Relacja na żywo z wagonu z bydłem.

Niedziela: niby dzień jak każdy inny. Dla jednych kojarzący się z ciepłym rosołkiem, wizytą w kościele i wieczornym oglądaniem programów, w której wszelkiej maści gwiazdy śpiewają, tańczą, szydełkują i stają na rzęsach, aby tylko potem spekulowano na portalach plotkarskich o ich barwnym życiu seksualnym i tym, za ile tym razem kupiły swoją garderobę. Dla studentów zaś niedziela oznacza jedno: powrót do Dużego Miasta. A żeby w ogóle tam trafić, trzeba się nieźle nagimnastykować. […]

Niedziela: niby dzień jak każdy inny. Dla jednych kojarzący się z ciepłym rosołkiem, wizytą w kościele i wieczornym oglądaniem programów, w której wszelkiej maści gwiazdy śpiewają, tańczą, szydełkują i stają na rzęsach, aby tylko potem spekulowano na portalach plotkarskich o ich barwnym życiu seksualnym i tym, za ile tym razem kupiły swoją garderobę. Dla studentów zaś niedziela oznacza jedno: powrót do Dużego Miasta. A żeby w ogóle tam trafić, trzeba się nieźle nagimnastykować.


DAWNO, DAWNO TEMU, KIEDY PKP MIAŁO WIĘKSZE POCIĄGI…
Pisząc tą notkę siedzę właśnie w szynobusie zatłoczonym tak, jak księgarnie w trakcie premiery kolejnej części Harry Pottera. I o ile liczba ludzi na metr kwadratowy się zgadza, to ci oprócz braku kapeluszy i magicznych różdżek pozbawieni są w większości czegoś jeszcze – mózgu.
Wsiadając do pociągu można zaobserwować ciekawe zjawisko: ludzie uczą się z transmisji sportowych. Jeszcze przed wjechaniem ciężkiej maszyny na odpowiedni peron, wielki, agresywny tłum objuczony walizkami, plecakami, torbami i – niekiedy – transporterami z miauczącymi tragicznie kotami, ustawia się na linii startu prawie tak, jak Bolt w swoich blokach. I chociaż na zawodach zawodnicy raczej unikają rzucania na prawo i lewo brzydkimi słowami na k oznaczającymi latarnicę, oraz nie używają łokci by utrzymać pozycję, to gdy przymknie się jedno oko i zamknie drugie, ci oczekujący ludzie naprawdę ma coś wspólnego ze startującymi sprinterami.

GOTOWI, DO STARTU, START!

Gdy drzwi się otworzą, wszystko dzieje się błyskawicznie. Chude studentki rzucają walizki do pociągu, obijając przy tym połowę wchodzących podróżnych i biegną w pośpiechu by zająć jakieś miejsce. Ci, którzy nie są wystarczająco szybcy – mają pecha. Kończą swoją podróż siedząc na grzejnikach albo podłodze, w ponurym milczeniu próbując schudnąć, by zająć jak najmniej miejsca, a tym samym- by było im najwygodniej.
Parę osób z miną pełną satysfakcji powoli rozkoszuje się zajętym przez siebie miejscem. Zaczyna się kolejna konkurencja: kto pierwszy zajmie najlepsze miejsce na bagaż? Prędko okazuje się, że miejsca przeznaczone na walizki i torby mają jedną, ale dość dużą wadę: najzwyczajniej w świecie są za małe.

PRAWIE JAK SŁAWNE DZIECIAKI Z AMERYKAŃSKICH FILMÓW

W tym całym tłumie jestem ja. Aktualnie jako jeden ze szczęśliwców, siedzę swoim zacnym tyłkiem na najprawdziwszym siedzeniu, próbując w miarę wygodnie przeżyć tą podróż.
Przede mną siedzi dziewczyna, która chłopakowi obok – poznanemu jakieś pięć minut temu – opowiada swój cały życiorys, razem z pikantnymi szczegółami. Dzięki temu ja też wiem, co u niej słychać: że swojego chłopaka nie kocha, zdradza, i oburza się, że on chce hasło na jej fejsbuka, bo przecież nie jest jej mężem, żeby miał wobec niej jakiekolwiek zobowiązania. Trochę przypomina Kristen Stewart, dla której fakt posiadania chłopaka nie przeszkadzał w tym, żeby miziać się z własnym reżyserem.
Chłopak odwdzięcza się opowieścią o swoim nieszczęśliwym związku i niewiernej dziewczynie, którą jego towarzyszka podróży komentuje siarczystym: ale puszczalska zdzira!
Dziwne, że swojego zachowania nie ocenia tak surowo.
Cały szynobus, którym jadę, jest zapełniony co do centymetra: jakaś grupa studentów, po której zachowaniu stwierdzam, że raczej jest sporo poniżej poziomu gimbazy, siedzi na środku, popijając tanie piwo z sieci znanych supermarketów z owadem w logo.
Pamiętacie śmiech Katarzyny Pakosińskiej?Dodajcie do tego trochę charków, więcej odgłosów dławienia się i podduszania, a otrzymacie koński ryk, jakim co chwilę raczy nas ta grupka. Widać, że mają poczucie wyższości nad nami – zwykłymi szaraczkami, którzy  w trakcie podróży czytają – uwaga, teraz będzie coś bardziej szokującego, niż tak modny ostatnimi czasami trotyl – książki. Szalona ekipa – z piwami, nagle je chowa, kiedy w zasięgu wzroku pojawia się groźna pani konduktor. Okazuje się jednak, że pozory mogą mylić: pracownica PKP ma o wiele lepsze poczucie humoru niż wskazywałby na to jej ciasno zawiązany krawat. Dziś mają szczęście – za smakowe siki w puszce, które dumnie nazwane są na etykiecie piwem, nie będzie żadnej kary.
A ja myślę, że szkoda. Lubię patrzeć, jak ktoś dostaje w ciry.