Dlaczego po dziennikarstwie nie ma dziennikarzy?

Na jakie studia idziesz? – w liceum te pytanie obijało się o moje uszy tak często, jak ukazywanie się zdjęć seksownie ubranej w biało-czerwone barwy Natalii Siwiec w czasie naszego chlubnego Euro na portalach plotkarskich. I chociaż celebrytkę ogląda się miło, to widzieć reakcję pyytających na moję odpowiedź – już nie tak wspaniale. Na dziennikarstwo? – krzywili się koledzy tak, jakbym podłożyła im pod nos coś śmierdzącego; dziennikarstwo? – pytała nauczycielka, dodając, że po tym nie ma żadnej pracy, i wróżąc mi przyszłość w czerwonej czapeczce z żółtym […]

Na jakie studia idziesz? – w liceum te pytanie obijało się o moje uszy tak często, jak ukazywanie się zdjęć seksownie ubranej w biało-czerwone barwy Natalii Siwiec w czasie naszego chlubnego Euro na portalach plotkarskich. I chociaż celebrytkę ogląda się miło, to widzieć reakcję pyytających na moję odpowiedź – już nie tak wspaniale. Na dziennikarstwo? – krzywili się koledzy tak, jakbym podłożyła im pod nos coś śmierdzącego; dziennikarstwo? – pytała nauczycielka, dodając, że po tym nie ma żadnej pracy, i wróżąc mi przyszłość w czerwonej czapeczce z żółtym m, podawającą ludziom „dwa cheeseburgry i duże frytki, proszę!”. Najlepiej jednak moją decyzję skwitowałą babcia, która… po prostu udała, że mnie nie słyszy. Patrząc na poranne wywiady z politykami mogę się domyślić, od kogo nauczyła się taktyki udawania, że jest się głuchym.

Pytam więc: skąd wzięło się przekonanie, że po dziennikarstwie nie ma pracy? Odpowiedź jest banalna: po studentach, którzy – kolokwialnie mówiąc – są najzwyczajniej w świecie.. do dupy.


BO TO JEST FAJNY KIERUNEK
O tym, że pójdę na studia dziennikarskie wiedziałam już od podstawówki, bo uważałam, że to jedyny sposób na zostanie tą ładną panią z telewizji, która pokazuje całej Polsce wydarzenia, które miały aktualnie miejsce. I chociaż teraz już wiem, że aby być dziennikarzem, wcale nie trzeba mieć skończonych studiów w tym kierunku, to wyboru nie zmieniłam.  Z przekonania, że skoro to lubię, a i tak wiążę z tym przyszłość, więc męczenie się na innym kierunku mija się z celem tak, jak tłumaczenie Justina Biebera, że zwymiotował na scenie bo był chory. Kogo to, do cholery obchodzi? Puściłeś pięknego hafta podczas własnej piosenki, bo tak samo jak normalni ludzie zdajesz sobie sprawy, że są do kitu i zemdliło cię od wiecznego śpiewania o swoim bejbe.
Są też jednak ludzie – i tak naprawdę nie wiem, skąd oni się urwali – którzy wybierają dziennikarstwo, bo wygląda jak fajny kierunek. Kują więc całą klasę maturalną – dla niedoinformowanych: wcale nie jest tak łatwo dostać się na ten kierunek – by przejść gładko proces rekrutacji i od października stać się dumnym właścicielem zielonego indeksu, oraz rozpocząć naukę o rzeczach…. które ich, za przeproszeniem, gówno obchodzą.
Jeśli ktoś z was wie, dlaczego ludzie niezainteresowani dziennikarstwem idą na ten kierunek, to proszę, oświeccie mnie – bo ja nie mam najmniejszego pojęcia. Bo tłumaczenie, że nie dostałem się na prawo, więc idę na dziennikarstwo jest dla mnie tak głupie, jak kolejne teledyski imitujące taniec tego koreańczyka z okularami przeciwsłonecznymi, klepiącego po tyłkach kuso ubrane skośnookie dziewuchy.

RATUNKU! NIE MAM PRACY!

W społeczeństwie krąży opinia, że zdobycie pracy w mediach po studiach dziennikarskich jest tak prawdopodobne, jak duet Dody z Madonną. I chociaż ani jednej, ani drugiej artystce nic nie brakuje, to wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę, że w życiu nic by z tego nie wyszło, nawet gdyby przysłowiowe skały… no, wiecie co.
Zadajmy sobie te kluczowe pytanie: do cholery, dlaczego? W większości winę ponoszą sami studenci, którzy pasją do tego zawodu nie pałają, a przyznajmy – to nie jest praca w urzędzie, żeby odbębnić przez osiem godzin, a potem mieć spokój. To proste : nie masz zapału, to nie masz pracy. Co w tym trudnego?
Może i jest ze mnie tylko naiwna, młoda studentka, która po nocach gra w RPGi i tańczy na macie do  starych, dyskotekowych hitów, ale jestem zdania, że jeśli bardzo chcesz być dziennikarzem, to nim zostaniesz. Wystarczy odrobina samozaparcia, zapał, miłość do tej roboty i pchanie się drzwiami i oknami do wszystkich redakcji, aż w końcu redaktor naczelny będzie cię miał tak dosyć, że cię zatrudni.

A MORAŁ JEST KRÓTKI….

Popatrzcie na Marka Niedźwieckiego, który  codziennie wieczorem za młodu wyczekiwał swoich ulubionych audycji w starym odbiorniku, aż w końcu ze swojego małego miasteczka, którego nazwy nie pamiętam, dostał się do radiowej trójki. Spójrzcie tylko na Tomasza Lisa, który dzień po wizycie u dentysty i z ustami, które przez znieczulenie nie chcą się do końca zamknąć, wybrał się na casting do Wiadomości i… zdobył tę robotę, a teraz jest wziętym dziennikarzem. Można? Pewnie, że tak.
To tak jak z odchudzaniem: trzeba po prostu ruszyć dupę. I tego wszystkim przyszłym – tak jak ja – dziennikarzom życzę: chęci do ruszenia zadka i wzięcia losu w swoje ręce.