Im mogłabym stopy całować.

Idol, wzór do naśladowania, inspiracja – inaczej mówiąc ktoś, komu według nas, zawsze świeci słońce z tyłka, niezależnie od tego, co o nim piszą portale plotkarskie, które czytamy do porannej kawki. Nieważne też, co inni o nim sądzą: dla nas jest wyobrażeniem ideału – czy to duchowego, czy fizycznego – do którego staramy się, z pewnymi potknięciami, dążyć. Posiadanie kogoś do podziwiania – nieważne, czy to Bill Gates z jego wypchanym portfelem, Miley Cyrus z fryzurą a’la jestem chłopcem czy Gombrowicz ze specyficznym stylem – zawsze wychodzi na dobre, bo nawet, jeśli nasze ideały nie są… idealne, to my – próbując być jak oni – stajemy się coraz lepsi. 
A poza tym, jest kogo śledzić na fejsbuku, co nie?


Inspiruje mnie mnóstwo rzeczy. Zdjęcia ładnych pokoi, które umieszczają bogate, nastoletnie Amerykanki na tumblr, przeczytane książki, obejrzane filmy i… osoby, właśnie. Tych z kolei już jest mniej, bo do wszystkich wzorów godnych naśladowania nastawiona jestem sceptycznie: wszak nikt oprócz Brangeliny nie jest idealny, a w dobie plotkarskich serwisów i prasy brukowej, co chwila słyszymy, jak którejś osobie publicznej potknęła się noga, a czasami nawet i dwie. Mimo tego – nawet z ich licznymi niedoskonałościami – jestem w stanie wymienić kilka osób, którym stopy mogłabym całować w oddaniu.
Metaforycznie, rzecz jasna, bo fetyszystką – co jak co – nie jestem.

TOMASZ LIS

Moje bożyszcze dziennikarstwa.  Dużo kontrowersji w ostatnich latach się wokół niego i jego charakterystycznej fryzurki zrobiło, ale to wcale nie zmienia faktu, że posiada zarówno talent, jak i szczęście. Poszedł na casting do Wiadomości ze znieczuleniem twarzy i… miał robotę. Harował jak wół, pracując jako reporter od rana do wieczora i nie dał za wygraną. Wreszcie: nie bał się – a nawet jeśli, to tego nie okazał – wejść w nowy projekt i do nowej stacji, która okazała się sukcesem. I chociaż Fakty TVN miały na początku pod górkę, rywalizując z TVP, to po początkowych kryzysach wyszło na plus: a chyba to się najbardziej liczy. Poza tym, Tomasz Lis pochodzi z moich rejonów – mianowicie z Zielonej Góry – co daje nadzieję, że nie tylko warszawiaki mają szansę na dziennikarską karierę (z racji mieszkania w stolicy kraju, rzecz jasna).

TERRY PRATCHETT

Jeśli ktoś pisze tak jak on, to jedno jest pewne: ma mózg ostry jak brzytwa seryjnego mordercy w jednym z tych pokręconych filmów, po których boisz się wyjść z łóżka.  Humor, którym operuje Pratchett, styl pisania i ironia, która ścieka ze stron prosto w spragnione, czytelnicze gardło – to coś, co tygryski kochają najbardziej. A przynajmniej te blond.

Buty mogę mu czyścić, bo moje porównania, które czasami chwalicie w zestawieniu z Terrym wyglądają jak wierszyk sklecony przez wyjątkowo głupiego trolla.

EMMA WATSON

Jaką byłabym kobietą, gdybym nie obrała sobie jakiejś aktorki, coby jęczeć, że jej urody zazdroszczę? Ale z Emmą sprawa wcale nie jest tak banalna, bo jej wygląd nie jest jedyną rzeczą, którą szczerze i oddanie podziwiam, niczym mój kot każdego, kto trzyma w ręce coś nadającego się do zjedzenia.
Ta brytyjska aktorka jest dla mnie synonimem kobiety idealnej: bo dba nie tylko o ciało, ale i o umysł. Mimo kariery nie porzuciła nauki, a z tego co gdzieś udało mi się wyczytać, zdobywa nawet oceny godne Hermiony, co sprawia, że w moich oczach jej ranga wzrasta, a ona sama staje się prawie tak ważna, jak czekoladowy Mikołaj w święta.  A uwierzcie mi, bez niego Gwiazdki być nie może.

DEMI LOVATO

Znana chyba głównie z grania dla Disneya i kariery muzycznej, ale nie dlatego znalazła się na mojej liście osób, które szpieguję w internecie niczym jakiś popieprzony psychofan.

 Dwa lata temu Demi zgłosiła się do leczenia i przyznała do posiadania zaburzeń odżywiania. Od tamtego czasu promuje zdrowy styl życia i mówi głośno w mediach o tym, co zazwyczaj się przemilcza – czyli tym, jaką krzywdę potrafi zrobić anoreksja, bulimia i wszystkie inne rodzaje chorób związanych z odżywianiem. Nie wstydzi się rozmawiać o przebiegu zaburzeń, pokazując wszystkim tym przemądrzałym ludziom, którzy kojarzą anoreksję tylko z wychudzonymi dziewczynami, że życie z takim ciężarem na karku jest cholernie trudne i nie zawsze związane z głupotą chorej („a, będę się odchudzać”) a często z presją otoczenia.
Z powodów osobistych sam fakt, że Demi wyzdrowiała jest dla mnie bardzo ważny – bo pokazuje, że da się pokonać chorobę, jeśli tylko stanie się do walki.