O ekshibicjonistach i dziwacznych maniakach.

Czytając z rana portal plotkarski, który identyfikuje się nazwą pewnego psa, doszłam do dwóch bardzo ważnych wniosków. Po pierwsze – i mówię to z całą odpowiedzialnością – prawie wszyscy internetowi użytkownicy to przerażające świry, które z większą niż wypada ciekawością codziennie żerują na informacjach o czyimś życiu. Gdzie Anna Mucha przebierała swoje – pardon za słownictwo – okichane dziecko, dlaczego Miley Cyrus znów wyszła bez stanika, czy to prawda, że Beckham nie sypia ze swoją chudą jak szkapa żoną i że jedna z prezenterek znanego wszystkim śnia […]

Czytając z rana portal plotkarski, który identyfikuje się nazwą pewnego psa, doszłam do dwóch bardzo ważnych wniosków. Po pierwsze – i mówię to z całą odpowiedzialnością – prawie wszyscy internetowi użytkownicy to przerażające świry, które z większą niż wypada ciekawością codziennie żerują na informacjach o czyimś życiu. Gdzie Anna Mucha przebierała swoje – pardon za słownictwo – okichane dziecko, dlaczego Miley Cyrus znów wyszła bez stanika, czy to prawda, że Beckham nie sypia ze swoją chudą jak szkapa żoną i że jedna z prezenterek znanego wszystkim śniadaniowego programu ma ohydny cellulit. Z drugiej zaś strony nie tylko my jesteśmy tymi złymi: może i mniej teraz gości w płaszczach, którzy pokazują swoje klejnoty ludziom na ulicy, ale coraz więcej osób, które całe swoje życie zamieszczają w internecie, razem z informacją ile razy byli dziś w łazience i że na śniadanie zjedli dwa tosty, które przyprawiły ich o – nie wypada dziewczynie tego mówić – okropne gazy o sile huraganu Katrina.
Cały ten świat nie jest, do cholery, normalny. 

JAKIE SĄ GRANICE?

Zacznijmy może od tego, gdzie się kończy zwykła, ludzka ciekawość, a zaczyna trochę przerażające podglądanie- bo o ile czytanie na temat tego, że jakaś aktorka spektakularnie schudła 20 kilo, a znana piosenkarka jest w trzeciej ciąży wydaje się się być w miarę normalne, o tyle obserwowanie wszystkich możliwych kont internetowych jakiejś gwiazdki i dowiadywanie się o jej życiu seksualnym i tym, co dziś jadła na kolację i co robiła po pracy co do minuty, zakrawa o cholerne zboczenie. I proszę, nie tłumaczcie mi, że ludzie są ciekawi od wieków i to nie nasza wina, że co pięć sekund odświeżamy portale i strony by dowiedzieć się więcej i więcej, bo… to po prostu przerażające, dobra? Bardziej niż fakt, że już niedługo zacznę się robić stara i będę miała zmarszczki od codziennego śmiania się z dziwnych żartów jakie słyszę mimochodem na pobliskiej informatyce.
Człowiek człowieka interesuje i to wiadomo od dawna: już jakiś czas temu gospodynie spotykały się i razem gotując dla ciężko harujących na polu mężów obgadywały całą wioskę, szeptając między sobą, że ta ruda stara panna na końcu wioski to na pewno czarownica.  Przed internetem – lub, będąc bardziej precyzyjną: przed rozprzestrzenieniem tego w Polsce- najlepiej schodziły takie tytuły jak Życie na Gorąco, Super Express, Fakt czy inne tego typu ustrojstwo, gdzie było pełno fotek Edyty Górniak kłócącej się z mężem, czy ust Angeliny Jolie przed i po wstrzykiwaniu sobie czegoś niezdrowego.

Zdaję sobie sprawę, że grzebanie w cudzym życiu to fascynujące zajęcie- prawie tak, jak liczenie miejsc zerowych dla funkcji kwadratowej oraz próba zrozumienia różnych złych i trudnych rzeczy w przedmiotach ścisłych – oraz że nie jest to jakaś nowość, ale są chyba pewne granice, których przekroczenie niezbyt dobrze o tobie świadczy. A przynajmniej potwierdza, że jesteś trochę przerażający. No, albo przynajmniej dziwny.

POKAŻ WSZYSTKO

Śledzenie śledzeniem, ale skąd zyskujemy te wszystkie informacje, które wywołują u nas radosne podniecenie?  Czasami dostajemy je prosto na tacy – tak, jak mój kot saszetkę Whiskasa, jeśli tylko ładnie zamiauczy. Gwiazdy, pół-gwiazdy, celebryci i prawie-celebryci; prawie wszyscy próbują zwrócić na siebie uwagę, zakładając konta na twitterze (gdzie piszą, co robią w każdej minucie swojego wspaniałego, sławnego życia), facebooku (publikując dziesięć razy dziennie zdjęcia i posty), blogując (narzekając na wszystko, oprócz swojego aktualnego pracodawcy i ewentualnie ripostując na ataki innych pseudo-gwiazd) oraz prowadząc instagram, gdzie wrzucają zdjęcia siebie, swoich psów, jedzenia, przypadkowych ludzi, gołębich pozostałości na chodniku i innych rzeczy, które nie wiadomo dokładnie do czego służą.

Moda na rozbieranie się – w przenośni i dosłownie – przeszła także na zwykłych ludzi, którzy nie chcą być szarymi myszkami w tłumie. I tak popularne szafiarki w pewnym momencie życia budzą się ze świadomością, że jeśli nie napiszą, co dziś robiły, ich publika umrze z głodu ciekawości, a fotografki wrzucają oprócz zdjęć dokładne opisy swojego codziennego życia. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie.. przesada. Bo niektóre rzeczy – bardziej intymne – powinny być dzielone z kimś zaufanym, a nie wielką, kilkutysięczną rzeszą anonimowych czytelników, którzy co rusz odświeżają stronę.
A może ja po prostu jestem przewrażliwiona na publiczne pokazywanie swojego tyłka i chwalenie się, jak ostro się kogoś… no wiecie*.
To ja… idę poczytać Pudelka.

* Podpowiedź: Kanye West i jego dziewczyna z wieeeeeeeeeeeelkim tyłkiem.