Encyklopedia facetów: ciepła klucha.

Na początku wydaje ci się, że to cudowne: twój ukochany jest tak ciepły, miły i spokojny, że drugiego takiego cuda ze świecą szukać.  Nie kłóci się, nie pyskuje, bez słowa zjada przypalonego jak niegdyś skóra Dody po solarium kotleta i ogólnie w ogóle nie szkodzi, bo najczęściej siedzi na kanapie i udaje, że go nie ma. Zwłaszcza, kiedy trzeba przywiercić gdzieś gwoździa albo naprawić spadającą szafkę: wtedy jest mistrzem kamuflażu. Potem zauważasz, że co wieczór dzwoni do mamy, wystawia jej wielbiący ołtarzyk tuz przy swoim komputerze i cicho p […]

Na początku wydaje ci się, że to cudowne: twój ukochany jest tak ciepły, miły i spokojny, że drugiego takiego cuda ze świecą szukać.  Nie kłóci się, nie pyskuje, bez słowa zjada przypalonego jak niegdyś skóra Dody po solarium kotleta i ogólnie w ogóle nie szkodzi, bo najczęściej siedzi na kanapie i udaje, że go nie ma. Zwłaszcza, kiedy trzeba przywiercić gdzieś gwoździa albo naprawić spadającą szafkę: wtedy jest mistrzem kamuflażu. Potem zauważasz, że co wieczór dzwoni do mamy, wystawia jej wielbiący ołtarzyk tuz przy swoim komputerze i cicho pochlipuje oglądając scenę ślubu Belli z Edziem.  Niektóre mówią: no prawdziwy misio. Misio, którego chce się zamordować. Z zimną krwią i szczególnym okrucieństwem.

CHARAKTERYSTYKA

Na początku znajomości ciepła klucha wcale nie pokazuje, że nią bywa. Jest doskonałym adoratorem, pamięta o różach na pierwszą rocznicę związku (czyli tydzień, od kiedy jesteście razem) i można powiedzieć, że ma pewne cechy, które sprawiają, że uważasz go za dżentelmena. Z wyglądu zazwyczaj nie wygląda jak Brad Pitt: bliżej mu bowiem do takiego zwykłego chłopaka z sąsiedztwa, czyli – dokładniej rzecz ujmując – jest niezbyt udanym miksem faceta z teledysku Call me maybe (ma taką samą, ubrudzoną, białą bokserkę) i jednym z tych identycznych aktorów z filmów Disneya, którzy niby są ciapami, ale na końcu i tak kończą z najfajniejszą laską ze szkoły.

SPOSÓB BYCIA

Po pewnym czasie okazuje się, że twój książę na koniu nie do końca jest taki,  na jakiego się kreował. Na pewno nie ma konia – bowiem spadłyby z niego przy pierwszej okazji. Wozi się za to autobusem i to koniecznie na bilet miesięczny – coby nie przepłacać. Nie naprawi ci zawieszającego się prawie tak, jak jeden z mlaskających polityków podczas przemówień komputera, bo akurat boli go głowa i jest absolutnie pewien, że to jakaś tropikalna gorączka, która sprawi, że umrze za młodu.

Kiedy ktoś cię obrazi – nie zareaguje, bo on nie jest konfliktowy, a poza tym – jak tłumaczy spokojnym, flegmatycznym głosem – po co wdawać się w niepotrzebnie kłótnie, które zużywają tylko, tak bardzo potrzebna do życia, energię.
Nie musi być wierzący, ale jest ktoś, komu on oddaje cześć z bezgranicznym uwielbieniem, i na twoje nieszczęście, nie jesteś to ty – tylko jego mama. Co powie rodzicielka, to jest święte. Nawet, jeśli każe mu ubrać czerwone skarpety do łydek, bo na dworze robi się chłodno.
Święte i koniec. Bez dyskusji.

Ciepła klucha jest jak każda kolejna piosenka Coldplay* – przewidywalna i zawsze w tym samym stylu. Jeśli liczysz więc w waszym związku na fajerwerki – udaj się na rynek w Sylwestra, bowiem tylko tam będziesz mogła ich zaznać.
No, może jeszcze 11 listopada w stolicy. Ale raczej tego byś nie chciała, prawda?
Bo obrywanie korsarzem w łeb nie jest tym, co kobiety kochają najbardziej.

BAJERA

Jest czuły i kochany. Trochę romantyczny, ale co najważniejsze – jest pieprzoną oazą spokoju, której z równowagi nie wytrąci nawet Karol Strasburger, opowiadający dowcipy bez przerwy przez całą dobę.
Ciepła klucha na początku stara się, jak tylko może – nie jest bowiem żadnym z aktorów grających w jakiejkolwiek produkcji z wampirami, stąd jego szanse na dobry podryw spadają dość drastycznie. Może oczarować cię swoim – nieco ciapowatym – sposobem życia, który sprawi, że będziesz chciała się nim zaopiekować prawie tak, jak Jolie adoptowanymi dziećmi. I o ile na początek jego całkowitego nieprzygotowania do życia i sieroctwo może wydawać się słodkie, o tyle w późniejszym okresie wywołuje u ciebie dwie rzeczy: chęć mordu i zakopania ciała swojego misia pod osłoną nocy.


*Fani Coldplay: wiecie, że ja żartuję, prawda?