• Szukaj

Jak zostałam prawie-dziennikarką

Jak Boga kocham, na początku chciałam być archeologiem. Miałam siedem lat i łaziłam wszędzie z segregatorem pełnym Wally Zwiedza Świat i starym, chyba nawet zakupionych gdzieś na boku od ruskich, aparatem babci. Marzyłam o Egipicie i byciu drugim Carterem, tylko takim w spódnicy, odkrywającym grób Tutenchamona. Trzy lata później wszystko uległo zmianie – dołączyłam jako szczęśliwa dziesięciolatka do szkolnej gazetki… i BUM. Tak to się właśnie zaczęło… POCZĄTEK WZRUSZAJĄCEJ HISTORII […]

Jak Boga kocham, na początku chciałam być archeologiem. Miałam siedem lat i łaziłam wszędzie z segregatorem pełnym Wally Zwiedza Świat i starym, chyba nawet zakupionych gdzieś na boku od ruskich, aparatem babci. Marzyłam o Egipicie i byciu drugim Carterem, tylko takim w spódnicy, odkrywającym grób Tutenchamona. Trzy lata później wszystko uległo zmianie – dołączyłam jako szczęśliwa dziesięciolatka do szkolnej gazetki… i BUM. Tak to się właśnie zaczęło…


POCZĄTEK WZRUSZAJĄCEJ HISTORII

laptop netbook notebook różowy vaio

Od zawsze czytałam. Od zawsze. Byłam jednym z tych małych dziwolągów, który tachał co drugi dzień wielki plecak z biblioteki i zamiast ganiać po podwórku siedział w domu i pożerał wszystkie książki w zasięgu ręki. Potem przyszedł czas na twórczość własną, więc z pasją i oddaniem zaczęłam tworzyć prawdziwe powieści – Przygody Kota Maćka, czy Marta w krainie Jakiejśtam – zawsze byłam dobra w wymyślaniu tytułów.

Tak naprawdę, większość z nich była zwykłym plagiatem opowieści, które kiedyś przeczytałam, ale kto by się tym przejmował? Zalewałam cały dom zapisanymi kartkami papieru, które do tej pory bytują gdzieś w piwnicy i powoli ulegają rozkładowi. Litery się rozmazują, kartka wilgotnieje i zaczyna rozpadać i marne szanse, że kiedyś – w dalekiej przyszłości – ktoś to odkryje i wrzuci opowiadanie z kotem Maćkiem do kanonu szkolnych lektur. A miało taki potencjał – jestem tego pewna!

Byłam tak kreatywna, że w podstawówkowej gazetce robiłam nawet krzyżowkę i horoskopy. Jeśli ktoś z was dalej myśli, że są prawdziwe, to jest w błędzie: wszystko, co wydarzy się Koziorożcowi po pełni księżyca to tylko wyobraźnia jakiegoś pismaka i ewentualne szukanie przypuszczalnych wypadków w internecie.

MŁODZIEŃCZE OLŚNIENIE

W wieku nastoletnim dostałam kompletnego olśnienia, takiego z fanfarami, latającymi aniołami i rozstępującymi się chmurami, między którymi przedarło się niebiańskie światło, a męski, donośny głos rzekł: dziennikarstwo, ciołku. To będziesz robić.


legitymacja prasowa dziennikarska dziennikarz początki jak wygląda praca dziennikarzaDrugi tydzień września, a ja już bazgroliłam w licealnej gazecie.  Wywiady z nauczycielami, recenzje przeczytanej książki i krótkie felietoniki na temat tego, jaka matura jest zła – może to nie jest to, co robi Tomasz Lis, ale na początek zawsze wystarczy.  I chociaż do Olejnik także wiele brakuje, to jak to mówią – lepszy rydz, niż nic. 

Kiedy pod koniec drugiej klasy zaczęłam pisać małe notki do lokalnej gazety, myślałam, że wszystkie moje marzenia właśnie się spełniły. Stoję na szczycie drabiny zawodowej, pisząc notki o zawodach i przepisy na najlepszy jabłecznik. I chociaż wydaje to się śmieszne – bo nie ukrywajmy, kto traktuje poważnie przepis na orzechowca – to nigdy nie lekceważcie przepisów. Nawet sobie nie wyobrażacie, ile trzeba się nagimnastykować, żeby ktoś się zgodził stanąć z ciastem i uśmiechnął się do aparatu. I co śmieszniejsze – ludziom nie przeszkadza, że ich zdjęcie jest w gazecie, ale to, że podajemy ich nazwisko. Większość z nich chce wtedy zrezygnować. Ja, pani, do gazety? No co pani, a co sąsiedzi powiedzą, że co? Że ja tutaj sobie w gazecie gwiazdorzę!

Klasa maturalna to także staż na portalu internetowym. Pierwsza legitymacja prasowa – mój Boże! To już prawie jak zdobycie Grand Press, czyż nie? Jeszcze trochę i będę lepsza od Oprah… o ile Oprah kiedykolwiek pisała o  mundurkach i maturze, bo szkolne tematy to była działka, którą się zajmowałam.

BOLESNA RZECZYWISTOŚĆ

laptop różowy vaio notebook netbook woda z cytryną jak wygląda praca w redakcji dziennikarstwo początki dziennikarz dziennikarka


Jestem tu teraz – ja, całkiem nierozgarnięta, lat już wkrótce dziewiętnaście – z transferem, dzięki któremu  udało mi się trafić do gazety wojewódzkiej. I jeśli myślałam, że dziennikarstwo jest łatwe, to cofam to cholerę, na sztuczną szczękę mojej babci, cofam to! Jeśli ktoś z was myśli, że to rozmawianie sobie z ludźmi i siedzenie z kawką przy stoliczku w McDonaldzie, pisząc na cudownym, wypasionym laptopie artykulik – to idźcie marzyć dalej. 

Ciągle gdzieś zapierdzielam, stresuję się, że nie zdążę, ludzie nie chcą ze mną gadać, bom młoda i roztrzepana, a w artykule jak na złość są dwa znaki więcej, niż miały być – a przecież chcę, żeby było idealnie, ma być tyle, ile kazali – i co chwila ktoś mi podkłada kłody pod nogi, tak wielkie, że prawie się przewracam.  I chociaż wiem, że będzie jeszcze gorzej, że będą dzwonić też w nocy, że będę musiała wstawać i w piżamie pędzić do ludzi, to… walę to. Bo uczucie, kiedy to robię jest tak cudowne, że wiem, że jest warto. 


Na razie stoję rozkrokiem na granicy – po jednej stronie jest wielki napis dziennikarz, a po drugiej.. nie chcę wiedzieć, co jest po drugiej. Nie będę archeologiem, nie będę pisarzem. Będę dziennikarką. 

PS A to skan mojej pierwszej powieści. Jak klikniecie obrazek, to się powiększy i będziecie mogli oddać się tej fascynującej lekturze:

Autentycznie autentyczny skan mojego pierwszego bestselleru.


Napisane przez
Marta Hennig

Jestem Marta, mam 25 lat i próbuję jednocześnie spełniać marzenia, robić swoje i być dorosła, ale to ostatnie nie zawsze mi wychodzi.

Zobacz wszystkie artykuły
Napisane przez Marta Hennig