5 wpisów na fejsie, za które mam ochotę zabić.

Nie będę udawać – jestem zwierzęciem fejsolubnym: przesiadywanie na tym portalu jest dla mnie równie niezbędne, co ćwiczenia na siłce i poprawianie wyglądu bicepsów dla Krzysztofa Ibisza. I chociaż niebiesko-biały pochłaniacz czasu ma swoje plusy – bo wiem, kiedy związki moich znajomych kończą się z hukiem i jak wygląda twarz mojej koleżanki każdego dnia, ponieważ codziennie raczy mnie słodkimi zdjęciami z kiblem w tle i błyskiem flesza w lustrze- to dziecko Zuckerberga ma też swoje minusy. A te potrafią doprowadzić człowieka do iście szewskiej pasji.No bo […]

Nie będę udawać – jestem zwierzęciem fejsolubnym: przesiadywanie na tym portalu jest dla mnie równie niezbędne, co ćwiczenia na siłce i poprawianie wyglądu bicepsów dla Krzysztofa Ibisza. I chociaż niebiesko-biały pochłaniacz czasu ma swoje plusy – bo wiem, kiedy związki moich znajomych kończą się z hukiem i jak wygląda twarz mojej koleżanki każdego dnia, ponieważ codziennie raczy mnie słodkimi zdjęciami z kiblem w tle i błyskiem flesza w lustrze- to dziecko Zuckerberga ma też swoje minusy. A te potrafią doprowadzić człowieka do iście szewskiej pasji.

No bo jak, do cholery, idzie czytać te idiotyczne wpisy? No nie idzie.
A przecież ze znajomych nie wykopię, bo kogo ja, biedna, będę hejtować?

JEST TAK DO DUPY!

W dawnych czasach, kiedy jeszcze młodzież umiała czytać, a internet był dopiero bobasem w powijakach, co wrażliwsi osobnicy wylewali swoje żale wypisując przepełnione emocjami i niezbyt udanymi rymami wiersze. Teraz, gdy do zupki chińskiej dodadzą za dużo wody i smak im się rozrzedzi, albo w drodze ze szkoły w nowych butach przypadkiem wejdą w psią kupę, ludzie dzielą się tym na fejsie.
I wszystko byłoby okej, gdyby robili to w prawidłowy sposób.
Wytłumaczcie mi – co jest złego w napisaniu przyczyny twojego niebywałego smutku lub gniewu? Jesteś tajnym agentem, śledzi cię FBI, reporterzy z pudelka czekają pod twoim domem, że tak trudno napisać, dlaczego tak bardzo się wkurzyłeś?
Ale nie – ludzie robią na złość. Zasrywają całe aktualności wpisami Kurde znów to samo ;/ albo ja pierdaczę, jestem taka smutna 🙁 a gdy ktoś w komentarzu pyta, co się stało, dostaje bardzo mądrą odpowiedź: nie będę o tym pisaćalbo bardzo dorosłe: to moja sprawa.
Wytłumaczmy coś sobie’ jeśli to rzeczywiście kwestia tak bardzo prywatna, to na jakiego, proszę cię, grzyba, piszesz o tym na swoim durnym profilu? Jeśli nie chcesz o tym mówić, to dlaczego, do cholery, w ogóle się tym dzielisz? To bardziej pogmatwane, niż tłumaczenia Paris Hilton, dlaczego nagle tak urosły jej piersi. Oczywiście, że to nie operacja. To dieta polegająca na piciu mleka, która sprawia, że twoje cycki nagle robią się wielkie jak dwa arbuzy i idealnie okrągłe – chciałoby się powiedzieć, że jak od miarki… krawieckiej.

OGŁOSZENIA PARAFIALNE, CZYLI JAKA TY JESTEŚ ODWAŻNA!

Te wpisy są akurat domeną dziewczyn, które uważają się – nie mówię, że są – za popularne i rodem z amerykańskiego serialu. Biedne, łudzą się, że wszyscy chcą żyć ich życiem: z tego też powodu przynajmniej raz na tydzień umieszczają dramatyczne wpisy, zawierające dwie rzeczy: pełno błędów, które aż ranią oczy i podziękowanie zakończone krzywym, emotikonkowym uśmieszkiem który ma być, według niej, ironiczny.
Co tak skwapliwie ogłaszają? Zazwyczaj fakt, że ktoś o nich – o mój Boże, to takie straszne – plotkuje. Bo przecież to takie okropne, że ktoś mówi o tobie, że zaszłaś w ciążę na jakiejś zapyziałeś dyskotece.
Zwłaszcza, jeśli to jest prawda. 

SUMIENNY PROTOKOLANT

Oczywiście każdego z nas obchodzi, jak wygląda dzień naszych znajomych od rana do świtu.
Ten typ autora postu wychodzi nam naprzeciw: z zapałem i niebywałą wręcz skrupulatnością – prawie taką, jaką wykazują studenci, którzy razem idą na piwo, a potem trzeba obliczyć, ile kto płaci – raportuje nam każdy pojedynczy moment naszego życia. Wstałam, w drodze na uczelnię, w Biedronce po papier toaletowy, u mojego skarba, z zajebistymi psiapsiółami, w tramwaju nr 9, w toalecie od półgodziny – i w końcu, dzięki Bogu – dobranoc, idę spać!
A my mamy ochotę się zabić. Albo ją.

UDOSTĘPNIĘ, TO WYGRAM SAMOCHÓD, DOM, PSA I NOWĄ ŻONĘ

Czyli marzyciele – każdego dnia udostępniają zdjęcia z różnych fanpejdżów, lajkują, zasypują komentarzami z rozmiarem buta i …. nic.  Naprawdę, serio myślicie, że coś wygracie?  Odpowiedź brzmi – nie ma, cholera, szans. Większość z tych konkursów to najzwyczajniejsze w świecie oszustwa, robione tylko po to, by zwiększyć liczbę lajków, a następnie sprzedać fanpejdża jakieś firmie. Czujecie się wykorzystani? Bardzo dobrze. Może w końcu przestaniecie zasyfiać moją tablicę zdjęciami conversów, torebek i pendrive’ów, które potrafią robić kawę. 

WYMARZONY ZAWÓD: POGODYNKA

Hej, śnieg! – wołają do mnie wpisy znajomych, a ja zaczynam czuć się jak potykający się o swoją długą brodę wędrowiec, zamknięty na zawsze między kamiennymi ścianami jakiejś jaskini, do której wszedł przez przypadek. Czy ludzie serio uważają, że mieszkam w domu bez okien, telewizora i – o ironio – internetu? A może po prostu nie doceniają moich zdolności, utrzymując się w przekonaniu, że jak na blondynkę przystało, jestem zbyt głupia zauważyć, że coś białego i zimnego kapie mi na łeb, jak wyjdę z domu. 
Chyba zacznę zwoływać zbiórkę na okna do mojej stancji.