Nie zawsze liczą się umiejętności.
Nie zawsze liczy się też to, ile kursów skończyłeś, gdzie to nie pracowałeś, kogo to nie obsługiwałeś i czego to na świecie nie widziałeś.
Czasami wystarczy, że otworzysz usta.

Niedawno poszłam do fryzjera.

Wszyscy doskonale wiecie, co ja mam na głowie. Moje włosy żyją własnym życiem. Widzieliście kiedyś reklamę jakiegokolwiek szamponu, gdzie Pani rzuca włosami z prawej na lewą, z lewej na prawą i ma piękną, błyszczącą, układającą się szopę włosów?
No to moje tak nie wyglądają.

Czasami znajdzie się jakaś życzliwa osoba w necie, która mi napisze: „Boże, ale masz zniszczone włosy!”. Nie wiem, czy Bóg ma zniszczone włosy, ale ja swoje takie mam od urodzenia, więc jeśli człowiek rodzi się ze zniszczonymi włosami, to ja jestem takim przypadkiem. Zawsze miałam na głowie blond wyschnięte siano, które ma w dupie lakiery, stylizacje, najlepsze szampony. 11745352_731523443641340_1617641552448017145_n

Kiedyś nawet stwierdziłam ,że zmienię swoje życie i zaczęłam czytać wszystkie te blogi o włosach, ale nic na mnie nie działało. Kiedy któregoś wieczora po raz kolejny siedziałam z olejem na głowie, a na drugi dzień jak zwykle nie było efektów, dałam sobie spokój.
To tak w skrócie, żebyście mieli pojęcie o sytuacji.

W każdym razie, niedawno wybrałam się do fryzjera celem rozpoznania. Usłyszałam o kilku fajnych zabiegach pielęgnacyjnych i chciałam najpierw wypytać o ich działanie. Wchodzę, siadam, pytam o zabieg. Czekam. Babka zerka na mnie i przez ramię mi mówi, że ten zabieg nie nadaje się do włosów rozjaśnianych rozjaśniaczem. Spokojnie tłumaczę, że nie rozjaśniałam włosów w ten sposób.
– No jak nie, jak tak – zaczyna – musiała pani rozjaśniać.
– Nie rozjaśniałam.
– Niby nigdy?
– Nigdy.
– Nie wierzę, one na pewno muszą być rozjaśniane!

Więc kolejne 5 minut spędziłyśmy na kłóceniu się, kto ma rację. Kiedy już wreszcie mi uwierzyła, zaczęło się najlepsze. Podeszła do mnie, mówiąc, że musi ocenić, czy włosy nie są za bardzo zniszczone, by przeprowadzić taki zabieg, jaki ja chciałam. Zbliżyła się do mnie, chwyciła kosmyk mojego siana i zaczęło się:

– Ale ma pani suche włosy!
– No mam, zawsze takie były.
– Ale zniszczone!
Milczałam. Pewnie, są zniszczone, ale czy naprawdę trzeba tak to podkreślać? Ale ona się dopiero rozkręcała:
– Boże – mówi do siebie – Boże, jakie BRZYDKIE, BRZYDKIE, ZNISZCZONE WŁOSY!
Zrobiło mi się głupio i nieswojo. Wiecie, ja mam całkiem luźne podejście do mojej szopy. Zdaję sobie sprawę, że nie są najładniejsze, ale nigdy nie miałam z tym problemu – tzn. staram się o nie dbać jak tylko umiem, ale nie płaczę po kątach, że ich nie lubię, bo je lubię. Są moje, no, poza tym, to tylko włosy. Ale w tym momencie zrobiło mi się głupio, zwłaszcza, że nie byłyśmy same. Oczywiście z foteli fryzjerskich już zaczęła na mnie zerkać widownia, by zobaczyć brzydotę w pełnej krasie.

pexels-photo-large

 

– Rany – mówi ona, ciągle trzymając moje pasmo – jakie ma pani OKROPNE, BRZYDKIE WŁOSY. OKROPNE SĄ!
Zatkało mnie. Siedziałam i gapiłam się na nią jak ciele w malowane wrota, bo nie miałam pojęcia, co odpowiedzieć.
– Siano no. Ja z takimi włosami na pewno tego nie zrobię, są okropne – mówi ta specjalistka od savoir vivre.

Przełknęłam gulę w gardle.
– Dobra, to może podetniemy trochę? – mówię pojednawczo. Zapuszczałam je długo, ale dobra, niech będzie, myślę sobie. Trzeba się poświęcić.
– To bym musiała panią na łyso zgolić – odpowiada, obracając się do mnie plecami i wracając do robienia swoich rzeczy – można spróbować zabieg x, tylko nie wiem, czy na takie włosy w ogóle będzie coś widać.

Tyle, że ja już nie mam ochoty na żadne zabiegi, a przynajmniej nie u niej. Szybko dziękuję, obracam się na pięcie i wychodzę. Mijam po kolei sklepy i w wystawach przyglądam się swojemu odbiciu. I teraz widzę tylko jedno: brzydkie, okropne, zniszczone, suche włosy. Jest mi zwyczajnie przykro.

ALE PANI JEST GRUBA

0001

Głupio przyznać, ale przejęłam się trochę. Cały dzień było mi przykro. Na początku wydawało mi się, że przesadzam, ale potem postawiłam siebie w roli tej fryzjerki. Jak wiecie, jestem trenerem personalnym. Wyobraźcie sobie, że przychodzi do mnie klientka, 15 kilo na plusie.

– Dzień dobry pani Marto, ja chciałabym schudnąć.
– Zaraz się pani przypatrzę. O Boże, ale pani ma tłuste uda! O rany, ale pani gruba!
– No tak, chciałabym schudnąć.
– No przydałoby się z dwadzieścia kilogramów, bo wygląda pani OKROPNIE.

Wyobrażacie sobie taką sytuację? Masakra.

Jeśli przychodzi do ciebie klient z problemem, to nie zaczynasz rozmowy z nim od wytykania mu tego problemu. Gdyby go nie widział, to by przecież nie potrzebował twoich usług. Mówienie mu, jaki jest brzydki, okropny, głupi, gruby, chudy nie jest żadnym rozwiązaniem.
Sprawia tylko, że wychodzisz na buraka.

A MOŻNA BYŁO TO ROZEGRAĆ INACZEJ

Wyobraźcie sobie, że przychodzę do tej fryzjerki i rozmowa przebiega inaczej. Podchodzi do mnie, patrzy na moje włosy i mówi, że co prawda nie może mi przeprowadzić zabiegu, który chciałam, bo włosy są zbyt suche i zniszczone, ale może zamiast tego zaproponować zabieg x, który może pomóc. I potem, jeśli pomoże, możemy spróbować z tym zabiegiem, o który pytałam na początku. Gdyby ta babka tak mi powiedziała, zapisałabym się od razu na wszystko.

Ale zamiast tego musiała mi uświadamiać, że powinnam się wstydzić, że w ogóle mam czelność wychodzić z takimi paskudnymi włosami do ludzi.

 

Niech się sama strzyże.