Gdy coś się kończy…

Zaczyna się nagle – wielkie BUM i dwójka ludzi dostaje strzałą w tyłek od jakiegoś otyłego aniołka w za ciasnej pieluszce. Mijają dni, a związek robi się coraz bardziej poważny – ustawiają status na fejsie, randkują prawie codziennie,a na imprezach by ich odkleić potrzeba specjalistycznego sprzętu hydraulicznego. Żyją sobie w błogim szczęściu zakochanych, aż do momentu, w którym coś zaczyna zgrzytać i to na pewno nie są sprężyny łóżka: codzienne kłótnie, rzucanie talerzami, łamanie tipsów z nerwów i kolejne kufle piwa wypite z kolegami, aż wreszcie któreś z nich st […]

Zaczyna się nagle – wielkie BUM i dwójka ludzi dostaje strzałą w tyłek od jakiegoś otyłego aniołka w za ciasnej pieluszce. Mijają dni, a związek robi się coraz bardziej poważny – ustawiają status na fejsie, randkują prawie codziennie,a na imprezach by ich odkleić potrzeba specjalistycznego sprzętu hydraulicznego. Żyją sobie w błogim szczęściu zakochanych, aż do momentu, w którym coś zaczyna zgrzytać i to na pewno nie są sprężyny łóżka: codzienne kłótnie, rzucanie talerzami, łamanie tipsów z nerwów i kolejne kufle piwa wypite z kolegami, aż wreszcie któreś z nich stwierdza: TO KONIEC. I wtedy dopiero rozpoczyna się jazda.

X ZMIENIŁ(A) STATUS Z „W ZWIĄZKU” NA „WOLNY(A)”
Pierwszą rzeczą po zakończeniu relacji nie jest płacz albo wygadanie się przyjaciółce – najpierw zmienia się status na facebooku, żeby każdy mógł zobaczyć, że nic już nas nie łączy z tą kretynką/tym gburem. Czasami zdarzają się lajki – zwykle klikane przez najlepszych kumpli lub przyjaciółki, żeby dogryźć tej drugiej połówce. Pojawia się też mnóstwo smutnych komentarzy, z niedowierzającym zapytaniem: dlaczego? lub prawdziwym rozczarowaniem: nie wierzę! Niestety dla wszystkich fanów tegoż związku – to już koniec, więcej słodkich fotek pod tytułem wymieniam ślinę z moją dziewczyną nie będzie.

TO JEGO/JEJ WINA!

Po paru dniach chlipania u dziewczyny i picia większej ilości piwa niż zwykle u mężczyzny, obie strony są już na tyle gotowe, aby zwalić zwinę na tego drugiego. Okazuje się, że on był chamem, miał całą klatę osłoniętą dywanem z tureckiej wełny, a na dodatek ciągle dłubał w nosie; ona zaś była pusta, zapominała o goleniu nóg, a o notorycznym wypychaniu biustonosza to już żal nawet wspomnieć.  Przerzucają więc między sobą argumenty tak, jakby grali piłeczką pingpongową: ona jeden, to on drugi. Najlepiej zaś, jak robią to na forum publicznym  – wystarczy wziąć popcorn, rozsiąść się w fotelu i oglądać.

ZRÓBMY SOBIE NA ZŁOŚĆ

Zaczyna się od internetowego spamowania siebie nawzajem – on dodaje zdjęcie z koleżanką, ona ustawia zakochany opis na gadu-gadu; on lajkuje zdjęcie dziewczyny, o którą ona była zawsze zazdrosna, ona zostawia komentarz jego kumplowi. Gdy zaś spotykają się w realu, albo rzucają sobie chłodne i beznamiętne cześć, albo udają, że się nie znają w ogóle, przechodząc koło siebie tak obojętnie, jak tylko potrafią.

LECZ SIĘ TYM, CZYM SIĘ ZATRUŁEŚ

… czyli znajdź sobie pocieszenie, a przy okazji zdenerwuj swoją/swojego eks. Klina znajdują łatwo: po pijaku, na wiejskiej dyskotece, dziwnej, przepełnionej dub-stepem imprezie albo w barze kibica (bo teraz to i Euro, to i dziewczyny wiedzące, co to spalony się znajdą). Historia zatacza koło: znów jest BUM, a do akcji wkracza otyły aniołek ze strzałą… resztę już znacie.

CZY TO BYŁA MIŁOŚĆ?

Wiele osób powie, że tak; ja obstawiam, że nie. Od kiedy miłość określa się miesięcznym związkiem, tysiące razy podkreślonym na fejsie? I czy prawdziwa miłość kończy się z głupoty, a jedyne co z niej zostaje to przepychanki słowne i wzajemna nienawiść? Chyba nie. Ale co ja tam o tym wiem – jestem dziwną osobą, która o kłótniach nie informuje na swoim wall’u, a słowa kocham cię woli powiedzieć wprost, niż napisać w komentarzu. Na stos ze mną – i z resztą normalnych ludzi, którzy nie mają problemu z rozstaniem się po ludzku.. i bez przycisków z kciukiem w górze.