie robią.
Pozdrawiam i fajnie, że dobrze Wam tak 🙂 Mi czasami też takie bycie dupą wołową odpowiada 🙂
genialny post, ja muszę popracować nad ograniczeniem czasu przed komputerem. ze spontanicznością nie jest źle ale też mogę ją polepszyć ;))
JA ZACZYNAM OD JUTRA, bo ostatnio zauważyłam, że jestem uzależniona. Od facebooka, od Internetu. I opowiem historię, która mi wiele uświadomiła. Ostatnio byłam na fajnej imprezie (fu, to słowo brzmi okropnie), tańczyłam i rozmawiałam może z trzema, czterema osobami na przybyłych pięćdziesięciu gości. Kolejno wracając do domu.. zaprosiłam połowę obecnych na tej osiemnastce osób, na facebooku. To uświadomiło mi, jak bardzo się zmieniłam. Kiedyś potrafiłam dogadać się ze wszystkimi, uśmiechnąć, zatańczyć.. Dziś zaczepiam na facebooku, albo lajkuję. Facebook z tej strony jest horrorem, którego w tym wypadku oglądać nie chcę. Biorąc przykład z Design Your Life niedzielę zacznę pożytkować inaczej, będąc offline.
DZIĘKUJĘ za motywację i czekam na wpis o sporcie, bo ostatnio zapał przygasa.. :/
Ściskam gorąco,
Marta :):):)
Właśnie dziś mój B. wyskoczył z tekstem “trza by było to usunąć” = na temat face. I kurde powiedziałam mu “Ty, wiesz ile ja bym więcej czasu miała?! co ja bym mogła zrobić?!” a po chwili dopiero się zastanowiłam, że ja serio tak uważam, ale jakoś nie usuwam. Czemu? Bo mam kontakt z ludźmi? Jasne, ale przez telefon też, można się zdzwonić i pogadać. Zawsze znajdzie sie wymówka, żeby to cholerstwo zachować, ale internet to taki pożeracz mojego czasu że głowa mała o.O
Moja siostra usunęła kiedyś fejsbuka na jakiś czas i namawiała mnie, żebym zrobiła to samo.
Nie chciałam.
Później jednak obserwowałam, że ma mnóstwo czasu na lekcje, wyjście gdzieś po szkole, że zniknął u niej stres wywołany hejtami na f.- częściej się uśmiechała i widać było, że czuła ulgę, nie mając już konta na tym cholerstwie!
Jeżeli chodzi o facebook, tu czuję się rozgrzeszona, bo spędzam na nim minimum czasu. Jednak cała reszta leży i kwiczy. Nie mogę się już doczekać powrotu do Białegostoku i piwa z przyjaciółką 🙂
I z dupy wołowej da się coś przyrządzić ciekawego 😉
ja zawsze zaczynam od poniedziałku 😛 i póki co mojej dupy wołowej przezwyciężyć nie moge 🙁
Mimo, że spełniam kryteria, które Ty tutaj powymieniałaś, to… nie uważam się za dupę wołową 🙂 Potrafię wyjść z domu i bardzo dobrze się bawić, spotkać ze znajomymi, pojechać na przystań, pójść do lasu na bunkry i zrobić ognisko. Ze swoim TŻem wybrać się do ciemni i posłuchać dobrej muzyki na dobrym sprzęcie i wywołać – a raczej popatrzeć jak on wywołuje – parę klatek i widzieć efekty zabawy barwami, czasem wyświetlania, wywoływania i innymi pierdołami.
Pomimo tego, że moje życie przypomina to, co Ty napisałaś, uważam, że dodatkowo mój życiorys posiada bardzo wiele barw, przepięknych barw 🙂
Myślę, że nasze pokolenie (mam na myśli urodzonych w latach ’80) jeszcze nie ma takiego problemu. Gorzej jest z tymi całkiem młodymi, którzy aktualnie mają po 15-16 lat (i mniej). Oni słowo “żyjmy” bezwiednie łączą z “najnowszym iPadem” …. Ja natomiast staram się ruszać dupę kiedy tylko mogę i czas pozwala 🙂 Facebook’a mam i używam, ale Internet to nie wszystko. Może i jest to okno na świat, ale nie na ten najbliższy 😉 Tu trzeba ruszyć dupę – wołową i niewołową 😉
właśnie nie do końca się zgadzam. mam 17 lat i mimo że jestem dupą wołową to nie spędzam.godzin na fb, a spontaniczność mimo że,rzadko.imbir spotykana to.jednak się zdarza znam multum ludzi w moim wieku którzy.nie spędzają czai na kompie i.biziemi.potrzebują ajfona.ani nic.podobnego.do rozmów z ludźmi dlatego denerwuje mnie gdy ludzi starsi idę mnie o 10 lat mają tylko takie zdanie o tym.pokoleniu jakby.znali wszystkich
i po raz kolejny cieszę się, że nie posiadam facebooka a monotonnie klikam myszką tylko podczas nudy w pracy, jak teraz XD chociaż, kalendarza nie mam. czasem boję się, że gdybym go kupił, zobaczyłym, jak bardzo nie mam czasu XD
Przyznam, że czasem zdarza mi się być dupą wołową. xd Co do planowania to moim zdaniem jest to fajne rozwiązanie, bo nie tracimy czasu zastanawiając się nad tym co mamy zrobić lub czy nam się chce coś zrobić. Ale masz rację można czasem popaść w uzależnienie i stracić spontaniczność, jednak ja nigdy nie ustalam ścisłych terminów, a nawet jeśli to mogę przesunąć plany na rzecz spotkana z przyjaciółką. 🙂
Ja na szczęście mam zaszczyt nie zaliczać się do dup wołowych. Z ludźmi zazwyczaj staram się spotkac twarzą w twarz jak cos ważnego potrzebuje lub chce porozmawiać. Fejsa używam tylko do skontaktowania się z kimś w nagłej potrzebie lub w celu dogadania szczegolow spotkania.
Seriale oglądam i to dość sporo, ale zawsze je wyłączam (nawet w połowie) gdy ktoś do mnie wpadnie lub chce się spotkać.
Jeżeli chodzi o planowanie to jestem w tym beznadziejna. Jestem na etapie nauki planowania oraz systematyczności ale niestety marnie mi to idzie. Jestem niestety typem skrajnie spontanicznym co chyba też nie jest czymś dobrym. Wielu znajomych ma podobnie jak ja i nie zauważyłam uzależnienia od internetu – wręcz przeciwnie. Ale za to osoby już 5 lat młodsze (jak moja kuzynka) widzę często nosem w komputerze, tablecie lub telefonie. Mam jednak nadzieję że wiele osób które są dupami wołowymi przestaną nimi byc 🙂
Pozdrawiam.
Grubo! Bardzo dobry temat a jaki aktualny! podoba mi się blog 🙂 zostaję tu na dłużej i gorąco zapraszam do siebie pozdrowienia 🙂
Dupa wołowa? Ja na odwrót, obiecuję sobie,że od jutra będę zapisywać każdą rzecz w kalendarzyku=mam trzy na ten rok,każdy pusty. Obiecuję sobie,że będę mniej pracować a więcej czasu poświęcać na głupoty strikte komputerowe, i nic mi z tego nie wychodzi. A czasem chciałabym być taką wołowinką 🙂
raczej narzutka bo guziczkow nie ma
kupione z rok temu w hm ;]
Boże, boże uwielbiam cię. Może nie jestem aż taką ostatnią dupą wołową, ale też zamiast wyjść siedzę w domu, a w wakacje odwoływałam spotkania bo nie chciało mi się wyjść z domu. Tragiczne, ale prawdziwe. Muszę to zmienić. Pamiętam, że odkąd w zeszłe ferie zaczęłam codziennie wychodzić z domu, spotykać się ze znajomymi i spędzać z nimi całe dnie, czułam się cudownie. Chcę teraz też mieć takie wspomnienia <3
wildestonearth.blogspot.com
Dobrze powiedziane. U mnie wszystko się zmienia. Czasami jestem świetnie zorganizowaną, dążącą do perfekcji i zdrowego trybu życia. Czasami aż przyćmiewa mnie spontaniczność i budzę się bez planów, perspektyw, często też pieniędzy. I takie balansowanie to moja codzienność,co mnie trochę demotywuje. Ale myślę, że takie są uroki kreatywnego życia, nie ma tutaj czasu na rutynę, która tak pochłania innych ludzi. Bo ja marzę i planuję, a zawsze coś z tego ciekawego wyjdzie. Tylko trzeba jakiś sposób na życie znaleźć w sumie…
Bo to już nie jest życie, tylko egzystowanie…
Tak tylko mówisz, a dziewiąty sezon supernaturala już za pasem <3 😀 Trzeba mieć priorytety, a ja muszę spędzić więcej czasu z moimi kochanymi braćmi <3
No tak teraz niestety z nami, ludźmi jest. A później się dziwimy, że dupa nam rośnie. Teraz będzie jeszcze gorzej. Zima nadchodzi, więc nigdzie nie będziemy wychodzić. A ja już sobie zaplanowałam (o Boże, weszło mi to już w nawyk!), że tylko wieczorem będę się blogować, notatki pisać z lekkim wyprzedzeniem. Większość czasu tak czy siak teraz będę spędzać na uczelni i na lokalnym projekcie 🙂
Bardzo fajny wpis! :)) szczególnie te zielone kropeczki mnie rozbawiły, sama prawda!
Oj, do tej pory i mi czasami (za często) zdarzało się być taką dupą wołową. Chociaż internet w ogóle mi nie jest do szczęścia potrzebny (poza blogowaniem, które sprawia mi dużo radości). Ale zaczęłam działać i teraz nawet nie mam czasu na bycie taką dupą 😀
A ja jestem zdania, że wszystko jest dla ludzi, tylko trzeba umiejętnie z tego korzystać. Mam nadzieję, że Twój wpis “obudzi” chociaż parę osób 🙂
Oj tam fejs: u mnie na fejsie podejmuj się WSZYSTKIE decyzje dot. uczelni. Serio. I to na zasadzie: kto pierwszy ten lepszy. Więc jest. Bez zdjęć, masy znajomych i opisików, ale jest.
Byłam dupą wołową 🙂 Fejsik, serialik, gg, pudelek, blogaski… do czasu. Pewnego dnia, wykończona “odpoczywaniem” w wolny dzień przed kompem, skasowałam fejsa, co trwa 14 dni, spryciarze. Przez pierwszy tydzień jeszcze kusiło, drugi poszedł gładko, nawet nie zauważyłam, kiedy w odstawkę poszły seriale, pudelki, większość blogów. Obecnie nie żyję odcięta od świata, ściągam dobre filmy, wchodzę na ulubione blogi, czasem błądzę w pudelkowe rejony, ale mam już w głowie samozapalającą się lampkę “ej, to strata czasu!” 🙂
Po przeczytaniu tych wszystkich ,,wypocin,, śmiało mogę powiedzieć że masz racje i przyznaję się do bycia dupą wołową..nawet przyznam że ucieszyło mnie to że nie tylko ja mam ten problem..ale co fakt to fakt uświadomiłaś mi cos bardzo ważnego i dziękuje Ci za to 🙂 To co tutaj napisałas naprawde ma sens napełnia takim duchem.. ale nie na przysłowiowe 5 minut aż mam ochote teraz wyleźc na zimny dwór… tak mnie podkręciło :)To trochę tak jak z filmu z Jimem Carey z jestem na tak 🙂 pozdrawiam i czekam na nowe wpisy 🙂 A ten blog jest napisany poprostu zajebiscie 🙂 Masz dar 🙂
jestem mega wielka DUPĄ WOŁOWĄ i mimo czytania tego nie umiem wziąć się w garść!