Nie opłaca się być wredną

Spojrzenie tak pewne siebie, że nawet ego Justina Biebera mogłoby się schować, flirt na przemian z wrednymi odzywkami, udawanie niedostępności i naprawdę szybkie wycofanie się, kiedy tej drugiej stronie nagle zacznie bardziej zależeć. Nie, to wcale nie opis Cassanovy z serialu dla napalonych nastolatek albo dyskotekowego podrywacza w jednej z małych wiosek, gdzie wszyscy siebie znają i – chociaż nikt o tym głośno nie mówi – prawdopodobnie są spokrewnieni.To tylko opis zimnych… biczys*, których się robi na tym świecie coraz więcej. A małe pandy umiera […]

Spojrzenie tak pewne siebie, że nawet ego Justina Biebera mogłoby się schować, flirt na przemian z wrednymi odzywkami, udawanie niedostępności i naprawdę szybkie wycofanie się, kiedy tej drugiej stronie nagle zacznie bardziej zależeć. 
Nie, to wcale nie opis Cassanovy z serialu dla napalonych nastolatek albo dyskotekowego podrywacza w jednej z małych wiosek, gdzie wszyscy siebie znają i – chociaż nikt o tym głośno nie mówi – prawdopodobnie są spokrewnieni.

To tylko opis zimnych… biczys*, których się robi na tym świecie coraz więcej. 

A małe pandy umierają z żalu.




SKĄD ONE SIĘ BIORĄ?

Chociaż nie ma jednej, właściwej teorii na ten temat, większość badań amerykańskich naukowców, których nikt nigdy nie widział, stawia na zbyt długie przesiadywanie przed serialami, zwłaszcza tymi, w których głównym wątkiem są romanse, intrygi i modne ciuchy prosto od projektanta lub znanej sieciówki, w której kupują wszystkie zwariowane nastolatki. W każdym razie – w serialach zawsze pokazywany jest podobny schemat : niedostępna = ciesząca się powodzeniem, dobra dziewczyna = szybka zdrada (najlepiej z najlepszą przyjaciółką) i bolesne rozstanie, rodem z tych, o których ciągle jęczy Taylor Swift w swoich piosenkach.

KRÓTKA CHARAKTERYSTYKA, CZYLI COŚ, Z CZYM GIMNAZJALIŚCI MIELI NA EGZAMINIE PROBLEM

Zacznijmy od tego, że wredne dziewczyny dzielą się na dwa rodzaje.
Pierwszy to wiecznie znudzone, czyli te, które przede wszystkim kreują się na wybitne łamaczki serc męskich i skwapliwie wykorzystują każdą nutkę zainteresowania, jaką ich któryś z nieszczęsnych dżentelmenów obdarzy. Flirtują na potęgę, a potem, kiedy obiekt już wpada jak śliwka w kompot, zaczynają robić się znudzone. Ewentualnie przypominają sobie o danym facecie, kiedy czegoś potrzeba, bo wiadomo, że jak zakochany, to poleci i na Saharę, jak na skrzydłach, tylko po to, by ukochanej było dobrze.
Swoim koleżankom narzekają, że ich chłopak to frajer, wafel i – krótko mówiąc- pantofel do potęgi entej. Nie widzą problemu w tym, aby podrywać innych mężczyzn, bo
przecież z tym na pewno nie będzie już długo, bo się biedak zakochał zbyt mocno. Potem zaczynają być zainteresowane innym, rodzi się kolejny związek, aż… on robi się zbyt miły, a ona traci do niego cały szacunek.
Mi to wygląda na masochizm, bo skoro nie lubi, kiedy on ją rozpieszcza, to może woli, jak się ją bije? No cóż, niektóre mają słabość do chamów, czyż nie?

Drugi rodzaj to niezdecydowane i nie-widzące-żadnego-problemu. To te, do których zawsze podbijają najfajniejsi, najmilsi i najlepsi pod słońcem faceci, tylko po to, by ciągle dostawać kosza – i to tylko domyślnego. Bo chociaż niby odmawia, to jednak z nim flirtuje – od tak dla sportu i dla naprawdę dużych korzyści, takich jak kwiatki, czekoladki, darmowe wyjście na pizzę i innego tego typu rzeczy. On do niej, że ją kocha, a ta zmienia temat, żeby tylko jakoś wybrnąć i jednocześnie zjeść ciastko, a nie musieć być z ciastkiem. Całkiem mądre.
I czasami cholernie bolesne dla tego zakochanego.

SKUTECZNOŚĆ – ZEROWA

Powiem wam szczerze, że kompletnie nie wiem, o co chodzi z tym całym boomem na bycie zimną suk*. Bo tajemniczość i czasami niedostępność  – żeby zaintrygować – to jedno, ale traktowanie facetów jak przedmiot, bo „oni przecież też są tacy” zakrawa chyba o niezłą przesadę czyż nie?
Nie popieram także wykorzystywania biednych, zakochanych chłopaków dla darmowych pizz i kwiatków w Dzień Kobiet. Podpowiem Wam jedno – jak będziecie w związku, to też dostaniecie.

Plus, wredne zołzy zawsze kiedyś kończą same. I nawet nie mają gromadki kotów!

* musiałam. Po prostu nienawidzę polskiego odpowiednika. Wybaczcie.