Przestań być taką dupą wołową!

Siedzisz wgapiony w monitor, popijasz herbatę albo colę, bo lubisz żyć na krawędzi, więc niezdrowe jedzenie to dla ciebie takie ekscytujące ryzyko. Potem standardowo: odpalasz facebooka i podglądasz znajomych. Po raz setny umawiasz się na spotkanie, które ciągle przekładacie. W końcu opowiadacie sobie wszystko na czacie, bo w sumie po co ruszać tyłek, skoro tutaj są naklejki z kotami i zdjęcia osób, które obgadujecie. Wchodzisz na portal i czytasz kolejny artykuł o tym, jak organizować czas i zapisujesz sobie kolejną pozycję w twoim wypasionym kalendarzu, którego zazdro […]


Siedzisz wgapiony w monitor, popijasz herbatę albo colę, bo lubisz żyć na krawędzi, więc niezdrowe jedzenie to dla ciebie takie ekscytujące ryzyko. Potem standardowo: odpalasz facebooka i podglądasz znajomych. Po raz setny umawiasz się na spotkanie, które ciągle przekładacie. W końcu opowiadacie sobie wszystko na czacie, bo w sumie po co ruszać tyłek, skoro tutaj są naklejki z kotami i zdjęcia osób, które obgadujecie. Wchodzisz na portal i czytasz kolejny artykuł o tym, jak organizować czas i zapisujesz sobie kolejną pozycję w twoim wypasionym kalendarzu, którego zazdroszczą ci wszystkie blogerki na dzielni. Potem jeszcze zerkasz na stronę z dietami, by poczytać, jak zacząć się odchudzać, sprawdzasz jakie rzeczy najlepiej jeść, by mieć płaski brzuch i wchodzisz na profil swojej przyjaciółki, by zobaczyć, czy dała już status „wolny” czy jeszcze jest z tym palantem.Potem klikasz w tą notkę, czytasz tytuł i uśmiechasz się do siebie. „To przecież nie o mnie, ja nie jestem dupą wołową”.
No cóż, więc ja ci mówię, że jesteś. I proszę, żebyś do cholery, przestał nią być.




No dobra, zacznijmy od tego, dlaczego mam czelność obrażać innych ludzi – i to w dodatku moich czytelników, których bardzo szanuję – wmawiając im, że są dupami i to w dodatku wołowymi? Powiecie: świat się zawalił, Marcie odwaliło, woda sodowa uderzyła do głowy, bo zarobiła dwa złote na reklamach i teraz nie wie, jak spożytkować ten majątek.No nie do końca.
Po prostu doszło do mnie, że ze mnie też jest taka dupa wołowa. I czas to zmienić.

#1 MORZE ZIELONYCH KROPECZEK

Pierwszy dowód na to, że większość z nas to dupy wołowe? Morze zielonych kropeczek na czacie, wszyscy dostępni i gotowi do wielogodzinnego przeglądania durnych stron, z których nic nie wynoszą. Piszesz do jednej, by się umówić – teraz nie może, drugiej się nie chce, a trzecia zawsze akurat w tym momencie idzie na randkę z chłopakiem. Siedzisz więc przed monitorem i zauważasz, że kropeczki wcale nie znikają. Czemu? Bo wszyscy siedzą na dupie w domu i monotonnie klikają myszką.


Internet strasznie nas rozleniwił: tu robimy zakupy, oglądamy filmy, czytamy książki i gazety i nawet w wypadku niektórych, uprawiamy miłość – przez Skype. Co więcej, teraz już nie trzeba się spotkać, by powiedzieć coś ważnego. Dzwonisz i prosisz, by ktoś wszedł na fejsa. Napiszę ci na fejsbuku, bo to nie rozmowa na telefon – no powiedzcie, że to nie brzmi komicznie. No, może tragikomicznie, bo najgorsze w tym jest to, że to prawda. Ile razy zdarzyło wam się odmówić, kiedy ktoś napisał z pytaniem o spotkanie, bo akurat oglądaliście serial, byliście zmęczeni albo czytaliście blogi? Mnóstwo razy. I nawet, jeśli chcecie się potem z tym ktosiem spotkać, to zazwyczaj nie możecie się dogadać: ty nie możesz we wtorek, on w środę, następnie umawiacie się na weekend tylko po to, by o tym zapomnieć albo odwołać parę godzin przed.
Bo wyjście z domu wymaga ruszenia tyłka. Wymaga wstania od komputera, wyłączenia go, ubrania się w coś innego niż wygodny dres i wyjście ze swojego pokoju, który jest przecież naszym królestwem. To poświęcenie czasu dla innego człowieka, a przecież nasz czas jest tak cholernie cenny, że liczymy każdą jego godzinę, a następnie i tak spędzamy pół dnia oglądając w internecie śmieszne obrazki kotów.
Ironia losu, hę?

#2 KALENDARZE I PLANOWANIE

Wszędzie otaczają nas blogi rozwojowe. Każdy mówi nam, jak zarządzać czasem, by rozciągnąć go do granic możliwości.  Kupujemy hurtem wypasione kalendarze, drukujemy plany, zapisujemy wszystko co do literki, byle mieć wszystko pod kontrolą. I nie zrozumcie mnie źle, to dobrze: w końcu zaczynamy żyć mądrze, sama jestem w trakcie projektowania mojego kalendarza i nie mogę się doczekać, aż go skończę.
Ale gdzie w tym wszystkim spontaniczność?
Gdzie zadzwonienie do koleżanki i umówienie się na za pół godziny w znanym wam miejscu? Gdzie wstanie od komputera, założenie butów i pójście pobiegać? Na Boga, gdzie randka, która zamiast kończyć się u was w domu na oglądaniu filmu, skończy się na wypadzie do dziwnej restauracji albo huśtaniu się na placu zabawach?
Pochłonęło nas planowanie. Jesteśmy dobrze zaprojektowani po to, by mieć wszystko dopięte na ostatni guzik. Zanim coś kupimy, myślimy o tym tysiąc razy, rozważamy wszystkie za i przeciw. I wreszcie: kręcimy głową z niesmakiem, kiedy ktoś nam opowiada, że z dnia na dzień kupił xboxa, bo akurat taki miał durny pomysł.
Więc w sumie: po co żyć? Żeby wszystko zapisać w kalendarzu, rozpisać w organizerze, rozplanować i ruszać równo ze wskazówkami zegara? Gdzie w tym sens?
Planowanie jest dobre, naprawdę, ale musisz mieć też miejsce u siebie na spontaniczność. Bo bez tego będziesz tylko pustym robotem, a w dalekiej przyszłości – smutną osobą, która nie wie dokładnie, z jakiego powodu ma zły humor i dlaczego jest chronicznie zmęczona.
I nie, nie chodzi mi o ZAPLANOWANIE czasu dla siebie. Po prostu wstań i coś zrób! Zatańcz dziwny taniec przed chłopakiem, żeby pomyślał, że masz nierówno pod sufitem; ucałuj swojego kota, włóż buty i pobiegaj, zabierz koleżankę do restauracji, w której jeszcze nie byłyście, po drodze z uczelni albo ze szkoły wejdź do sklepu i kup sobie coś małego, pobiegnij do parku i powydurniaj się na huśtawkach dla dzieci. Idź na piwo z kimś, kogo nie widziałeś już z rok, proponując mu to w ten sam dzień i dając mu na wyszykowanie się pół godziny.
Po prostu żyj, no.

#3 NO TO OD JUTRA


Wiem nawet, co większość z Was pomyśli po przeczytaniu tego wpisu: dobra, to od jutra już będzie inaczej. No nie, właśnie nie będzie – dalej będziemy bawić się w odkładanie, planowanie, odmawianie spotkań, bo leci serial i robieniu innych pierdół, które sprawiają, że stajemy się zwykłymi dupami wołowymi, które zamiast żyć, to egzystują. Sami pozbawiamy się wspomnień i sprawiamy, że gdy już będziemy starzy i nasze wnuki poproszą o opowieść z młodości, to my nie będziemy w stanie nic opowiedzieć. Albo przepraszam, damy radę: bardzo dokładnie streścimy występ Miley na gali VMA, wytłumaczymy kto to jest pieseł, dlaczego Ewa Chodakowska była modna i z kim chodził Bieber.  No i że mieliście bardzo fajną grupę na studiach, z którą świetnie się rozmawiało na fejsie.

Czy naprawdę chcesz być dupą wołową? Wyjdź do ludzi.  Rób coś. Planuj, ale miej czas na spontaniczną akcję. Żyjmy, no ludzie, żyjmy.
I miejmy co wspominać.

A jak u Was z tym wszystkim? Może akurat Wy nie jesteście takimi dupami wołowymi? Ja dopiero niedawno się ogarnęłam i zabieram do roboty w tym kierunku… i już idzie mi całkiem nieźle 🙂

Macie jeszcze jakieś pomysły dotyczące tego, co ludzie robią i przez co marnują swój czas?