Nie piszę, bo nie jest u mnie dobrze.

Obiecałam sobie, że ten blog będzie pozytywnym miejscem. Było więc cicho, bo ostatnio oprócz narzekania nie mam nic więcej do powiedzenia. Co jest bardzo smutne, ale prawdziwe. Od tygodni mielę to w sobie, próbuję coś napisać i nie mogę, bo za bardzo myślę o czymś innym.

Jakoś mam w głowie, że nie powinno się narzekać. Wiem też, że pewnie nikt tego nie chce czytać. Ale czuję też, że dopóki nie wypluję z siebie tego wszystkiego, to będzie tu pusto, bo chociaż miewam momenty uśmiechu i jestem w stanie napisać motywujący cytat na instagramie, to nie jestem w stanie wyprodukować artykułu o szczęściu.

Moja kondycja psychiczna – jest marna. Bardzo długo nie chciałam dopuścić tego do swojej świadomości. Ciągle powtarzałam sobie, że to tylko taki dzień, że jutro przejdzie, że odpocznę i wróci do normy, że to tylko dzisiaj mi smutno, a nie że w ogóle. Że dzisiaj jestem zmęczona, ale jutro już odpocznę…

Czy odpoczęłam? Nie. Czy było mniej smutno? Także nie. Nie chodzę smętna cały czas. Chodzę przybita. Dobija mnie ogrom rzeczy i brak kontroli. Zżerają mnie nerwy, bezradność, a syrop z melisy piję jak alkoholik wódkę. „No to siup” i do gardła. Byle serce tak przestało szybko bić. Byle ręce się nie trzęsły. Żeby chociaż chwilę nie czuć tego uczucia przytłoczenia, tego chaosu i tego poczucia, że lecisz w błyskawicznym tempie prosto w dziurę i nie możesz nic z tym zrobić – tak jak czasami przed snem, kiedy leżysz w łóżku, wydaje ci się, że spadasz. Dokładnie tak samo.

Sama się nie chciałam przed sobą przyznać, bo chyba ostatnią osobą, którą można posądzić o doła, jest Marta, prawda? Nawet sama tak uważałam. Że nie mam prawa. Ja?

Dołuje mnie to, że nie mogę czegoś oddelegować, przesunąć, bo to nie tak, że wzięłam za dużo, chociaż na początku tak myślałam. Obwiniałam się, że nachapałam się łapczywie rzeczy, a teraz cierpię. I ludzie też mi tak mówili: bo ty robisz, bierzesz za dużo. Musisz wyluzować.
Jedyne rady, jakie słyszę? Wyluzuj, odpocznij, olej, daj spokój, wzięłaś za dużo, wszystko nie musi być perfekcyjne, nic się nie stanie, jak czegoś nie zrobisz.

To nie tak.

Natłok rzeczy to jedno. Z pracą zawsze można sobie poradzić. Jestem w dupie, bo zdarzyło się życie – bywa. Niezależnie ode mnie poprzesuwały się różne terminy i zamiast ładnie rozłożyć się w czasie, wszystko się nawarstwiło. Mimo to, w porządku – to nie jest takie najgorsze.  Chociaż się nie wyrabiam, spóźniam, powoli jakoś dałabym sobie ze wszystkim radę. Kroczek po kroczku. Ale to nie to mnie tak przytłacza. Do tego doszło coś jeszcze.

To, co mnie zdołowało, to ludzie.

WSZYSCY CHCĄ MNIE…

Oszukać. Naciągnąć. Wykorzystać. Nie wiem, która opcja jest gorsza, ale doświadczam wszystkich na raz. Kilka razy w ciągu dnia, codziennie, dzień w dzień. W połączeniu z za dużą ilością rzeczy, których nie da się oddelegować – nie ma nic bardziej dołującego. Mam wrażenie, że nie mam nad niczym kontroli, że nie dość, że mnóstwo na głowie, to jeszcze wszyscy narzucają mi terminy i kolejne zadania i nikogo nie obchodzi, co ja o tym myślę.

Ostatnie tygodnie to jakiś maraton, a ja mam już dosyć. Nie wiem o co chodzi – czy to wynika z rośnięcia Codziennie Fit, czy po prostu z tego, że muszę coraz więcej czasu pracować z ludźmi, a nie sama.

Pierwsza rzecz: ludzie próbują na mnie coś wymusić. Nie pytają mnie o zdanie, tylko stawiają mnie przed faktem dokonanym, biorąc za pewnik, że ja coś zrobię (dla doprecyzowania – coś, co po pierwsze, zazwyczaj robię za pieniądze, po drugie – coś, na co też muszę mieć chęć). Dodatkowo są w tym bardzo namolni. Żądają czegoś bez pytania mnie o zdanie i potem mnie maltretują telefonami, mailami. Na spotkaniach stosują gadki marketingowe rodem z jakiegoś wideo autorstwa coachów motywacyjnych. Rzucają datami i mieszają w głowie – bywa, że po kilku takich telefonach i mailach ZGADZAM SIĘ. Bo jestem głupkiem. Bo jestem za miła. I bo po kilku telefonach w tygodniu marzę tylko o tym, żeby telefon przestał dzwonić.

Druga rzecz: ludzie próbują mnie też oszukać. Kłamią, i często te kłamstwa szyją tak grubymi nićmi, że jestem w stanie wsadzić palec w szew. Kłamią mnie w żywe oczy, próbując usprawiedliwić samych siebie. Próbują też wmówić mi, że zgodziłam się na coś, na co się nie zgodziłam, albo ukradkiem coś przeszmuglować w umowie, tak, żebym się nie zorientowała, ale żebym ją podpisała i żeby klamka zapadła.

Trzecia rzecz: ludzie próbują mnie wykorzystać. Milion ludzi chce ode mnie milion rzeczy, bo chodziliśmy razem do podstawówki, bo znamy się z jednego blogerskiego eventu (a wcześnie nawet nie mówili mi „cześć”), albo bo wysłali mi produkt za 10 złotych i teraz powinnam, gnębiona telefonami i wyrzutami sumienia, pisać o nim w internecie na prawo i lewo. Weź udostępnij to, załatw tamto, napisz o tym, o tamtym. Nikt mnie nie pyta o zdanie, wszyscy tylko żądają albo piszą w trybie rozkazującym, tak, jakby oczywiste było, że ja się na to zgodzę. I ciągle to pytanie: to kiedy?

KIEDY? KIEDY? KIEDY TO ZROBISZ, MARTA? ZROBIŁAŚ TO JUŻ?

I mam już po prostu dosyć. Nie wiem tylko, czego bardziej: tych sytuacji, czy duszenia tego w sobie. Nie wiem, co mam o tym myśleć i jak się na to uodpornić, bo niestety nie jestem jedną z tych, co mają twardą dupę. Ja raczej jak Czerwony Kapturek, idę za wilkiem, bo przecież jest miły. A potem mnie zjadają, tyle, że żaden myśliwy nie przychodzi na ratunek, za to do chaty wbija kolejny wilk.

  • Chyba jednak duszenie się było gorsze, bo z momentem kliknięcia „publikuj” poczułam ulgę.

    • Marlena Tyc

      Za taką szczerość się ceni Marta <3

    • M

      Nie napiszę głowa do góry bo to nic nie daje. Napiszę za to, że to się zdarza, czy minie- okaże się. Jestem w podobnej sytuacji. Praca która już nie daje satysfakcji, studia które lubię, ale czuję się przytłoczona. Najchętniej rzuciłabym wszystko i wyjechała do małej chatki w górach. Bez żadnych goniących terminów, bez stresu, bez zobowiązań. Trzymam kciuki Marta!

    • Maciej Lasota

      Z maila korzystasz online? Bo w outlooku, można sobie porobić, żeby segregowało maila ze względu na treść, nadawcę, tytuł wiadomości. Tym sposobem można część mniej ważnych głupot przenieść do spamu.

      • Korzystam z gmaila, mam tego mnóstwo. Tylko nie chciałabym też żeby wiadomości od czytelników wpadały do spamu, więc to nie do końca jest rozwiązanie niestety. Wszystkie maile muszę weryfikować. 😐 Ale poważnie myślę tutaj o zatrudnieniu pomocy, więc sama kwestia maili nie będzie chyba już taka straszna

        • Maciej Lasota

          A nie myślałaś o jakiejś medytacji albo przepracowaniu kontroli z psychoterapeutą? Asystentka to raczej doraźne rozwiązanie. Przy takich huśtawkach terapia mogłaby Ci podnieść jakość życia.

          • Grzywcia

            >.> od razu terapia? tak patrzac to wszyscy potrzebują terapii. Asystentka to normalne…

          • Maciej Lasota

            Widzisz, jakoś w Polsce pokutuje smutne przekonania, że terapia to coś złego. Szufladkuje się kogoś od razu jako świra albo osobę ułomną. Może nie wszyscy potrzebują terapii, ale niektórym terapia jest potrzebna. Tu akurat miałem na myśli pracę w kontekście odbierania pewnych rzeczy. Chociaż jak się nad tym dłużej zastanowiłem i poczytałem parę zdań Marty to asystentka jest całkiem dobrym pomysłem na początek, choćby po to, żeby sobie uświadomiła, że nie wszystko musi robić sama.

          • Grzywcia

            Mi chodziło stricte o przypadek Martowy:) Nie widzę w terapi nic złego, ale Marta raczej potrzebuje poprostu …(zaczela się zastanawiac) hm czego potrzebuje Marta… umiejętności nadawania priorytetów, asertywności i realnego spojrzenia na swoje możliwości, a tego człowiek uczy się w praktyce. Nic dziwnego, że się ma doła jak się robi rzeczy których się nie chce robić i to kosztem snu i nerwów. Z resztą ja mogę tylko wnioskować z tego co Marta napisze, a jak jest naprawdę i czego potrzebuje wie tylko ona sama 😛

    • Siri

      Właśnie miałam Ci pisać, że masz to już za sobą skoro puściłaś tekst w obieg. No, to pierwszy krok zrobiony. A drugi? Ja nie mam pojęcia, nie doradzę, nie pomogę, nie znam się. Ale mam wrażenie, że my, dziewczyny mamy straszy problem z asertywnością. Że bycie miłym zmusza nas do pójścia komuś na rękę i jak zwykle kończymy w czarnej dupie. Nie jesteś jedyna z tym problemem, Marta, ale widząc po sobie, ile mnie kosztuje wydukanie czasem zwykłego „nie”, to naprawdę Ci / nam współczuję, ile jeszcze drogi przed nami, nim zaczniemy być prawdziwe bussineswoman, które ustalają wszystko wg własnych reguł. Ale patrząc na starszych ludzi, widzę, że dzięki praktyce można to wypracować. I tym się pocieszam. Więc głowa do góry, Marta, przyjdzie dzień, w którym będziesz umiała postawić na swoim lub zażądać wyjaśnienia tego, czego nie łapiesz. Wierzę w to mocno, mimo wszystkich nerwów, jakie za tym idą <3

      • Mamy problem z asertywnością, bo od małego wbija się nam do głowy, że „dziewczynka powinna być miła, pomocna i uśmiechnięta” (i mój „faworyt”: „dziewczynce nie wypada tak się zachowywać!”), dlatego później wychodzą takie sytuacje. Dziewczyny trzymam za Was kciuki. Mi nauczenie się mówić stanowcze „nie!” zajęło sporo czasu. Przy okazji, przestańcie przejmować się tym, co ludzie sobie pomyślą. Bo pomału zaczynamy być więźniami opinii innych, nie wiem czemu tak się tym przejmujemy, ale chyba najwyższy czas przestać. Powodzenia dziewczyny! Trzymam łapki!

        • Siri

          To też ale nie zawsze. Kobiety po prostu odbierają świat nie tylko przez słowa ale też przez ton głosu, mimikę, gesty, postawę i w sumie wszystko co skłąda się na przekaz. Więc jednocześnie trudniej nam odmówić by komuś nie było przykro, byśmy w żadnej z tych rzeczy nie zdradziły niechęci do tej osoby czy jej pomysłu. Mnie nikt w życiu nie mówil „masz się zachowywać tak i tak” a problem nadal mam dość duży. Więc to nie tylko kwestia wychowania :/

  • Patrycja

    Marta, nie poddawaj się! 🙂

  • Dominika

    Powodzenia Marta, życzę Ci dużo spokoju ☺ i żeby te hieny raz na zawsze się odczepiły 😉

  • Marta K.

    Marta, rozumiem Cię doskonale, bo też przechodziłam przez coś podobnego i jestem w trakcie wychodzenia z tego, natłok toksycznych ludzi zjadających Twoje „ja” po kawałeczku. Życzę Ci dużo wytrwałości! Wierzę, że dasz sobie powoli z tym radę! 🙂 :*

  • Monika Tomaszewska

    Teraz juz bedzie lzej 🙂 juz moze nie bedzie to tak gnebic. A tym wszystkim powiedz „nie”. Dobrze wiesz, ze nie musisz tego wszystkiego robic I jestes chyba ostatnia osoba, ktorej trzeba to mowic 😉 3maj sie cieplo 🙂

  • Alex Rover

    To właśnie Twój blog i Twoje wpisy zmieniły mój tok myślenia w pewnych kwestiach. Przyczyniłaś się to tego, że wzięłam wszystkie sprawy w swoje ręce dokładnie rok temu i zmieniłam swoje życie na lepsze. Dlatego boli mnie to co teraz przeżywasz. Pamiętaj inni ludzie to „osobny byt”. Potrafią być tak chciwi i pazerni, że aż się można zdziwić. Nie pozwól im wpływać na Ciebie i na to nad czym systematycznie pracujesz. Trzymam kciuki, żeby wszystko się ułożyło.

  • Kasia Grum

    Pamiętaj, że niczego nie MUSISZ, a jedynie możesz 😉 Polecam zdrowy egoizm – Ty tu jesteś najważniejsza i kropka:)
    PS. http://www.gandalf.com.pl/e/maly-zeszyt-osiedbania/?m=1&utm_source=upolujebooka.pl&utm_medium=porownywarki&utm_campaign=1328188&utm_term=maly_zeszyt_osiedban
    ^może to Ci w jakimś stopniu pomoże, polecam z całego serca i trzymam kciuki<3

  • An

    Jejku Marta, mam identycznie! Zawsze uśmiechnięta i pozytywna, teraz straciłam motywację, energię, zawiodłam się na kilku bliskich osobach i nie umiem wyjść z dołka. A najgorsze jest w tym odpowiadanie na pytanie „Co słychać?”. „W porządku”. No bo przecież nie przyznam, że wcale nie jest w porządku, u mnie? pierwszej pozytywnie myślącej?
    Trzymaj się!

  • Marta! Czytam Cię od dawna i mam wrażenie, jakbym Cię znała, emocjonuję się Twoimi sukcesami i mocno Ci kibicuję, więc pozowlę Ci powiedzieć kilka słów od serca, chociaż wiem, że Ty mnie kompletnie nie znasz. 🙂 wiesz co? Nie zawsze trzeba być szczęśliwym i to jest kompletnie normalne. Masz prawo mieć gorsze dni, bo jesteś tylko człowiekiem! A wiem, co mówię, bo też man sporo i z Zosi Samosi, i z Czerwobego Kapturka. Im większy sukces odnosimy, tym więcej ludzi się wokół nas kręci i to rzadko tych dobrych niestety. Wiesz co w tym dobrego? Że można wreszcie nauczyć się odmawiać i przestać mieć poczucie, że musisz być dla wszystkich miła, uczynna i wszystko robić sama. Może czasami trzeba wszystko olać i rzucić na kilka dni. Ostatecznie nie ma takich zobowiązań, które nie mogą poczekać, choćby wydawało się inaczej. I pamiętaj, że w swoim własnym życiu to Ty jesteś najważniejsza. I tylko Ty.

  • Życie już takie jest, że nie da się być non stop super hiper pozytywnym, zawsze uśmiechniętym. Chore jest to, że nam się wmawia, że musimy tacy być. Marto, jesteś tak jak każdy z nas tylko człowiekiem i masz prawo mieć gorsze dni. I masz prawo pisać o wszystkim, co Ci się zamarzy, bo to Twój blog.

  • Róża Mądrawska

    Im bardziej dajemy coś dla ludzi tym bardziej ludzie tego nie doceniają. Znajdą się tacy, którzy nie docenią wysiłku we włożoną pracę” naszą pracę” a to co sprawia nam przyjemność wpędza w nas w okropne bagno usilnych wymuszeń. Marta włączenie na cały regulator green day może pomóc na poprawę jednego dnia, zdecydowanie potrzebujesz większego oddechu i małych wakacji według własnego pomysłu. Odsapnij i naładuj akumulatory.Trzymaj się ciepło.

  • Lena

    Nie będę pisać, że głowa do góry, cycki do przodu itd.
    Ale wiesz co? Przerabiam od początku do końca od dłuższego czasu bloga Barta Popiela: liczysiewynik.pl
    i choć mi osobiście już teraz ta wiedza nie jest potrzebna to nie zaprzeczę, że w przyszłości może bardzo się przydać.
    Ty jednak jesteś w innej sytuacji. Jesteś na wyższym poziomie. I jak cię tak obserwuję od dłuższego czasu… Jak staram się czytać między wierszami te wszystkie dopiski, kiedy jednak starasz się wykrzyczeć, że nie jest okej to widzę, że tobie jego artykuły bardzo, ale to bardzo by się przydały. Może też nie wszystkie, ale znalazłabyś tam wiele cennych rad. Przejrzyj archiwum a po prostu znajdziesz rozwiązanie.
    Co do kłamstw i oszustw… Chyba wiem o czym mówisz. Nie z własnego doświadczenia ale bliskich. Pamiętaj jednak, że wcale nie tak dawno temu skończyłaś 20 lat. Już tyle wiesz! Tyle się nauczyłaś! I jeśli jesteś tu teraz to znaczy, że przeżyłaś całą masę gorszych momentów, kiedy sądziłaś, że nie dasz rady. Ale dałaś. I teraz też ci się uda. To tylko kwestia czasu a wyjdziesz zwycięską ręką wzbogacona o nową wiedzę.
    Pamiętaj, że nie jesteś sama!

  • www.wizualneinspiracje.pl

    Pierwszy raz jestem na twoim blogu,a przyciagnal mnie tytul, czyli ze nie wszystko jest ok:/ jesli Cie to pocieszy Marto, to nie jestes jedynym czerwonym kapturkiem na tej ziemi, mam tak samo, poszlabym za tym wilkiem do chatki babci:)) tez ostatnio sie zalilam, ze zostalam oszukana. Podpisalam dokument, a potem wyszlo ze nie zobaczylam tego co bylo napisane malutkim drukiem. Ludzie oszukuja i bede oszukiwac (ale nie wszyscy!!!!), a twoj dolek minie Marto…a nawet sprawi, ze w przyszlosci bedziesz silniejsza. Moze nie w tej najblizszej przyszlosci, ale kiedys na pewno. Trzymam za Ciebie kciuki, duzo meliski i pozytywnych ludzi w poblizu!!!!!

  • Łucja N

    O ranny współczuje. No niestety to jest najgorsze w ludziach, że próbują coś osiągnąć kosztem kogoś innego bo przecież ,,tyle się znamy i Mi nie pomożesz”
    Też miałam tak pewnego czasu dopóki twardo nie powiedziałam NIE i koniec. Chyba właśnie tez musisz w sobie znaleźć taką wewnętrzną siłę powiedzenia nie i koniec to ja decyduje co zrobię a czego nie.
    Życzę powodzenia i kibicuj Ci w tym abyś dała radę. 🙂

  • Jagoda, jak najbardziej nie! Wpis dotyczył tylko sytuacji stricte zawodowych i tak samo ludzi, którzy chcą jakiś rzeczy ode mnie, ale nie w stylu „hejka, powiedz mi, czy egzamin X był trudny”, tylko „hejka, założyłem firmę, a chodziłem z tobą do podstawówki, weź to wrzuć na swojego blogaska, co? Przecież jsteśmy kumplami”. Ale i tak to są procenty, bo najbardziej w kość to mi jednak dają kontakty zawodowe.

    Dziękuję za kciuki!!!!!! <3 <3

  • Dziękuję Wam bardzo za wsparcie i ciepłe komentarze! Jutro na wszystkie odpiszę, a teraz lecę spać, zadbać o swoje zdrowie. 🙂 Do jutra kochani!

  • Amaaa

    ja tak mam ostatnio, bo matura. Rzeczy mnie przytłaczają, choć nie powinno tak być. Czasem wymyka mi się to wszytsko spod kontroli… plany, tabelki, sprawdziany, arkusze… to wszystko. A naokoło ludzie mówią: ,,Podziwiam Cię, ty jesteś taka…. blaaaablaaa” nie żeby mnie to nie cieszyło, ale w takie dni, po prostu kiwam głową i po powrocie do domu, oglądam film, z dobrym jedzeniem. Zamykam drzwi do pokoju, odpalam lapka i mam spokój. Teraz skończyłam ,,Batmana- Początek”, polecam Ci. Bo widzisz, mi się wydawało, ze pójdę spać, no bo taka biedulka ze mnie ostatnio, a teraz idę do matmy, bo trzeba. Nie tylko Ty tak masz! Poradzisz sobie z tym, wiesz? Wspierasz nas, piszeszz dobre rzeczy. Wstawaj 😉

    • Marta Banaszek

      Nie wiem co zdajesz na maturze i jakie masz plany odnośnie studiów, ale nie przejmuj się tak matura 😉 u mnie w klasie zdali wszyscy nawet ci którzy w domu ani razu żadnej książki nie otworzyli

  • Ag.

    Dla mnie ostatnie dwa miesiące były chyba najtrudniejszymi, najbardziej intensywnymi miesiącami w moim życiu. Codzienne działanie na 200%,każdy czegoś chce… wczoraj miałam pierwszy „wolniejszy” dzień. Jak zareagował mój organizm? Gorączką. Wiedział, że teraz może poluzować. Obiecałam sobie, że nie dam się wpędzić w taką masę obowiązków, ale życie to życie. Trzymam kciuki za Ciebie, żeby wszystko przystopowało. Żebyś mogła odpocząć, odetchnąć z ulgą.

  • Cieszę się, że zdecydowałaś się „wypisać”, bo to naprawdę pomaga! Miałam raptem wczoraj trochę podobnie – taki kamień na serduchu i stres i decyzję do podjęcia (zawodowa sytuacja) i dopiero jak się wypisłam, podzieliłam tym to mi się jakoś tak lżej zrobiło. I podobnie jak napisała Marlena Tyc – właśnei za tą szczerość tak bardzo Cię lubię i cenie! ‚Czasami musi być źle, żeby mogło być lepiej’ – niech i u Ciebei tak wlaśnei będzie! Buźka ;*

  • Asia

    Marta, warto czasem z siebie wszystko wyrzucić. Ja ostatnio zawaliłam coś na co pracowałam mnóstwo czasu, co niestety odbije się na mojej przyszłości. Robiłam coś z sercem i pełna zapału na milion procent, w miedzy czasie próbowałam realizować inne ważne ale nie aż tak bardzo rzeczy. Teraz – to co było najważniejsze zniszczyłam w ciągu 80minut… Wszystkie inne rzeczy które też były ważne były troche olane na rzecz tej najważniejszej. No ale kiedyś trzeba nadrobić, prawda? I to ten czas, gonią terminy, ale to po prostu niewyróbka choćbym nie wiem jak się starała… Jestem przytłoczona natłokiem spraw do zrobienia i co gorsza – wyrzutami sumienia, że zawaliłam coś tak cholernie dla mnie ważnego. No i kurde bądź tu pozytywna. Słyszę „trudno”, „co z tego, nie przejmuj się, to nie było ważne” no jak kurde nie było, jak było. W kółko seria Aśka uśmiechnij się, Aśka co ty znowu masz dola, Aśka pomóż mi z tym albo nie, czekaj zrób to w ogóle za mnie. Jestem w fatalnym stanie fizycznym, umieram z wycieńczenia, ale nie moge przestać bo znowu zawale i będzie coraz gorzej. Szlag! Do tego wszystkiego problemy ze zdrowiem najbliższych mi osób i problemy emocjonalne/psychiczne brata. Za dużo. Za dużo wszystkiego. Chce się odciąć. Musiałam to z siebie wyrzucić, a że nie mam do kogo to pisze tu. Jestem cholernie zmęczona i samotna. Trzymam kciuki, żeby Marta życie trochę się uspokoiło i powodzenia! I pamiętaj myślę, że nie powinien istnieć żaden w 100% pozytywny blog – nie ma nikogo kto byłby szczęśliwy 24h na dobę,każdy ma problemy i lepiej je z siebie wyrzucić. Buziaki! Ps. Mam nadzieje, że uda Ci się wygrać konkurs, ja staram sie codziennie głosować (czasem nawet 4glosy na dzień) :*

  • Nicole

    Poćwicz asertwność. Tacy ludzie, którzy chcą Cię wykorzystać czy oszukać, zawsze będą się wokół Ciebie kręcić. Nie musisz być dla wszystkich miła 🙂

  • Emilia

    Hej Marta! Strasznie mi przykro, że tak się czujesz.

    Może w takiej sytuacji pomogłoby Ci stworzenie takiego osobistego regulaminu dotyczącego współpracy z Tobą? Mogłabyś ustalić np. jakiej formy kontaktu sobie życzysz, kiedy chcesz się udzielać charytatywnie i na bieżąco egzekwować to od innych bez wyrzutów sumienia, kilka zasad mogłabyś nawet umieścić w dziale „współpraca” na blogu.

    Alexandra Franzen napisała świetny, bardzo konkretny wpis na ten temat: http://www.alexandrafranzen.com/2014/11/19/policies/

    A jeśli wolisz po polsku, to Styledigger napisała coś podobnego:
    http://styledigger.com/2016/12/moj-osobisty-regulamin-2017-dlaczego-warto-go-zrobic.html

    Mam nadzieję, że te wpisy Ci się przydadzą i że choć trochę ułatwią Ci życie 🙂 Bardzo trzymam za Ciebie kciuki i bardzo nie chciałabym żeby ten kawał dobrej roboty, którą robisz, był dla Ciebie źródłem niepotrzebnego stresu i frustracji przez takie beznadziejne, namolne telefony.

    Trzymaj się ciepło! 🙂

  • Nigdy wcześniej nie uskuteczniałam na Twoim blogu jakichś głębszych komentarzy, ale tym razem tylko i wyłącznie po to włączyłam ponownie komputer. Właśnie przed chwilą skończyłam trening z Tobą (po którym z resztą sama poczułam się lepiej), w czasie którego myślałam sobie, jak bardzo jesteś sympatyczna i ogarnięta – w wieku 22 lat Twoja kariera jest na wyższym levelu niż wielu osób nawet o 10 lat od Ciebie starszych i robisz masę fajnych rzeczy. I nie był to pierwszy raz, kiedy o tym sobie myślałam. Nie znamy się, ale zrobiło mi się smutno czytając ten post, ponieważ wydajesz mi się osobą naprawdę godną podziwu. Jestem pewna, że jest o wiele więcej osób, które myślą podobnie jak ja. Dlatego właśnie piszę – mam nadzieję, że świadomość, że istnieją nieznajomi ludzie, którzy w ten sposób o Tobie myślą, jakoś podniesie Cię na duchu 🙂 Niestety, wydaje mi się, że opisana przez Ciebie sytuacja to druga strona tego samego medalu – „cena sławy”… Wielu istnieje takich wykorzystywaczy, każdy takich w życiu spotyka, ale wiadomo, że kto osiąga sukces jest jeszcze bardziej narażony na takich „przyjaciół”. Chyba jedyną radą na tę sytuację jest nauczyć się mówić „nie”. Wiem, że to łatwiej powiedzieć, niż zrobić, bo też mam problemy z asertywnością także doskonale Cię rozumiem. Ale może spróbuj sobie w takich sytuacjach pomyśleć: dlaczego mam być miła dla osób, które chcą na Tobie i Twojej ciężkiej pracy żerować? Dlaczego mam być miła, skoro oni są mili tylko dlatego, że czegoś chcą?

    Mam nadzieję, że dasz radę sobie z tym poradzić 🙂 Przesyłam ciepłe pozdro prosto z Italii i trzymam kciuki! :))

  • Pocieszę Cię, że wredni ludzie to nie tylko zmora blogerek/trenerek. W innych dziedzinach pełno tych robali, w grafice, fotografii, modelingu, rękodzielnictwie, krawiectwie… w większości tzw wolnych zawodów, gdzie ludziom się wydaje, że zrobisz wszystko „dla frajdy” bo to przecież Twoja pasja i jak możesz odmówić i jeszcze żądać czegoś więcej niż dziękuję.. Sama nagminnie spotykam się z podobnym podejściem ludzi, którzy wymuszają na mnie robienie rzeczy, których nie chce – nauczyłam się mówić nie. Nie i koniec. Za to przyklejają mi łatkę „księżniczki” i zołzy i materialistki z parciem na kasę oraz grono hejterów z przerostem ego. Są też tacy, którzy po prostu ignorują ludzi o zbyt wygórowanych wymaganiach i kasują maile albo wypraszają złych klientów z salonu, polecam Ci wygooglować:

    Klient nasz Pan? Nie w moim salonie. (nie, to nie jest mój blog)

  • Zu

    Hmmm Marta jestes mloda tak naprawde dopiero sie ksztaltujesz. I chyba przyszla pora na cos co ja nazywam byciem bitch. Czyli dla wlasnego dobra zaczac byc dla ludzi twarda, czasem moze nawet niemila ( nie mowie tu o obrazaniu). Ja jestem managerem i wiem jak jest z presja ludzi z roznych stron a to szef a to klienci a to pracownicy. Musialam w sobie wyrobic sile na bycie asertywnym : sorry boss tego sie nie da, nie nie dostaniesz urlopu bo juz zajete itd. Ale glownym zalozeniem jest ” nie wszyscy musza cie lubic” i wydaje sie ze ty masz z tym problem. Sorry ale ja tego nie mowilam i nie obiecywalam wiec tego nie zrobie czy ci sie to podoba czy nie. Zacznij nad tym pracowac.bo cie zjedza. Powodzenia.

    • Magda Lena

      Zgadzam się z wypowiedzią. Niestety musisz zacząć być bardziej asertywna i zacząć odmawiać. Nie wszyscy muszą Cię lubić. Twoja popularność będzie cały czas rosła i będzie przybywało jeszcze więcej takich ludzi.

  • aneta

    MARYUNIA wyluzuj, odpusc nie da sie zrobic wszystkiego dla wszystkich, weź „l4” i naładuj baterie, nie złośc sie na siebie że czegoś nie zrobiłaś

  • Patrycja Lewandowska

    Cześć 🙂 Dziękuję Ci za tak szczery wpis. Od jakiegoś czasu też tonę w rzeczywistości. I tak spadam, spadam i robi się coraz smutniej.. Nawet nie chce teraz czytać o motywacji, walce itp. Dobrze poczuć, że jest tam gdzieś ktoś, kto też czasem żyje jutrem.

  • Anna Bejrowska

    Ostatnio przechodziłam podobne odczucia. Odchodziłam z pracy i wiele osób mnie zawiodło swoimi tekstami a juz najbardziej szef.
    Ktoś mi powiedział, że takie jest życie i pora to zaakceptować. Ale co? Wredność, chamstwo i chęć oszukania? Nie chce tego akceptować. W pewnym momencie w pracy stałam się taka sama „kto wchodzi miedzy wrony zaczyna krakać jak i one” i uwierz przestałam się lubić.
    Potem przeczytałam w necie tekst „sprawdź ile rzeczy sam sobie zafundowałeś i po prostu się od nich uwolnij”. Niestety, tak jak ja te sytuacje załatwiłaś sobie sama. Możesz spróbować zacząć stawiać granice. To pomogło mi na jakiś czas. Ja potrzebowałam mocnego cięcia, ale mam nadzieje ze u Ciebie to tylko kwestia stawiania granic i przestania byc czasem miłym. Wiem ze to trudne bo chcesz być dobra dla ludzi. Ale przede wszystkim Marta bądź dobra dla siebie. Zauwazylam ze w momencie kiedy zaczelam nie zgadzać sie na wszystko to ludzie może mniej mnie lubią ale i boja sie wykorzystać…
    Powodzenia Marta!

  • Lidia

    Wiesz przeczytałam to i poczułam ulgę że nie tylko ja mam problem w związku z byciem miłą ale pewna mądra osoba powiedziała mi że tego trzeba się nauczyć a potem wprowadzać w czyn ja cały czas próbuje raz wychodzi raz nie to ciężkie. Życzę Ci w tym powodzenia bo jesteś wspaniałą, mądrą, pozytywną osobą. Bardzo twój blog mnie motywuje. Nie daj się.

  • Marta, i za to właśnie cenię Ciebie i Twój blog. Za szczerość. Nie polewasz wszystkiego lukrem, nie piszesz tylko wtedy, gdy wszystko jest super. Pokazujesz siebie taką, jaka jesteś na prawdę, nie pozujesz i nie udajesz. Potrafisz się przyznać do słabości, a to też jest ogromna siła! Dlatego czytam Cię regularnie, od ładnych kilku lat. Z Tobą uczyłam się ogarniać swój czas,planować, zrozumieć czym jest ‚dobry związek’ (i zdecydować się zakończyć ten, który dobry nie był), dążyć do spełniania swoich marzeń. Teraz uczę się ogarniać finanse, bo mam z tym problem niemały 🙂
    Dziękuję Ci 🙂
    Dobrze, że wyrzuciłaś z siebie te złe emocje. Radzić nic nie będę, bo już poniżej padły bardzo dobre rady. Po prostu trzymam za Ciebie kciuki i wierzę, że dasz radę.
    Pozdrawiam, Ania

  • Zuza Dylewska

    Marta, powiedz tylko, a my – Twoje czytelniczki, podwiniemy rękawy i zamordujemy te parszywe gadziny, które Ci uprzykrzają życie.

  • Myślę, że to jeden z niewielu postów, który pokazuje cenę sukcesu od backstage. Osiągnęłaś już dużo, jak na swój wiek i długość prowadzenia blogów! Ale czytając Twoje słowa, pierwsza rzecz jaka przyszła mi do głowy to „asertywność”. Wierzę, że gdy robimy coś, co ma dla nas głębszy sens i jest naszą pasją, działamy trochę jak perpetum mobile, więc ciężko mi wyobrazić sobie, że to natłok obowiązków doprowadził Cię do stanu takiego zniechęcenia i rozczarowania ludźmi. Myślę, że przed Tobą nastał czas na trudną lekcję- odmawiania, stawiania granic i walczenia o siebie. Cholernie trudna jest też dlatego, że wymaga zerwania z myśleniem o sobie w kategoriach „miła, pomocna”- mi też kiedyś wydawało się, że odmawianie sprawia, że staję się przeciwnością osoby, którą zawsze chciałam być. A wcale tak nie jest. Myśląc o tych, którzy mi odmówili- pamiętam, że postrzegałam ich wówczas jako osoby zaradne, dążące do określonych celów i odważne. Trzymam kciuki, kochana!

  • Karola

    Doskonale Cię rozumiem. Z tym, że ja w końcu wylądowałam na antydepresantach – i nadal nie jest jakoś genialnie.
    Jak już nie daję rady to biorę chorobowe, odpuszczam sobie zjazd na uczelni i odcinam się od wszystkiego na tydzień, czasami pomaga 🙂 choć wiadomo, że nie da się tego robić za często.
    Żyjemy w takich chorych czasach, że mając 24 lata lądujesz na psychotropach… a co będzie za 10-20 lat – kto to wie. Daję radę tylko dzięki rodzinie, która mnie mocno wspiera i chłopakowi, który kocha mimo wszystko.
    Bardzo Cię cenie za to, że potrafisz o tym publicznie mówić 🙂 „Wygadanie się” bardzo pomaga – zawsze.
    Tak jak dziewczyny pisały wcześniej nie wszyscy muszą nas lubić. Priorytetem powinnaś być Ty i Twoje zdrowie. Wiem, że to trudne, ale chyba inaczej się nie da.
    Trzymaj się cieplutko! 🙂

  • Michał13

    Widzę że Martę dopadło życie…
    Aczkolwiek mała rada… komentarze które tu teraz czytasz bierz z dużym dystansem.
    Bo może i złapiesz oddech ale stracisz osobowość…
    I za niedługo „Marta” przerodzi się w „ludzie z twojego postu”

    Owszem trzeba być bardziej asertywnym ale bez przesady.
    Bo raz wykorzystają, aczkolwiek często nie dają rady i przerzucają to na kogoś innego.

  • Paulina

    Ah ta asertywność, a wszystko to wina ludzi, prawdziwe a smutne. Ja osobiście także uczę się mówić „nie” w prost. Ostatnio mi nawet wychodzi. Moja sytuacja z dnia codziennego na studiach, miała być praca w grupach, grupa zrobiona i nagle taki jeden chłopak się pyta czy może być z nami reszta grupy patrzy na mnie co odpowiem a ja mówię”nie”, i wszyscy wieeelkie oczy i od razu no co ty Paulina weź przestań, i oczywiście reszta nie potrafiła także powiedzieć nie i został z nami, mimo, że wiem że nic nie zrobi no ale cóż, ale te wszystkie oczy patrzące na mnie jakby mnie chciały zjeść za to, że powiedziałam głośno i wyraźnie nie… Tak samo mam jako starościna nie wielkiej grupy, ale wszyscy się nauczyli, że jeśli jestem starościną to mam ja wszystko załatwiać, nawet rzeczy które do mnie nie należą, bo na pierwszym roku to robiłam to teraz też mam, tak jak dziennie latać do ksero gdy inni jadą sobie spokojnie do domu na obiad, a ja, że nie mieszkam w domu muszę go sobie najpierw zrobić. Teraz na 2 roku zaczęłam się bronić, odpowiadam, że czemu ciągle ja, ja byłam ostatnio, albo jak nagle trzeba iść coś zrobić na co nie mam ochoty to udaję, że nie słyszę 😛 ale to rzadko działa niestety. My możemy potrafić mówić nie, ale społeczeństwo jest okrutne i od razu jesteśmy ubiczowane niestety. Więc nie dość, że walczymy ze sobą to jeszcze z resztą, niestety. Ale trzeba walczyć i iść do przodu ! Powodzenia 🙂

    • Grzywcia

      Asertywnosc a bycie nie miłym to różnica, powinna miec jakis powod, co ci przeszkadzalo ze biedny kolega nie mial sie do kogo przyłączyc, tym bardziej że im więcej rąk do pracy w grupie tym lepiej, Akurat w tej sytuacji się z tobą nie zgadzam.

      • Paulina

        Jasne,tutaj nie chodziło o to żeby być nie miłą. Nie chciałam na taką wyjść. Powód osobisty miałam, ten kolega to starosta rok, i mieliśmy kilka spraw gdzie w załatwieniu był on potrzebny. No nie było łatwo, żeby móc się ubezpieczyć na uczelni i dać mu pieniądze potrzebował 2 miesięcy, mnie osobiście takie zachowanie irytuje. I dlaczego mam kogoś takiego brać do grupy, gdzie on miał do wyboru spokojnie inną z osobami z którymi ma większy kontakt, także nie został sam. I w momencie kiedy miał wykonać swoje obowiązki, to gdyby nie moje upierdliwe zachowanie nawet nie pamiętał, że ma te pieniądze zebrać. Uprzedzając pytanie, sam się zgłosił na tą funkcję. Ale z litości innych jest z nami w grupie, no nic, jak to mówią powinno się dawać drugą szansę. Chociaż osobiście stwierdzam, że jak zawali to rozszarpię 😀

  • Karolina

    Marta, polecam Ci zatrudnić swoją asystentkę. Może być to przecież jakaś chętna studentka, która chce się przyuczyć i zdobyć doświadczenie za kilka zl/h lub też profesjonalista za trochę większą kasę. Komuś w Twoim imieniu będzie dużo łatwiej odmówić niż Tobie samej. Przemysl to ! Ładuj akumulatory i daj się trochę odciążyć. Nie wiem czy wiesz, ale właśnie pierwszym i największym błędem zarządzania mlodych, rosnących firm jest to, że właściciel ma problem z delegowaniem obowiązków, bo wydaje mu się, że nikt nie zrobi tego tak dobrze jak on sam. Jednak jest to pulapka, bo Ty masz nadmiar stresów, wypalasz się, zawalasz terminy, masz sama do siebie pretensje, nie chcesz i nie potrafisz skorzystać z kogoś pomocy, a przy tym się nie rozwijasz. Daj sobie czas, pozwól sobie na trochę wolności i podziel swoje obowiązki na dwie pary rak;) Pozdrawiam

  • fafsasdada

    Życie na tobie wymusze nauke asertywności. Musisz sobie z tym poradzić. Niestety zazwyczaj jeżeli ludzie wiedzą że mogą kogoś wykorzystać to to robią. Pomyśl że dzięki tym

  • Asertywność. Czasem ostra i nie miła. Polecam 🙂

  • Susie

    Też tak miałam. Nie myślałam o niczym innym, tylko o zwinięciu się w kulkę w najbardziej miękkim kącie kanapy i zniknięciu dla świata. Ach, zazdrościłam swojemu kotu.

    Najbardziej chyba denerwuje mnie, kiedy staram się, żeby coś wyszło fajnie, a wszyscy mają to totalnie gdzieś. Do tego jeszcze wystarczy kłótnia z chłopakiem i czuję, że wszystko przelatuje mi przez ręce, a ja sobie nijak nie poradzę – „tym razem na pewno, koniec świata”.

    Ja wtedy uciekam do domu – i znowu jestem małą dziewczynką, która wtula się w objęcia taty. Bo nie ma osoby, która lepiej pomaga rozłożyć problem na kawałki i znaleźć rozwiązanie. Osoby, która słucha i jest wrażliwa na emocje, ale nie daje się im ponieść. Wyspa rozsądku na morzu rozpaczy. 😀
    No i jest jeszcze mama – najlepszy psycholog świata na telefon. 😀 Uważny słuchacz, który zapamiętuje szczegóły, i dzwoni następnego dnia zapytać, czy jednak w sklepie były ulubione lody.

    Wiem, że to, czy taki sposób na opanowanie stresu zadziała, zależy od warunków w domu – ale może masz szczęście mieć taki kokon bezpieczeństwa, do którego można przyjechać? 🙂

    Ja jeszcze czasem proszę chłopaka, żeby zajął się w moim imieniu rzeczami, które mnie bardzo stresują – jak opieprzanie innych przez telefon. Też nie umiem być niemiła – i jasne, kiedyś trzeba się nauczyć, ale doraźnie taki sposób działa.

  • Twins

    Marta przepraszamy Cię za tamte maile, Jak najbardziej należy Ci się odpoczynek, trzymaj się kochana :*

  • Martuś! Trzym się! ;***** Jesteśmy z Tobą! ;))))

  • Aż bym Cię chętnie przytuliła. Nawet mnie nie znasz a ja jako stała czytelniczka mam wrażenie, że jesteśmy dobrymi kumpelami..więc możesz pomyśleć że jestem psychopatka, ale wytuliłabym Cię 🙂

  • a.nessy

    Czuję się podobnie, najgorsze jest to że przed ludźmi nie da się uciec, bo są wszędzie. W takich momentach mam ochotę wyjechać na Bali i utrzymywać się ze sprzedawania koktajli z mango na plaży.

  • Julia

    To bardzo dobrze, że się nam „wygadałaś”, bo to zawsze trochę pomaga 🙂 Poza tym bardzo cenię Twoją autentyczność, to że piszesz jak jest, a nie jak „wypada”.
    Też mam podobny problem, zawsze staram się być miła i głupio mi jest odmawiac innym pomocy, nawet gdy sama mam bardzo mało czasu. Na szczęście zaczęłam nad tym pracować już jakiś czas temu i jest dużo lepiej niż wcześniej 🙂 zawsze gdy zastanawiam się, czy warto komuś bezinteresownie pomóc, pytam sama siebie, czy ta osoba też by to dla mnie zrobiła, czy rzeczywiście doceni moją pomoc i czy mnie nie byłoby czasem głupio i niezręcznie wymagać od innych tego, czego ta osoba wymaga ode mnie. I bardzo często wychodzi na to, że odmawiam, bo pomóc bezinteresownie to mogę rodzinie i przyjaciołom, a nie osobie która przymila się do mnie, gdy czegoś potrzebuje, niczym mój kot proszący o saszetkę, a gdy ja będę potrzebowała pomocy, to, za przeproszeniem, „kopnie mnie w dupę” 😉 niestety, tak to juz jest (chociaż bardzo nad tym ubolewam) że często musisz być bardzo asertywna i stanowcza, żeby ktoś nabrał szacunku do Ciebie i Twojego czasu. Sama często zastanawiam się, czy takim fałszywym, próbującym cię oszukać i wykorzystać ludziom nie jest tak po prostu, po ludzku wstyd. Cóż, najwyraźniej nie jest.
    Trzymam kciuki, żebyś jakoś to wszystko ogarnęła, a wiem, że na pewno ogarniesz, bo przecież jesteś Martą – osobą, która ma dwa super blogi, rozwija się, motywuje innych, jest dla mnie inspiracją i wielkim autorytetem 🙂 aha, no i potrafi sprawić, że zwlekam się z łóżka zrobić trening, chociaż nie chce mi się tak bardzo, że nikt inny by mnie z niego nie zwlekł, nawet siłą 😀
    Aha, i pamiętaj, nie jesteś czekoladą, żeby Cię wszyscy lubili ;D

  • Aga

    Ja już dawno straciłam wiarę w ludzi i przez większość czasu ludzi nie lubię. Jest to trochę dziwne skoro sama jestem człowiekiem ale cóż… Zawsze jak ktoś mówi że świat jest zły itp. to ja stwierdzam że nie świat a ludzie. Czasami naprawdę jestem w szoku co ludzie potrafią sobie wzajemnie robić. Fajnie że potrafisz być tak szczera na blogu i nie udajesz że życie jest idealne, bo każdemu mogą się zdarzyć gorsze chwile. Życzę ci żeby ten okres szybko minął i żebyś miała zawsze obok siebie grono naprawdę zaufanych osób.

    • Michał13

      Jeśli straciłaś wiarę w ludzi, to po prostu jesteś egoistką…
      Wiem jak to brzmi, ale zastanów się przez chwile!
      (uwzględnij komentarze pod tym wątkiem)

      I jaki masz teraz obraz…

      Bo ja niestety widzę tylko „ja” dobry a wszyscy źli (oszukują, chcą coś od mnie… itp)
      przyjmijmy nawet pesymistyczną wersje że 50% ludzi na wykorzystuje…

      I co dalej myślisz że ludzie są źli…
      Jeśli przekazują Ci część obowiązków to tylko by Ciebie zgnębić?
      Czy może dla tego że nie wyrabiają i „proszą” Ciebie o pomoc.
      Widzisz że ktoś ma dużo roboty to czemu nie zaoferujesz pomocy, tylko czekasz aż ktoś Ci ją narzuci… Aaaa, wiadomo bo Tylko Ja pracuję a reszta się opierdala.

      „Proszą”- oczywiste w cudzysłowu bo jesteśmy egoistami i próśb nie słuchamy tylko rozkazy do nas docierają

      • Aga

        No trochę nie trafiłeś, ale tak to jest jak się ocenia ludzi po jednym komentarzu. Zdecydowanie nie jestem osobą która uważa się za lepszą, bo naprawdę jestem świadoma swoich wad i mam niską samoocenę co jest trudne do zwalczenia i nie ułatwia życia. Może mój komentarz był zbyt ogólny, bo rzeczywiście nie można powiedzieć że każdy człowiek chce nas oszukać itp. i wcale tak nie uważam. I to że ktoś prosi o pomoc bo jej potrzebuje jest zrozumiałe. Ale oszukiwanie czy wykorzystywanie nie jest prośbą o pomoc. Komentarze wyglądają jak wyglądają bo został poruszony wątek ludzi którzy oszukują. Więc raczej nikt nie napisze, że podpisując umowę został oszukany, stracił na tym powiedzmy jakieś pieniądze i jest szczęśliwy bo może pomógł, a oszust w ten sposób prosił o pomoc. Natykamy się na różnych ludzi więc raczej należy zachować ostrożność ale nie powinniśmy się też bać pomagać jeżeli ktoś naprawdę tego potrzebuje.

        • Michał13

          Ja nigdy nie oceniam ludzi…
          nawet mój wcześniejszy komentarz był pewnym manifestem w obronie ludzi.

          Przeczytałem post i dostrzegłem że autorka z powodu przemęczenia straciła wiarę w ludzi… Tak wiem że głupio to brzmi ale gdy jesteśmy zmęczeni i ktoś zapyta nas o godzinę to czasami robimy z tego aferę jak by chciał od nas pożyczyć 1000zł

          Chwilowa nie dyspozycyjność blogerki a wy od razu teksty.

          Asertywność. Czasem ostra i nie miła. Polecam 🙂
          Nerwica
          Ja już dawno straciłam wiarę w ludzi i przez większość czasu ludzi nie lubię….

          To trochę mnie poniosło, bo osobiście uważam że dla ludzi warto żyć.
          Tak czasem zerwę przez nich kilka nocy… narobię się jak wół ale większości przypadków stwierdzam że warto (Nie zawsze… ale jak nie zrobisz to nie będziesz wiedziała)

  • Agnieszka Pukas

    Złe rzeczy się zdarzają tak jak i te dobre. To naturalna kolej rzeczy. Marta, zadaj sobie proste pytanie. Na ile z tych „złych” rzeczy ty wpłynęłaś? Ile temu jesteś sama winna? Prawdopodobnie niewielu, jeśli jakiejkolwiek z nich. To co nie zależy od ciebie nie powinno cię smucić. Nie wiem na ile ci melisa pomoże, ale moim zdaniem może powinnaś skupić się na swoim wnętrzu, a nie na otaczającym cię świecie? To jest trudne, ale myślę, że dobrze by było czasem wyciszyć umysł z myśli (rano jak się obudzisz, lub nocą przed snem). Najważniejsze to nie obwiniać ludzi i nie czuć się zagrożoną przez nich.

    • Michał13

      True Story. Za dużo oczekujemy od ludzie a od Siebie za mało… Choć od siebie dajemy nawet 200% normy to zawsze za mało.

      • Agnieszka Pukas

        Nie chodziło mi o to, żeby dawać od siebie „wszystko” bo to bardzo byłoby wyczerpujące i stresujące, a przy tym niezdrowe dla własnej psychiki. Przede wszystkim chodzi o to, aby nie skupiać się na innych, ani też na otaczające nas „zło”. To są rzeczy które nie zmienimy, a więc są nie warte naszych rozmyślań. Zmieniać możemy siebie, możemy zauważać, że nic nie jest idealne. Nic nie jest złe ani dobre. Nad sobą mamy jedynie jakąś władzę i nad swoimi czynami. Nad tym trzeba się zastanawiać i robić to co uznaje się za słuszne, jednocześnie mając na uwadze dobro innych.

        • Michał13

          Życiową prawdą, a jednocześnie i dobrą motywacją jest fakt że nie musimy odnosić sukcesów. I często gęsto „porażka” jest naszym sukcesem.

          Co to znaczy dawać z siebie „wszystko”? Każdy z nas zapewne słyszał to zdanie.

          Człowiek może wytrzymać więcej, niż mu się wydaje!

          I potwierdzi jego prawdziwość… a co za tym idzie.
          To fakt że nigdy nie osiągamy 100% naszych możliwości.
          Jeśli już coś robimy, to idziemy na całość bo jak powszechnie wiadomo gdy coś osiągamy ciężką pracą to umiemy to docenić.
          Jeśli nie wyjdzie… hmmm trudno.
          Boli ale wiemy że dawaliśmy z siebie wszystko i to wystarcza.

          Trochę się to komplikuje gdy praca jest zbiorowa…
          Powiedzmy że moje 200% normy to w całości jest to zaledwie 10%…

          *200% normy (ciekawe pojęcie bo ja nawet nie osiągam 95% moich możliwości)

          Jest to prawda uniwersalna sprawdza się we wszystkim nawet w związkach!
          Jeśli ktoś jest innego zdania to niech od dziś wszystko robi na 80% i zweryfikuje słuszność mojego zdania.
          (Oglądaj filmy, rób zakupy czy po prostu wysypiaj się na 80% )

          • Agnieszka Pukas

            Po co oceniać swoje życie miarą matematyczną? Nie przekonuje mnie to. Moim zdaniem to jest jedynie nakręcanie się bez większego powodu. Na 100% czy na 80%? Jaki to ma cel? Robi się po prostu to co uważa się za słuszne i nie krzywdzi przy okazji innych ludzi. Nie da się obliczyć tego żadną miarą. To jest po prostu głębia, iście do czegoś co nie ma tak naprawdę końca. Kończy jedynie śmierć, lecz i tego nie wiadomo.
            Wyrabianie normy…. A ja powiem zatrzymaj się. Spójrz na swoje życie. Czy czujesz, że robisz wszystko zgodnie z sobą? Ze swoim wnętrzem? Otóż to jest najważniejsze by być jak najlepszym człowiekiem. Śmierć i tak zabierze nam materię. A nawet i nie śmierć. Ale wypadek, katastrofa, choroba. Czy jesteś gotowy? Czy potrafisz się przygotować do tego? Spójrz, zastanów się. Co byś zrobił gdyby ktoś bliski ci zginął. Gdybyś nagle stracił cały majątek. Jaka by była reakcja? Czy umiałbyś to przyjąć ze spokojem, czy też popadł w głęboki żal?

          • Michał13

            Czy potrafię się przygotować? Czy jestem gotowy?
            Oczywiste że nie. I nikt nie będzie…

            Co do oceniania naszego życia miarą matematyczną, hmmm powiem krótko nie oceniać tylko żyć. Nie myśleć ile jest do celu, tylko po prostu robić swoje.

            Ludzie są ludźmi… Lecz jak by się tak naprawdę dobrze przyjrzeć ludziom.
            To zobaczymy że każdy jest takim „czerwonym kapturkiem”

          • Agnieszka Pukas

            Wierz mi, że może brzmieć to niedorzecznie, ale da się przygotować do takich sytuacji. Oczywiście chodzi mi o przygotowanie psychiczne. Trzeba po prostu „wyobrażać sobie”, że tracisz wszystko. Wtedy gdy naprawdę stracisz, będzie to mniejsze przeżycie niż bez tych przygotowań.

          • Michał13

            Trochę mi głupio tu się wypowiadać, z racji tego że po prostu Ciebie nie znam a co ważniejsze nie wiem co przeżyłaś.

            Co do „wyobrażania sobie” że tracę wszystko… jest to bezsensowne!
            Już podje powód!

            Hmmm, bo 90% z nich się nie spełni… to po co się nastawiać negatywnie jak można cieszyć się chwilą obecną… A na co się przygotujemy to w chwili gdy to stracimy okaże się bezwartościowe.

            Częsty przypadek… gdy dowiadujemy się że ktoś ma raka i zostało mu już niewiele czasu. To oczekiwanie na nieuniknione. I nagle się dzieje to i tak dla wszystkich jest to szok… mieli tyle czasu a okazuje się że o najważniejszych rzeczach zapomnieli (Powiedzieć coś, spędzić z nią więcej czasu…)

            Agnieszka ma dla Ciebie mały reportaż.
            Posłucha bo warto (no i fajnie się słucha)
            To zobaczysz również że stracić coś to pikuś przy próbie odzyskania tego…
            A co najważniejsze, to nie walczysz dla siebie tylko dla kogoś. I najbardziej boli nas czyjaś strata niż nasz własna
            
            http://www.polskieradio.pl/9/325/Artykul/1724167,Rozne-oblicza-problemow-z-alimentami

  • Dziękuję Wam wszystkim za słowa wsparcia 🙂 Bardzo się bałam publikować ten wpis, bo ciężko jest się przyznać przed samym sobą, że jest coś nie tak, a co dopiero przed gronem ludzi. Ale jest mi dużo lepiej – nawet samo napisanie artykułu i kliknięcie „publikuj” sprawiło, że poczułam lekką ulge. 🙂

    Dziiękuję za wszystkkie kciuki i wsparcie!

  • Karyna

    będzie dobrze! przyjdzie wiosna i wszystko jakoś się poukłada 🙂

  • Dora

    Marta! Znalazl;am Ciebie calkiem niedawno, ale jestem woja stala czytelniczka. Dzien bez Marty, to dzien stracony. Uwielbiam Ciebie za Twoja szczerosc, za to ile serca wkladasz w oba blogi I za to jak motywujesz ludzi. Dobrze, ze piszesz to co czujesz, bo kazdy ma zle I dobre dni, kazdy sie czyms doluje I stresuje. Mam nadzieje, ze lezej jest teraz Tobie na sercu. Wysylam pozytywna energie I mam nadzieje, ze jakos sie wszystko polepszy 🙂

  • To jest chyba taka niebezpieczna granica pomiędzy pasją, a prawdziwym biznesem. Ludzie to hieny i rekiny, zwłaszcza, jeśli chodzi o pieniądze, a jak raz wyczują słabość i świeżą krew, to koniec. Widziałam, że to już padło, ale również polecam terapię, serio. To jest bardzo niedocenione w naszym kraju, ale niezbędne, kiedy osiągasz sukcesy, a dopadają Cię rekiny. Trzymam kciuki, żeby było już tylko lepiej :). P.S. Weź się w garść, za dużo bierzesz na siebie, to ostatnie słowa, które powinnaś teraz usłyszeć, bo to jak stłuc szklankę i grzecznie poprosić, żeby się sama naprawiła.

  • Czuję się dokładnie tak, jak Ty. Blogi pisane optymizmem czyta się bardzo przyjemnie i ludzie szukają w nich siły. Czasem jednak od czasu do czasu normalne jest to, że autor bloga ma gorszy czas, w końcu wszyscy jesteśmy tylko ludźmi. Powiem Ci, że Cię rozumiem, chociaż mój blog jest raczej przykro- pesymistyczny i używam go raczej do wylania swoich żalów. Gdzieś w końcu trzeba to wszystko z siebie wyrzucić, a z własnego doświadczenia wiem, że kumulowany w sobie stres potrafi nieźle nabroić, bo po nerwowym dla mnie czasie mam problem z nadczynnością tarczycy. Może idź do jakiegoś lekarza, który przepisze Ci środki wyciszające, bo z tego może wyjść nerwica albo nawet rozwiną się problemy z tarczycą czy sercem. Nie straszę, nie pouczam i nie zmuszam.
    Na ludziach zdołałam się już poznać i już mnie chyba nic nie jest w stanie zdziwić. Nawet dzisiaj się o tym przekonałam XD
    Cóż więc mogę Ci poradzić? Nie zrzucę z Ciebie tego ciężaru, a moje słowa też są pewnie mało znaczące, ale na nerwy może warto pomyśleć o czymś bardzo relaksującym. Jeśli jest coś, co kochasz robić i masz wolny czas, to oddaj się przyjemności, całkowicie, aby nic poza tym nie istniało. Tylko Ty i Twoja przyjemność.

  • Tomek KFSS_PL

    Marta, polecam Ci „4-godzinny tydzień pracy” Tima Ferrissa. Jest tam kilka ciekawych rozwiązań jak poradzić sobie z męczącymi mailami, telefonami i przede wszystkim – ludźmi 😉

  • 高見彩乃

    Im bardziej się robisz „znana” tym więcej będzie się kręcić koło ciebie fałszywych ludzi. Bycie miłym jest fajne, ale tylko dla miłych osób, dla innych proponuję stosować taką samą taktykę co oni tzn, gdy próbują na tobie coś wymusić to ty zrób to samo – prosząc o jeszcze większą przysługę. W ten sposób ci fałszywi szybko się wykruszą. Nie ma co na siłę utrzymywać takich kontaktów, bo to jest po prostu toksyczne.

  • Marta osiągnęłaś ogromny sukces, który sprawia, że ludzie chcą ogrzać się w jego blasku. Kierują do Ciebie swoje prośby i myślą, że są jedyni więc oczekują, że się zgodzisz. Może ten post uświadomi im, ich prośby, które do Ciebie ślą nie są nietypowe, a zapewne tak zaczyna się wiele z maili. „Marta, mam do Ciebie nietypową prośbę”… Wiem, że to jest ciężkie, ale powinnaś skupić się na sobie. Trochę egoizmu nikomu nie zaszkodzi. Trzymam za Ciebie mocno kciuki!

  • Pati

    Ja mam identycznie. Do pewnego momentu szło mi na studiach dobrze. Stres był, ale się wyrabiałam. Aż tu nagle coś się zepsuło. Jeden zawalony weekend puścił efekt domina. Do tego doszły sprawy prywatne, a wiadomo, że jak w grę wchodzą uczucia i emocje to człowiek chociażby chciał, to się nie skupi. No i tak sobie próbuję odbudować tą równowagę, zapanować nad sytuacją, ale nie jest łatwo 🙂 Pozdrawiam i wspieram, bo wsparcie jest ważne w takich chwilach.

  • natalia

    Dobrze, że opublikowałaś ten wpis.Pokazałaś wszystkim, że nie jestes maszyną, nikt z nas nie jest . Udowodniłaś, że można mieć gorszy czas, że czasem jest wszystkiego za dużo i czasem mamy potrzebę żeby się odciąć, wygadać.Bardzo szczery wpis, dający dużo do myślenia.Rozumiem cię bo sama mam teraz doła, bo wszystkiego jest za dużo, bo ludzie cały czas czegoś oczekują i zdrowie siada .Dużo siły i wytrwałości kochana 🙂

  • Grzywcia

    ech Marta :v jedź na wakacje czy cos, powinno pomoc. Załóż komorke służbową i wyciszaj ja po 17 itd. i zastanow sie nad biurem cooworkingowym zeby oddzielic prace od domu;p

  • Martuś myślami jestem z Tobą :* Podziwiam Cię już od dawna, wierzę, że wszystko się u Ciebie ułoży, trzymam mocno kciuki i kibicuje :*

  • Magda

    Przeczytałam ten tekst dopiero dzisiaj i tak sobie myślę, że być może dla pewnych osób byłaś taką osobą która zawsze, wszystko i dla wszystkich, i jak się to nawarstwi, a człowiek czasem nie chcę albo nie wie jak odmówić to można poczuć się przytłoczonym. Nie ma na to prostej rady, nikt nie nauczy się być asertywny w ciągu miesiąca, mi to zajęło parę lat, ale warto czasem powiedzieć Nie i nie dać sobie wejść na głowę.

  • Marta Szulc

    Zwyczajnie jesteś za dobra dla ludzi. Jestem na podobnym etapie życia. Na szczęście pewne zdarzenie, które dość mocno „kopnęło mnie w tyłek” pokazało, że czas najwyższy przestać myśleć o innych i dla innych. Jeśli chcesz być za dobra dla innych musisz mieć twarde „cztery litery” :/ Sama doszłam do takiego punktu, żeby byłam skłonna przepraszać za wszystko. Nawet za winy innych ludzi. Przeżywałam chamskie, niedyskretne pytania ludzi. Zastanawiałam się co ze mną nie tak, co muszę zmienić, żeby ludziom dogodzić. Dość!! Może czasami trzeba wybuchnąć, pokrzyczeć, wymagać i powiedzieć NIE, żeby ludzie dostrzegli, że Marta to też człowiek, a nie jakiś superhero, który zniesie wszystko.

  • Tori :D

    Odkryłam tego bloga zupełnie przed chwilą… i wiesz co? Pokochałam Cię od razu! Nie jestes „idealną” słodką dziewczynką z internetu, po prostu.. sobą. Mysle, że jestes takim typem kobiety, która woli powiedzieć prawdę niż kłamstwo, chodzi o to np: „stara, zdejmij tą czarną koszulkę hehe”, a nie „O MY GY ALE TY ZEJABIA.. WYGLADASZ w tej koszylceee !!!” 😀 Zostaję tutaj, jestesmy z tobą. Trzymaj się ♥

  • Madix

    Marto – napiszę brutalnie, ale zupełnie poważnie.

    Jeśli przyłapiesz kogoś na kłamstwie bądź próbie wykorzystania Ciebie, bezwzględnie eliminuj te osoby z Twojego życia. Nie musisz wcale mówić im ostentacyjnie: „Spadaj!” – wystarczy uciąć z nimi całkowicie kontakty lub ograniczyć je do minimum – zablokować na mediach społecznościowych, nie odbierać telefonów, a jak komuś jednak uda się nawiązać nieproszony kontakt, to mów, że nie masz na to czasu i pogadacie później (w domyśle: nigdy) – czyli po prostu ich zbywaj, dopóki do nich nie dotrze, że ich zbywasz i się nie odczepią.

    Jeśli jednak pomimo Twojej odmowy złapiesz kogoś np. na przekręceniu warunków umowy i próbie naciągactwa, ZAGRÓŹ MU POLICJĄ. Podobnie z telefonami – ktoś dzwoni po raz milionowy, chociaż już milion razy powiedziałaś mu, że nie jesteś zainteresowana projektem? Powiedz – chłodno, bez emocji – że jeśli odbierzesz chociaż jeszcze jeden telefon, idziesz na policję i zgłaszasz stalking.
    Brzmi brutalnie, ale serio, Marta, no na Boga, jak ktoś jest ewidentnie chujkiem, który próbuje zrobić Cię w chuja, to nie ma się co cackać z osobą, która próbuje zrobić Ci krzywdę!

    Powiem Ci jeszcze, że znam Twój ból, bo i ja, i mój chłopak, też jesteśmy tzw. „dobrymi ludźmi” – tzn. lubimy pomagać innym i na ogół nie odmawiamy pomocy, jeśli zostaniemy o nią poproszeni (chyba, że jest po temu jakiś powód), ufamy innym ludziom. W związku z tym oczywiście też się wiele razy na tym przejechaliśmy i to dlatego jesteśmy obecnie mądrzejsi, mamy już tą tzw. „twardą dupę” zamiast miękkiego serca, i o ile przyjaciołom uchylimy nieba, o tyle dla kogoś, kto próbował nam zrobić krzywdę, nie ma zmiłuj i bezlitośnie się od takich osób odcinamy.

    Mogłabym Ci opisać takie mrożące krew w żyłach historie, że za głowę byś się złapała, jakimi chujami potrafią być ludzie. Nie – nie chcesz mieć nikogo takiego w swoim otoczeniu 😉

  • Sonka

    Pierwsze co mi przyszło go głowy po przeczytaniu tekstu to to, że mogłabyś stworzyć jakiś taki … no nie wiem… regulamin współpracy z klientami. Taki ogólny, gdzie byłyby podane zasady współpracy i standardowe terminy realizacji. Wysyłać każdemu, niech czyta. A jak próbuje wcisnąć Ci znowu jakiś kit, to zacytować regulamin. Na końcu regulaminu powinno być jeszcze o tym, że wszelkie spory i problemy będziesz starała się rozstrzygać w pierwszej kolejności polubownie. A kontakt z jakimś radcą prawnym dobrze mieć 😉 Niech nabiorą respektu ludziska.