Chcecie medal na igrzyskach? Spróbujcie zdobyć go sami.

Jestem już chora od słuchania tego, jak bardzo jesteśmy zawiedzeni występem Polaków na tegorocznych Igrzyskach. Liczyliśmy na medal tutaj, spieprzyli tu, tam miało być drugie miejsce, a jest dziesiąte. Oni mieli mieć złoto, a nawet nie weszli do półfinału, a przecież obiecali, że wygrają. Wszyscy sportowcy dali plamę.A może to nie oni powinni się wstydzić, ale my?CZĘŚĆ PIERWSZA – SPORTOWCY […]

Jestem już chora od słuchania tego, jak bardzo jesteśmy zawiedzeni występem Polaków na tegorocznych Igrzyskach. Liczyliśmy na medal tutaj, spieprzyli tu, tam miało być drugie miejsce, a jest dziesiąte. Oni mieli mieć złoto, a nawet nie weszli do półfinału, a przecież obiecali, że wygrają. Wszyscy sportowcy dali plamę.
A może to nie oni powinni się wstydzić, ale my?

CZĘŚĆ PIERWSZA – SPORTOWCY

Zarówno Polacy jak i większość (khe, khe – znaczący kaszel) dziennikarzy przekonana jest, że udział w zawodach to nic trudnego. No przecież skoro biegał na jakimś nic nie znaczącym mitingu w Zadupiu Małym, to czemu ma nie powtórzyć tego samego na igrzyskach? Przecież nie dość, że ranga większa, to jeszcze tłumy dopingują… co trudnego jest więc w powtórzeniu wyniku?

Ano wiele. Jako sportowiec coś o tym się wie. Po pierwsze: wystarczy mieć zły dzień i naprawdę nie mówię tu o wstaniu lewą nogą i nakrzyczeniu na wszystko, co się na świecie porusza. Wystarczy, że temperatura będzie nie ta, ciśnienie niskie, albo po prostu akurat tego dnia czujesz się fatalnie. I choćbyś chciał tak bardzo, że potrafiłbyś poruszać góry – nie wystartujesz dobrze, jeśli to nie jest TEN dzień.

Po drugie: stres. Jeśli myślicie, że ten ktoś – kto właśnie występował na igrzyskach – po prostu mógł opanować ten stres, no kurczę, to sami, proszę bardzo, zapraszam serdecznie, klęknijcie w blokach. Po czterech latach przygotowań, milionie ostrych treningów, z ekipą tv, radiową i dziennikarzem prasowym, który tuż przed wystrzałem gdzieś tam się pałęta przy bieżni, żeby zrobić jak najlepsze ujęcie. Wcale nie czuć presji, no co wy.
Nie wiem, jak z innymi dyscyplinami, ale wiem, jak jest u biegaczy – czasami chcesz tak bardzo, że wszystko pieprzysz. Biegniesz na czterysta i z tego pragnienia, by pobiec dobrze, zaczynasz za szybko, co kończy się tym, że przed oczami robi ci się ciemno, nogi ci wrastają w tyłek, a ty sam masz w głowie morze, które szumi jak w czasie sztormu. I nic już na to nie poradzisz, bo bieg jest tylko jeden – i jeśli nie masz tego szczęścia, żeby się załapać dalej, to wszystko stracone.
To gwoli usprawiedliwienia sportowców, którzy naprawdę mają w tym kraju przekichane.

CZĘŚĆ DRUGA – KIBICE

Nagle przed ważnymi zawodami ich pełno, co więcej, deklarują, że zawsze nimi byli. Siedzą przed telewizorem, napychając się czipsami i opijając napojem, który jest w naszym kraju bardziej popularny niż w Ameryce hamburgery (tak, mówię o piwie) i oczywiście, komentując z przekonaniem, że wszystko wiedzą najlepiej.
Skoro pobiegłbyś lepiej, zagrałabyś na wyższym poziomie, zdobyłbyś medal czy dostałabyś się do finału – czemu tego nie zrobisz? Czemu nie zaczniesz trenować naprawdę ciężko,  nie zdobędziesz się na wiele wyrzeczeń – zwłaszcza tych związanych z dietą i wolnym czasem – i też nie wystartujesz?
Między innymi dlatego, że jedyne, co umiecie, to narzekać.
Ta źle skoczyła o tyczce, ten spalił wszystkie rzuty, tamtym źle poszło na wodzie, a siatkarze przedupili mecz, który przecież MIELI wygrać. Nieważne jest to, że oni naprawdę zapieprzają dzień w dzień i akurat na Igrzyska trafił im się ten gorszy czas. Ważne jest to, że zawiedli naród, zawiedli kraj, który przecież tak im kibicował, tak ich wspomagał – siedząc na dupie przed tv i pogryzając paluszki.

Ale gdyby wygrali – och, jaka byłaby radość! Przywitalibyśmy ich na Okęciu, z kwiatami, z flagą, z czekoladkami, których i tak nie mogą zjeść. W gazetach na pierwszych stronach byłyby wielkie tytuły i leady wielkości pierwszego tomu Władcy Pierścieni, opiewające znakomite zwycięstwo polskiej reprezentacji!
Bzdura.

Gdzie są ci wszyscy kibice, kiedy trwają przygotowania do Igrzysk?  Dlaczego tak wiele klubów sportowych – tych, które nie są piłkarskimi, bo piłkarze to w Polsce grupa uprzywilejowana – upada, bo nie ma dofinansowania, a naprawdę zdolni ludzie po prostu się marnują?
Bo wszyscy macie sportowców głęboko tam, gdzie słońce boi się zaglądać, a przypominacie sobie o nich na ważnych imprezach. I dziwicie się, że coś poszło nie tak. Taki jest sport, moi drodzy, raz pod górkę, a raz z górki. I jeśli ktoś nie potrafi tego zrozumieć, to lepiej, żeby Igrzysk nie oglądał.

CZĘŚĆ TRZECIA – DZIENNIKARZE

To co oglądam ostatnimi czasy sprawia, że już powoli zaczynam rozumieć, dlaczego Polacy tak bardzo nie trawią ludzi mediów. Otylia, co się stało, dlaczego przegrałaś? A CO SIĘ MOGŁO STAĆ, DO CHOLERY? Źle popłynęła i tyle. Ona na pewno sama nie wie, co dokładnie było nie tak – może to stres, może technika, może źle wystartowała a może po prostu wiek już nie ten i czas oddać wodne berło młodszym zawodnikom. Albo podchodzenie do zawodnika, który właśnie ukończył konkurencję i zadawanie mu pytań, kiedy on nie ma jak złapać oddechu, a co dopiero powiedzieć paru zdań. Ja wiem, że news jest ważny, że bycie najszybszym też, ale zawsze mi się wydawało, że dziennikarz przede wszystkim powinien być człowiekiem. Z odrobiną empatii, który rozumie, że pchanie mikrofonu pod nos po tym, jak ktoś przebiegł właśnie czterysta metrów sprintem i wypluwa własne płuca, nie jest zbyt miłe.

To samo z ciągłym pytaniem o powody porażki. Dziewczyna płacze, bo to jej ostatnie igrzyska, chciała dobrze, a nie wyszło, smarki jej lecą, a ten ją pyta, dlaczego była tak okropna w swojej konkurencji. Brawo, szczyt dziennikarskiego kunsztu i wrodzonej empatii.

Ale jak to u nas bywa – najlepiej sobie ponarzekać. Bo w tym, nawet na Igrzyskach, Polacy zdobyliby pierwsze, zaszczytne miejsce.