Dlaczego powinieneś w końcu ruszyć tyłek?

Dobra. Przeczytałeś pięćdziesiąt tysięcy różnych wpisów motywacyjnych na blogach, poprzeglądałeś obrazki cudownych metamorfoz, ślicznych organizerów, przepięknych, zdrowych posiłków i milion zdjęć ludzi sukcesu, którzy teoretycznie powinni cię inspirować. Następnie kupiłeś buty do biegania, otręby, kalendarz i stwierdziłeś, że właśnie teraz zmienisz swoje życie, tak jak Miley Cyrus z słodkiej gwiazdki Disneya awansowała na młodą gwiazdkę prawie-porno.A potem usiadłeś na tyłku  i znów skończyło się na niczym. […]

Dobra. Przeczytałeś pięćdziesiąt tysięcy różnych wpisów motywacyjnych na blogach, poprzeglądałeś obrazki cudownych metamorfoz, ślicznych organizerów, przepięknych, zdrowych posiłków i milion zdjęć ludzi sukcesu, którzy teoretycznie powinni cię inspirować. Następnie kupiłeś buty do biegania, otręby, kalendarz i stwierdziłeś, że właśnie teraz zmienisz swoje życie.
A potem usiadłeś na tyłku  i znów skończyło się na niczym.

Ile razy obiecywałeś sobie coś, a potem tego nie robiłeś? Oglądałeś masę inspirujących filmików, zdjęć, czytałeś wpisy i mądre jak Gandalf książki, a wszystko i tak zawsze kończyło się tak samo – zmotywowany czułeś się przez pięć minut. Mijał kolejny wieczór, a ty uświadamiałeś sobie, że mija też kolejny dzień, spędzony kompletnie niewartościowo. Bo przecież nie miałeś czasu – byłeś w pracy, na zajęciach, w szkole i na piwie ze znajomymi. Musiałeś posprzątać dom, umyć okna, zamieść całą pustynię i wyczyścić szyby wentylacyjne w dwudziestopiętrowym budynku. Brzmi znajomo? No ja myślę, że tak.
O ironio, mnie też to kiedyś dotknęło.

CUDOWNE LENISTWO I JA-ZROBIĘ-TO-PÓŹNIEJ

Trwanie w takim nicnierobieniu, odkładaniu wszystkiego na później i co najlepsze, usprawiedliwianiu się – bo przecież dziś jestem zmęczona, nie było czasu, osiem godzin siedziałam w redakcji, jest już późno – jest fajne. Żyjesz bez wysiłku, prześlizgujesz się z dnia na dzień, nie wymagasz od siebie za dużo, bo przecież już i tak tyle robisz, że jak jeszcze dodatkowo zaczniesz ćwiczyć pół godziny, to odpadnie ci tyłek z wrażenia.
Do pewnego momentu.
Do takiego, w którym twoja potężna jak wieloryb koleżanka wrzuca aktualne zdjęcie, na którym waży jakieś pięćdziesiąt kilo i wygląda lepiej niż odpicowana Selena Gomez na jakiejś super-ważnej gali. Do czasu, kiedy twój znajomy nie zacznie się chwalić, że nauczył się w pół roku nowego języka.  I do chwili, w której twój chłopak wie więcej od ciebie na temat czegoś, co cię zawsze interesowało i co zawsze zgłębiałaś.
No i dupa.
Pewnie, że nie jest łatwo zacząć. Ale zaczynanie to nic – to pryszcz na czole piętnastolatka – w porównaniu z tym, jak cholernie, cholernie trudno jest kontynuować to, co się zaczęło. No bo popatrzcie – ile razy wam mówiłam, że teraz robię miesiąc zdrowego odżywiania, będę na fanpejdżu wrzucać jadłospisy, wszystko ę, ą, zakupy zrobione i … kończyło się na wieczorach z zupką chińską, która ma skład bliższy proszkowi do prania, niż pomidorowej. Czemu? Bo zawsze coś wyskoczyło: a to z rana już źle zaczęłam, to cały dzień stał się nieważny; a bo się zmęczyłam, to zasłużyłam, no bo jak to tak – nie nagradzać samego siebie; odpuszczałam sobie i rozpuszczałam sama siebie, cackając się ze sobą i jęcząc, jak bardzo jest ciężko.

Dokładnie tak jak Ty.

JUTRO BĘDZIE ZA PÓŹNO

Dlaczego wreszcie trzeba z tym przestać? Bo jeszcze chwilę i obudzimy się wszyscy z ręką w pieprzonym nocniku, a wokół nas pełno będzie ludzi, którzy nie przespali i teraz mają życie jak marzenie. Może większość z was tego jeszcze nie odczuwa, ale czas zapierdziela szybciej niż Bolt, kiedy ma problemy żołądkowe.  Jesień, zima, wiosna, lato, BAM i znów jesień, a następnie ta cholerna zima, tylko po to, żeby mrugnąć okiem, ziewnąć i zobaczyć, że za oknem ponownie słońce i czterdzieści stopni w cieniu. Dzień po dniu, miesiąc po miesiącu i nagle z dwudziestu lat robi się trzydzieści, nie wiesz kiedy zaczynasz trzymać własne dziecko na rękach, potem prowadzisz je do komunii, błysk i upijasz się w trupa na jego ślubie.

A upijasz się dlatego, że dociera do ciebie, że nic nie zrobiłeś.

Nie nauczyłeś się tylu języków, ile chciałeś. Nie schudłaś, bo zawsze nie było czasu. Nie spełniałeś marzeń. Nie próbowałaś starać się o praktyki. Nie wysłałeś tego cholernego opowiadania na konkurs. Nie zrobiłeś tego, tamtego i  jeszcze jednego. I jesteś w czarnej dupie.
Bo zapamiętajcie: TO NIE WRÓCI.

NIE ZMARNUJ

Nie wróci czas, w którym macie dwadzieścia lat. Spoko, można schudnąć nawet po pięćdziesiątce, ale zapewniam, że możecie ćwiczyć nawet dwadzieścia godzin dziennie, a wasza skóra i tak będzie już zwiotczała i nieciekawa jak akcja w Zmierzchu. Czemu? Bo żeby była napięta i piękna, powinniście nad tym pracować wcześniej. Wtedy naprawdę można mieć pięćdziesiąt na karku, a wyglądać na trzydzieści.

Ale trzeba, do cholery, pomyśleć o tym wcześniej.

Już nigdy nie będziesz miał dwadzieścia czterech lat i miał możliwość pójścia na praktyki, by nauczyć się czegoś, co potem pozwoli ci zdobyć wymarzoną pracę.  Za trzydzieści lat nikt już nie będzie pamiętał o twoim blogu, więc jak chcesz go rozwijać, to teraz jest najlepsza pora. Dziś, nie jutro. Za dziesięć lat będziesz już tak struty tym co jesz, że żadne przejście na zdrowe odżywianie nic ci nie da. Za pięć lat może już będzie za późno, żeby zdobyć się na coś, co chciałeś zrobić. Rozumiesz?
Pewnie, że są osiemdziesięciolatki, które kończą uniwersytet. Sześćdziesięciolatkowie, którzy uczą się języków. Pięćdziesięciolatki, które nagle zaczynają dbać o ciało. Ale uświadomcie sobie jedno: to teraz jest na to czas, nie kiedyś. Teraz macie najwięcej możliwości, teraz wasze ciało jest w najlepszej kondycji, to własnie teraz wasz mózg może przyswajać najwięcej informacji. Teraz jesteście świeży, młodzi, możecie tyle, ile tylko chcecie. Granice stawiamy sobie sami w naszym umyśle i to jest tak cholernie prawdziwe, że brak słów.

TERAZ!

I po przeczytaniu tej notki nie zapisuj sobie, że coś zrobisz. Nie mów do siebie: „okej, to od jutra”. Żadne od jutra, żadne zaraz, żadne za pięć minut, bo skończy się tak jak zawsze. Po prostu przeczytaj, rusz dupę i wstań wreszcie z tego krzesła. Zapisz się na ten kurs, załóż te cholerne buty do biegania, idź na zakupy i kup sałatę, wydrukuj kalendarz, który pomoże ci się zorganizować, usiądź i załóż bloga, jeśli to własnie tego chciałeś albo napisz i wyślij CV. TERAZ.
Wiesz, co będzie najgorsze, jeśli tego nie zrobisz? Może za miesiąc, może za rok, może za 10 lat – ktoś to zrobi za ciebie. Ktoś spełni marzenie, które przecież było twoje. Ktoś zrobi coś, co ty mogłeś zrobić już dawno. Boli, nie?
My, ludzie, cackamy się ze sobą. Ciągle od nowa, od jutra, za chwilę, teraz jestem zmęczony, jeszcze mam czas. A potem budzimy się ze zmarszczkami na twarzy, trzęsącymi się rękami i jedyną naszą rozrywką jest kupowanie moherowych beretów na tony, chodzenie do kościoła i  obgadywanie nowego księdza.

Z ŻYCIA WZIĘTE

Wiem, że teraz wydaje się, że będziemy żyć wiecznie- no bo przecież, jak inaczej? Ale życie jest chamskie i wredne i nigdy nie wiesz, kiedy może się skończyć. Na pewno jest coś, co chciałeś zrobić, a tego nie zrobiłeś i teraz żałujesz jak cholera.
Dalej ci się nie chce?
Ten blog prawie by nie powstał, gdyby Patryk nie kopnął mnie w dupę. Odkładałam to PRZEZ PONAD ROK. Założę kiedy indziej, jutro, nie będę miała o czym pisać, nikt nie będzie tego czytał, pewnie mi się znudzi, nie wyjdzie, szkoda mi dwunastu złotych na domenę….
Gdybym trzy i pół tygodnia temu nie spojrzała w lustro, nie chwyciła CV i spontanicznie nie wybiegła do redakcji, dzisiaj nie byłabym na praktykach, tylko siedziałabym i grzała dupę, oglądając Seks w wielkim mieście i biadoląc, że nigdy nie będę taką dziennikarką, jaką chcę być. Najśmieszniejsze: wystarczyło pójść, wejść do środka i porozmawiać trzy minuty. TRZY MINUTY. Tyle to trwało.
Gdybym nie ruszyła tyłka i nie poszła pewnego wieczoru do Patryka, nie byłabym teraz cholernie i szczęśliwie zakochana. Nie byłabym w związku, w którym chce się żyć i który sprawia, że każdy dzień jest coraz lepszy. A zapytajcie go, ile się umawialiśmy na to spotkanie i jak długo to wcześniej odkładaliśmy – też z rok. ROK.
I nie jest tak, że jesteście w tym sami. Ja też ruszam dupę i już się nie cackam. Nie biadolę, nie odkładam, nie marudzę, nie mówię, że zrobię to wieczorem, a potem próbuję to przemilczeć. Koniec z tym cholerstwem.

Po prostu rusz wreszcie tyłek, bo serio będzie za późno.