Znam dużo ludzi, którzy mają plany. Duże. Małe. Średnie też. Ogólnie rzecz biorąc: chcą coś zrobić, założyć, sprzedać, rozpocząć. Czają się na to jak mój kot na muchę, która wpadła przez przypadek przez balkon i jeszcze nie wie, że ma niesamowite szczęście, bo gdy inny kot już dawno zmiótłby ją z powierzchni ziemi, trafiła na Nitkę.  Jak się czai mój kot? Rusza tyłkiem w prawo, w lewo, przymierza się do ataku, drepcze łapkami w miejscu, próbuje patrzeć na muchę pod różnymi kątami i wiecie co? Robi to tak długo, że mucha ucieka.
Po prostu spieprza. Trochę jak plany ludzi, którzy coś tam chcą, ale ciągle czekają i wiercą się tyłkiem jak Nitka.

Nieważne, czy to się komuś podoba, czy nie, czekanie na moment nic nie daje. Czasami może nawet zaszkodzić. Ludzie latami czekają na idealną chwilę, która nigdy nie nadejdzie. Wyobrażamy sobie, że kiedyś, kiedy będziemy mądrzejsi, mieli więcej czasu, bogatsi, bardziej wyluzowani, bardziej doświadczeni – to wtedy zrobimy to COŚ, ten PLAN i wyjdzie idealnie.

No cóż, najczęściej nie wyjdzie: bo nigdy nie dojdzie do skutku.

KIEDYŚ COŚ TAM

Dużo się już nasłuchałam o tym, jak to jeden, drugi i trzeci znajomy założy bloga. Napisze książkę. Rzuci pracę. Założy firmę. Przeprowadzi się do Norwegii. Poprosi o awans. Schudnie. Przytyje. Zacznie jeść zdrowo. Zacznie ćwiczyć. Będzie regularnie coś robił.

I w 80 % przypadków te plany nigdy nie dochodzą do skutku. Czy dlatego, że ci ludzie nie są w stanie tego zrobić? Nie.

Dlatego, że świat próbuje nam wmówić, że ciągle jesteśmy niewystarczająco mądrzy, starzy, bogaci, doświadczeni i nie powinniśmy się wychylać. Czekamy więc na idealny moment. Wiecie: wtedy, kiedy macie dużo wolnego czasu, skończyliście wszystkie możliwe kursy, na koncie macie odłożoną sporą sumkę, a w związku wszystko się układa. Problem tylko polega na tym, że w życiu rzadko kiedy wszystko jest idealne i to jednocześnie.

Więc czekanie na to, aż nagle chmury się rozsuną, a z nieba odezwie się głos: „OKEJ, MIETEK, TERAZ JEST TEN MOMENT”.
Ale głosu nigdy nie słychać.

ZAWSZE CZUJĘ, ŻE JESZCZE NIE

Ja też zawsze uważam, że to jeszcze nie teraz.

Za każdym razem, kiedy zdarza mi się jakaś „życiowa propozycja” albo sama wpadnę na coś, co bardzo chcę zrobić, wydaje mi się, że to jeszcze nie ten moment. Że nie dam sobie rady. Ale mimo to, mam coś takiego, że zawsze staram się korzystać z okazji i mówić TAK. Nawet, jeśli potem znoszę jajko i boję się, że nie podołam.

Więc życie się dzieje, ja sobie wymyślam projekt albo projekt przychodzi do mnie i chociaż trzęsę się jak nie wiem i boję się, że nie dam rady… to zawsze się okazuje, że daję. I że wcale nie potrzebowałam więcej czasu, większej wiedzy czy lat na karku.

I doszło do mnie, że idealny moment nie istnieje – to ty go tworzysz.

TYLKO TY

Każdego dnia możesz podjąć decyzję. Jaką? Że to już. Że nie po studiach, nie po dzieciach, nie jak odłożysz, nie jak się uspokoi, nie jak się ustatkujesz, nie jak coś tam, ale właśnie teraz jest czas, żeby czegoś spróbować albo na coś się zgodzić.

Bo co się stanie, jak nie dasz sobie rady? Myślałeś kiedyś o tym? Ja wiem, co się stanie: zupełnie nic. Nie uda się. I tyle. W życiu to się zdarza. Wstaniesz, otrzepiesz się i pójdziesz dalej. Ludzie tak strasznie boją się porażki, że nawet nie zastanawiają się nad tym, dlaczego niby ta porażka jest taka straszna. W większości przypadków nie jest – ot, nie udało się i tyle. Można spróbować jeszcze raz. Ja wychodzę z takiego założenia – lepiej żałować, że się zrobiło, niż całe życie zastanawiać się, jak mogłoby być.

To co – robisz swój moment?

 

Przeczytaj także: