Jedyna słuszna muzyka.

Podczas gdy jedni wyginają się w rytm przemaglowanych do cna i puszczanych co pięć sekund przez wszystkie radia piosenek, drudzy płaczą w poduszkę, że gdy ich ulubiony zespół koncertował, oni dopiero robili w pieluchę. I chociaż o gustach się nie dyskutuje i to co dla jednego jest świetnym kawałkiem, dla drugiego brzmi jak potworne miauczenie kota, którego właśnie  został przejechany przez trąbiącego tira, to w jednym się zgadzamy: wszyscy słuchają muzyki. Nawet, jeśli czasami jest ona tak tragiczna, że masz ochotę rzucić w wykonawcę czymś ciężkim, byle tylko się z […]

Podczas gdy jedni wyginają się w rytm przemaglowanych do cna i puszczanych co pięć sekund przez wszystkie radia piosenek, drudzy płaczą w poduszkę, że gdy ich ulubiony zespół koncertował, oni dopiero robili w pieluchę. I chociaż o gustach się nie dyskutuje i to co dla jednego jest świetnym kawałkiem, dla drugiego brzmi jak potworne miauczenie kota, którego właśnie  został przejechany przez trąbiącego tira, to w jednym się zgadzamy: wszyscy słuchają muzyki. Nawet, jeśli czasami jest ona tak tragiczna, że masz ochotę rzucić w wykonawcę czymś ciężkim, byle tylko się zamknął. Najlepiej na wieki.

Do czego zmierzam? Każdy z nas ma pakiet piosenek, które uważa za najlepsze na świecie i których będzie bronił z taką zaciętością, z jaką modelki walczą między sobą o listek sałaty i miesięczny karnet na siłownię, na którą, notabene, i tak nie mają siły. A ponieważ ten blog należy do mnie, nakazuję wam usadowić swoje tyłki wygodnie, włączyć głośniki i przygotować uszy na ucztę. Bo przedstawię wam moją jedyną słuszną muzykę, którą uważam za najlepszą na tym ziemskim padole*:

NUMER JEDEN: OPOWIEŚĆ O PRZESTĘPCY

Niech podniesie rękę ten, kto nie zna Michaela, a potem ułatwi mi robotę i sam skoczy z mostu.  I chociaż większość kojarzy go z tego, że śpiewał o Billie Jean, która chciała mu wepchnąć bachora, tańczył z umarlakami, wspólnie łapiąc się za krocze (każdy za swoje, oczywiście) i odpadł mu nos na teledysku Eminema, to trzeba wspomnieć o tym, że twórczość nieżyjącego już wokalisty nie kończy się tylko na Thrillerze. I chociaż ubóstwiam wszystkie jego piosenki – nawet te, w których ma afro większe, niż moja głowa – to Smooth Criminal według mnie jest jego najlepszym kawałkiem.

Michael Jackson – Smooth Criminal

NUMER DWA: OCH, KOCHANIE

Kiedyś dziewczyny mdlały na ich widok, a faceci przed lustrem próbowali ułożyć tak samo włosy, by chociaż trochę przypominać któregoś z Beatlesów. Mając gitary gdzieś w okolicach brzucha, potrząsając grzywkami i bujając się do taktu, chłopcy z Liverpoolu już dawno podbili moje serce. Na słuchaniu Oh, darling cierpi mój cały dom: ja drę się wraz z Johnem do grzebienia, kot chce umrzeć, a rodzice myślą poważnie nad tym, żeby na studia wysłać mnie już teraz.
The Beatles – Oh, darling

NUMER TRZY: DZIEWCZYNA NICZEGO

W porównaniu z poprzednimi pozycjami, trzeba przyznać, że ta jest świeżutka niczym bułeczka z piekarni. The Pretty Reckless na czele z umalowaną na pandę i bardzo platynową Taylor Momsen weszli na scenę stosunkowo niedawno, podbijając ją wysokim obcasem i mnóstwem pończoch, które z zamiłowaniem nosi wokalistka. Żeby nie przynudzać: mocny głos, wpadająca w ucho melodia i to wystarczy, by sprawić, żebym  odtwarzała ją w kółko.
The Pretty Reckless – Miss Nothing

NUMER CZTERY: Z CHRYPKĄ I DLA SMUTNYCH

Argumentem, który byłby wystarczający, by wytłumaczyć byt tej piosenki w moim TOP 5 mógłby być tylko i wyłącznie głos wokalisty. Charakterystyczny, z lekką chrypką, taki, jaki każda kobieta chciałaby usłyszeć rano po obudzeniu. Jak dla mnie, znakomity kawałek na chandrę – jak go puszczam, to dołuję się jeszcze bardziej. Ale dzięki temu mogę zjeść jeszcze jedną tabliczkę czekolady… i nic, że potem spodnie są za ciasne. Na pewno skurczyły się  praniu!
Kings of Leon – Use Somebody

NUMER PIĘĆ: SPRAWIASZ, ŻE TO JEST…

Nie wiem dokładnie, co robię, że sprawiam, że to jest prawdziwe, jak to śpiewa James Morrison, ale wiem, że śpiewa ładnie i chwytliwie.  Zdecydowanie odpada dla chłopaków  – on śpiewa dla dziewczyn i to słychać. I ja słyszę. Mówię wam, on śpiewa tylko dla mnie… i reszty jego kilkadziesięciu tysięcy fanek, które lajkują wszystkie jego posty na fejsie. Ale to nic. I tak czuję się wyróżniona.
James Morrison – You make it real

A Wam jakie piosenki się nigdy nie znudzą?

* Nie, nie narzucam wam mojego zdania, po prostu się nim dzielę. Ale lepiej, jak się ze mną zgodzicie. Wiecie, mam kota. Mówiłam już, że waży siedem kilo? Zje was szybciej, niż przeciętny Amerykanin wcina hamburgera.