Ostatni rok diametralnie zmienił moje postrzeganie innych. Realizowanie się, branie udział w różnych projektach no i wreszcie – tworzenie i robienie własnych rzeczy dostarczyło mi miliona rozczarowań ludźmi – i na początku nie mogłam się z tym pogodzić. Bo jak to? To nie jest tak, że się zbieramy, ochoczo pomagamy i wszystko idzie jak z płatka?

No nie, nie jest. Ale o tym miałam się dopiero dowiedzieć.

JAK PRZEJRZEĆ NA OCZY – LEKCJA PIERWSZA

Przez ostatnie 12 miesięcy raz po raz ktoś nawalał. Z biegiem czasu przestałam się dziwić. Że ktoś się zobowiązuje, a potem tego nie robi. Albo że zapewnia że coś tam, a potem udaje, że cię nie zna. Ostatecznie jednak ciągle gdzieś tam pałętała mi się myśl, że może akurat to ja trafiłam na gorszy okres. Że może to coś tam, a nie po prostu interesowność. Że być może wymagałam za dużo albo coś innego.Cały czas każdego usprawiedliwiałam, nawet, jeśli wszystkie znaki na niebie, ziemi i w kosmosie wskazywały wielkim, grubym paluchem, że to nie przypadek, a czyjeś świadome działanie. Na oczy przejrzałam dopiero wtedy, kiedy próbując polegać na ludziach, prawie zaprzepaściłam swoje szanse na tytuł magistra w tym roku. To dopiero było jak kubeł zimnej wody, albo może okulary, które wreszcie ktoś mi wcisnął na nos, bo wcześniej widziałam za mgłą.

I przestałam się zachowywać jak sierotka Marysia, która wierzy w każdą ściemę, którą ktoś próbuje jej wcisnąć.

Nie chcę, żebyście odebrali ten wpis jako zgorzkniałe narzekanie – ja nie narzekam. Nie jęczę, że tak jest: po prostu teraz to akceptuję. Nie uważam też tego zachowania za czegoś złego: to po prostu ludzkie zachowanie i tyle. Nie oceniam tego, pewnie czasami sama się tak zachowałam w stosunku do kogoś. Pogodziłam się z tym i traktuję to teraz jako coś oczywistego, czego nie da się uniknąć.

Tacy jesteśmy. I już.

#1 LUDZIE MAJĄ GDZIEŚ NIESWOJE PROJEKTY

Prawda numer jeden: jeżeli pracujecie nad jakimś projektem i to nie jest projekt osoby, z którą pracujesz – w 80 % przypadków nie zależy mu na nim (a przynajmniej nie tak, jak tobie).

Szczerze: wisi mu i powiewa, czy produkt sprzeda się w w milionach, czy w pojedynczych sztukach; czy praca będzie wykonana jako tako czy perfekcyjnie; jeśli już na czymś mu zależy, to na pilnowaniu własnego interesu, czyli np. terminu – bo potem on za niego odpowiada przed kimś wyżej.Bardzo dobrze widać to w agencjach reklamowych (oczywiście nie zawsze!), kiedy np. razem pracujemy nad wpisem w ramach współpracy czy inną kampanią: najczęściej nie zależy im na tym, żeby coś było wykonane na sto procent, ale żeby było zrobione szybko, jak najmniejszym kosztem i żeby można było pokazać jakieś cyferki klientowi, nawet, jeśli są to cyferki nic nie warte i kupione. Inny przykład to organizowanie wydarzeń. Jeśli ktoś się zajmuje promocją wydarzenia, które nie jest jego ani w żaden sposób go nie promuje, zazwyczaj robi to źle. Nie myśli o reklamie, nie stara się o dobrych prowadzących, nie dba o harmonogram – a to potem się kończy pośpiechem, złymi warunkami i słabą jakością. Byleby było, nieważne jak.

Tak jest też w każdej innej branży – jeśli w jakiś sposób nie jesteś emocjonalnie zaangażowany w projekt, najczęściej robisz go tak, żeby po prostu był. Trochę inaczej wygląda to w przypadku, kiedy np. jesteś freelancerem albo prowadzisz firmę – wtedy ten projekt jest dla ciebie ważny, bo świadczy o tobie i twojej marce. Ale w przypadku, kiedy jesteś u kogoś i tak naprawdę nie dostajesz pensji za efekt, tylko za stanowisko? No cóż – zazwyczaj spotykam ludzi, którym się nie chce.

Czy jest w tym coś złego? Kiedyś myślałam, że tak, ale ostatnio doszłam do wniosku, że to normalne. Jeśli nam na czymś nie zależy, to nawet, jeśli jest to nasza praca, zrobimy to średnio. Bo po co się starać, skoro nie mamy do tego serca?

#2 ANKIETY NIGDY NIE MÓWIĄ PRAWDY. LUDZIE ZRESZTĄ TEŻ.

Tego nauczyłam się przy wypuszczaniu własnego produktu, a potem dopiero z teorii, kiedy zaczęłam czytać o marketingu. Ankiety nigdy ci nie powiedzą prawdy. Ludzie będą deklarować, że są zainteresowani, nie mogą się doczekać, a potem – kiedy co do czego dochodzi – nagle się ulatniają albo zmieniają temat.

Na początku wszyscy się deklarują, wszyscy biegną sprintem, a potem zostają tylko niedobitki.

To, co ludzie deklarują w ankietach, a co rzeczywiście ma miejsce to dwie różne sprawy. Wcześniej o tym nie wiedziałam, teraz biorę już to pod uwagę – zazwyczaj zapewnienia w ankietach spełniają się w ok. 10 procentach 🙂 zresztą świetnie to widać w przypadku, kiedy jakaś grupa osób deklaruje, że woli poważne tematy (np. na portalach informacyjnych), a w rzeczywistości najlepiej klikają się plotki.

#3 BĘDĄ CHCIELI TOBĄ MANIPULOWAĆ

Pisałam wam jakiś czas temu, że z moim samopoczuciem jest coraz gorzej – było to spowodowane właśnie manipulantami. Ludzie próbowali mnie co chwila wrobić, zmieniając umowy przed podpisaniem tak, żebym nie zauważyła, wywierając na mnie presję dzwoniąc po 6 (!!) razy dziennie czy próbując mnie szantażować emocjonalnie („myślałem, że nie jesteś taka”). Wszystko to mnie strasznie dołowało, bo zabrnęło to tak daleko, że myślałam, że to już nie ja rządzę swoim życiem.

Ale już wiem, że tak po prostu jest.
Im większa szansa, że można ci coś wcisnąć albo coś z tobą zrobić (bo jesteś młody, albo niedoświadczony, albo nowy w danej branży), tym chętniej ludzie będą ci coś wciskać i próbować tobą manipulować. Teraz stawiam sprawę jasno, mówię głośno „nie” i … działa.

… ALE NIE JEST TAK ŹLE

I chociaż ten post to podsumowanie moich doświadczeń z ludźmi przez ostatnie kilka dobrych miesięcy i może wydawać się pesymistyczny – wcale taki nie jest. Nie uważam, że wszyscy ludzie tylko czyhają na to, żeby kogoś wykorzystać. Nie myślę też, że wszyscy nie angażują się swoje projekty.

Ale biorę pod uwagę, że takich typów jest więcej niż mniej – i jestem spokojna. Już mnie to nie boli, nie rozczarowuje: biorę na to poprawkę i dzięki temu mam święty spokój.

Zastanawiam się, czy macie jeszcze inne tego typu „prawdy” o ludziach?  Może coś pominęłam? Dajcie znać w komentarzach 🙂