Dlaczego dziewczyny są głupie?

Mówi się, że miłość jest jak ślepa kura, która nie dość, że nie widzi najlepszych ziarnek przed sobą, to jeszcze jest głucha i nie słyszy miękkich łap lisa, które skradają się tuż za jej pierzastym zadkiem. I chociaż wszyscy usprawiedliwiają zakochanych, bo głupie to i zapatrzone, to ile można tłumaczyć dziewczyny, które z własnej woli spotykają się z tępymi jak stary but facetami, którzy okazują się być bucami jakich mało? Koniec tego, czas, żeby ktoś wam to powiedział: kobiety, jesteście głupie. […]

Mówi się, że miłość jest jak ślepa kura, która nie dość, że nie widzi najlepszych ziarnek przed sobą, to jeszcze jest głucha i nie słyszy miękkich łap lisa, które skradają się tuż za jej pierzastym zadkiem. I chociaż wszyscy usprawiedliwiają zakochanych, bo głupie to i zapatrzone, to ile można tłumaczyć dziewczyny, które z własnej woli spotykają się z tępymi jak stary but facetami, którzy okazują się być bucami jakich mało? Koniec tego, czas, żeby ktoś wam to powiedział: kobiety, jesteście głupie.


NA POCZĄTKU JEST JAK Z BAJKI
Zaczyna się, oczywiście, bardzo romantycznie i nastrojowo: poznają się gdzieś – gdziekolwiek, scenerią może być nawet las, do którego chodzą na grzyby tylko stare babcie. Potem on zaprasza ją na pierwszą randkę, na którą przynosi półzdechłego kwiatka, który dycha tylko dlatego, że kwiaciarka wypsikała go toną chemikalii. Ona oczywiście udaje, że roślinka jej się podoba, bo przecież nie pokaże na pierwszej randce, że stroi jakiekolwiek fochy.
No i pach, zakochują się, jak to zwykle w życiu bywa. On zadowolony, ona w skowronkach.

…DO CZASU

Po pewnym okresie okazuje się, że wszystkie bajki kłamią, a komedie romantyczne i cała saga Zmierzchu to jeden wielki chłam,jeśli chodzi o ukazywanie miłości*. Bo… on teraz nie przynosi nawet i zwiędłego badyla, ponieważ w swoim zadufaniu uważa, że starać się nie trzeba. Co więcej, częściej wybiera kolegów i jedyny wkład, jaki wprowadza do związku to wymagania. To znaczy: ona musi ładnie wyglądać, być na zawołanie, mieć czas wtedy, kiedy on chce się spotkać i oczywiście zawsze być wierna, co w tym wypadku oznacza całkowity brak kontaktu z płcią przeciwną – i tak, pan Henryk taksówkarz też zalicza się do rasowych podrywaczy, których ona ma unikać.

ON – PAN NAJWAŻNIEJSZY

Ale pierwsze rozczarowania to nie wszystko: po paru kolejnych tygodniach – czy też miesiącach – wspólnego pożycia okazuje się, że zasady, które on wprowadził w swojej męskiej stanowczości, jego samego nie dotyczą. On może nie mieć czasu, nie golić się przez rok, zapomnieć o dezodorancie i bekać wesoło podczas wspólnej randki w pizzerii. Co więcej, wierność w jego przypadku do kwestia szeroko względna i jak najbardziej podważalna. Jeśli pojęcie granicy byłoby rzeczą, w jego przypadku z pewnością przypominałoby wyżutą i rozciągniętą gumę do żucia: gadanie z innymi dziewczynami jest bardzo okej, spotykanie się w sumie też – to przecież tylko koleżanki, z którymi wymienia dwuznaczne wiadomości, przecież to jest dozwolone, prawda?

ONA – TROCHĘ FRAJERUJE

I tutaj następuje paradoks, którego nie potrafię w żaden sposób zrozumieć – kobieta zamiast brać nogi za pas i uciekać tam, gdzie pieprz rośnie, pakuje się głową, rękami i nogami w ten toksyczny jak trawa w Czarnobylu związek. I nic, że ludzie powtarzają, że tak być nie może: ona kurczowo trzyma się tego chłopa, jakby to był jedyny, który ją chciał. Żeby było śmieszniej, czasami nawet już go nie kocha, ale dalej przy nim waruje, trochę jak mój kot przy mnie, gdy trzymam w dłoni dobre mięsko.

WEŹ SIĘ W GARŚĆ, KOBITO

Wynika to chyba trochę z naszych kobiecych kompleksów: bo co będzie, jak nie będziemy razem, a czy ktoś mnie zechce, a ja z nim byłam tak długo, że prawie już ślub nam szykują, a co, jeśli się okaże, że ja go jednak kocham…
Dziewczyny: nie ma „co, jeśli” ani „gdyby jednak”, bo inaczej zostaniecie starą panną z całą gromadą kotów, które będą bardziej upierdliwe niż mój Maciek.
PO PIERWSZE: nikt was nie zechce, jeśli wy dalej będziecie w związku z bucem. Co jak co, ale skoro jesteście zajęte, to macie na twarzy wypisane wielkimi literami NIE DO WZIĘCIA, więc żaden książę nie ruszy was nawet paluszkiem u stopy.
PO DRUGIE: Cholera, po co ty się go trzymasz, dziewucho? Tylko się wkurzasz i denerwujesz, pożytku żadnego nie masz, a żeś się przyssała niczym pijawka żądna sorbetu z krwi. On się nie zmieni. Nie będzie lepiej, nie dojrzeje, nie dorośnie, nie przejrzy na oczy. Jest dupkiem i chamem, i dupkiem i chamem zostanie. Więc kopnijcie się, dziewczyny, w swoje tyłki i ruszcie do przodu.

No, ale jak coś, to koty czekają. Słyszałam, że mnóstwo z nich chętnie zostanie zaadoptowane przez stare panny, także nie zostaniecie do końca życia same.

*Żeby zaraz mi tu wszyscy czepialscy nie robili protestów pod postem: oczywiście, że chamy to tylko przypadki spośród sporego grona fajnych facetów. Tak, jestem szczęśliwa w swoim związku i wierzę w miłość, więc to nie jest post do P., ani do nikogo innego. Nie, ta historia nie ma nawiązywać do żadnej postaci żywej lub martwej, chociaż niektórzy z was bardzo by się chcieli do tego przyczepić. Wszystko to tylko moje obserwacje na podobnych mi przedstawicielkach płci – bez dyskusji – pięknej. Amen!
A, i jestem na wakacjach, więc na wszystkie Wasze słit komcie poodpowiadam, jak tylko zasiądę tyłeczkiem na moim fotelu przed moim kochanym stacjonarnym. Nadrobię też zaległości na waszych kochanych blogaskach. Cierpliwości, misie.