Dlaczego kobiety szukają dziury w całym?

Podobno to wynika z naszej natury. No wiecie – przemienianie się w potwora pod pretekstem napięcia przedmiesiączkowego, używanie broni gorszej nawet od bomby atomowej – czyli, krótko mówiąc, strzelanie fochami i oczywiście coś, czego kompletnie nie rozumiem, a sama czasami robię – szukanie cholernej dziury w całym. Bo co jak co, ale my, kobiety, w szukaniu problemów tam, gdzie ich nie ma jesteśmy po prostu mistrzyniami. No, robienie awantur też nieźle nam wychodzi. […]

Podobno to wynika z naszej natury.
 No wiecie – przemienianie się w potwora pod pretekstem napięcia przedmiesiączkowego, używanie broni gorszej nawet od bomby atomowej – czyli, krótko mówiąc, strzelanie fochami i oczywiście coś, czego kompletnie nie rozumiem, a sama czasami robię – szukanie cholernej dziury w całym. 
Bo co jak co, ale my, kobiety, w szukaniu problemów tam, gdzie ich nie ma jesteśmy po prostu mistrzyniami. No, robienie awantur też nieźle nam wychodzi.


ZAWSZE COŚ

Najpierw łazi i ględzi, bo on nie zwraca na nią uwagi i nie odpowiada na jej zaczepki na fejsie. Chcąc pokazać swój ból, gada o tym jak najęta swoim koleżankom, przy okazji udostępniając na wszystkich swoich profilach w internecie dramatyczne obrazki z płaczącymi kobietami i koniecznie ambitnym tekstem, który jest tak głęboki, jak kałuża po wiosennym deszczu i koniecznie dotyczy tego, że mężczyźni są beznadziejni, a kobiety wiecznie skrzywdzone.

W końcu jednak książę na białym koniu zwraca na nią swoją uwagę i wtedy… ona zaczyna szukać dziury w całym.

Okazuje się bowiem, że miłość nie zawsze jest cukierkowa jak piosenki Seleny Gomez. Że książę czasami się wkurza – oczywiście bez powodu – nie zawsze pamięta o wysłaniu smsa na dobranoc i – o zgrozo! – chce czasami spędzać czas z innymi ludźmi.
Zresztą -cokolwiek by nie zrobił, zawsze znajdzie się coś,  co zrobił źle i o co można się przyczepić i obrazić. Z popisowym fochem, rzecz jasna.

Zacznijmy od tego, że w sumie, to nie jest taki wspaniały, za jakiego go miała. Bo czasami chrapie, siedzi godzinami przed kompem i zdecydowanie nie jest podobny do Brada Pitta. Co więcej, był jakiś taki bardziej pociągający, jak ją olewał, a teraz, jak się stara – cały czar zwyczajnie prysnął.
I nie ważne, że przez większość czasu jest ideałem chłopaka, zawsze kochany i cudowny: baba już znalazła problem tam, gdzie go nie ma i będzie się czepiać do usranej śmierci.

No, albo do czasu, jak z nim zerwie – po to, by móc się użalać nad tym, jaki on był wredny, lub jaka ona głupia, że z nim zerwała, bo jednak się okazuje, że może go troszkę kocha. Drobiazg, prawda?

JAK NIE UROK, TO…

Czasami zaczyna szukać problemu w niej samej: wszyscy jej mówią, że mogłaby konkurować z Angeliną Jolie, pod jej fotkami zawsze jest kilkadziesiąt ofert towarzyskich, a liczba lajków jest większa, niż ta, którą ma kot przemierzający kosmos na keyboardzie. Jednak mimo to,
ta i tak wie swoje: ma nos krzywy jak kręgosłup chińskiego gracza uzależnionego od gier i już. I chociaż jej piękno chwali rodzina, chłopak, znajomi i kot, a Johnny Depp przesyła jej listy miłosne, ta i tak biadoli i narzeka. Jak nie nos, to grube nogi. Jak nie nogi, to małe cycki. I tak w kółko.


JAK TO JEST?

Zastanawiam się, jak to jest możliwe, że my, kobiety, wymyślamy sobie tyle problemów, a i tak żyjemy dłużej niż mężczyźni. Bo bądźmy szczerzy:  jak jest dobrze, to dla faceta znaczy, że jest dobrze i już. Kiedy jest dobrze u dziewczyny, zaraz w głowie powstaje setka teorii: a co, jak on mnie zdradza? A jeśli moja przyjaciółka mnie okłamuje? A jak teraz przeżywam ostatnią chwilę szczęścia, bo zaraz na mnie spadnie samolot? Ciągle coś nowego, o co można się przyczepić, obrazić, strzelić focha, albo zagryźć czekoladą, płacząc w kącie. Po co? Czy nie lepiej zamknąć tą mordkę i cieszyć się życiem?

No pewnie, że lepiej. Tylko dla kobiety zamknięcie buzi na dłużej, niż pięć sekund jest cholernie trudne.
A Wy? Często narzekacie i szukacie problemów? Przyznam, że mi coraz lepiej idzie nie robienie tego, chociaż też czasami zdarza się wymyślić bzdurę z kosmosu i rozpaczać nad nią, chlipiąc i jedząc kolejne porcje słodyczy*.
*zawsze jakaś wymówka, żeby zjeść coś słodkiego.