Siedzę.
Nic mi się nie chce, więc nic nie robię. Ale równocześnie wiercę się co chwilę, po raz piąty piszę listę rzeczy do zrobienia i wzdycham głośno co pięć sekund, bo czuję wyrzuty sumienia. Wyrzuty, że czas leci, a ja nic nie robię.
Bo przecież powinnam zapierdalać. Jak my wszyscy.

Przez 3 tygodnie miałam kurs na instruktora, który zajmował mi jakieś 10 godzin dziennie. Poza tym normalnie pracowałam (w domu), więc jedyne, co jeszcze robiłam, to kąpałam się, jadłam i szłam spać.  Kurs skończył się w tamten piątek, a ja od soboty snuję się po domu i kompletnie nie mogę zmusić się do niczego.

Nie mogę.

14063567_1855521961343527_1308750525_n
Odpiszę na maile, coś tam popracuję, ale miałam robić jeszcze milion innych rzeczy i nie mogę się zebrać. Najchętniej zawinęłabym się w kołdrę i czytała romansidła.
Tyle, że tego też nie mogę, bo za każdym razem mam wyrzuty sumienia. Kupiłam sobie piwo, żeby je wyciszyć i wreszcie się odciąć, ale to też nic nie dało, bo siorbię ze słomki i ciągle myślę o tym, że powinnam przecież coś robić. Bo przecież WSZYSCY robią, nie?

Wchodzę na internet i widzę pięćdziesiąt tysięcy postów opublikowanych przez znajomych blogerów, którzy nie lenią się tak, jak ja. Widzę celebrytki ćwiczące więcej niż ja – co jest dość ironiczne, bo przecież jestem trenerem, więc powinnam ćwiczyć przez każdą sekundę mojego życia. Widzę panie domu, którym chce się upiec ciasto, kiedy ja po prostu idę do lodówki, kroję arbuza i to jedyne, na co mnie stać w dzisiejszym dniu. Ja komuś chce się piec piętrowe ciasto? Skąd ci ludzie mają energię?
Mi się nic nie chce. Ale równocześnie nie pozwalam sobie na wyluzowanie, więc ani nie odpoczywam, ani nie pracuję.
A przecież trzeba.

JAK MOŻNA NIC NIE ROBIĆ?

Nie zrozumcie mnie źle. Większość czasu robię bardzo dużo i sprawia mi to przyjemność – dlatego to robię.  Ludzie mi mówią – no to nie planuj. Ale kiedy ja lubię planować! Kiedy ja lubię uzupełniać kalendarz, robić plany, mnie to relaksuje, sprawia mi to przyjemność. Nie w tym rzecz w ogóle. Dajcie mi organizować się tak, jak chcę, bo ja to po prostu uwielbiam i robię to w wolnym czasie. Ludzie grają na gitarze, a ja sobie zakreślam mazaczkami coś w różowym kalendarzu albo planuję jak podbijać świat. Lubię być zajęta i to akurat nie jest mój problem.

Mój problem pojawia się wtedy, kiedy każda komórka mojego ciała nie chce, a ja w głowie myślę, że muszę. Bo przecież świat się zawali – jak tak można nic nie robić? Przecież wszyscy robią. Zapierdalają. Nieustannie.
13398635_1116144341771451_289543039_nNie pozwalam sobie odpocząć, ale jednocześnie nic nie robię – bo nie potrafię się zmusić – więc niby mam luz, ale tak naprawdę nie mam, bo ciągle udaję, że zaraz będę działać. Co prowadzi do tego, że od soboty nie zrobiłam tak naprawdę nic produktywnego, ale jednocześnie ani przez chwilę nie wyluzowałam. Paranoja.

W pewnym momencie daliśmy sobie wmówić – albo ja sobie dałam, może Wy jesteście dużo mądrzejsi, niż ja – że musimy ciągle zapierdalać. Że dzień bez działania to dzień stracony. Zmarnowany. Jak to tak, niczego nie załatwić? Niczego nie odhaczyć? Zapierdalaj, mała.

Przecież wszyscy ciągle zapierdalają. Jak nie w pracy, to w domu. Szorują mopem, pieką, robią biznesy, pracują, biorą nadgodziny, idą się kształcić. Już nikt nie ogląda seriali, bo przecież strata czasu.

Celowo używam tego słowa. My nie możemy „pracować”. „Działać”. „Robić coś”. Tylko zapierdalać, tak z hukiem, z trzaskiem obcasa, z półobrotu jak Chuck Norris. Zapierdalać, bo nas coś goni.
Tylko sami nie wiemy, co.

WEŹ WYLUZUJ

Gdybym miała wybrać wadę, która najbardziej mi we mnie przeszkadza, to jest to właśnie ta wada. Że nie potrafię wyluzować. Że piję piwo albo i nie, siedzę przed serialem, ale co chwila go przyspieszam, żeby jak najszybciej skończyć, bo przecież trzeba działać, pracować, chociaż wiem, że mi się nie chce. I że moja głowa nie chce, ani moje ciało nie chce.

12360301_796820583778292_4306262349436730879_n

Moja przyjaciółka dobrze powiedziała, że czasami trzeba tak odpocząć, żeby piła się naostrzyła. Przetniesz tym więcej, niż taką stępioną od ciągłej roboty.

Tyle, że czasami nie wiem, czy moja głowa potrafi. Wyłączyć się i odpocząć. I zrobić to bez wyrzutów sumienia, bez tego głosu: zapierdalaj, weź się do roboty.

Poza tym, przecież przyznawanie się, że ci się nie chce, jest słabe. W dobie wiecznego motywowania się, couchów, cytatów i szarych fotek z inspirującymi napisami, powiedzenie: dzisiaj mi się nie chce w cholerę jest jak strzelenie sobie w stopę.

Tyle, że są takie dni, że się nie chce. I wtedy wiesz co? Wcale nie powinieneś zapierdalać.
Powinieneś się wyłączyć i robić to, na co twoje ciało ma ochotę. Bez wyrzutów sumienia.

I tego próbuję się nauczyć. Tylko jeszcze mi nie do końca wychodzi.

fotografia główna: Alicja Bodak