Nie potrafimy szukać. Nie potrafimy drążyć. Nie jesteśmy w stanie się czegoś dowiedzieć.
Dobry Boże, dobrze, że przynajmniej wiemy jak się ubrać.

Nie wiem, czy to zjawisko się pogłębia, czy po prostu wcześniej tego nie zauważałam, ale większość ludzi nie ogarnia świata, w którym żyje. Tak po prostu. Ludzie w moim wieku nie potrafią czegoś wyszukać w Google, mają problem ze znalezieniem jakiejś rzeczy na prostej stronie, nie są w stanie sobie załatwić jakiejś pierdoły i czekają, aż ktoś ich poprowadzi za rączkę.

Nie rozumiem, jak to się stało.

KRÓTKA HISTORIA NIEOGARNIĘCIA

Przykład numer jeden: jest dziewczyna, czyta blogi. Świetnie. Pamięta, że widziała kiedyś na blogu X przepis na szarlotkę. Wchodzi na stronę główną, a przepisu nie ma – co jest dość logiczne, bo wyświetlają się tam najnowsze posty.
Co powinna zrobić w tej sytuacji? Ogarnięty człowiek wypróbuje kilka rzeczy – spróbuje poszukać, czy może na blogu nie ma wyszukiwarki, w którą mógłby wpisać słowo kluczowe, zacznie sobie przypominać, w jakim miesiącu widział ten przepis i odpowiednio przeszuka archiwum, albo zrobi najprostszą rzecz na świecie, czyli odpali Google, wpisze „szarlotka nazwa bloga” i TADADAM! w 99 procentach trafi na przepis, którego tak usilnie szuka.Tyle, że ludzie tak nie robią. Nigdy. Zamiast tego piszą prywatne wiadomości do autorów bloga z pytaniem o podanie przepisu, bo on nie może znaleźć (a tak naprawdę – nie chce mu się wysilać). Nie zrozumcie mnie źle, ja też dostaję takie wiadomości i korona mi z tyłka nie spada, jak na nie odpowiadam, ale jak masz 50 takich próśb w ciągu tygodnia, to poświęcasz na to mnóstwo swojego czasu. Czasu, którego tamta osoba nie chciała poświęcić, żeby zastanowić się przez 5 minut i znaleźć coś na własną rękę. Zaraz wam napiszę, z czego to wynika.

Przykład numer dwa: jest sobie chłopak. Stwierdził, że zostanie, dajmy na to, grafikiem. Zamiast poszukać odpowiednich kursów, książek i sposobów na nauczenie się podstawowych umiejętności, pisze do swojego kolegi, profesjonalnego grafika i prosi o podanie tytułu książki, najlepiej jednej, która ma wszystko, co jest mu potrzebne do nauki zawodu. Najlepiej jeszcze, żeby nie trzeba było zbytnio dużo robić, tylko przeczytać i już.

Co powinien zrobić w tej sytuacji? Nie wiem jak wy, ale gdyby mi zamarzyło się bycie osobą X, najpierw poszukałabym, na czym ta praca polega. Co muszę umieć, jaki jest dobry przedstawiciel zawodu X? Czym się charakteryzuje? Następnie przejrzałabym ofertę kursów i zamówiła kilka różnych książek.

No i teraz: jak wybrać dobre książki? Bardzo łatwo. W internecie, wyobraźcie sobie, są takie rzeczy jak recenzje…. no i w każdej księgarni możesz pogrupować pozycje według popularności, co też się niesamowicie przydaje przy zastanawianiu się, który tytuł będzie odpowiedni. Nie ma nic złego w pytaniu się innych z branży o radę, ale RADĘ, a nie listę tytułów albo instrukcję jak wszystko zrobić, bo samemu się nawet nie chce tego poszukać.

WEŹ MI POKAŻ, JAK TO ZROBIĆ

Powoli mnie zaczyna denerwować to życiowe nieogarnięcie. Niektórym naprawdę nie chce się niczego poszukać, pogrzebać, zainteresować się – wolą od razu zapytać kogoś innego, nie biorąc pod uwagę tego, że ta druga osoba musi poświęcić na odpowiedź swoją wolną chwilę i że jej zajęło trochę czasu nauczenie się/znalezienie jakichś rzeczy.

Wszystko trzeba pokazywać, najlepiej super-hiper-niesamowicie wyraźnym wskaźnikiem w postaci potężnego palca. Jak krowie na rowie.Czasami spotykam się z tym, że znajomi proszą mnie o niesamowite pierdoły – np. muszą wejść na stronę i kliknąć znajdujący się na niej link i mówią, że „jakoś nie mogą tego znaleźć, czy mogłabym już przesłać ten końcowy etap„. A wiecie, link jest na pół strony i jeśli naprawdę ktoś ma problemy ze znalezieniem go, to prawdopodobnie potrzebuje okularów jak Stępień w 13 Posterunku.

Czasami dostaję pytania o to, jakie wymagania są do dostania się na dziennikarstwo czy AWF…. mimo, że przecież one też wiszą na stronie uczelni! Kaman.

MÓJ CZAS JEST WAŻNY, TWÓJ NIE

Prawda jest taka, że mamy jakiś problem z szanowaniem czyjegoś czasu. Wydaje nam się, że wszyscy są nam coś winni, że dla nich to pięć sekund, i nic takiego.

I bądźmy szczerzy: to nie jest to, że ktoś „nie zna się na komputerach”, albo „nie umie dobrze szukać”. Dajcie spokój. To jest to, że komuś się nie chce i  nie ma ochoty tracić na to czasu. Ale że już osoba pytana marnuje swój czas – to jest spoko. Przecież to nie mój, nie?

Zapraszam Was na FACEBOOK i INSTAGRAM.