Siedzę.
Nic mi się nie chce, więc nic nie robię. Ale równocześnie wiercę się co chwilę, po raz piąty piszę listę rzeczy do zrobienia i wzdycham głośno co pięć sekund, bo czuję wyrzuty sumienia. Wyrzuty, że czas leci, a ja nic nie robię.
Bo przecież powinnam zapierdalać. Jak my wszyscy.

Przez 3 tygodnie miałam kurs na instruktora, który zajmował mi jakieś 10 godzin dziennie. Poza tym normalnie pracowałam (w domu), więc jedyne, co jeszcze robiłam, to kąpałam się, jadłam i szłam spać.  Kurs skończył się w tamten piątek, a ja od soboty snuję się po domu i kompletnie nie mogę zmusić się do niczego.

Nie mogę.

14063567_1855521961343527_1308750525_n
Odpiszę na maile, coś tam popracuję, ale miałam robić jeszcze milion innych rzeczy i nie mogę się zebrać. Najchętniej zawinęłabym się w kołdrę i czytała romansidła.
Tyle, że tego też nie mogę, bo za każdym razem mam wyrzuty sumienia. Kupiłam sobie piwo, żeby je wyciszyć i wreszcie się odciąć, ale to też nic nie dało, bo siorbię ze słomki i ciągle myślę o tym, że powinnam przecież coś robić. Bo przecież WSZYSCY robią, nie?

Wchodzę na internet i widzę pięćdziesiąt tysięcy postów opublikowanych przez znajomych blogerów, którzy nie lenią się tak, jak ja. Widzę celebrytki ćwiczące więcej niż ja – co jest dość ironiczne, bo przecież jestem trenerem, więc powinnam ćwiczyć przez każdą sekundę mojego życia. Widzę panie domu, którym chce się upiec ciasto, kiedy ja po prostu idę do lodówki, kroję arbuza i to jedyne, na co mnie stać w dzisiejszym dniu. Ja komuś chce się piec piętrowe ciasto? Skąd ci ludzie mają energię?
Mi się nic nie chce. Ale równocześnie nie pozwalam sobie na wyluzowanie, więc ani nie odpoczywam, ani nie pracuję.
A przecież trzeba.

JAK MOŻNA NIC NIE ROBIĆ?

Nie zrozumcie mnie źle. Większość czasu robię bardzo dużo i sprawia mi to przyjemność – dlatego to robię.  Ludzie mi mówią – no to nie planuj. Ale kiedy ja lubię planować! Kiedy ja lubię uzupełniać kalendarz, robić plany, mnie to relaksuje, sprawia mi to przyjemność. Nie w tym rzecz w ogóle. Dajcie mi organizować się tak, jak chcę, bo ja to po prostu uwielbiam i robię to w wolnym czasie. Ludzie grają na gitarze, a ja sobie zakreślam mazaczkami coś w różowym kalendarzu albo planuję jak podbijać świat. Lubię być zajęta i to akurat nie jest mój problem.

Mój problem pojawia się wtedy, kiedy każda komórka mojego ciała nie chce, a ja w głowie myślę, że muszę. Bo przecież świat się zawali – jak tak można nic nie robić? Przecież wszyscy robią. Zapierdalają. Nieustannie.
13398635_1116144341771451_289543039_nNie pozwalam sobie odpocząć, ale jednocześnie nic nie robię – bo nie potrafię się zmusić – więc niby mam luz, ale tak naprawdę nie mam, bo ciągle udaję, że zaraz będę działać. Co prowadzi do tego, że od soboty nie zrobiłam tak naprawdę nic produktywnego, ale jednocześnie ani przez chwilę nie wyluzowałam. Paranoja.

W pewnym momencie daliśmy sobie wmówić – albo ja sobie dałam, może Wy jesteście dużo mądrzejsi, niż ja – że musimy ciągle zapierdalać. Że dzień bez działania to dzień stracony. Zmarnowany. Jak to tak, niczego nie załatwić? Niczego nie odhaczyć? Zapierdalaj, mała.

Przecież wszyscy ciągle zapierdalają. Jak nie w pracy, to w domu. Szorują mopem, pieką, robią biznesy, pracują, biorą nadgodziny, idą się kształcić. Już nikt nie ogląda seriali, bo przecież strata czasu.

Celowo używam tego słowa. My nie możemy „pracować”. „Działać”. „Robić coś”. Tylko zapierdalać, tak z hukiem, z trzaskiem obcasa, z półobrotu jak Chuck Norris. Zapierdalać, bo nas coś goni.
Tylko sami nie wiemy, co.

WEŹ WYLUZUJ

Gdybym miała wybrać wadę, która najbardziej mi we mnie przeszkadza, to jest to właśnie ta wada. Że nie potrafię wyluzować. Że piję piwo albo i nie, siedzę przed serialem, ale co chwila go przyspieszam, żeby jak najszybciej skończyć, bo przecież trzeba działać, pracować, chociaż wiem, że mi się nie chce. I że moja głowa nie chce, ani moje ciało nie chce.

12360301_796820583778292_4306262349436730879_n

Moja przyjaciółka dobrze powiedziała, że czasami trzeba tak odpocząć, żeby piła się naostrzyła. Przetniesz tym więcej, niż taką stępioną od ciągłej roboty.

Tyle, że czasami nie wiem, czy moja głowa potrafi. Wyłączyć się i odpocząć. I zrobić to bez wyrzutów sumienia, bez tego głosu: zapierdalaj, weź się do roboty.

Poza tym, przecież przyznawanie się, że ci się nie chce, jest słabe. W dobie wiecznego motywowania się, couchów, cytatów i szarych fotek z inspirującymi napisami, powiedzenie: dzisiaj mi się nie chce w cholerę jest jak strzelenie sobie w stopę.

Tyle, że są takie dni, że się nie chce. I wtedy wiesz co? Wcale nie powinieneś zapierdalać.
Powinieneś się wyłączyć i robić to, na co twoje ciało ma ochotę. Bez wyrzutów sumienia.

I tego próbuję się nauczyć. Tylko jeszcze mi nie do końca wychodzi.

fotografia główna: Alicja Bodak

Przeczytaj także:

  • kolendziolka.pl

    Wróciłam z pracy i od 3 godzin odpoczywam- nie pamiętam takiego dnia . Czuję, że jest już w miarę dobrze, więc wstaję i zabieram się do roboty bez wyrzutów sumienia.

  • Joanna Olawińska

    Jakbym czytała o sobie normalnie. Uwielbiam Cię za te wpisy !

  • Jane599

    Dzięki za ten artykuł. Po prostu prawdziwe życie 🙂

  • Trzeba czasem wrzucić na luz i poobijać się. Robić czasem to, na co mamy ochotę. Czytanie romansideł też jest ważne! A tak przy okazji, jak masz coś fajnego do polecenia z tego typu książek, to napisz koniecznie. Pewnego razu po Twoich książkowych polecajkach przepadłam na wiele godzin 🙂

    • Napiszę post, bo właśnie pochłaniam całą serię i stwierdziłam, że się podzielę – bo nie mogę się odkleić! 😀

  • Tak mi upływa ostatni tydzień urlopu i bardzo się cieszę, że wracam w poniedziałek do pracy! 🙂 ale dobrze wiedzieć, że nie tylko ja tak mam. Dlatego dziś próbowałam za wszelką cenę i chyba się trochę udaje naprawdę nic nie robić (i nie żałować)
    To jest prawdziwy tekst motywacyjny 😀

    • To się cieszę 😀 Sobie nie zawsze umiem pomóc, to może chociaż komuś 😀 😀

  • Anna Szczotka

    Rok temu w wakacje miałam taką sytuację: przez 2 tygodnie nie mogłam spać. Byłam po ciezkim roku akademickim, po 10h na uczelni, mnóstwo nauki na Medyku, treningi 6 x tyg., brak snu, stres.. nadeszły wakacje, a ja spałam po 3h na dobę, maxymalnie po 30 min, po dwóch tygodniach byłam wycieńczona, zła, agresywna, placzliwa, krzykliwa itd. Skończyłam na lekach nasennych i uspokajajacych. Wzięłam tabletke i mówię mamie: wezmę 1, bo MUSZĘ wstać o 4 na trening, a potem posprzątać, spotkać się.. wyliczalam dalej, na co ona: NIC NIE MUSISZ, odpusc sobie, jeden dzień odpocznij, wyluzuj. I wtedy zmieniłam myślenie.. Spałam następne 30h, obudziłam się inną osobą. W tym roku miałam jeszcze cięższy rok akademicki, do treningów biegowych, doszły jeszcze te na siłowni, nauka, obrona… Spałam przez 10 miesięcy po 4h na dobę… Ale nauczyłam się odpuszczać trening, nauke, wyjście ze znajomymi czy szperanie w internecie, jeśli mój organizm ma dość – i raz na jakiś czas odpuszczam, idę spać, wlaczam muzykę, zalałam świeczkę, biorę kąpiel i nie myślę o obowiązkach.

  • Fiołek88

    Od 3 lat miałam bardzo intensywny czas… teraz odpoczywam i mam właśnie wyrzuty sumienia, bo trochę za długo to trwa. Tylko że przez te 3 lata ktoś narzucał mi plan dnia… wracałam z pracy jadłam obiad wychodziłam na spotkanie/konferencje/inne spotkanie organizacyjne. Teraz się to skończyło i sama muszę zadbać o swój wolny czas po pracy, ale jeszcze nie potrafię. Obiecywałam sobie, że jak to się skończy to zrobię to i tamto, a teraz nic. Leżę w łóżku, obijam się, nie umiem posprzątać, tego co sobie obiecałam, nie umiem zmusić się do wysiłku fizycznego, choć obiecywałam, że zacznę ćwiczyć itd. Mam nadzieję, że życie to jakoś zweryfikuje i wstanę w końcu z tej kanapy 🙂
    Ważne jest to by się nie dać zwariować i wybrać to co się kocha, do tego teraz dążę nie wiem ile mi to zajmie ale powoli wstaje z kanapy 🙂 Powodzenia w ustalaniu w swoim życiu priorytetów 🙂

  • Ja już zaakceptowałam, że po dłuższym wysiłku mam po prostu kaca. Najpierw myślę sobie, że zrobię milion fascynujących rzeczy, gdy już w końcu będę mieć więcej czasu. Kończy się na tym, że nawet nie mam ochoty na czytanie książek i jestem zdolna jedynie do oglądania powtórek „M jak miłość” 😀
    Jak to w końcu zaakceptowałam i przestałam się ze sobą szarpać, to szybciej mi przechodzi 😉 W okresie, w którym nie mam za bardzo czasu na relaks, wciąż robię listy z tymi ekscytującymi pomysłami na luźniejszy czas, bo to mi sprawia przyjemność i pomaga przetrwać. Po prostu nie oczekuję, że rzucę się na to od razu. W te wakacje robiłam sobie wolną niedzielę i choć lubię języki obce, to nawet to odpuszczałam. Odłączałam się od internetu i robiłam, to na co miałam ochotę, nawet jeśli to były trzy filmy jednego dnia.

  • I za to normalne podejście Cię właśnie uwielbiam! <3

  • U mnie doszło do tego, że ostatnio musialam w kalendarzu zapisać konkretną godzinę i termin pt. ‚nie robisz nic, odpoczywasz’ ;D więc wiem dokładnie o czym mówisz 😉

  • Agata

    Czy jestem jedyną osobą, która tak nie ma?…
    W sumie to przypominam sobie jak przez mgłę moje spięcia wewnętrzne, w jakichś zamierzchłych panieńskich czasach 😉 Mąż mnie oduczył niezdrowego podejścia, swoim przykładem. Odkąd staliśmy się „jednym ciałem” (tak tak, w związku nieformalnym to nie działało), jest tak, że on mnie zaraża swoim zrównoważeniem, swoim spokojem wewnętrznym i swoją motywacją, np. do nauki.

    PS. Właśnie uczę się pediatrii, sącząc kawę i ups, czyżby znow siedząc na blogach? 😛

  • Mam dokładnie to samo.Tymi myślami jestem chyba bardziej zmęczona niż gdybym serio coś zaczęła robić. Tak bardzo chcialam nie zmarnowac czasu ze cos zaczelo nie działać, no cóż trzeba sie nauczyc nowego podejścia :p

  • iw

    To ja też dziś właśnie mam taki dzień, że już nie mam siły i nic mi się nie chce. Przyznaję jednak, że czuję się podobnie jak Ty. Czyli z wiekiem nie bardzo przechodzi. 🙂

  • Od kilku dobrych tygodni staram się sobie odpuszczać przynajmniej trochę w weekendy. Ale też włącza mi się syndrom marnego odpoczynku, bo ciągle gdzieś z tyłu głowy mam świadomość zaległości, które przez to moje nieróbstwo się tworzą. Chyba to taka choroba tych czasów, że nasze zaganiane myśli nie potrafią zatrzymać się choć na chwilę i chociażby jak ciało powiedzieć nam stop, wyłączam się i proszę mi nie przeszkadzać. Trudno jest nauczyć się bycia wyluzowanym. Zawsze zazdrościłam na studiach tym wszystkim luzakom, którzy znajdywali czas na wszystko z wyjątkiem nauki, a skończyli je tak samo jak ja 😀 o ile czasem nie wychodzili na tym lepiej niż ja ucząca się skrupulatnie materiału. 😀 To chyba trzeba mieć w genach 😉

  • syla

    Dosłownie jakbym o sobie czytała..

  • To jest naprawdę trudna sztuka, doskonale to rozumiem. Nic nierobienie w dzisiejszych czasach jest takie fuj, bo przecież człowiek sukcesu powinien, a prawda jest taka, że nikt nie chwali się swoim niechciejstwem. Nikt nie wstawia zdjęcia w lustrze w rozciągniętej piżamie, przedwczorajszych włosach i bez makijażu, bo ma swój piżamowy dzień, albo weekend, lub tydzień-a przecież każdy, nawt człowiek sukcesu, takie przerwy posiada. Bo jest to tak normalne jak oddychanie, że czasem nam się zwyczajnie nie chce… Tylko wstyd tym się chwalić, bo i po co. Bo przecież lubimy być doskinali, piękni i powdziwiani za ciężką pracę, nasze sukcesy i koło się zamyka, a my wpadamy we frustracje, bo ktoś wszystko, a my zupełnie nic.

  • Czuję podobnie. W sierpniu chciałam zwolnić, postarać się właśnie wyluzować, ale już po paru dniach znów brakowało mi czasu. Bo lista zadań długa 😮 Ale przecież większość na niej spraw nawet nie jest koniecznych. Nie umiem nawet pomalować sobie sama paznokci, bo zaraz coś idę robić, a przecież jeszcze nie wyschły.

  • To teraz się zastanawiam czy coś ze mną nie tak, bo nie mam żadnego problemu ze spędzeniem całego dnia przy serialu 😀

    • Paulina

      o tym samym pomyślałam >.< a nawet dni… xD

  • Jejuuu, mam tak samo, i to tak często! Ostatnio chłopak mnie zmusza do odpoczywania, zaciągając mnie na hamak i zamykając na balkonie… ;p To zmora, ale też się uczę odpoczywać, tak prawdziwie. Wmawiam sobie, że przecież jak odpocznę to później wszystko mi łatwiej i szybciej pójdzie – tak jak piszesz o tej pile. A trzeba kiedyś przecież wyluzować. Uświadomiłam to sobie dopiero niedawno, ale wydaje mi się, że szybko robię duże postępy 🙂 Staram się nie pracować w weekendy i wieczorami (no chyba, że akurat najdzie mnie wena). Naprawdę się staram. Jak mi się nie chcę, to albo znajduję sposób na motywację (np. żywa muzyka, szybki prysznic, spacer z ułożeniem myśli, taką jednoosobową burzą mózgów, ekhem, mózgu), a jak nawet tego mi się nie chce to wszystko olewam. I mi to coraz lepiej wychodzi 😉 Nie ma mnie dla świata i wypoczywam. A na drugi dzień zazwyczaj działam ze zdwojoną siłą 🙂 Więc da się tego nauczyć 😉 Pozdrawiam!

  • Donia

    Marta, też miałam z tym ogromny problem, aż pewnego wieczoru zabrała mnie karetka, bo zasłabłam i lekarz stwierdził przemęczenie. Od tego czasu bardzo zwolniłam i przypomniałam sobie jak się odpoczywa, jeżdżę na pikniki i wpatruję się w niebo, czytam książki (polecam Slow Life), leżę pod kocem i oglądam seriale z kotem na kolanach 🙂 niby odpoczynek to prosta czynność, a coraz więcej osób o tym zapomina… pozdrawiam i życzę powodzenia!

  • Mikrożycie (www.mikrozycie.pl)

    Mam dokładnie to samo… I też nie do końca sobie z tym radzę, choć jest i tak duży progres od czasu studiów. Trudno, teraz jeszcze Ci nie wychodzi, ale za jakiś czas zacznie. Ja sobie zawsze powtarzam, że tysiące ludzi na całym świecie się leni, ale jakoś nie umierają na ulicy, mają co jeść i mają pracę więc jak ja sobie trochę poodpoczywam to też mi nic nie będzie. Może Tobie też to pomoże. 🙂

  • Aina

    Marto pomyśl sobie, co takiego najgorszego może się stać, jeśli przez jeden dzień nie zrobisz nic. Nie włączysz pralki albo nie poodkurzasz, no i co z tego? Przyjdzie Ci akurat wtedy teściowa na kontrolę? Kiedy ja nic nie robię, mówię sobie tak: „Ale ja mam dobrze! Lepiej niż inni, którzy chcieliby tak sobie usiąść, ale nie mogą, bo muszą akurat teraz być w pracy, najczęściej takiej której nie lubią. Poza pracą mają huk obowiązków i nikt ich nie wyręczy ani nie pozwoli olać. Ja jestem szczęściarą i mogę odpuścić, bo wiem, że absolutnie nic się nie stanie i życie mi się nie zawali jak się trochę polenię … i nikt nie będzie miał pretensji.”.

  • Lena

    W takie dni dobrze jest zaplanowac sobie czas na relaks. Serio! Ja tez uwielbiam planowac I podczas takiego stanu nawet zapisuje sobie, ze mam 0.5 h na czytanie. Pozniej cos innego, obowiazkowego I dalej znow 15 min albo 0.5 h na relaks. To sprawia, ze ten wyznaczony czas w 100% realizuje na odpoczynek, bo przeciez go sobie zaplanowalam. A nawet jesli obowiazki pozniej wykonuje nadal powoli to I tak je robie, zeby nie bylo bo po tym czasie mam znow relaks dla siebie.
    Twoja kolezanka dobrze to ujela. Ostrzenie pily jest skuteczne, zeby wyciac nia pozniej caly las.
    Ale nawet jak ci nie wychodzi praca (choc juz I tak napisalas post – brawo!) ani relaks to sie po prostu zdystansuj I pomysl, ze to minie. Przeciez nie przestaje sie od tak czegos kochac 🙂

  • Jakub Mokrosiński

    To się nazywa „pracoholizm”. W sumie choroba. 1 krok to zrozumieć, że się ją ma.

    Ja potrafię się wyciszyć, wyluzować i odpocząć. Kilka lat temu zrozumiałem, że aby wygrać w wyścigu, trzeba wziąć w nim udział. Paradoksalnie – po co brać udział w wyścigu, którego nie można wybrać? To się nazywa wyścig szczurów. Mnie dotyka, choć nie dotyczy. Kiedy chcę leżę brzuchem do góry, kiedy chcę siedzę bezproduktywnie przed komputerem, a kiedy potrzebuję piję piwko i po prostu siedzę. Moim ulubionym nicnierobieniem jest puszczenie sobie jakiejś płyty (których mam na razie niewiele), walnięcie się na podłodze jak długi i po prostu słuchanie muzyki. I wiesz, w sumie to na prawdę czasem daje kopa – jak trzeba coś zrobić to po prostu to robię i mam na to i energię i spokojny czas. A nie tak jak niektórzy zapieprzają ile wlezie i ciągle twierdzą, że nie mają czasu. Ja mam i to dużo dla siebie, dla rodziny, dla tego co lubię, dla pracy. I tak między Bogiem a prawdą, choć robię trochę (podkreślam TROCHĘ) mniej niż Ci co zasuwają, czuję sie jednak wyluzowany i szczęśliwy gdy pęd do wszystkiego wkoło. Ludzkość już dawno narzuciła sobie tempo za którym sama nie może nadążyć? Po co? Tego chyba nikt nie wie.

  • Mi też bardzo różnie wychodzi radzenie sobie z tym problemem. Staram się sobotę przeznaczyć na słodkie lenistwo, ale i tak często myślę, że mógłbym zrobić to, tamto i jeszcze coś. W tygodniu, to w ogóle sobie z tym nie radzę, ale również się staram 😛

  • O dziwo, jak byłam młodsza, to bardziej mi to doskwierało. Miałam poczucie, że muszę coś robić, że muszę myśleć, że nie mogę powiedzieć, że mi się nudzi, bo przecież inteligentni ludzie się nie nudzą. Nie mogłam powiedzieć, że nie mam ochoty o czymś wiedzieć lub coś zrozumieć, bo przecież każda informacja jest cenna i przecież powinnam jej chcieć. Sama jednak nie wiem, jak to się stało, ale zwyczajnie nauczyłam się odpuszczać, jeśli na coś bardzo nie mam ochoty. Myślę też, że nie zawsze warto całkiem porzucać danego zajęcia, ale np. odejść od niego na 30 min. i zrobić coś, na co ma się ochotę (spacer, film, serial, rozmowa ze znajomym itp.), po czym wrócić i zobaczyć, czy nadal będziemy czuć się tak samo jak przedtem. Jeśli tak, to oddać się relaksowi na 100%, żeby następnego dnia ze świeżym umysłem wrócić do swojej pracy. Myślę, że praktycznie każdy zna stan, który opisujesz, najtrudniejsze jest tylko przyznanie się przed samym sobą, że: „tak, dziś mogę wyluzować i nic a nic mnie nie obchodzi”, bo nie chce znaleźć się w kategoriach „leniwi”, „głupi”. Trzymam kciuki za Twój relaks 🙂

    http://bestjabestja.blogspot.com/

  • Sylvia Cantante

    Rowniez przez to przeszlam. Bardzo niefajne doswiadczenie, jednak wieeeele mnie nauczylo.
    Pojawilo sie przy pierwszej lepszej okazji- czyli przygotowania na przesluchania do szkoly teatralnej.
    Chcialam dac z siebie doslownie wszystko! (bo tak przeciez trzeba, prawda? Zaawsze dawac z siebie wszystko! Niewazne, ze juz lezysz i sapiesz, masz wstac, wyprostowac sie i udowodnic swoja sile!)
    Takze zaczely sie ciezkie przygotowania, uczenie sie tekstu, taniec i spiew, wszystko naraz. A o dpoczynku zapomnialam kompletnie.
    Do szkoly sie nie dostalam (z wycienczenia nie poszlo mi zbyt dobrze) a moj uklad nerwowy nie zapomnial sie upomniec o swoje (o odpoczynek). Skutki tego nie byly dla mnie zbyt przyjemne. Zrozumialam, ze przygotowania byly swego rodzaju zaspokojeniem nie moich prawdziwych pragnien (serca) a zaspokojeniem wymyslow mojego ego, ktore pragnie byc najlepsze, silne, niezlomne, a tacy nie jestesmy. I jesli nie zrozumiemy, ze ludzie to z natury leniwcy (co nie oznacza, ze cale zycie mamy spedzic na kanapie, o nie nie, prosze mnie zle nie rozumiec) ze potrzebujemy sie resetowac, wypoczywac, ze poprostu NASZE CIALO tego potrzebuje. Musimy byc wyrozumiali dla tego typu potrzeb i ignorowac urazona dume naszego niezlomnego ego (tak, tak wlasnie to sa te glosy w naszej glowie o ktorych wspominasz: zapierdalaj mala)
    Niestety na dzien dzisiejszy bardzo zapominamy o jednej najwazniejszej rzeczy: zdrowie
    Jak bedziemy tak zapier***ac (oj, zeby czasami nie okazac sie leniwcem przed samym soba – a co dopiero przed innymi- Oho, co to to nie!) i spelniac zachcianki naszego ego, w koncu rozladujemy sobie baterie doszczednie i tyle z tego bedzie!
    Nie przedkladajmy naszych ”wielkich planow” (z calym szacunkiem do wszystkich marzen i planow waszych, ale zadajmy sobie pytanie czy warto poswiecic dlan zdrowie)
    Pamietajcie- cialo zawsze upomni sie o swoje. To nie jest nakrecana zabawka, ktora ma dla nas wlasnie (przepraszam za ponowne uzycie) zapie**lac.
    Traktujmy je z szacunkiem jako narzedzie, ktore dla nas tak wiele robi ale tez nagradzajmy je- odpoczynkiem, relaksem, przyjemnoscia- nie bojmy sie tego. Takie polozenie sie na chwile ( badz na dwie chwile, badz nawet na caly weekend) w spokoju w ciszy (o zbawiennym wplywie ciszy dla naszego umyslu tez mozna sporo powiedziec) moze naprawde wiecej zdzialac, przyniesc wiecej korzysci niz takie bieganie, a jak nie bieganie to zastanawianie sie gdzie jeszcze pobiec. Spokojnie, cialo samo sie zregeneruje, umysl sam nam podpowie. Wsluchujmy sie we wlasne cialo, w jego potrzeby. Wsluchujmy sie jak w przyjaciela a nie jako zagrozenie, ktore stoi nam na drodze do osiagniecia celow bo ma swoje limity (o nie, znowu zmeczenie- Buch! Trzecie espresso) Jesli czujemy, ze kompletnie odmawia nam posluszenstwa- nie ignorujmy tego sygnalu. Ono chce nam cos powiedziec przez to, moze „mam dosc, wyluzuj, zwolnij, dam ci wiecej ale tylko przystopuj na chwile, daj odpoczac” Gdzies nam ktos wmowil, ze to jest zle, ze to nierobstwo, ze tak nie przystoi. I mamy ogromne poczucie winy z tego powodu. Czas to odwrocic, czas nauczyc sie…zyc. Czesciej odpoczywajac bedziemy..szczesliwszymi ludzmi. A o to chyba chodzi.
    Gdzies przeczytalam, ze powstaja poradniki ”jak produktywnie wypoczywac” poniewaz ludzie juz podczas 15 minutowego wypoczynku maja ogromne wyrzuty sumienia z powodu bezproduktywnosci. Ludzie, czy my jestesmy jakimis robotami na tasmie, czy ludzmi!? Bezproduktywnosc- tak bardzo sie tego boimy… To juz sa problemy natury psychicznej, jakies stare wzorce gdzies gleboko w naszej swiadomosci ulozone. (narzucone Przez ludzi, przez spoleczenstwo i zaadoptowane przez nas samych) Potrzeba czasu by to zrozumiec i wyplewic to z glowy.
    Bardzo podobaja mi sie komentarze ludzi, ktorzy opisuja co robia w swoim wolnym czasie (czytanie, seriale..) wiecie co? Wedlug mnie to wcale nie jest zadne marnowanie czasu, odwrotnie- to jest wrecz zbawienne! To jest prawdziwe zycie! Podczas czytania ksiazki, czy nawet ogladania serialu, pozostajemy sami ze soba, ze swoja wyobraznia, jestesmy zainspirowani, patrzymy, podziwiamy, uczymy sie, uzywamy zmyslow, bierzemy sami siebie za reke i wsluchujemy sie w siebie. To jest czas na poznawanie samego siebie, a przeciez ostatnio widzimy naglowkow na blogach „poznaj samego siebie” „pokochaj siebie” „najwazniejsza relacja to ta z samym soba” Mnie sie zdarzylo, ze odechcialo mi sie i czytac i dowiadywac i ogladac (a sa to rzeczy ktore zawsze byly dla mnie najprzyjemniejsza czynnoscia) a to wszystko wlasnie z przepracowania! Co to oznacza? Ze sie poprostu zapomnialam. Zapomnialam o samej sobie w tym calym iluzorycznym pedzie. Okropnosc. A wiec kiedy caly dzien spedzimy jedzac platki i czytajac ksiazke Nie czujmy sie wtedy winni. Dziekujmy Bogu, ze mamy jakies zainteresowania! Ze mamy ten dar, to szczescie, ze jeszcze cos na tym swiecie potrafi nas wciagnac, zainteresowac! Ilu znudzonych zyciem, zabieganych ludzi mogloby pozazdroscic nam takiej mozliwosci. Ja od kiedy zorientowalam sie, ze ja tak naprawde NIC NIE MUSZE ja moge tylko CHCIEC to zycie mi sie nagle spodobalo i..wiecej na tym zyskuje. Nie zmuszajac sie do niczego, zyjac w zgodzie z wlasnymi potrzebami, z wlasnym cialem (szanujac tego mojego starego dobrego przyjaciela) odkrylam czego tak naprawde chce.
    majac 23 lata doswiadczylam stanu w ktorym ”niewiem czego chce” dopiero teraz, tak! Ale jak to- zastanawialam sie- przeciez ja zawsze wiedzialam czego chce, mialam plany, marzenia, bylam wszystkiego taka pewna, jak to jest teraz mozliwe ze ja nagle niewiem!? A to sie okazalo, ze niestety czesc z tych marzen wcale nie byla moimi marzeniami, a jedynie pragnieniem spelnienia tego „Ja chce udowodnic ze jestem pracowita”. Zastanowmy sie czy u wiekszosci z nas tak nie jest..?
    Bardzo podobaja mi sie slowa pewnego profesora „Wstac rano, zrobic przedzialek i sie odpieprzyc od siebie”

    Bo czymze jest prawdziwe zycie? Czerpaniem radosci z Robienia tego, czego MY chcemy. A my tak czesto robimy cos, czego tak naprawde nie chcemy (a tak nam sie tylko wydaje, albo tak nam WMOWIONO – nazwijmy rzeczy po imieniu) bo tak wypada- bo wypada COS robic. Przeciez lepiej robic COS niz siedziec bezczynnie, prawda? Przeciez lepiej nawet udawac ze cos sie robi niz tak bezwstydnie..lezec. Ludzie, jesli bedziemy tak myslec to nigdy prawdziwie nie bedziemy zyc, bedziemy tanczyc pod wystukiwany przez kogos, kto wymyslil teorie produktywnosci rytm.

  • zula04

    Jak ja dobrze to znam… Miałam wolne ferie, ale trochę do zrobienia i większość czasu przesiedziałam, wykonując rzeczy z gatunku tych nieproduktywnych. Parę razy się zebrałam do roboty – może cztery, na dwa tygodnie! I w ostatni weekend byłam autentycznie zmęczona nicnierobieniem, bo przecież tyle miałam zrobić. Te wakacje przetrwałam, o dziwo, bez zamartwiania się o listę do zrobienia – może dlatego, że w wyniku skomplikowanych działań nie dotarły do mnie materiały do przepisania, wypisania i napisania? Niestety ciężko jest wyłączyć się na odrobinę wypoczynku, tak by się niczym nie zamartwiać. Może kiedyś się tego nauczymy.

  • Iwona

    A kto nam wmawiał, jak nie Marta? 😀

    • Odpowiem tak, jak w komentarzu na fb o podobnej treści:
      „o wypraszam sobie, jeśli pijesz do mnie 😀 W bardzo dużej ilości postów mówię o umiarze! Ja tego nie potrafię do końca stosować, ale zawsze to podkreślałam :)”

  • Klaudia Lewicz

    Kurcze! Mam tak niemal przez cały czas. W dużej mierze jest to dla mnie dobre, bo to mega motywacja do działania, jednak jak już wcześniej wspomniałaś wszystko musi mieć swój umiar. Mi na szczęście udaje się od czasu do czasu zrobić sobie dzień, w którym nic nie robię, a nie mam przy tym wyrzutów sumienia 😉

  • włóczka

    Ciągle mam wrażenie, że nic nie robią, chociaż gdzieś z tyłu głowy zdaję sobie sprawę z tego, że tak naprawdę robię dosyć sporo. Ostatnio nawet kupiłam kalendarz, w którym zaczęłam zapisywać rzeczy do zrobienia (mniej lub bardziej ważne) i pomyślałam „ja pier*olę”, bo było zapisane pół strony małym druczkiem, a to nadal nie wszystko.
    Nie potrafię do końca wyluzować. Dużo rzeczy, które robię sprawiają mi przyjemność. I chyba w tym problem. Nie może do mnie dojść, że coś po prostu fajnego nie jest bezwartościowe.

  • Ja nie dość, że się przyznaję, że mi się czasem nic nie chce, to jeszcze, o zgrozo!, moim uczniom mówię, że jak mają takie dni to mają dać mi znać, to coś wymyślimy, żeby nie padli od nadmiaru wrażeń. Chyba za mało coachingowych książek przeczytałam 😀 Cenię sobie możliwość przeleżenia jednego dnia z serialami w tle nawet jeśli powodem mojego lenistwa jest po prostu chwilowa niedyspozycja niezależna ode mnie. Nie jesteśmy robotami (a i komputery trzeba resetować) 😛

  • gabriela

    Kochana, kiedy trenujesz to musisz mieć również czas na regeneracje. Twój mózg też tego potrzebuje, pomyśl o swoim zdrowiu! 🙂