Czy mężczyźni są naprawdę tępi, czyli dlaczego mój facet nic nie rozumie?

Wszyscy mówią, że faceci są tak nieskomplikowani, jak proces otwierania puszki z colą. Że zawsze mówią wprost, raczej nie kręcą  i jeśli coś ich boli i uwiera, to mówią o tym – jak na prawdziwego macho typu Rambo przystało – bez owijania w bawełnę. Wydawałoby się więc, że przy takiej łatwości z komunikacją, zrozumienie siebie nawzajem powinno być tak banalne, jak teksty piosenek Britney Spears.Nic bardziej mylnego: faceci narzekają, że nas, kobiet, nie da się zrozumieć, a my płaczemy, bo on coś powiedział, a my kompletnie nie wiemy, jak mamy to zinterpretować. […]


Wszyscy mówią, że faceci są tak nieskomplikowani, jak proces otwierania puszki z colą. Że zawsze mówią wprost, raczej nie kręcą  i jeśli coś ich boli i uwiera, to mówią o tym – jak na prawdziwego macho typu Rambo przystało – bez owijania w bawełnę. Wydawałoby się więc, że przy takiej łatwości z komunikacją, zrozumienie siebie nawzajem powinno być tak banalne, jak teksty piosenek Britney Spears.

Nic bardziej mylnego: faceci narzekają, że nas, kobiet, nie da się zrozumieć, a my płaczemy, bo on coś powiedział, a my kompletnie nie wiemy, jak mamy to zinterpretować.
Głównie dlatego, że nie chce nam się wierzyć, że ktoś po prostu może powiedzieć komuś coś w taki prymitywny, prosty sposób.

Na przykład wypalić, że jest gruby jak krowa, i nie widzieć w tym kompletnie nic niewłaściwego.

RÓŻNICE I TAK BĘDĄ


Wiem, że znajduje się szereg dziewczyn, który co chwila zarzeka się, że w ogóle nie widzi, aby był jakiś problem z między-płciową komunikacją i że one się rozumieją ze swoimi facetami tak dobrze, jak Brad Pitt z Angeliną. To naprawdę wzruszające, że niektóre nawet przebąkują coś o tym, że bliżej im do mężczyzn niż do kobiet i że też potrafią komuś powiedzieć coś prosto w oczy. Gratulacje, doprawdy wielki wyczyn.
Szkoda tylko, że niezależnie od naszych starań i treningów i tak niektóre cechy naszej, kobiecej komunikacji, będą z nas wychodzić niczym stringi spod spodni w szalonych, wczesnych latach XXI wieku, głównie dlatego, że – uwaga – jesteśmy kobietami, a tego się wymazać nie da.
I tak, będziemy mówić aluzjami, rzucać cienkie nici sugestii i oczekiwać, że ktoś się domyśli, o co nam, do jasnej cholery, chodzi. Ach, i jeszcze  – będziemy się dziwić, kiedy mówimy z westchnięciem tak ciężkim, jakbyśmy dźwigały problemy całego świata „kurczę, przydałoby się umyć gary” , a facet kompletnie nie reaguje.
Tak, też na początku myślałam, że oni są po prostu jacyś niepełnosprawni umysłowo.
A mężczyźni po prostu to… mężczyźni. I już.

PROSTO I NA TEMAT

Przepis na rozmowę z facetem, która nie skończy się podniesionym ciśnieniem, płaczem, wrzodami na żołądku i – nie daj Boże – prawdziwym fochem, jest łatwiejszy, niż się wydaje. Bo całość wskazówek zawiera się w jednym słowie: prosto.

Jeżeli coś chcemy – powiedzmy to wprost. Dla kobiet jest to trudne, bo wydaje nam się, że takie bezpośrednie rozkazy czy zdania są niegrzeczne, ale prawda jest taka, że ziemniak ma większą umiejętność wyczucia sugestii niż facet.
Dla niego można byłoby wynieść śmieci znaczy dokładnie: można byłoby wynieść śmieci. Mało który mężczyzna wyczuje, że chodzi nam o to, by on ruszył ten leniwy tyłek z fotela i wyniósł ten śmierdzący worek w cholerę. A wystarczy powiedzieć: idź wynieś śmieci i sprawa załatwiona, chociaż czasami w odpowiedzi usłyszymy te okropne, przeciągające się – czasami mówione równocześnie z ziewaniem –zaaaaraz, które doprowadza do szewskiej pasji prawie tak, jak to, że codziennie rano nie mamy się w co ubrać, chociaż szafa stoi pełna po brzegi.

Kolejny przykład- kobiety obrażają się albo smucą i nie powiedzą tego, bo chcą, aby ktoś się domyślił, że coś jest nie tak. Jeżeli jesteśmy w gronie przyjaciółek, sprawa jest załatwiona: w ciągu milisekundy któraś się zainteresuje i zacznie zadawać pytania. Z facetami jest gorzej: możesz wzdychać, cmokać, kłaść się na ziemię w akcie rozpaczy i zakładać ręce, ale dopiero kiedy usiądziesz mu na kolanach i zaczniesz wypłakiwać hektolitry łez, to kapnie się, że coś jest nie tak. Wtedy, pełen troski i zdezorientowania – nie wiem, czy zauważyłyście, ale faceci autentycznie nie wiedzą, co robić przez pierwsze sekundy, kiedy zobaczą beczącą dziewczynę – zapyta: co się stało?

A my, głupie, odpowiadamy: NIC.
Nic. Nic się nie stało, wszystko okej, właśnie ryczę

trzecią godzinę, twarz mi spuchła jak po ukąszeniu przez stado szerszeni,  nie mogę złapać oddechu i wydaję odgłosy podobne do syreny alarmowej. Nic się nie stało.
Facet wzrusza ramionami i mówi: okej, to spoko.

Po pierwsze: jak można być tak tępym, by widzieć, że płaczę i przyjmować do wiadomości odpowiedź „nic”? Kalafior by się zorientował, że coś jest nie tak.
Po drugie: dla faceta nic znaczy nic, więc skoro same mówimy, że wszystko w porządku, to nie widzi w tym żadnego problemu. I tu leży pies pogrzebany: trzeba niestety zaakceptować, że mężczyzna przyjmuje wszystko dosłownie, więc skoro już piątą godzinę rozpaczamy i spadamy w okropny dół, zajadając się czekoladą i wyczerpując limit łez na tydzień,to przynajmniej powiedzmy mu o co chodzi.
Wtedy, bystrzak, załapie.
On zacznie nas pocieszać, my unikniemy strzelania focha i wszyscy będą zadowoleni*.

KOBIETY, ZRÓBMY COŚ

Czy będziemy się zarzekać, czy nie, różnice w komunikacji damsko-męskiej zawsze będą widoczne jak neonowe sandały z ostatniej kolekcji popularnych sieciówek. Warto jednak trochę się postarać, by to sobie ułatwić, a nie tylko oczekiwać od facetów, że rozgryzą wreszcie nasz cholerny szyfr, który jest tak zrozumiały, jak hieroglify na ścianach zapomnianych już – i mało modnych, bo wszyscy jeżdżą do Egiptu – piramid.
I taka wskazówka: tak znaczy tak, a nie znaczy nie.
A przynajmniej chyba tak to leciało…

* i może naciągniemy go na kupno kolejnej czekolady.

A Wy macie jakieś przykłady niezrozumienia damsko-męskiego? Ja miałam pełno, ale jak zwykle zapomniałam 🙂