Cała prawda o studiach, czyli między rajem a koszmarem.

Całonocne, huczne imprezy, na których ludzie zwisają z żyrandoli i szaleją jak małpy, które dostały się do plantacji bananów; wyczekiwane od miesięcy odcięcie się od maminej spódnicy i surowego pasa taty, straszącego bardziej, niż twarz Donatelli Versace po operacjach – których oczywiście, oficjalnie nie było. I wreszcie: poczucie samodzielności i niezależności, kończące się razem z zawartością słoików, przygotowanych przez troskliwą rodzicielkę.Czy tak wyglądają studia? No, może trochę. Ale huśtanie się po żyrandolach to tylko początek tego, co spotka […]

Całonocne, huczne imprezy, na których ludzie zwisają z żyrandoli i szaleją jak małpy, które dostały się do plantacji bananów; wyczekiwane od miesięcy odcięcie się od maminej spódnicy i surowego pasa taty, straszącego bardziej, niż twarz Donatelli Versace po operacjach – których oczywiście, oficjalnie nie było. I wreszcie: poczucie samodzielności i niezależności, kończące się razem z zawartością słoików, przygotowanych przez troskliwą rodzicielkę.

Czy tak wyglądają studia? No, może trochę. Ale huśtanie się po żyrandolach to tylko początek tego, co spotka cię w dorosłym, studenckim życiu.

JESTEŚ TYLKO MAŁYM ŻUCZKIEM

Jeśli myślałeś, że ze swoją średnią 6.0, cudownymi wynikami z matury i perfekcyjną znajomością jednego z rzadszych języków afrykańskichwywołasz na kimś wrażenie – jesteś tak naiwny jak Britney Spears, która uwierzyła, że uda jej się wcisnąć się w swoje stroje sceniczne noszone dekadę temu.
Pierwsza zasada studiów brzmi następująco: wszyscy mają cię w dupie. Naprawdę, fakt, że uczyłeś się przez rok we Francji, potrafisz rozwiązywać zadania po indyjsku i uczęszczałeś na kurs jogi obchodzi kogokolwiek tak, jak fakt, że Madonna nie pozwala swojej córce regulować brwi.
Nikogo nie obchodzą twoje umiejętności, poza jednym wyjątkiem: kiedy potrafisz wykorzystać je na zajęciach. Jeśli nie ogarniasz tego co dzieje się w trakcie twoich wykładów, a na ćwiczenia przychodzisz tak poinformowany jak leniwiec z Epoki Lodowcowej, którego wszyscy zostawili i zwiali migrować- żadne certyfikaty ispecjalne pismo od prezydenta nie pomogą, bo najzwyczajniej w świecie – odpadasz z gry.

KUJONY WON!

Lepiej, jeśli byłeś trójkowym uczniem, który przyzwyczajony jest do sztuki maskowania się w tłumie i nie zwracania na siebie uwagi; gorzej dla ciebie, kiedy byłeś jednym z tych, którzy uczyli się znakomicie. Tutaj nikt nie chwali, ba, nie pamięta nawet, jak masz na imię, a jeżeli skojarzą twój wygląd z grupą, do której chodzisz – uznaj to za niebywały sukces. Twoja kujońska duma będzie cierpieć katusze, bo nie wiadomo jak byś się wiedzą nie popisywał, dalej będzie obowiązywała zasada numer jeden – czyli mają cię w dupie.

LEGENDARNE POTWORY, CZYLI DZIEKANAT

Pamiętasz miłe panie w sekretariacie w twoim liceum? To już zamierzchła przeszłość. W dziekanacie awansowały one na zupełnie inny poziom, i jeśli nie masz odpowiedniego doświadczenia, zostaniesz zjedzony, wymięty, a potem z powrotem wypluty. Pamiętaj – jesteś tylko nędznym robakiem, który zawraca im głowę w czasie ich ciężkich godzinach pracy, niegodny całować nawet ich spierzchniętych pięt. Z większością spraw odeślą cię z kwitkiem, bo zawracasz im dupę swoimi problemami i nie bardzo obchodzi je to, że mogą cię ze studiów wywalić. Jak już coś dla ciebie załatwią – bądź wdzięczny. Wysyłaj kwiaty, kupuj prezenty i rób masaż stóp, bo dzięki nim mogłeś złożyć wniosek lub dostałeś legitymację. Uwielbienie pań w dziekanacie – wybitnie wskazane. Strach jeszcze bardziej.

OPRÓCZ PUSTYCH SŁOIKÓW – SĄ TEŻ DOBRE STRONY

Żeby nie wyszło na to, że jeżdżę studia jak Nergal Dodę w swojej autobiografii, moja przesiąknięta hejterowaniem dusza musi przyznać, że mimo wszystko jest fajnie. I nie chodzi o to, że po tygodniu, kiedy zapasy domowe się kończą a twoja lodówka jest tak pusta, jak głowa Joli Rutowicz, zaczynasz żywić się chińskimi zupkami i naprędce przygotowanymi tostami – ale o to, jakie możliwości otwierają przed nami studia. 
I nie, nie chodzi mi tu tylko o bycie w Wielkim Mieście i zniżki na pizzę za okazaniem legitymacji studenckiej – chociaż to też jest bardzo przydatne, zwłaszcza kiedy lodówka zdycha z głodu -, ale o to, jak można się rozwinąć, jak świetnych ludzi spotkać i… jak dobrze bawić, po prostu.