Ponad rok temu stwierdziłam, że czas na zmiany. Zakończyłam licencjat i zaczęłam magisterkę na kompletnie innej uczelni i zupełnie innym kierunku. Połowa znajomych łapała się za głowę, moja mama rozpaczała, że będę miała licencjata z czegoś innego, a magistra z zupełnie odmiennej rzeczy i jak tak można, i kto to widział… A teraz z perspektywy roku, mogę wam powiedzieć, czego się po tej zmianie nauczyłam i czy zmienianie czegoś w środku jest dobrą decyzją.
1. TO NIE STUDIA SĄ ZŁE
Wiecie, po dziennikarstwie byłam wielkim przeciwnikiem studiów. Że nic nie uczą, są stratą czasu, a większość ludzi idzie na nie dla papierka. Teraz widzę, że byłam w błędzie – to nie studia są złe, to konkretny kierunek. Nie byłam zadowolona z dziennikarstwa. Przedmioty były nudne i w większości nie związane z dziennikarstwem, zajęcia prowadzili teoretycy, ciągle oglądaliśmy prezentacje i nie ćwiczyliśmy swojego warsztatu w żaden sposób.
Trzy lata spędzone na nudzeniu się i nielicznych ciekawych zajęciach skutecznie zabiły we mnie sympatię do tego kierunku i spowodowały, że najzwyczajniej w świecie, na myśl o tym, że mam zajęcia, nie chciało mi się nawet wychodzić z domu.
Na AWFie jest inaczej. Przedmioty są ciekawe. W tamtym roku miałam może z dwa zajęcia “zapychacze” – reszta to ciekawe przedmioty, które – co najważniejsze – przydają się! Ludzie, którzy nauczają na tej uczelni to nie tylko teoretycy, ale często praktycy z ogromną renomą i doświadczeniem.
Na nielicznych przedmiotach są prezentacje – za to na większości prowadzący opowiadają, i to bardzo ciekawie. Jest często dużo nauki, ale takiej potrzebnej, a nie wkuwania historii filmu… bo rzeczywiście to zmieniło moje życie, że wiem, jaki był pierwszy film na świecie.
I co najważniejsze – mi się chce na te studia chodzić! Mimo tego, że mam dużo więcej obowiązków, niż na dziennikarstwie, bo przecież doszła praca i moje własne projekty. I mimo to, jadę zazwyczaj na zajęcia z uśmiechem, bo mam poczucie, że mają one sens.
2. JEŚLI MASZ PASJĘ, TO ZAWSZE SIĘ NAUCZYSZ
Zaczynając studia na AWF, miałam niesamowity kompleks. Czułam się dużo gorsza od osób, które były po licencjacie na tej uczelni i ciągle obawiałam się, że nigdy ich nie dogonię z poziomem wiedzy. W trakcie zajęć musiałam googlować niektóre pojęcia, czasami po danym dniu na uczelni szłam do biblioteki i wypożyczałam książkę z tego przedmiotu, który sprawiał mi trudność, żeby jak najszybciej to nadrobić.
Spędzałam nad zadaniami domowymi pięć razy więcej czasu, niż inni, bo bałam się, że zrobię coś źle. Zaparłam się i chyba mi się udało. Staram się cały czas poszerzać wiedzę, ale na drugi rok nie idę już z wielkimi kompleksami. Czuję, że już tak nie odbiegam poziomem i po raz kolejny widzę, że praca nad sobą, najzwyczajniej w świecie popłaca. Jak chcesz się czegoś nauczyć, to się nauczysz. Nawet, jeśli masz do nadrobienia trzy lata.
3. NIE SŁUCHAJ LUDZI
Ludzie nie lubią zmian. Tak ogólnie. Więc często jeśli przedstawiasz komuś swój zwariowany pomysł, który uwzględnia nagłą zmianę pracy, kierunku albo męża, to usłyszysz, że powinieneś to jeszcze przemyśleć.
Lepsze przecież jest niezmienianie czegoś, niż ryzyko.
Po co zmieniać coś, co jest w porządku?
I tak dalej. Grunt to nie słuchać ludzi. To znaczy: brać pod uwagę, co najbliżsi mają do powiedzenia, ale potem przerobić to w głowie jeszcze raz i samemu stwierdzić, czy ktoś ma rację, czy też głęboko się myli.
CZY WARTO?
Warto. Ludzie często już w trakcie studiów zastanawiają się, czy nie porzucić kierunku i nie wybrać czegoś innego. Czasami nie składają papierów na wymarzony kierunek, bo rodzina na to krzywo patrzy, a potem dorastają i stwierdzają, że żałują…
Z mojej perspektywy, bardzo warto. Różnica między chodzeniem na nieudany kierunek, a kierunek, który jest świetnie zaplanowany i jednocześnie jest twoją pasją, jest diametralna – jak niebo i ziemia. To zupełnie inny komfort chodzenia na zajęcia czy nawet nauki do egzaminów.
Dla mnie pójście na AWF było jedną z najlepszych decyzji w moim życiu. 🙂



Ja właśnie kończę ekonomię specjalizacja gospodarka przemysłowa na politechnice warszawskiej. Na mgr wybieram się na politechnikę łódzką ale nie na ekonomię lecz na zarządzanie specjalizacja logistyka i IT. Tak jak widać też mam zamiar coś zmienić w swoim życiu i to coś związanego ze studiami. Mimo iż zarządzanie z ekonomia są powiązane to specjalizacje ogromnie się różnią. Mam nadzieję,że tak jak Ty nie będę żałowała swojej decyzji.
Zmiany są super <3 Oczywiście wymagają wyjścia ze strefy komfortu, czasem wzmożonej pracy i ponoszenia porażek, ale opłaca się! A już szczególnie, kiedy czujesz, że to jest jakieś twoje niespełnione marzenie 🙂 I mówię to ja, architekt! (sorry, musiałam :D)
Szkoda, że ten post nie powstał 5 lat temu… 🙁
Każda zmiana niesie ze sobą coś dobrego. Nie możemy zamykać się w czterech śnianach zbudowanych ze zmarnowanych szans i lęku przed nieznanym. Jeżeli czegoś chcemy i marzymy o tym, to wystarczy zrobić pierwszy krok. Zmiany są zdecydowanie dobre.
Ja obecnie jestem na drugim roku dziennikarstwa i muszę powiedzieć, że lubię ten kierunek, ale nie zamierzam robić z niego magisterki, bo do niczego mi to nie jest potrzebne a praktyki w telewizji tylko dodatkowo utwierdziły mnie w tym przekonaniu. Oczywiście jak to powiedziałam znajomym (którzy zaznaczam nigdy nie studiowali a jeden nawet nie ma matury) powiedzieli, że bez magistra nigdzie mnie nie przyjmą i bez sensu robić studia, żeby mieć tylko licencjat a mnie z kolei marzy się wyprowadzka za granicę i podjęcie pracy w zagranicznych mediach
To jest wgl ciekawy fenomen – jeśli sami pracują, to przecież widzą czarno na białym, że można dostać pracę nawet całkiem bez studiów, nie mówiąc o licencjacie 🙂
Zawsze dziwią mnie ludzie, którzy wyciągają swoje opinie z kapelusza, całkowicie w oderwaniu od faktów (za to zapewne w silnym związku z tym, co usłyszeli od znajomych lub wyczytali w krańcach Internetu).
Ja właśnie zaczynam magisterkę na fizjoterapii, zrobiłam licencjat. Mam bardzo mieszane uczucia, z jednej strony bardzo to lubię, pasjonuje się tym, wiele się nauczyłam i widzę siebie w tym zawodzie, ba już po licencjacie – pracuje w zawodzie. Nie mniej jednak nie wiem czy będę tym ‘zyć’, a zawód medyczny wymaga stałych nakładów finansowych, ciągłej nauki, i poświęcania się pracy w 100%. Już w trakcie licencjatu wielokrotnie miałam zły humor, bo tak bardzo brakowało mi czasu na realizację swoich potrzeb twórczych. Niestety na tych studiach bardzo ciężko jest pogodzić życie prywatne, towarzyskie, rodzinne, pasję, hobby z obowiązkami studenta. To właśnie studia pochłaniają 90% czasu i energii. Z jednej strony więc lubię ,to co robię, gdyby nie fizjoterapia nie zaczęłabym pewnie biegać, ćwiczyć na siłowni, nie nauczyłabym się anatomii, podstaw żywienia, fizjologii, biomechaniki, prawidłowego pływania, założeń teoretycznych i praktycznych różnych treningów czy dyscyplin, nie nauczyłabym się wielkiej empatii w stosunku do ludzi chorych i niepełnosprawnych, nie nauczyłabym się pomagać innym, nie zaczęłabym się zdrowo odżywiać itd., ale jednocześnie wiem, że muszę dać upust swojemu artystycznemu zacięciu, fotografia, rysunek, muzyka, film, szeroko pojęta sztuka – to było moje zamiłowanie od dzieciństwa, dlatego coraz bardziej myślę, żeby po magisterce dodatkowo zrobić studia lub chociaż kurs np. z grafiki komputerowej, którą interesowałam się w liceum i na tyle na ile mogłam w kolejnych latach oraz wrócić do regularnego fotografowania. Pozdrawiam 🙂
Ja zmieniłam tak, że aż ledwie poszłam, rzuciłam i wracać nie zamierzam.
co prawda jestem młoda-głupia-niedoświadczona-marnuję swój potencjał i umiejętności; to szkoda mi 3,5 roku na dostanie papierka, który ni jak ma się do moich planów na przyszłość, które są takie niegórnolotne, bo chcę mieć swój własny sklep specjalistyczny z dużą szansą na rozwinięcie o inne działalności. ale co ludzie powiedzą?! </3
🙂
Studiuję coś co niby lubię, ale tak nie do końca. Poszłam na studia za granicą, jest ciężko, nawet bardzo, ale nie chcę wrócić do kraju, bo boję się, że wszyscy będą wytykać mnie, że to ta co nie dała rady. Zawsze chciałam uczyć dzieci, ale niestety studiuję całkiem inny, swoją drogą ciężki kierunek i chyba niestety widać ten mój błąd, bo coraz gorzej mi idzie. A studia wybrałam takie, bo mówili mi, że dla nauczycieli pracy nie ma, a po tym to zawsze znajdę coś.
Ja tak samo odkąd oznajmiłam, że chciałabym studiować niemiecki w kierunku nauczycielskim zawsze spotykałam się z krytyką, raz nawet kłóciłam się na lekcji z panią z geografii jeszcze w liceum ponieważ nagminnie chciała mi wmówić, że wybieram źle i powinnam iść co najmniej na prawo… Przy wybieraniu studiów kierowałam się faktem w jakich przedmiotach czuję się dobrze i co lubię a że do nich należał w sumie tylko niemiecki, no i lubię dzieci, postanowiłam spróbować. Same studia germanistyki są bardzo ciekawe, jednak przedmioty dodatkowe nauczycielskie są trochę olewane niestety, mam już mieć praktyki na 2 roku a ja kompletnie nie mam o tym pojęcia. Mimo to nie poddaję się. Ja uważam, że praca dla nauczyciela zawsze będzie, bo zawsze będą dzieci, ciągle słyszę, że niemiecki upadnie, że nikt go nie będzie już chciał w szkole, fakt martwię się tym bo widzę, że język upada zdecydowanie, ale przecież będę miała wykształcenie germanistyczne i dodatkowo nauczycielskie wiec zawsze można zmienić ale na razie próbuję, i tobie też to radzę ! Najważniejsze, żeby studiować to co się lubi ponieważ później będzie się tego tylko żałować 🙂 Powodzenia !
Myślę, żeby skończyć to co zaczęłam a jak dam radę, zacznę studiować co innego, muszę niestety szybko usamodzielnić. A co do języka niemieckiego, mówią tak Ci, którzy go się nigdy za bardzo nie uczyli. Osobiście angielskiego nienawidziłam, męczyłam się z nim do 1 klasy w liceum. W wakacje wyjechałam do Austrii i postanowiłam się nauczyć tego języka, maturę zdawałam już z niemieckiego i studiuję w DE.Studiuj go, zawsze znajdzie się ktoś jak ja, co nienawidzi innych a niemiecki pokocha :D!
Przerywać nie zamierzam 😀 O angielski to także moja zmora, chociaż powoli się do niego przekonuję 😛 Na pewno dasz radę ! Ojej studiowanie w DE to musi być coś, pełen szacunek! Ja mam wrażenie, że niemiecki lubią właśnie tylko ci co go dobrze potrafią, cała reszta go nienawidzi, bo akurat ten język albo się kocha albo nienawidzi ! 😛 Aż miło słyszeć jak ktoś mówi/ piszę, że wolni De <3
Ja sie wypaliłem już po studiach w pracy. uwielbiałem informatykę, dogadywałem się z każdym napotkanym komputerem. Dzisiaj już odczuwam ogromną niechęć do kazdego napotkanego komputera. Wiem, że umiem, i sobie doskonale z nim poradzę, co nie znaczy, że nie omijam go szerokim łukiem jak tylko mogę.
Obecnie moja pasja trochę się zmieniła. Jest to fotografia. Po przebyciu kilku kursów nadeszła decyzja, aby zrobić w tym kierunku szkołę. Od października zaczynam. A potem będę robić wszystko aby zmienić zawód. 🙂
Po licencjacie na tym samym kierunku – Dziennikarstwo i komunikacja społeczna, stwierdziłam, że teraz pora na coś innego. Dałam sobie rok czasu na zorientowanie się z czego tak naprawdę chciałabym zrobić magisterkę i w ciągu tego roku robię roczne studium z grafiki komputerowej – czegoś co mnie interesuje i gdzie wiem, że mogę nauczyć się czegoś nowego. Chcę zrobić mgr, chcę… ale nie z dziennikarstwa, no kurcze! To byłyby kolejne dwa lata stagnacji… Spotkałam się ze sprzeciwem wśród rodziny i bliskich, ale przecież to moja decyzja, moje życie. Mam nadzieję, że wyjdzie mi to na dobre.
Rodzina zapewne chce “dobrze”, tylko problem jest taki, że ich rozumienie tego, co jest “dobre” dla Ciebie, wcale nie musi się pokrywać z rzeczywistością 😉 Najlepiej potraktuj to tak, jak hasło “cukier krzepi”, bardzo silnie propagowane w czasach PRL – teraz wiadomo, że to bzdura (szczególnie przy współczesnym, siedzącym trybie życia), ale do dziś babcie lubią karmić wnuki słodyczami, przekonane o tym, że jest to dla nich “zdrowe”.
Wielu ludzi opiera swoje przeświadczenie o tym, że studia jednolite są lepsze od tych w trybie bolońskim albo na realiach sprzed 20 lat z górką (kiedy to studia były chyba tylko jednolite), nie obowiązujących już współcześnie, albo na opiniach znajomych, którzy studiów nie skończyli w ogóle, lub kończyli je kilkadziesiąt lat temu, więc skąd mają wiedzieć, jak wyglądają studia obecnie???
Traktuj takie opinie z dużym dystansem z ww powodów. Tak naprawdę warto słuchać ludzi, którzy na danym temacie się znają, a nie tych, którzy się nie znają, a jedynie “chcą dobrze”, bo mogą nam oni wyrządzić niezłą niedźwiedzią przysługę swoim brakiem wiedzy.
obroniłam licencjat z dziennikarstwa kulturowego na 5.
po roku przerwy wróciłam na magisterkę, tym razem na czyste dziennikarstwo, na inną uczelnię, ponieważ na poprzedniej mieliśmy mnóstwo kultury, mało zajęć warsztatowych. nigdy się tak nie zawiodłam. wytrzymałam półtora semestru. pomijam problemy z ludźmi, którzy razem byli od licencjata (nas, dołączających na mgr traktowali koszmarnie, normalnie – podstawówka!), wielkich panów i wielkie panie profesor, którzy naginali regulaminy a nawet je łamali według własnego widzimisię… najgorsze było to, że po raz kolejny tłukli w nas samą teorię… pracowałam ponad rok w wydawnictwie, jako redaktor. idąc na rozmowę, PO LICENCJACIE, byłam kompletnie nieprzygotowana… dostałam zadania praktyczne, których nie rozumiałam (chodzi o typowe nazewnictwo dziennikarskie, bo pisać potrafię). koszmar. nigdy więcej nie wrócę na dziennikarstwo. nigdy.
Hej Marta!
Skończyłam studia I stopnia we Wrocławiu 🙂 Od zawsze wiedziałam, że mimo iż lubię Wrocław to nie jest to moje miasto. A ‘moja’ uczelnia nie jest w stanie zaciekawić mnie już na kolejne dwa lata. Wiedziałam jedno – chcę studiować dalej, ale nie tutaj. Rodzice marudzili, gdy dowiedzieli się, że zdecydowałam się na Warszawę. Jednak nie poddałam się ich sugestiom, że może ten Wrocław będzie dobry. Teraz siedzę już w Warszawie 🙂 Wybrałam dwa kierunki, które są podobne do tego co studiowałam jednak specjalności, które oferuje moja nowa uczelnia są rewelacyjne i bardzo ciekawe! Boję się. Będzie ciężko. Jednak wolę zaryzykować, niż później żałować.
Sorki może za głupie pytanie, ale nie wiedziałam, że można robić licencjat z czegoś i mgr z czegoś kompletnie innego ? Strasznie mnie to zainteresowało, myślałam zawsze że mgr musi być połączony z lic. I tak po prostu złożyłaś papierki na Awf i przyjęli cię, liczyły się wyniki z matury czy ocena z lic ? Tak z czystej ciekawości 😀
Już od kilku dobrych lat się da, to zalety systemu bolońskiego 😀
Liczą się wyniki z lic. Ale! Nie na każdym kierunku tak działa. Np. na fizjoterapię bez licencjatu nie ma szans.
Dzięki za odpowiedź <3
Licencjat dopiero przede mną, lecz już teraz zastanawiam się nad kierunkiem magisterki i rozważam różne opcje, nie tylko kontynuację mojego kierunku. Twój wpis utwierdził mnie w przekonaniu, że dobrze robię i że nie popełnię błędu, jeśli magisterka będzie o czymś innym niż licencjat ^^
Cieszę się, że napisałaś ten post :). Ja mogę się podzielić swoim doświadczeniem, ponieważ będąc na trzecim roku filologii polskiej poszłam na uczelnię techniczną i zaczęłam studiować równolegle informatykę. Filologia polska mnie przytłaczała. Spodziewałam się, że będę tam się idealnie nadawać, bo przecież kocham książki, zawsze dobrze szło mi pisanie różnych prac itd. Zawiodłam się totalnie i po dwóch latach miałam dość tego kierunku. Wcale nie liczyło się dla nikogo to, co ja mam do powiedzenia na temat jakiejś powieści, tylko to, co było napisane w opracowaniu dotyczącym jej. Większość osób, które miały najlepsze średnie na roku, przez całe trzy lata studiów nie przeczytali żadnej lektury, tylko same streszczenia. Zaczęło też mi brakować matematyki, to może wydać się śmieszne, ale zawsze ją lubiłam :). Postanowiłam w końcu iść na informatykę (kompletnie zielona) i to zmieniło moje życie o 180 stopni :). Czasami żałuję, że od razu nie wybrałam studiów ścisłych, ale widocznie tak miało być :).
Rzuciłam studia, które mnie nie interesowały na rzecz studiów, które miały być spełnieniem moich marzeń i jeszcze na pierwszym roku były. Co mogę powiedzieć dziś? Dziś jestem przeciwniczką studiów, bo tak jak wspomniałaś, rozczarowałam się moją uczelnią i wykładowcami, których spotkałam. Tym bardziej mogą gorycz podsyca fakt, że studiuję na prywatnej uczelni, bo inaczej moja humanistyczna matura, nie była brana pod uwagę w rekrutacji na dietetykę. Idę na trzeci rok. W pierwszym roku uczyliśmy się podstaw: podstaw żywienia, anatomia, fizjologia. Byłam mega zafascynowana i nauka szła mi dobrze, bo byłam przekonana o tym, jak dobrą podjęłam decyzję. Teraz mogę powiedzieć, że przez dwa lata układałam dietę w szkole raz, bez przygotowania, na kartce z tabelami kalorii sprzed 15 lat. Pani przyszła i powiedziała: “Dziś układamy dietę dla kobiety w cięży z Hashimoto”. Nie omawialiśmy jeszcze ani ciąży, ani chorób tarczycy, ani w ogóle nic, a dostępu do komputera nie mieliśmy. Jakim trudem też było ułożenie diety na zaliczeni w zeszłym semestrze dla osoby chorej na niewydolność krążenia, jak my nie potrafimy w tej szkole ułożyć diety dla samego siebie. Każdy wykładowca mówi, a to na pewno już mieliście, to nie będę powtarzał, a problem w tym, że nie mieliśmy prawie nic. Same prezentacje. A hitem jest profesor od podstaw żywienia, który przekazuje nam dane z 1971 roku i uważa je za aktualne 😀 Szkole szkoda kasy na program dietetyczny, za to płaci się nawet za podbicie legitymacji (!). Eh, musiałam się wygadać 😀 Może kiedyś pójdę jeszcze na jakieś studia, żeby się przekonać, czy naprawdę są takie złe, bo te są okropne 😉
Poszłam na swoje studia z dość dobrym nastawieniem, mimo że nie był to szczyt moich marzeń. Przez pierwszy miesiąc było okej, ale później z dnia na dzień coraz gorzej. Schudłam ok 5 kg (patrząc na to, że mam 180 cm wzrostu taki spadek z 59 na 54 jest dość spory), nic mi się nie chciało, na nic nie miałam ochoty, ciągle ryczałam, życie w ogóle mnie nie cieszyło- nigdy nie było idealnie, ale czegoś takiego jeszcze nie przeżyłam. Po półtora roku powiedziałam sobie dość. Kończę z tym.
W październiku zaczynam kompletnie inny kierunek studiów i wiążę z nim spore nadzieje. Może mój stan nie poprawił się jakoś bardzo, ale jest na pewno lepiej niż w tamtym piekle 😛
Wszystkim polecam 😉
Źycze Ci, żeby Ci się udało na nowym kierunku i żebyś nie przeszła więcej takiego piekła :). Pozdrawiam!
Hej! W tej chwili przeżywam dokładnie to samo, nie odczuwam motywacji do studiowania a życie mnie nie cieszy, ciągle mam zły humor. Nie podoba mi się mój kierunek studiów i już po 2 tygodniach chciałam z niego zrezygnować.Problem w tym, że nie wiem na jaki, nie wiem co chcę robić w życiu. Wiem tylko, że mam dość mojego obecnego stanu i chcę na nowo odzyskać radość z życia.
Powodzenia na nowym kierunku, obyś przeżywała o wiele więcej szczęśliwych momentów 🙂
Zmieniałam studia (po semestrze zrezygnowałam z I, teraz kończę inżyniera) i mam podobne przemyślenia 🙂 “Co ludzie pomyślą” było ciężkie do przetrawienia, ale na szczęście miałam wsparcie rodziny i w ogóle nie żałuję – różnica między 1 a 2 kierunkiem jest kolosalna (pewnie też dlatego, że na 1 poszłam w sumie z przypadku, a dopiero na 2 z wyboru).
Mam teraz pracę “w zawodzie” i muszę przyznać, że studia bardzo dobrze przygotowały mnie do pracy. Absolutnie nie są samym “papierkiem” – dały mi ogromnego boosta do samorozwoju.
Ode mnie nie wymagano niczego poza tym, żebym po prostu coś studiowała, coś po czym “teoretycznie” dostanę pracę. Nigdy nie wiedziałam (i obecnie nadal nie wiem) co tak naprawdę chcę robić, chociaż zainteresowania mam dość rozległe. Teraz co róż przeżywam frustrację zastanawiając się nad tym czy zrezygnować z obecnego kierunku (a jeśli tak, to co mam robić dalej) czy jednak przemęczyć się przez te dwa lata (ponoć ma być lepiej, jak to mówił opiekun roku)… Ja już po prostu niczego nie jestem pewna 🙁
Jeśli mogę zwrócić się do was o małą pomoc…
Jak myślicie? Może powinnam jeszcze nad tym pomyśleć… ale niestety przecież jest tuż przed rozpoczęciem roku akademickiego (naprawdę, myślałam nad tym od lutego… i nic).
A może jednak pokusić się na złożenie podania o tzw. “dziekankę”? I w czasie przerwy zrobić jakiś kurs językowy… no i pomyśleć co dalej…?
A poza tym, to bardzo dobry wpis 🙂
Niestety nie jestem dobra w wystawianiu dobrych opinii (w ogóle jakichkolwiek opinii), ale często zaglądam na blog w poszukiwaniu motywacyjnego kopa a i czasem podsyłam coś znajomym kiedy oni jakiegoś pozytywnego bodźca potrzebują i zazwyczaj jest to strzał w 10! 🙂
Tak więc, dobra robota ^^
Pozdrawiam
Kasia
Kiedyś Ania z bloga aniamaluje pisała o tym, jak wybrać dla siebie odpowiednią ścieżkę, by robić to, co Cie interesuje. Polecam Ci popatrzeć (o ile jeszcze tego nie robiłaś) i może Ci to w jakiś sposób pomoże. Bo ja wychodzę z założenia, że jeżeli nie robisz tego. co lubisz, to ciężko będzie wstawać nawet codziennie do takiej pracy :). Poza tym Ania jest moją ulubioną blogerką razem z Martą :).
W tym roku dopiero zaczynam studia, również na AWF-ie. Jedyne o co się modle, to o to, aby trafić na wykładowców z pasją. Tym bardziej, że często zajęcia będę odbywać się od 8-20, dlatego nie wyobraża sobie żebym wytrzymała gdyby było inaczej.
Pozdrawiam!
Wszystko zalezy od kierunku. Studia medyczne sa studiami zawodowymi czyli maja za zadanie przygotowac cie do bycia fachowcem w okreslonej dziedzinie – lekarzem, pielegniarka, fizjoterapeuta, dietetykiem, trenerem itd. Jednoczesnie sa to zawody wymagajace ogromu wiedzy – mozna rzec “akademickiej”, ktora zdobywa sie na studiach. Praca na uczelni jest w tym srodowisku czyms nobilitujacym, swiadczacym o tym ze jestes fachowcem w swojej dziedzinie. Stad dobre studia na dobrej uczelni spelniaja swoje zadanie.
Zupelnie inaczej jest w przypadku wszelakich dziedzin “kreatywnych” typu dziennikarstwo, grafika itd. To sa dziedziny praktyczne jak medyczne ale jest jedna zasadnicza roznica – to nie sa dziedziny wymagajace ogromu akademickiej wiedzy i przeczytania stosu ksiazek. To sa dziedziny w ktorych liczy sie tylko i wylacznie praktyka i doswiadczenie a samo przeczytanie ksiazki nie uczyni cie lepszym grafikiem czy reporterem. Tu jest prosta zasada – im wiecej robisz, tym jestes lepszy. Praca na uczelni nie jest czyms nobilitujacym jak u medykow, wrecz odwrotnie – najlepsi pracuja dla najlepszych i nie maja czasu na uczelnie, ktore sa przechowalnia nieudacznikow, ktorym sie nie powiodlo w zawodzie. Badz teoretykow, ktorzy sa raczej “badaczami dziennikarstwa/grafiki” a nie dziennikarzami czy grafikami. Od badacza nauczysz sie byc badaczem a nie praktykiem stad masa przedmiotow teoretycznych a brak warsztatu. Ja studiuje na ASP i choc zajec praktycznych jest duzo, to sa one oderwane od realiow rynkowych i to tez jest bardziej takie teoretyzowanie. Warto isc do pracy na studiach w miare wczesnie (np po 3 roku), bo tam sie nauczysz duzo wiecej niz na zajeciach. Robisz realne rzeczy z ludzmi znajacymi sie na rzeczy.
Z tego wzgledu u nas nie ma i nie bedzie dobrych studiow z dziedzin kreatywnych. Jak chce sie byc dziennikarzem lepiej skonczyc inny kierunek i pojsc na roczne, bardzo praktyczne warsztaty/kurs dziennikarstwa. To samo z grafika. Kursy, samoksztalcenie, nauka od praktykow w pracowniach a pozniej praca. W pewnych dziedzinach studia zwyczajnie nie maja sensu i warto miec to na uwadze.
Skończyłam jedne ciężkie studia – 5,5 roku (farmacja) i teraz wiem, że chciałabym robić w życiu coś innego, pójść na inne studia, rozwijać się. Po prostu się w tym nie czuję, a bałam się je przerwać, bo nie wyobrażałam sobie “co ludzie powiedzą” “co ona znowu wymyśla” itd. I żałuję, że się nie uparłam i nie dążyłam do swojego. Teraz perspektywa jest taka, że muszę jakieś 2-3 lata popracować i może wtedy pójdę na moje wymarzone studia (chciałabym sama się na nich utrzymać, a nie czekać na kolejne dofinansowanie od rodziców). Tylko wiadomo, pojawia się pytanie, co z rodziną, którą chciałam założyć, dziećmi, które chciałam mieć itd…? Drugie studia skończyłbym mając ok. 35 lat…
Ja akurat mam odwrotnie 😉 przez pięć lat chodziłam na znienawidzoną inż. środowiska… (zrobiłam tylko inżyniera, którego “robi się” w 3 lata ale 2x nie zdałam ;]), a tak naprawdę farmacja jest moją pasją. Obecnie chodzę na studium technika farmacji, a w październiku zaczynam magisterkę na chemii leków 😉
Jak mówię komuś, że studiowałam dziennikarstwo, to zwykle słyszę “ŻE CO??? I CO TY PO TYM ROBISZ??? JAK TY SIĘ TU/DO PRACY/NA NOWE STUDIA ZAŁAPAŁAŚ?”. Tak jakby zmiana kierunku była niemożliwa. Strasznie miło się czyta, jak piszesz o swojej wielkiej miłości do AWF! 🙂 Ja poszłam na mgr z innego kierunku i też z zainteresowaniem, ale chyba źle nastawiłam się do tych studiów, bo nie bardzo chce mi się w nie angażować. Nowy rok (ostatni!) przede mną… może jednak podejdę do tego inaczej i coś z nich wyniosę? 🙂 Też chcę się jarać studiami, jak Ty! 😀
Marta motywujesz do zmian. Jesteś pełna energii. Super !
Co chcę studiować wiedziałam od gimnazjum, ale nie wiedziałam gdzie. Na szczęście nie dostałam się na Uniwersytet i zaczęłam studia na innej państwowej uczelni, powszechnie uważanej przez studentów Uniwersytetu za gorszą. Jak się okazało, były to wspaniałe 3 lata, podczas których wiele się nauczyłam i przygotowałam się dobrze do zawodu. Najważniejsze było to, że nie miałam nudnych, nic nie wnoszących wykładów. Większość zajęć to były ćwiczenia. Co najlepsze, większość wykładowców pracowała również na Uniwersytecie i sami twierdzili, że u nas jest lepiej :). Potem, niestety przyszedł czas magisterki na UO, który uważam za zmarnowany czas. Na szczęście już wtedy pracowałam i zdobywałam doświadczenie. Podziwiam Cię, że zdecydowałaś się zacząć totalnie inne studia i tak ciężko pracowałaś, żeby wszystko nadrobić :).
,,Jestem tu z przypadku” tak mówię wszystkim, którzy pytają mnie dlaczego poszłam na historie. Ale to nie jest do końca prawda. Prawdą natomiast jest, że nie dostałam się na kierunek, z którym wiązałam swoją przyszłość. Pokochałam myśl o swojej zaplanowanej przyszłości. Nie była to jednak miłość od pierwszego wejrzenia. Po tym jak okazało się, że nie zostałam przyjęta byłam rozczarowana. Ale teraz wiem, że wszystkie decyzje, które podjęłam później, były w moim mniemaniu właściwe. Wtedy też pojęłam, że na początku kierowała mną chęć zarobku wpojona przez ojca. Może kiedyś będę żałowała swoich decyzji, ale na ten moment umocniłaś mnie Marto w tym, że może dobrze postępuje. Choć jestem dopiero na pierwszym roku, to dzisiaj na zajęciach, poczułam ta małą ekscytacje, słuchając o Cesarstwie Rzymskim. Może jeszcze kiedyś zmienię kierunek, ale dziękuje, po przeczytaniu twojego wpisu czuję, że robię dobrze.
Podziwiam Cię, że zmieniłaś kierunek na zupełnie inny na drugim stopniu! Ja zmieniłam tylko uczelnię, przy okazji i zakres tematyczny studiów, więc musiałam bardzo dużo nadrabiać – ale mimo wszystko miałam już jakieś podstawy, po prostu tutaj było wszystko bardziej szczegółowo omawiane, a ja tych szczegółów nie znałam. Ale Ty – oprócz własnej wiedzy nie miałaś tych podstaw nawet, podziwiam 🙂 Sama myślę nad drugim kierunkiem – został mi już tylko niecały rok do obrony, więc nie chcę rzucać studiów. Jestem inżynierem, a myślę o dietetyce sportowej. I wiem, że zacznę te studia – jeszcze nie wiem gdzie i czy licencjat czy może podyplomowe, czy w przyszłym roku czy za dwa, ale mam wrażenie, że dadzą mi tyle radości, co Tobie AWF. Ważne jest, żeby robić w życiu to, co się kocha i co daje szczęście. Życie jest tylko jedno, nie ma sensu marnować go na marudzenie 🙂
Takie były właśnie moje studia licencjackie. Przychodziłam na zajęcia z przyjemnością i denerwowało mnie jak były jakieś godziny rektorskie bądź dni wolne 😀 Niestety mój kierunek został zamknięty nie dając nam możliwości zrobienia magistra i trzeba było wybrać coś innego. I tutaj niestety kierunek okazał się być kompletną porażką, więc żeby nie marnować czasu w życiu zajęłam się czymś innym a studia porzuciłam. Na całe szczęście jestem otoczona wspaniałymi ludźmi, którzy pozwolili mi podjąć własną decyzje bez sugerowania że robię źle
Ja myślę, że z tymi studiami to nie jest tak, że to kierunek jest zły. Bo tu też nie leży problem, ale w tym, jak te kierunki są prowadzone. Mało zajęć przydatnych do życia, lub pracy, w zawodzie. Nawet kierunek, który mógłby być ciekawy, po prostu sprowadzany jest do poziomu gdzie człowiek w pewnym momencie nawet lubiąc swoje studia traci po prostu do nich serce. Co do punktu ze słuchaniem ludzi to tak jest, że wolą stare, bo wiedzą na czym stoją. Nawet jeśli jest źle, a może być lepiej
http://dziewczyna-z-humana.blogspot.com/
Cześć 🙂
Ja czuję się trochę jak weteran studiowania, bo najpierw próbowałam architekturę, później skończyłam europeistykę, a następnie zrobiłam to, co w zasadzie zawsze chciałam – poszłam na dziennikarstwo. A teraz, żeby było weselej studiuje język indonezyjski na Javie
Tutaj się nie zgodzę, że “konkretny kierunek jest zły”. Wydaję mi się, że bardziej trzeba by to rozważać w kategoriach jednostkowych. Ja bardzo źle wspominam europeistykę i nie wiem, czy bym ją powtórzyła. Ale za to moje dziennikarstwo było cudowne! Mieliśmy dużo zajęć praktycznych, te teoretyczne były teorią do praktyki, a dodatkowo możliwość zajęć dodatkowych, kół naukowych czy nawet uformowania grupy zapaleńców, która spotykała się przy piwie, żeby tworzyć kolejne projekty i przedyskutowywać teorię. Wszystko to przy wielkim wsparciu naszych profesorów – praktyków, którzy poza byciem profesorami mieli swoje biznesy i działali w szeroko pojętej branży kreatywnej.
Na tych studiach nauczyłam się, że to nie kierunek jest zły, tylko ludzie niedostosowani.
Zauważyłam, że Ci co chcieli, wynosili z zajęć bardzo dużo; działali jeszcze więcej po zajęciach, a gdy mieli szalony (niemal niemożliwy do zrealizowania) plan radzili się wykładowców i władz uczelni i miesiąc później powstawał bardzo fajny event.
Dlatego też myślę, że trzeba dobrze trafić. I jest to niezależne od kierunku, który się wybierze. Tak jak wspomniałaś – jak masz pasję, to się nauczysz. Jak masz ludzi wokół siebie, którzy tą pasję podzielają, to jesteś w stanie razem z nimi, albo z ich wsparciem zrobić coś ekstra.
Ja miałam ekipę zapaleńców i nie było dnia, w którym nie robilibyśmy czegoś fajnego i rozwojowego pod kątem dziennikarstwa, komunikacji czy szeroko pojętych mediów. Miałam też na kierunku takich, którzy nei robili nic poza narzekaniem, jakie to te studia są złe i niczego nie uczą.
I jeszcze na koniec: po moich doświadczeniach w studiowaniu myślę, że studia są bardziej swego rodzaju platformą, dającą możliwości do nauki, rozwoju, odkrywania siebie i szlifowania warsztatu pod okiem kogoś, kto jest ekspertem. Tak długo jak my nie chcemy się rozwijać, nawet najlepsza uczelnia się za nas “nie nauczy”.
Ps. Studiowałam dziennikarstwo na SWPS we Wrocławiu. I bardzo sobie chwalę.
Wiele lat pracowałam w zawodzie, który nigdy nie był spełnieniem moich marzeń. Skończyłam jedne studia, drugie a nadal czegoś mi brakowało. W końcu odważyłam się i mimo swojego niemłodego wieku 😉 postanowiłam, że czas na zmiany. Zawsze myślałam o tym, by pracować w miejskim urzędzie, w którym mam koleżanki. Zdecydowałam się uzupełnić swoją wiedzę i spróbować. Poszłam na magisterkę z administracji na WSKZ. Ukończyłam studia i teraz w końcu spełniam się zawodowo i z radością chodzę do pracy 😉