Po piwie lub dwóch, czyli lepiej tego nie czytajcie.

Początek oczywiście zacznę kursywą, coby podkreślić tajemniczość i zachęcić wszystkich do czytania moich quasi ironicznych postów. Potem walnę zdjęcie albo dwa, wszystkie zarąbane z weheartit, tylko po to, żeby ci, którym nie chce się czytać, przynajmniej sobie obrazki pooglądali. Na koniec wstępu musi być zawsze podsumowujące – a jednoczesnie zaczynające nowy akapit – zdanie, które sprawi, że ludność głodna igrzysk i chleba kliknie „czytaj dalej”.  No, to ja biorę kolejnego łyka piwa i….jedziemy z notką. […]

Początek oczywiście zacznę kursywą, coby podkreślić tajemniczość i zachęcić wszystkich do czytania moich quasi ironicznych postów. Potem walnę zdjęcie albo dwa, wszystkie zarąbane z weheartit, tylko po to, żeby ci, którym nie chce się czytać, przynajmniej sobie obrazki pooglądali. Na koniec wstępu musi być zawsze podsumowujące – a jednoczesnie zaczynające nowy akapit – zdanie, które sprawi, że ludność głodna igrzysk i chleba kliknie „czytaj dalej”.  No, to ja biorę kolejnego łyka piwa i….jedziemy z notką.



POGRUBIONY TYTUŁ ŹRÓDŁEM SUKCESU

Najpierw popiszę pierdoły, żeby wytłumaczyć, o czym będzie cała notka – i tak połowa osób nigdy nie czyta całości, co widać po komentarzach – a potem walnę coś uszczypliwego na temat Miley Cyrus albo Angeliny Jolie, coby wszystkie nas – zawistne kobiety – zadowolić.  I ot, przepis na akapit!

DOŁUJĄCE

jest to, że muszę jutro wstać o szóstej, żeby na siódmą pojawić się w radiu.  Wyobrażacie sobie, godzina szósta? Powiedziałabym, że to niehumanitarne i zgłosiła do Trybunału Praw Człowieka, ale… znam osoby, które wstają o piątej.

Zauważyliście, że mało piszę o sobie? Jak prawda, to prawda, pisanie po pijaku przynajmniej wyzwala i pozbywa pewnych barier, które istnieją przy trzeźwym umyśle. Co chcecie wiedzieć – teraz bym powiedziała. Ze mam kota- co wiecie  – , pochodzę z lubuskiego, nigdy nie umiałam zbierać grzybów i ostatnią godzinę spędziłam wariując i pakując się w kołdrę, krzycząc do Patryka, że jestem naleśnikiem z marciowym nadzieniem.

Już 190 osób obserwuje bloga. To jakieś sto dziewięćdziesiąt osób więcej, niż przewidywałam – szczerze wątpiłam, żeby ktoś chciał to czytać.  Winnam więc chyba jestem coś więcej o sobie, bo skoro ludzie pytają mnie, jaki kierunek studiuję, to chyba znaczy, że raczej nie wiedzą o mnie zbyt wiele.

PIERDOŁY, PIERDOŁY, ALE POGRUBIONĄ CZCIONKĄ

Oto ja, Marta lat dziewiętnaście, obecnie studentka dziennikarstwa z ambicjami na wielką karierę i skłonnościami do marzeń o prawdziwym, rzetelnym dziennikarstwie, które nie przynosi wstydu i sprawia, że ludzie z szacunkiem mówią ci : dzień dobry” na ulicy.

Wiecie, że starałam się o staż w telewizji? To własnie o tym pisałam na fejsie. Szkoda tylko, że po rozmowie nie odpisali – to chyba znaczy, ze nie zrobiłam zbyt dobrego wrażenia, co więcej, raczej ich przestraszyłam, niż zachęciłam do mojego zatrudnienia.   No cóż, nic dziwnego, jak się ma blond włosy i nikłą wiedzę o tym, co robi Rostowski, to tak już w życiu bywa.

Jak prawdziwy student, powinnam uczyć się na sesję, wkuwać pojęcia po nocach, pić hektolitry kawy i stresować się tym,  czy zdam czy nie zdam. Zamiast tego poszłam do sklepu kupić parę piw i razem z Patrykiem robimy dwuosobową imprezę, która polega na tym, że ja gadam – i piszę – pierdoły, a on słucha i się śmieje.

I nie odpowiadam za cokolwiek, co właśnie napisałam.