Głupota jest zaraźliwa.

Ja wiem, że nie każdy może być Einsteinem – wszak geniuszy jest garstka, a reszta śmiertelników to tylko przeciętniaki i anonimowi amerykańscy naukowcy, którzy zawsze badają dziwne rzeczy, na które nikt by nigdy nie wpadł – ale na litość boską, szczyt pustoty na tym świecie osiągnął chyba jakieś apogeum.  Bo jeżeli co druga dziewczyna wypowiada się z elokwencją jak u Joli Rutowicz i dziwi się, że biegnąc po śniegu w szpilkach co chwila zalicza dupą bliskie spotkanie z chodnikiem, a co piąty facet śmieje się głupkowato i udaje że kopuluje z powietrzem za ka […]

Ja wiem, że nie każdy może być Einsteinem – wszak geniuszy jest garstka, a reszta śmiertelników to tylko przeciętniaki i anonimowi amerykańscy naukowcy, którzy zawsze badają dziwne rzeczy, na które nikt by nigdy nie wpadł – ale na litość boską, szczyt pustoty na tym świecie osiągnął chyba jakieś apogeum.  Bo jeżeli co druga dziewczyna wypowiada się z elokwencją jak u Joli Rutowicz i dziwi się, że biegnąc po śniegu w szpilkach co chwila zalicza dupą bliskie spotkanie z chodnikiem, a co piąty facet śmieje się głupkowato i udaje że kopuluje z powietrzem za każdym razem, kiedy wspomniana wyżej białogłowa przechodzi obok, to ja przepraszam, ale wysiadam. Jak to się dzieje, że ten poziom głupoty i zjawisko mózgu wielkości orzeszka ziemnego zamiast się zmniejszać, rośnie diametralnie? Nie wiem. Ale z moją znajomością tabliczki mnożenia czuję się wśród nich jak cholerny  geniusz.

Wydawało mi się, że czasy pod tytułem „głupota jest w modzie” odeszły razem ze spodniami-dzwonami i butami z czubem. W dobie sarkastycznych internautów, którzy w pięć minut potrafią wymyślić dwadzieścia podpisów pod zdjęciem Grycanki jedzącej torta i ogólnodostępnego szkolnictwa, kiedy to na studiach możemy spotkać kolesia, który ledwo zdał maturę, po naszej pięknej, polskiej ziemi powinny chodzić same mądrale z naręczem książek i inteligencja, którą moglibyśmy się chwalić przed światem.  No cóż – nie chodzą.

A może inaczej – są tacy ludzie, ja w to absolutnie nie wątpię -ale mam świadomość, że na jednego takiego, który potrafi przeczytać artykuł ze zrozumieniem i ma w głowie coś więcej, niż mózg wielkości m&msa, przypada pięciu bekających z najtańszym piwskiem w ręce i ryczących ze śmiechu z tego, że któryś z nich potrafi wypierdzieć cały alfabet i nie narobić w gacie. Zaiste, żart godny osobnego wątku w jakiejś komedii… może polskiej?

GŁUPKI I… GŁUPKI

O kim dokładnie mówię? Między innymi o grupie facetów, którzy dziś, opatuleni szalikami jakiegoś durnego klubiku z Zadupia Dolnego rzucali petardami w przechodniów, ciesząc się przy tym tak bardzo, że skóra na ich wygolonych na glanc głowach napinała się do krańca możliwości. O dziewczynach, które z chichotem hieny opowiadały sobie o tym, jak to – cytuję – przelizały pięciu na jednej  imprezie i żadnego z imion nie pamiętają, a ich poziom wiedzy ogranicza się do tego, gdzie jest kolejna domówka i czy na pewno będzie na niej ten Mietek z dużym. Psem, oczywiście. Bo już napisał na fejsie, że idzie, więc szał jest i staniki latają.

KONIEC ŚWIATA

A jeśli ja się mylę – i wszystko interpretuję w zły sposób?  Może – tylko może, rzecz jasna – ci łysi chłopcy, którzy bili się wczoraj pod osiedlowym sklepem o łyk piwa tak naprawdę są miłymi ludźmi, tylko po niesamowitych przejściach, które sprawiły, że trochę inaczej okazują swoje uczucia?  A te wyzwolone kobiety, które aż pchają się do męskich łóżek, to po prostu zagorzałe filozofki, podążające wiernie za ideą hedonizmu? Nie wiem. Wiem tylko jedno: nie dziwię się, że starsze pokolenie, oglądając zdjęcia rozkraczonych w śmiesznej – a nie, jak im się wydawało, seksownej – pozie piętnastolatek i siedemnastolatków, dmuchających balony z prezerwatyw, twierdzi, żeśmy głupi bardziej, niż stary kapeć z kożuszkiem. Bo trochę w tym prawdy: skoro ta trzech normalnych ludzi przypada siedmiu debili, to wierzcie czy nie, apokalipsa zombie wcale nie wydaje się taka straszna, skoro… zaleje nas głupota.